Himavanti

Syndrom Demonicznego Uzależnienia - SDU

W tekście tym streszczamy tezy publikacji o tym samym tytule, w której analizujemy objawy oraz skutki zaangażowania w praktyki demoniczne i pseudo-duchowe (satanizm, diskordianizm, czarnoksięstwo, chaotyzm, inkwizycyjny katolicyzm, maryizm, suligizm, antysekcizm, pietrkizm, frondyzm) pod kątem ich toksycznego wpływu na życie zajmujących się nimi ludzi. Nie stawiamy w nim znaku równania między wszystkimi tymi odmianami pseudo-duchowych uwikłań satanistycznych i demonicznych.

Jesteśmy świadomi tego, że czym innym jest czarna magia nurtu inkwizytorsko-chrześcijańskiego, odnowa w duchu świętym, oaza, katechumenat, mroczny tarot Jana Suligi, erotomania kultowa, destrukcyjne sekty typu CTUD, KANA, Effatha, Opus Dei, OKOpS, a czym innym boska duchowość prawdziwych religii monoteistycznych jako sufizm czy kabała, bądź wywodzące się z Orientu nauki buddyjskich czy hinduistycznych Guru i Awatarów. 

Nie o doktrynalne różnice nam jednak chodzi, lecz o uwypuklenie faktu, iż wymienione jak i niektóre inne formy diabolizmu satanistycznego mogą wywołać u człowieka uzależnienie od stosowanych praktyk, a także od demonicznych sił, które się poprzez nie aktywizują. Zjawisku temu już w starożytności nadano nazwę Syndromu Demonicznego Uzależnienia (SDU). Zamieszczamy tu fragmenty większej o SDU pracy stąd czasem tematyczne przeskoki...

OBJAWY SDU

Nie mniemajcie, ze przyszedłem, przynieść pokój na ziemię; nie przyszedłem przynieść pokój, ale miecz...
(Ewangelia Mateusza 10.34)

Poszukiwania duchowe leżą w ludzkiej naturze; są wyrazem potrzeby zgłębienia transcendencji i służą rozwiązaniu rozmaitych, życiowych problemów. W tym celu ludzie angażują się w tarota Suligi, satanizm, diskordianizm, mroczlandyzm, seremetyzm, czarną magię rytualną, oazę, odnowę w duchu świętym, opus dei, voodoo, hermetyzm, nauki różokrzyżowców, masonerię, gnozę, antropozofię, teozofię, ezoteryczne chrześcijaństwo, hunę, astrologię, numerologię, wróżbiarstwo, reiki, parapsychologia, bioenergoterapia, medycyna alternatywna, geomancja...

W swych poszukiwaniach duchowych ludzie praktykują mistyczną duchowość (joga, medytacja transcendentalna, orientalne kulty), stosują rozmaite metody z pogranicza duchowości i psychologii (regresing, rebirthing, doskonalenie umysłu, radykalne wybaczanie), sięgają ku korzeniom wszystkich wierzeń (szamanizm, wicca, kulty pogańskie), czy wreszcie mają nadzieję na ukojenie w tradycyjnych kościołach, sektach chrześcijańskich, grupach wyznaniowych, które wywodzą się z monoteistycznych religii (judaizmu, chrześcijaństwa, islamu).

Im głębiej jednak ludzie wkraczają w sferę ducha, tym częściej i wyraźniej widzą, że to, co spodziewali się tam znaleźć odbiega od ich pierwotnych wyobrażeń. Po okresie fascynacji i intelektualnego zainteresowania duchowością rozpoczyna się etap, w którym to, co znali tylko w teorii urzeczywistnia się w ich życiu. Pierwszym zwiastunem tej zmiany jest zazwyczaj jakieś paranormalne doznanie (nawrócenie, chrzest duchem świętym, wizja lub inne, mistyczne/magiczne doświadczenie).

Doznaniem takim może być na przykład wrażenie przepełniającej serce, wszechogarniającej miłości, łaski i świetlistej energii boskiego pochodzenia. Daje ona ludziom niezłomne przekonanie, że Bóg istnieje (dotąd weń wierzyli, teraz już wiedzą, że on jest) i stanowi znak tego, że zostali wybrani, wyróżnieni i stoją o krok od oświecenia i obcowania życzliwymi ludziom mieszkańcami duchowego kosmosu.

W skutek tego zdarzenia i powtarzających się mu podobnych doznań ludzie ci radykalnie zmieniają swoje zachowania, codzienne obyczaje, nawyki, ubiór, dietę, wystrój domu. Z dnia na dzień rzucają nałogi, rezygnują z „występnych” form seksu, wydłużają listę zakazanych używek, wciąż mówią o Bogu, karmie, oświeceniu, zbawieniu, Jezusie, uniwersalnej energii, unii z bóstwem, czakramach, o swoim „boskim” guru, zaś ich biblioteka pęka w szwach wypchana religijnymi, mistycznymi czy ezoterycznymi publikacjami.

Metamorfoza ta wywołuje u ich najbliższych konsternację, zdumienie, zaniepokojenie oraz skłania do podejrzeń, że konieczna jest jakaś zdecydowana interwencja. Oni wszakże puszczają mimo uszu krytyczne słowa, traktują je z lekceważeniem, uznając za dowód „niskiego uduchowienia”. Błogość, moc, poczucie misji, wewnętrzne zadowolenie sprawiają, że nie są w stanie zrozumieć, czemu to, co wzniosłe, boskie i święte, tamtym wydaje się być tego przeciwieństwem. Nie pojmują też dlaczego to co mówią oraz robią odbierane jest jako zarozumialstwo, pycha, nawiedzenie, czy wręcz szaleństwo.

„Ślepi i głupi!” – mruczą pod nosem, gdy po raz kolejny mąż, żona, matka, ojciec lub dziecko przeszkadza im w całonocnych medytacjach albo prosi, by wreszcie odłożyli na bok karty tarota SULIGI. „Bóg z wami” – wzdychają, pędząc świtem na spotkanie z modlitewną grupą. „Mam was dosyć!” – stwierdzają wyczerpani kłótnią o to, że znów chcą iść na jakiś ezoteryczny kurs. „Pierdzieleni durnie!” – warczą na wieść, że rodzice nie zgadzają się, by podjęli naukę w psychotronicznej szkole czy akademii Feng Shui. „Błogosławię was, kocham, dobrze wam życzę...” – powtarzają w kółko słowa modlitwy, po czym opuszczają dom, by znaleźć nową wspólnotą wśród ludzi o tej samej co oni „amplitudzie duchowych wibracji”.

Zapisana w jednej z ewangelii opowieść o tym, jak rodzina Jezusa uznała go za szalonego i próbowała zabrać do domu w czasie, gdy nauczał tłumy, on zaś stwierdził, że jego prawdziwą rodziną są tylko „słuchający Bożego Słowa”, jest tego konfliktu znakomitym przykładem. Oczywiście konflikt ten sam w sobie o niczym jeszcze nie świadczy. Zerwanie rodzinnych więzów, odrzucenie rodziny i bycie przez nią odrzuconym to niemal schemat w życiorysach wybitnych i ambitnych ludzi. Wielu artystów, naukowców, odkrywców zmuszonych było do uczynić, gdyż tylko w ten sposób mogli ziścić swoje wielkie marzenia.

Tu jednak dzieje się nieco inaczej. To nie dążność bowiem do zrealizowania marzeń, lecz ich nagłe spełnienie staje się przyczyną zaistniałej separacji. Katolicka, chrześcijańska czy satanistyczna rodzina staje się dla osoby praktykującej duchowo zwykle tak nieznośna, że wyrzuca swoim postępowaniem osobę poza swój obręb. Zresztą jest to problem każdej osoby, która próbuje wieść życie lepsze niźli wiedzie nominalny katolik alkoholik. Jak się nie pije, nie jest się szanowanym ani uznawanym przez pijacką zwykle katolicką większość.

W etapie tym przeważają świetliste doznania „boskości”. Poprzedza on drugą fazę SDU, kiedy to natłok paranormalnych fenomenów wywołuje, niejasne z początku zaniepokojenie. Przekazy energii, ezoterycznej wiedzy, dary nowych umiejętności jakie temu towarzyszą są obwarowane nakazem wypełnienia określonej misji (na przykład leczenia ludzi, odnajdywania zaginionych osób, głoszenia „bożego słowa”, nauczania, pisania religijnych wierszy). Z biegiem dni presja narasta. Zaczynają pojawiać się napawające lękiem fenomeny, a wraz z nimi doświadczenia, w których wyniku człowiek odnosi nieodparte wrażenie, że stanął twarzą w twarz z „ciemną stroną mocy”.

Przykładem jest Jan Witold Suliga, która zaczął praktyki duchowe w dobry sposób, ale nie mając duchowego przewodnika, guru, wykoleił się na tym etapie, został usidlony przez diaboliczne siły, opętany przez szatany. Pograżył się w mrok i ciemność, zaczął uczestniczki kursów zniewalać seksualnie, wykorzystywać i uzależniać ludzi od siebie w diaboliczny sposób. Niewłaściwy seks, alkohol, narkotyki zupełnie nie sprzyjają rozwojowi duchowemu i dlatego znany tarocista uległ wykolejeniu popadając w Syndrom Demonicznego Uzależnienia. Jest opętany, czyli uzależniony od demonów, które żywią się energią seksualną wykorzystywanych jednorazowo panienek, uczestniczek jego kursów czyli wielbicielek. Taka struktura grupy tarota Suligi pokazuje na destrukcyjny i toksyczny kult jego osoby, która to osoba jest Uzależniona od demonów.

Zjawiska te mają różnoraki charakter. Może to być wrażenie czyjejś obecności, poczucie, że ktoś posiadł nasze ciało, niekontrolowana, a poprzedzona atakiem jakiejś siły bilokacja lub ekterioryzacja. Mogą to być sny o przerażającej treści, napawające strachem wizje, powtarzające się stany drętwoty, natręctwa mentalne, rozdrażnienie, uczucie zabrudzenia, osaczenia, oblepienia przez negatywną energię, chorobliwe przekonanie o własnej grzeszności, która odbiera nadzieję zbawienia i sprawia, że Bóg nas opuszcza i objawia nam swoje gniewne oblicze. Odczucia te zbiegają się z nieprzyjemnymi doznaniami zmysłowymi - widokiem przemykających się po domu dziwnych stworów, odgłosami, zapachami, dotknięciami.

Charakterystycznym elementem tej fazy SDU są również doświadczenia seksualnego obcowania z jakąś niewidzialną istotą, z astralnym ciałem ziemskiego mistrza itp. Mogą też wystąpić zmiany preferencji seksualnych. Zdarzają się także przypadki gwałtu, pobicia, a nawet zmuszenia do samobójstwa. Jest to faza w której osoba musi uczyć się regularnie u prawdziwego duchowego Mistrza (Guru), musi regularnie praktykować, nie powinna porzucać praktyk duchowych ani próbować tworzenia tak zwanej własnej ścieżki, co jest zawsze potwornym błędem upadku na duchowej drodze. Ludzie nie mający realnego Guru, nie należący do autentycznej duchowej wspólnoty z tradycjami zwykle ostatecznie na tym etapie mistycznych przeżyć ulegają wykolejeniu i ostatecznie opętaniu, czyli uzależnieniu od demonów i diabłów (asura, piśaća). Rodzaj poszukiwań czy duchowej tradycji nie ma tu znaczenia.

Podobnie jak w przypadku bólu, który z jednej strony przynosi cierpienie, z drugiej sygnalizuje o rozwijającej się chorobie, mroczne doznania są wyraźnym ostrzeżeniem, że coś w tym wszystkim jest nie tak. Reakcja na nie może być dwojaka. Pierwsza wyraża się ucieczką od cierpień, druga chwilowym oprzytomnieniem i szukaniem środków zaradczych. Dobrym środkiem zaradczym jest zawsze pilne kultywowanie autentycznych praktyk duchowych, o ile nie są to praktyki z gruntu diaboliczne takie jak tarot Suligi wymyślony przez Jana Witolda Suligę w stanie diabolicznego opętania czy jakieś satanistyczne lub diskordiańskie rytuały pogłębiające jedynie problemy z demonami.

Msza katolicka, czy jeszcze bardziej protestancka z alkoholem, to jest z winem mszalnym czyli rytualnym pijactwem też jest absolutnie szkodliwa dla rozwoju duszy. Udział w odnowie w duchu świętym czy innej oazie gdzie są modły o siłowe nawrócenie innych czyli czarna magia też zwykle nie są pomocne, a mogą choć nie muszą być szkodliwe. Ochroną przed opętaniem jest trzymanie się z daleka od miejsc nawet, nie tylko od ludzi, gdzie spożywa się alkohol, narkotyki i mięsiwo. Demony opętują w stanie odurzenia i upojenia narkotycznego, a trzeba pamiętać, że nikotyna to też silny odurzający narkotyk. Z punktu mistycznego nawet msza chrześcijanska, gdzie wszyscy spożywają alkohol (wino) jest bardziej szkodliwa, niźli jej wersja katolicka, gdzie tylko kapłan przy ołtarzu spożywa alkohol. Ale dla wzniosłych dusz może i to być zbyt uciążliwe do wytrzymania i dawać ataki demonicznego opętywania.

W tym pierwszym przypadku człowiek stara się albo zanegować wszelką możliwość istnienia zagrażających mu sił albo podejmuje próby ich racjonalnej oceny i wypiera pamięć o nich w podświadomość. Niczym ktoś, kto leczy ból zęba proszkami od bólu zębów, a raka morfiną, neutralizuje mroczne doznania, lecz nie likwiduje ich przyczyn. W rezultacie popada w coraz głębsze zaślepienie. Nie docierają doń, tak jak do Jana Witolda Suligi, żadne, podważające jego postawę argumenty. Widząc, co się dzieje z innymi, podobnymi mu ludźmi uznaje, że są chorzy psychicznie, podczas gdy on jest oczywiście zdrowy. Trwa w tym stanie jak owad owinięty śnieżnobiałym kokonem, jego percepcja rzeczywistości zawęża się, obszar poza-duchowych zainteresowań ulega redukcji, osobowość zmienia się tak diametralnie, że po kilku latach jego znajomi mają wrażenie, że rozmawiają z zupełnie inną, obcą im osobą.

Bywa i tak, że ujawniają się w nim cechy osobowości mnogiej, schizoidalnej. Towarzyszą temu napady niepohamowanego gniewu, agresji, zazdrości lub nawet chęci popełnienia mordu. Ich przeciwieństwem są niekontrolowane stany mistycznej ekstazy, miłości do wszystkich istnień, prekognicja, prorokowanie, mówienie „anielskimi językami”. Na poziomie relacji międzyludzkich odbierany jest on jako osoba emocjonalnie rozchwiana lub wystudzona, to jest obojętna na ludzkie nieszczęścia, przypadłości, problemy. Stanowi to sygnał, że nie do końca jest on już sobą i że jego umysł został zawłaszczony przez jakąś inną, manipulującą nim jaźń, czyli przez demony (asury, tytanów, arymanów) lub diabły (pisaća).

Postawa druga dowodzi, że w człowieku wciąż funkcjonują mechanizmy obronne, zamiast bowiem uciekać od bólu, podejmuje on wysiłek w celu likwidacji jego źródła. Gdzie szukać tego medykamentu? Ano w tym, co czyste i nieskalane „demonicznym” brudem – w „jasnej stronie mocy” (w Bogu, Guru, w wyższej jaźni, w aniołach, w bóstwach, dewach).

„Bóg mnie powołał, ale diabeł dopadł. Taki jest los wszystkich, którzy podążają samotnie drogą ducha” – powiada nękany przez mroczne doświadczenia człowiek, po czym przystępuje do duchowej walki w celu oczyszczenia się z mrocznych wpływów. „Wentyluje” czakramy światłem. Poprzez sesje rebirthingu dokonuje puryfikacji swych nieuświadomionych intencji. Medytuje, modli się, odprawia nowenny, otacza świętymi obrazkami. Jego pokój zdobią amulety, wizerunki duchowych nauczycieli, ikony. Nad łóżkiem dyndają katolickie bądź buddyjskie różańce. Na skrzyżowaniu wodnych cieków leżą zakupione w ezoterycznym sklepie odpromienniki. Miejsce telewizora zajmuje wielgaśna piramida.

Dom zostaje przebudowany w oparciu o zasady feng shui lub vastu. Kieszenie ubrań wypełniają kilogramy energetyzujących kamieni. Z głosików sączy się kojąca duszę muzyka. Umysł dudni od powtarzanych w kółko modlitw, zdrowasiek i wzmacniających „pozytywne myślenie” afirmacji. Oczy łzawią od adoracji eucharystii. Kolana drętwieją od codziennej spowiedzi. Stopy bolą po odbyciu pielgrzymki do sanktuarium Jasnogórskiej Pani. Z ust padają biblijne cytaty, ewokacje „tylko dobrych” duchów. Żołądek kurczy się, a podbrzusze nabrzmiewa od wyrzeczeń oraz innych ascetycznych eksperymentów. Na głowę leją się strugi świeconej wody. Ciało przepełnia moc Ducha Świętego lub miotają nim drgawki wywołane egzorcyzmami przeprowadzanymi przez tych, którzy własną mocą, względnie mocą stojącego za nim bóstwa (Jezusa Chrystusa, Matki Boskiej, Kryszny, Śiwy, Allacha) wyrzucają zeń demony i na zawsze odsyłają je do piekieł...

Wszystkie te, pochodzące z różnych „duchowych bajek” zabiegi mają wspólną cechę: pomagają człowiekowi je stosującemu, który wyzbyty „świetlistych” środków ochronnych stałby się łatwym łupem napierającej nań „ciemnej strony mocy”, czyli demonów (tytanów, asurów). Im przeto potężniej nań ona napiera, z tym większą determinacją kieruje się ku Światłości i tym głośniej przyzywa na pomoc przeciwieństwo Mroku. Duch zwalcza demony i diabły wygania. Mrok rozprasza, gnębi deprymuje.

Jasność kładzie nacisk na duchową dyscyplinę i motywuje do stawiania oporu. Bój światła przeciw ciemności trwa. Pole bitwy zostało wyznaczone. Jest nim uprawiana przez człowieka duchowa dyscyplina. Owszem, można ją zmienić. Mistyk może doznać nawrócenia i z okultnej duchowości popaść w duchowość religijną. Katolik może zerwać z kościołem i odnaleźć „lekarstwo na demona” w holistycznych naukach orientalnego mistycyzmu. Niczego to nie zmienia, jesli chodzi o konieczność duchowej walki. Jeśli walkę przegra i podda się demonom SDU rozwija się w najlepsze, człowiek zaś staje się pionkiem w grze między Światłem a Cieniem. Od tej pory to już nie on zajmuje się duchowością. To duchowość zaczyna się nim zajmować i opanowawszy jego jaźń zyskuje nad nią coraz większą władzę.

MOCE SDU

Kiedy trzy stanie sie jeden, zgadnąć musi razy siedem…
(dziecięca wyliczanka)

Przedstawioną wyżej eskalację objawów SDU doskonale ilustruje historia Mojżesza, który najpierw „zderzył się” na Synaju z paranormalnym zjawiskiem (krzak gorejący) i rozpoznał w nim uobecnienie się Boga JHWH swych przodków (faza doświadczeń świetlistych). Potem, kiedy wracał do Egiptu „natarł na niego JHWH i chciał go zabić” (faza doświadczeń mrocznych). Następnie zyskał pomoc ze strony swojej żony, Sefory, która wybawiła go z opresji poprzez wypowiedzenie słów „Jesteś mi oblubieńcem krwi” i przyłożenie do jego członka odciętego napletka ich syna (środek zaradczy odwołujący się do nakazanego przez Jahwe obrzezania jako znaku, że dana osoba jest czysta, gdyż należy do „wybranego narodu” i poddaje się boskim prawom).

Na końcu zaś spełnił swoją misję, wyprowadzając Izraelitów z Micraim (hebrajska nazwa Egiptu oznaczająca Krainę Ciemności), głosząc im zasady Prawa oparte na dychotomii czyste-nieczyste (faza uzależnienia od środków ochronnych) i prowadząc ku Ziemi Obiecanej, na której, wyciąwszy niemal w pień zbrukane pogaństwem kananejskie narody, dokonali w imię JHWH pierwszej w dziejach ludzkości etnicznej czystki, (walka z „demonicznością”). A że nie wykazali się dostatecznym posłuszeństwem wobec „swego boga”, od tamtych dni, aż po dzień dzisiejszy zmagać się muszą z wrogami, którzy nie tylko kwestionują ich prawo do posiadania ojczyzny, ale i również zasadność ich istnienia jako religijnej i narodowej wspólnoty (faza uwikłania w grę Światła i Mroku). Dlatego uparcie trwają przy prawach Jahwe i swojej tradycji, bo jedynie „ich bóg”, bóstwo narodowe gwarantuje im zachowanie duchowej tożsamości (faza opętania).

Opętanie nie jest zatem przypadłością tylko chrześcijan czy katolików, ale może być udziałem okultystów, takich jak tarotem opętany Jan Witold Suliga czy społeczności żydowskiej. Zjawisko to jednako dotyka proroków, magów, świętych, szamanów, joginów, mistyków, uczniów orientalnych guru, a także kapłanów wielkich tradycji religijnych i „zwyczajnych” wiernych, chyba, że swą religijność traktują czysto formalnie, ale wtedy degenerują się nałogami takimi jak alkoholizm czy inne narkomanie, co jest skutkiem fałszywej, pozornej religijności i udawania wiary. Oznacza ono, że poddany igraszkom Światła i Mroku człowiek otworzył się na działanie jeszcze jednej, ukrytej za nimi siły.

Manifestacja tych dwóch pierwszych jest bardziej widoczna i odczuwalna. Potęgę Mroku uosabia w okultystycznej mitologii demoniczny duch ciemności, Aryman, Moc Fałszywej Jasności personifikuje fałszywy „nosiciel światła” – Lucyfer. Doznania arymaniczne mają swoje źródło w podświadomej sferze ludzkiej istoty i wiążą się z wszelkiego rodzaju pożądliwością, dążeniami materialnymi itp. Lucyferyczność „wytryskuje” z duchowych obszarów jaźni, rozświetla je pragnieniem spirytualnej samorealizacji, pychą, fałszywą pokorą, dążeniem do osiągnięcia boskiej doskonałości, a nade wszystko "własna ścieżka', czyli porzucaniem Guru, brakiem ziemskiego Mistrza.

Ich przeciwstawność znajduje odbicie w okultystycznej formule: demon est deus inversus (demon jest przeciwieństwem boga). Inwersja ta bywa rozumiana albo jako całkowita opozycja Światła i Ciemności (gnoza, kabała, wielkie religie monoteistyczne i ich pochodne), albo jako dynamiczna jedność Światłocienia (tradycje orientalne i do nich nawiązujące ruchy New Age). Rzecz w tym, że ani Światło, ani Mrok nie są „duchowo realne”. Niczym rewers i awers kręcącej się w kółko monety stanowią dwie sygnatury trzeciej mocy, która nimi – jeśli tak można rzec – zawiaduje. Siłę tę kojarzy z asurami - demonicznymi istotami irańskich mitów, na których czele stoi opiekujący się słońcem asur o imieniu Sorath.

Asur ów dąży do zawładnięcia ludzką jaźnią i zastąpienia jej swoim „ja”. To samo, acz nieco inaczej, czynią Lucyfer i Aryman. Aryman skupia się na „cielesności” człowieka i rozbudowuje jego pożądliwe ego, duchowość idzie w prymitywny biznes i cenienie się zamiast realnej pracy duchowej. Lucyfer koncentruje się na duchowym aspekcie ludzi, zlewając ich „duchowe ja” z „wszech-ja pseudo-boga”. Natomiast Sorath ingeruje w świadomość, czyli ludzką duszę (osobę), a zawłaszczywszy nią przekształca ludzkie istoty w „duchowe zombi” – w pozbawione jaźni, puste skorupy, cierpiące z powodu opętania, zaślepienia i intelektualno-wolicjonalnego niedowładu.

W takim stanie "duchowego" zombi jest wielu liderów pseudo mistycyzmu jak chociażby liderzy ośrodków oazowych, inkwizycyjnych, antysektowych, satanizmu, lucyferianizmu, setianizmu, diskordianizmu, chaotyzmu czy czarni magowie tacy jak mroczny Jan Witold Suliga, Tadeusz Mynarski, Janusz Gierczyński, Tadeusz Zygadło, Dariusz Pietrek, Ryszard Nowak, Jadwiga Kulawik-Gierczyńska, Justyna Horska (666), Andrzej Seremet, itp., czego wszyscy duchowi liderzy im współczują, ale oni tego już chyba nie są w stanie pojmować w satanistycznym pomyleniu. Arymana, Lucyfera i Soratha uznać trzeba za trzy mityczne personifikacje jednej, posiadającej osobowość mnogą, tj. arymaniczną (demoniczną, piśaća), lucyferyczną (fałszywie boską, rakszasową) i asuryczną (bezosobowa pustka), potęgi „trójducha”, który ma wiele twarzy i tyle aspektów, ile hierarchii ciemności go konstytuuje (dlatego częściej „mówi” o sobie „my”, niż „ja”, bądź uwypukla współistotność swoich wszystkich jaźni, albo jawi się jako androgynalne bóstwo).

Jego emanacje pseudo hermetyzm identyfikuje z trzema duchowymi pierwiastkami materii (Solą, Siarką, Merkuriuszem), chrześcijaństwo – z Trójcą Świętą, religijny taoizm z trzema personifikacjami Tao, hinduizm – z bogami Śiwą, Wisznu i Brahmą, judaizm z Tetragramatonem (imieniem Jahwe zapisanym trzema literami: jod, he, waw), islam – z troistą naturą imienia Allah (czytaj Allaa), szamanizm z trójświatem bogów (kosmosem podzielonym na trzy sfery: podziemną, środkową i niebiańską), joga z trzema cechami bytu: tamas, radżas i sattwa (biernością, aktywnością, mistyczną unią). Fałszywego demonicznego „Trójducha” rozpoznać można zresztą w każdej mitologii, religijnej, mistycznej i okultystycznej tradycji. Z tego też względu na „wyższym” poziomie ezoterycznego poznania wszystkie one stanowią oczywisty dowód, że każda oddzielnie oraz wszystkie razem zawierają w sobie tę samą, choć inaczej wyrażoną wiedzę.

Koncepcyjnie siły nieczyste które opetują przedstawiono identyfikując złe moce postaciami z trzech różnych kultur duchowo-mistycznych: asury z Indii, Aryman z Persji, a Lucyfer z kultury żydowskiej. Można to zrobić na podstawie demonicznej trójcy judeo-chrześcijsńskiej: Szatan (sataniczne), Belzebub i Lucyfer. Można to zrobić także na podstawie głębszej wiedzy o trójce demonicznych istot w kulturze wedyjskiej: asury, rakszasy i piśaća. Tradycja wedyjska operuje tutaj precyzyjnymi kategoriami ciemnych mocy i złych sił, tak, że nawet nie trzeba się odnosić do konkretnych, reprezentujących je postaci. Pozostaniemy jednak w konwencji nauk wypracowanych przez zachodnich okultystów i mistyków pospołu.

MECHANIZMY SDU

Zstąp do wnętrza ziemi, oczyszczając odkryjesz ukryty kamień.
(Formuła hermetyczna)

Jak łatwo więc zauważyć mroczny „trójduch” znakomicie odzwierciedla się nie tylko w binarnej strukturze ludzkiej psychiki, która rozdarta na dwoje ciągle szuka spajającego ją elementu, ale i również w generowanych przez ludzki umysł duchowych wyobrażeniach. Dotknięty SDU człowiek niewiele ma zatem szans, by mu umknąć, nie dysponuje bowiem żadnym, poza-duchowym punktem odniesienia, w oparciu o który mógłby sie od niego uwolnić.

Jedynym lekarstwem jest Duchowy Mistrz, taki Guru z krwi i kości, który potrafi poprzez inicjację duchową przelać na Ucznia magiczną boską moc ochronną. Tyle, że warunkiem aby ta ochrona działała, jest wierność linii przekazu i nauczania Mistrza Duchowego, stałość praktyki otrzymanej od Mistrza Duchowego, unikanie kontaktów z astralnymi istotami, praca nad pokorą ego, wytrwała praca dla Guru i współnoty uczniów.

Ochrona przed siłami demona Maya-Asura zawsze jest trojaka: Schronienie w Guru, Dharmie i Sandze. Guru to żyjąca na ziemi boska, oświecona osobowość, Dharma to duchowa nauka i praktyka, a Sangha to duchowa wspólnota inicjowanych uczniów Guru. Brak jednego elementu Ochrony powoduje otwarcie bramy dla jednej z trzech złych opętujących mocy i w rezultacie Syndrom Demonicznego Uzależnienia.

Dzieje się tak, ponieważ wkroczywszy w „obszar” duchowości przyswoił sobie zbiór pewników klarownie wyjaśniających czym są i jak działają mechanizmy rządzące widzialnym i niewidzialnym światem (prawo przyczyn i skutków, prawo przyciągania podobieństw, prawo moralne itp.). Do ich opisu używa takiego zestawu pojęć i symboli, które z jednej strony obrazują charakter metamorfoz makro i mikrokosmosu, z drugiej służą mu za narzędzia pomocne w rozpoznawaniu wszelkiego rodzaju zjawisk (znaki zodiaku w astrologii, litery tarota w kabale, ruchy wahadełka w radiestezji, teoria karmy, determinizm pierworodnego grzechu, znaki poprzedzające powtórne przejście, czyli kolejne wcielenie Jezusa).

Przyjmuje za prawdziwą tę wizję historii świata, którą wpoiła weń jego duchowa tradycja (podział ludzkości na „synów szatana” i „wybrańców Boga”, pewność, że wszystkie duchowe drogi zmierzają do jednego punktu, wiara, że tylko jedna religia, jedna święta księga znajdują upodobanie w boskich oczach, oczekiwanie apokalipsy, rewelacje tyczące stworzenia człowieka przez kosmitów, dzieje Atlantydy, ezoteryczna kosmo i antropogeneza). Dysponuje ponadto wiedzą o współzależności struktur makro i mikrokosmicznych (to samo w górze, co i na dole) oraz duchowej anatomii człowieka (siedem czakramów). I, co najważniejsze operuje takim obrazem Transcendencji, która sankcjonuje jego duchowe poszukiwania. Jednak z pomoca samej wiedzy teoretycznej człowiek nie rozwija się duchowo, a jak mówią mistrzowie ZEN, jedynie obciąża swój umysł. Potrzeba praktyki.

Oto czemu astrolog, chociaż jest świadomy, że zodiaki jako takie nie istnieją (w ich skład wchodzą gwiazdy położone od siebie w wielkiej odległości i tylko kąt ich obserwacji oraz ludzka wyobraźnia pozwalają dopatrzyć się w nich jakiś kształtów) wierzy, że w „królewskiej sztuce” nie o realne konfiguracje gwiazd chodzi, lecz o określone sektory nieba z nimi kojarzone, z których emitowane są rozmaite energie.

Owszem, Świadek Jehowy zauważa, iż w skutek rozpowszechnienia mass mediów wciąż zalewają nas informacje o katastrofach i dlatego odnosimy wrażenie, że jest ich więcej niż kiedyś, jednakże myśl ta utwierdza go tylko w przekonaniu, iż telewizyjne wiadomości odnoszą się do apokaliptycznych proroctw.

Nie istnieje żaden poza-duchowy argument obalający wiarę w to, że dzieje ludzkości są historią zbawienia zaczynającą się w Edenie i kończącą powtórnym przyjściem Jezusa Chrystusa, gdyż w większości chrześcijańskich i gnostyckich doktryn Eden przestał już być konkretnym, czasoprzestrzennym punktem naszej planety, zaś opisany w Biblii rajski dramat rozegrał się w spirytualnym kosmosie. I nie daje się odwieść kogoś od przekonania, że pochodzi z Atlantydy, gdyż pewność tę czerpie on stąd, że w trakcie sesji regresingu cofnął się w czasie, widział ją i poznał wszystkie swoje wcześniejsze wcielenia.

U wszystkich tych ludzi duchowość odcisnęła w umysłach coś w rodzaju programującej myśli, zachowania, odruchy matrycy. Matrycę tę porównać można do filmowego Matrixa, który kreuje w ludzkich jaźniach obrazy iluzorycznej rzeczywistości. Nie są to wszakże czyste urojenia, a wręcz przeciwnie - znajdują one pełne potwierdzenie w zjawiskach „realu”. Różdżki się wyginają, wahadełka kręcą, bioenergoterapia leczy choroby, charaktery ludzi korelują ze znakami zodiaku, wróżby się sprawdzają, zbożowe kręgi można zmierzyć i badać przyrządami, mnogość wojen, katastrof, trzęsień ziemi, zbrodni znajduje potwierdzenie w biblijnych proroctwach rzekomo zapowiadających koniec świata, zaś grzech i występek zwiastują powtórne nadejście Jezusa, Kalkina, Buddy Maijtreji.

Mówiąc najkrócej matrixa nie sposób obalić żadnym argumentem. Nie dlatego, że tworzy iluzję, ale dlatego, że odwzorowuje rzeczywistość ze wszech miar realną, a jednocześnie załganą poprzez nieczystość własnego umysłu i niepełną percepcję doświadczeń. Przykładem jest próbująca prorokowania Tatiana Mikuszyna, która ogłosiła w stanie nawiedzenia, że każdego 23 dnia miesiąca należy praktykować dla uzyskania odpuszczenia karmy i ułaskawienia od grzechów.

Tymczasem starożytne nauki podają, że to się robi w pierwszy dzień wejścia słońca w kolejny znak zodiaku i pomylone przez jakiegoś demona biedactwo nie zajarzyło, że akurat raz tylko był 23, tyle, że jako początek przesilenia letniego, pierwsza doba po nocy Kupały. A demony czuwały i przekręciły umysł uważającej się dumnie za prorokinię ezoteryczce, która się wyraźnie nie douczyła nauk Mistrza El-Morya.

Dzień 23 w cyklu jest akurat dniem, gdzie siły ciemności mają łatwość dokonywania wpływu i zwiedzeń. Całkiem możliwe, że z takiego powodu Tatiana Mikuszyna z czasem zostanie całkiem opętana, chyba, że szybko się douczy u jakiegoś dobrego Guru i swoje nędzne błędy kardynalne poprawi. Mistrz El-Moria daje bowiem odpust tym, co praktykują w czasie przez dobę od wejścia słońca w kolejny znak zodiaku. Tak trzeba w ezoteryce, mistyce i okultyzmie uważać na z pozoru prozaiczne błędy w próbach prorokowania, które jest jedynie dla Wysłańców Boga zarezerwowane.

Istotnym czynnikiem wszczepiającym w umysł człowieka obraż „łżeczywistego” świata są również rytuały adopcyjne - ryty przyjęcia w poczet grona wtajemniczonych, wybranych, zbawionych (chrzest, pierwsza komunia, bierzmowanie w kościele katolickim, nadanie nowego lub przekształcenie starego imienia w tradycjach czarno-magicznych, przekaz ducha świętego u charyzmatycznych chrześcijan, inicjacje seksualne pseudo-tantryków etc). Wiele z nich inauguruje duchową inicjację (masońskie obrzędy inicjacyjne, system wtajemniczeń w okultystycznych bractwach różokrzyża) i powoduje nałożenie na człowieka „duchowych pieczęci” – stygmatów wiążących go z czczonym w tejże grupie bóstwem, którego staje się on odtąd własnością (własność Jezusa etc).

Praktyki te służą także wdrożeniu i intensyfikacji duchowych zabiegów (modlitwy, medytacje, afirmacje, wizualizacje, rytuały magiczne, kultowe, trans, taniec, narkotyki, wino mszalne, ewokacje duchów, akty strzeliste, medytacyjne adoracje obiektów kultowych – eucharystii, świętych obrazów, ikon, malowideł buddyjskich). Te zaś potwierdzając ich skuteczność ukierunkowują człowieka na kosmos ducha zwykle demonicznego, otwierają go na jego wpływy, uwrażliwiają na odbiór subtelnych energii, a poszerzając zakres jego medialności budzą w nim łaknienie coraz to nowych, duchowych doznań.

Bardzo często najważniejszymi promotorami adopcyjnych i inicjacyjnych rytów są przejawiające się na różne sposoby duchowe byty, jak kosmiczny rozum i podobne. Z reguły są to dwie, różniące się charakterem, rodzajem emitowanej energii i typem przekazywanej wiedzy istoty, względnie jeden byt o cechach arymaniczno-lucyferycznych. Podają się one za rezydujących w duchowym uniwersum mistrzów, magicznych pomocników, kosmitów, aniołów, duchy zmarłych szamanów, bogów, personifikacje Bożej Istoty (Jezus), pośredników między ludźmi a Bogiem (Matka Boska, święci). Jeżeli dochodzi przy tym do ich wizualnego uobecnienia, przybierają postać upodobnioną do wspomnianych bóstw.

Przykładem jest postać rzekomego "Jezusa" na popularnym obrazku "Jezu Ufam Tobie", gdzie siostra Helena Kowalska w rzeczywistości namalowa oblicze swego kochanka z młodości, porzucona przez którego musiała udać się do klasztoru. Duch tego kochanka nawiedzał siostrę Helenę Kowalską po tym jak z powodu pijaństwa i nierządu popełnił on samobójstwo. Został uwieńczony przez siły lucyferyczne jako rzekomy Jezus, chcociaż nijak do Żyda postać podobna nie jest. Miłość zaślepia i jak widać deformuje skutecznie wiarę oraz mistyczne doświadczenia. I głupi ludzie zwiedzeni, modlą się teraz do obrazka pijaka, samobójcy i nierządnika - ale jak pięknie namalowanego!

Zdarza się, że domagają się uwiecznienia na obrazach swojej postaci albo wzmożenia skierowanego ku nim kultu. Bywa, że kładą podwalinę pod nową tradycję, względnie uzupełniają starą o nowe treści, tak jednak, by kolidowały one z jej pryncypiami. Ich manifestacji towarzyszą rozmaite paranormalne zjawiska, jak również przekazywane telepatycznie informacje tyczące świata, Boga i człowieka. Kontaktujący się z nimi człowiek zyskuje także wiedzę o sobie, o swoich wcześniejszych wcieleniach, o tym, co go czeka, chociaż nie jest to wiedza koniecznie prawdziwa. I dowiaduje się co sprawiło, że został przez nie wyróżniony i wybrany (predestynacja wynikająca z jego duchowego rozwoju, zalet moralnych, urodzenia, łaski Boga lub czegokolwiek innego).

BOGOWIE SDU

Spójrz synu Prithy, na setki i tysiące mych postaci...
(Bhagawadgita 11.5)

Na pytanie kim/czym są temroczne istności jedni odpowiadają, że pochodzą one z duchowego świata, inni natomiast, jak chociażby angielska okultystka Evelyn Underhill uważają, że są to „siły zrozumienia (...) znajdujące się poniżej progu świadomości, które mogą być udowodnione i posiadają tę zdolność, że same potrafią obwieszczać swoje odkrycia”. Tradycje duchowe o większej dojrzałości i stażu praktyki rozpoznają jednak demony różnych kategorii jako realnie istniejące byty w mrocznych częściach świata astralnego.

Owe „znajdujące sie poniżej progu świadomości” siły rozumienia Carl Gustav Jung identyfikuje z zakodowanymi w zbiorowej nieświadomości i wspólnymi dla całego, ludzkiego gatunku archetypami, które odbite w podświadomej sferze psyche podlegają kulturowej modyfikacji i - manifestując się w symbolach, mitach, snach oraz sakralnych praktykach - wytyczają kierunki naszych podszukiwań duchowych.

Każda, ukształtowana w podświadomosci personifikacja duchowego wyobrażenia posiada ponadto konkretną, energetyczną formę – jest mentalnym fantomem emitowanym przez umysły ludzi i uzewnętrzniającym się w otaczającym ich świecie. Taki „utkany” z mentalnej energii i „zasilany” płynącymi z podświadomych głębin psyche emocjami fantom nie posiada jednak cech żywego bytu. Zyskuje je dopiero wtedy, gdy w jego „skorupę” zasiedla pochodząca z duchowego kosmosu istota. Okupowany przez nią myślokształt określany jest w naukach okultnych mianem egregora.

Fakt istnienia egregorów nie budzi w środowisku mistyków i okultystów większych wątpliwości, podobnie bowiem jak przedstawiciele innych odmian duchowych tradycji wierzą oni, że oprócz widzialnej rzeczywistości jest jeszcze rzeczywistość niewidzialna, z której wywodzą się duchowe byty. Z grubsza rzecz biorąc dzieli się ona na dwie zasadnicze części: czasoprzestrzeń spirytualną i astralną. Świat spirytualny to region „boskiej pełni”, miłości, nirwany, iluminacji, światłości roztopienia się w Absolucie.

Dla świata astralnego zaś, jak czytamy w Glossariuszu okultyzmu, „substancją jest uczucie, żądza. Egregor jest produktem sztucznym, sumą uczuć, emocji i myśli pewnej grupy ludzi, kościoła, ruchu quasi-duchowego, a także grupy satanistycznej jak wyznawcy tarota Suligi, żądlizmu czy seremetyzmu. Poprzez egregora cały kościół może zostać opętany jeśli zaczyna wyznawać błędne wierzenia i dogmaty, kryć zboczenia seksualne czy uprawiać liturgiczne pijaństwo lub seks sakralny.

Astral wyraża się kształtami i barwami; znajduje się w ruchu nieustannym. Pełen jest różnych istot, po części świadomych, po części nieświadomych”. Usytuowany między materialnym a duchowym kosmosem astral stanowi ekumenę sił analogicznych do podświadomych i świadomych rejonów ludzkiej psychiki. Natomiast wypełniony mocami o subtelnej, „nirwanicznej” amplitudzie wibracji „spirytual” koreluje z nadświadomością (duchowy pierwiastek człowieka).

Wspólnie ze światem fizykalnym tworzą one trójsferyczny makrokosmos, który - zgodnie z opisaną w Szmaragdowej Tablicy zasadą, iż „to, co na górze jest takie samo, jak to na dole” - ma swoją analogię w trójdzielnym mikrokosmosie, tj. w ciele, duszy i duchu człowieka (w jego „wyższym”, „średnim” i „niższym” ja). Obie te trójsfery rozrysować można jako układ sześciu współśrodkowych kół, z których trzy pierwsze reprezentują psychoduchowe wnętrze człowieka, drugie zaś jego psychoduchowe zewnętrze odzwierciedlone w tym, co go otacza i co doświadcza w skutek spirytualnych praktyk.

De facto astral i „spirytual” różnią się między sobą jedynie rodzajem energetycznej osnowy oraz zakresem wywoływanych w człowieku mistycznych doznań (w astralu przeważa „czynnik zmysłowo-cielesny”, w świecie spirytualnym – „czynnik duchowy, boski”). Nie są one jakimiś odrębnymi, „pozaludzkimi” światami, wręcz przeciwnie. Stanowią integralną część ludzkiej psychiki w tym sensie, że ją odzwierciedlają i z niej się wysnuwają. Penetrując je mag, okultysta, mistyk wnika w swoje wnętrze (mikrokosmos) i za jego pomocą poznaje zewnętrze (makrokosmos), cały czas pozostając w granicach jednego, wspólnego wszystkim ludziom psychoduchowego kosmosu.

Uniwersum to Teilhard de Chardin nazywał noosferą – otulającą Ziemię warstwą myśli ludzkiego gatunku. Jeśli jednak jezuicki filozof widział w niej biologicznie uwarunkowany przejaw świadomej autorefleksji człowieka nad sobą i światem, okultysta postrzega ją jako manifestujący się w trójsferze ludzkiego wnętrza (w podświadomości, świadomości i nadświadomości) oraz w trzech strefach ludzkiego zewnętrza (w świecie astralnym, fizykalnym i spirytualnym) kosmos rozmaitych sił, z których znaczna część staje się ekumeną egregorów. Okupująca go istota pochodzi spoza trójsferycznej noosfery, tj. z tych rejonów, które sąsiadując z najwyższym, „nirwanicznym” piętrem spirytualnego uniwersum, zdają się być otchłanią, niezmierzoną pustką.

Relację między jego wszechświatem, a naszą czasoprzestrzenią porównać można do relacji pomiędzy ciemną a jasną materią (wiemy, że ta pierwsza istnieje, gdyż przejawia się w naszym wszechświecie, ale nie mamy pojęcia jakie są właściwości jej czasoprzestrzennego kontinuum). Dotąd sięga mistyczne doświadczenie człowieka. Dalej już pójść nie można. Za tą granicą rozciąga się wszechświat tak diametralnie różny od naszego, że nazwanie go „wszechświatem nicości” (albo po prostu Nicością) wydaje się zabiegiem najwłaściwszym. Jest to jednak kontinuum Akaśa (Akaszy), Przestrzeni, wibracji kosmosu, z którego pochodzą obiekty i istoty.

Podobnie ma się rzecz z istotami lucyferycznej, demonicznej "Nicości", co do charakteru których nie mamy żadnej, pewnej wiedzy poza tą, jaką zyskujemy w skutek kontaktu z egregorami. Egregor wszakże nie jest „czystym” duchem; jest czymś w rodzaju „pojazdu” lub „ubrania” ograniczającego swego właściciela. Wyzbyty egregora bezcielesny duch nie mógłby egzystować w świecie bytu. Żeby się doń przedostać, musi wpierw posiąść utkany z subtelnej energii myślokształt, co sprawia, że z „pustego nic”, a tak naprawde z WIBRACJI, przemienić się w „bytowe coś”. Chcąc zachować ten stan potrzebuje życiowej energii, boskiej prany (many). Czerpie ją z emitowanych przez ludzki mózg emocji, wyobrażeń i mistycznych doznań. I, w zależności od tego z jakiej hierarchii istot niewidzialnych pochodzi, albo dąży do szybkiego unicestwienia swego „dawcy”, albo o niego dba, inspirując do intensyfikacji duchowych wysiłków, ażeby jak najdłużej móc na nim „żerować”, potem zaś go całkowicie pochłonąć.

W tym też momencie ujawnia się najważniejszy cel tej operacji. Każdy, rezydujący w egregorze „pasażer” wywodzi się z asurycznego Nihilo, nie posiada przeto indywidualnej jaźni (nie jest osobą w ludzkim znaczeniu tego słowa; jest „nikim”). Dopiero podczepiony do trójsfery ludzkiej jaźni zyskuje upragniony status „kogoś”. Ten „ktoś” to „trójduch”, osobowość mnoga (arymaniczno-lucyferyczno-asuryczna). Przyssany do człowieka czyni wszystko by i jego „pokawałkować”. Wmawia mu więc, że i on składa się z wielu dusz lub ciał, że jego jaźń jest iluzją, a poczucie osobowego ego – wyrazem duchowej ślepoty, grzeszności bądź percepcyjnego błędu.

Im bardziej to demoniczne coś człowieka „poszatkuje”, im mocniej gruntuje w nim wiarę w tylko jedno życie bądź w prawdziwe życie, które nastanie dopiero po śmierci w zaświatach, z tym większą intensywnością człowiek ten oddala się od siebie w „tu i teraz” i pozwala egregorowi zawłaszczać swoją osobą. Z biegiem lat człowiek taki coraz bardziej upodabnia się do czczonego przez siebie egregora (stygmaty imitujące rany Jezusa, cielesne zmiany u ascetów upodobniających się do Chrystusa). Wyniesiony na ołtarze jako papież lub antypapież (jest ich ze 300), czczony przez wyznawców jako żywy idol tłumów typu Hitler, Stalin czy Wojtyła, karmi się ich energiami, sycąc jednocześnie kałdun swego pana i władcy.

TERAPIA SDU

Tao, które można opisać, nie jest prawdziwym Tao.
(Tao Te Ching)

Odczytywany w tym świetle biblijny zakaz czczenia obrazów nabiera nowego wyrazu, uprzytamnia bowiem, że każde duchowe wyobrażenie bądź też mistyczne doznanie o zmysłowym charakterze „produkuje” życiową energię egregorów. Te zaś nie są Bogiem; są imitatio dei. Okryte nimbem świętości imitują Boga i próbują człowiekowi wmówić, iż reprezentują wielką potęgę. Potęga ta wszakże jest iluzoryczna, gdyż poraża człowieka tak długo, jak długo „karmi” egregory. Pozbawione codziennej strawy wybuchają gniewem, kuszą, straszą, zastawiają pułapki, miotają się coraz bardziej zgłodniałe, aż wreszcie, wróciwszy do swojego świata, zapadają się w nicość.

I taki też jest efekt terapii SDU. Zmierza ona do tego, by człowiek zajął wobec duchowości demonicznej inną, nie uwarunkowaną uzależnieniem od demonów typu 'tarot i Suliga" pozycję i mógł dokonać właściwej oceny tego w co się angażuje. Terapia uruchamia mechanizmy świadomego i wolnego wyboru zablokowane przez SDU. W tym właśnie zakresie najbardziej różni się ona od metod stosowanych w zwalczających wszelką duchowość, mistykę i okultyzm chrześcijańskich instytucjach antysektowych, gdzie wyrwanym z sideł „heretyckiej duchowości” ludziom, w miejsce jednego wszczepia sie drugi matrix, zwykle znacznie gorszy i bardziej perfidny. Terapię SDU podjąć może każdy, w kim rozpoznano jego symptomy i kto wyraził wolę uwolnienia się od spirytualnyh pseudoduchowych zniewoleń, jakie oferują oszuści pokroju Jana Suliga i jego satanistycznego tarota. Wyodrębnić w terapii SDU można kilka, podstawowych kierunków działania.

Kierunek pierwszy (uważność) prowadzi do wystudzenia nawiedzonych emocji wywołanych lucyferyczno- arymanicznymi przejawami pseudo-duchowej praktyki oraz faktem podjęcia działań zmierzających do wyzwolenia. Nie chodzi w nim o to, by unikać tych doznań, a wręcz przeciwnie. Uczy on uważnego obserwowania tego, co się wokół dzieje i odnotowywania w pamięci jako jednego z wielu rozmaitych zjawisk.

Kierunek drugi (tu i teraz) zmierza do tego, by pacjent koncentrował swoją uwagę na tym, co tu i teraz robi, słyszy i ogląda, by koncentrowal się na pracy i sewie. W połączeniu z uważnością umożliwia likwidację uporczywych wspomnień, natręctw myślowych, stopuje pragnienie wglądu w przyszłość, zniechęca do snucia planów, marzeń itp. w swej istocie jest to skoncentrowana zajęcioterapia, częsta w asramach u prawdziwych Guru.

Kierunek trzeci (myśl prosto) wyraża dążenie do wyrugowania z umysłu wszelkiego rodzaju, generowanych przez matrycę spirytualnego matrixa, „duchowych schematów” oceniania rzeczywistości. Schematy i towarzyszące im paranormalne zjawiska są zauważane, odnotowane w pamięci, lecz nie analizowane pod kątem ich znaczeń, sensów itp.

Kierunek czwarty (nieznane) uświadamia, że budując w człowieku pragnienie poznania przyszłości, zagwarantowania sobie dobrego życia, zbawienia itp., duchowość pozbawia go odwagi zmierzenia się z realnym światem. Ułatwia pogodzić się z tym, co nieuchronne, otwiera na to, co niespodziewane.

Kierunek piąty (ja jestem) uczy skupienia się na swoim ciele, jego potrzebach, zdrowiu, na akceptacji siebie takim, jakim się jest ze wszystkimi swoimi dobrymi i złymi przymiotami. Musi też przy tym uczyć liczenia się z innymi, nie może 'nadymać" egotyzmu ani sobkostwa.

Kierunek szósty (rozpoznaj-odetnij) kładzie nacisk na konieczność pozbycia się wszelkich duchowo szkodliwych książek, czasopism, gadżetów i rekwizytów. Pomaga też ocenić rodzaj, typ, charakter mechanizmów, które doprowadziły do uzależnienia. Pacjent pracuje nad Ankietą Rozpoznania Uzależnień Duchowych (ARUD), uzupełnia ją, poszerza na swój użytek, na końcu zaś pisze „duchową biografię”, dołączając do niej osobny tekst, w którym oświadcza, że zrywa nałożone na siebie „pieczęcie” demonów i raz na zawsze przecina więzi z katolickimi sektami, bractwami, duchowymi kierownikami oraz biskupami.

Kierunek siódmy (ja – świat - Bóg) rekonstruuje właściwą optykę widzenia siebie, świata i Boga. Uświadamia, że to, iż żyjący w tym, a nie w innym świecie i dysponujący tym niepowtarzalnym życiem człowiek może śmiać się, płakać, dotykać kory drzew, tańczyć, pisać wiersze, pracować w ogrodzie, uczyć się szydełkowania, jeździć na rowerze i robić wiele innych jeszcze rzeczy, jest wielkim, wspaniałym, cudownym darem. I że otrzymał go od kogoś, kogo nazywa Bogiem, a kto darmo dając mu wolność nie domaga się tego powodu niczego poza tym, by zechciał dar ten dobrze wykorzystać i rozwijać się duchowo pod opieką prawdziwego, to jest żyjącego na ziemi Guru, a nie astralnych złudzeń, tarotów czy astrologów nie mających wglądu duchowego w kosmogram czy radiestetów, którzy żrąc mięso i pijąc alkohol dowodzą, że rozwoju duchowego zmierzyć nie mogą bo sami są zbyt nisko.

Bractwo Himawanti prowadzi liczne ośrodki i warsztaty na których można podjąć terapię uwalniającą od demonicznych uzależnień i nawiedzeń, podjąć leczenie z Syndromu Demonicznych Uzależnień - SDU.

(C) Swami Lalita Mohan G.K. - Bydgoszcz 2005
Przepisywanie i uzupełnianie fragmentów - Kapali Nari

Zobacz także


Artykuły w tej kategorii