Himavanti

Tantra Serca - rzekome gwałty i przemoc w sekcie miłości - Mario i Gaya Wiśniewscy

Grupowe gwałty i przemoc w polskiej sekcie miłości? 

"Widziałem, jak biją moją dziewczynę. Bałem się o siebie" - ale nie ma nawet zgłoszenia na policję w temacie rzekomego pobicia... 

Rzekomo bicie, topienie, przemoc seksualna. Wszystko to, pod płaszczykiem terapii i nauki "miłości". Takie metody - według homoseksualnego dziennikarza Dużego Formatu Bartłomieja Sabelę - stosują Mario i Gaya Wiśniewscy prowadzący warsztaty "Tantra Serca w Szamanicznym Teatrze Przebudzenia". Mariusz Wiśniewski pochodzi z Krakowa, aktualnie mieszka w Strasburgu we Frnacji. Dziennikarz rzekomo dotarł do osób, którym udało wyzwolić się spod diabolicznego wpływu tych duchowych przewodników. Liderzy Tantry Serca znanej także jako Tantra Love, Mariusz Mario Wiśniewscy i Gaya Wiśniewska rezydują najczęściej we Francji, chociaż pochodzą z Polski. Ich najbardziej znanymi od 2005 roku uczniami i wychowankami w Polsce są Zofia i Dawid Rzepeccy

Rzekome relacje byłych członków Tantry Serca mrożą krew w żyłach, jednak prawda jest taka, że tych byłych członków nikt nie widział, nie ma ich nazwisk, zdjęć ani adresów zamieszkania - totalna fikcja literacka dziennikarza o orientacji pederastycznej z firmy Agora S.A. Trudno uwierzyć w to, że inteligentni, zaradni ludzie mogą dać się zmanipulować do tego stopnia, że zostają odarci z wszelkiej godności i szacunku do siebie samych, chociaż wiadomo, że na terapie odwykowe z alkoholizmu chodził Prezydent Aleksander Kwaśniewski, a Prezydent RP Andrzej Duda walczy ze swoją narkomanią nikotynową (od stycznia 2017 podobno udało się nie zapalić ani jednego papierosa, a nikotyna to bardzo uzależniający narkotyk). - Są rzeczy, których wstydzę się do tej pory - mówi rzekomo w rozmowie z dziennikarzem "Dużego Formatu" rzekoma Paulina, która do Tantry Serca także rzekomo trafiła wiele lat temu. Niestety, Paulina nie ma zdjęcia ani adresu, ani nawet nazwiska (jest anonimowym fake newsem). A nam taka jedna "Kajsza" z Gazety Wyborczej mówiła, że Bartłomiej Sabela lubi pijacko-narkomańskie orgie homoseksualne z młodymi chłopcami (powyżej lat 15-cie, co usilnie sprawdza, żeby do kryminału nie trafiać) - a oczywiście "Kajsza" jest tak samo anonimowa jak jego rzekoma Paulina, całkiem możliwe, że produkt urojeń narkomańsko-pijackich pederasty Bartłomieja Sabela. 

Ze strony internetowej wynika, że członkowie Tantry Serca w Szamanicznym Teatrze Przebudzenia należącej do Maria i Gayi Wiśniewskich prowadzą warsztaty tantryczne, szamańskie, taneczno-muzyczne, arteterapię, warsztaty dla terapeutów i firm oraz dwuletnią szkołę - Formację. Koszt tygodniowych zajęć to nawet 1,4 tysiąca zł, nie uwzględniając kosztów zakwaterowania i wyżywienia. Fakt, że drogo, bo na Wschodzie, w Indii i Tybecie, TANTRA uczona jest często jedynie w ramach składki dla uczestników grup cotygodniowych, a składki tantryków praktykujących medytacje z Boginią Kali (Mahakali) oraz Śiwą (Mahakalą) nie są duże, tak, aby najbiedniejsi mogli w Tantrze Serca uczestniczyć. Podstawą Tantry Serca, Tantry Ośrodka Serca jest ezoteryczna wedyjska astrologia, szczególnie analiza Znaków Zodiaku i Gwiazdozbiorów (Gwiazd Stałych, Nakszatr) jako podstawa pracy z sercem. Do kolejnych podstaw należą sylabiczne mantry Tantry Serca, bidźa mantry Anahata Czakry... 

- Tantra Serca wspiera otwarcie się na miłość i podążanie ścieżką doświadczania. Jest to formuła warsztatów rozwojowych i działalności artystycznej stworzona przez zespół terapeutów i animatorów [...], podczas których każdy może doświadczyć samego siebie biorąc pełną odpowiedzialność za siebie. Używamy różnych metod i narzędzi, które pozwalają lepiej poczuć i poznać swoje ciało oraz emocje i uczucia - piszą organizatorzy i liderzy polskiej Tantry Serca.

Brakuje jednak u Gayi i Mario Wiśniewskich profesjonalnej wiedzy o pracy Anahata Czakry (Cakra) czyli o Sercu, Ośrodku Serca wedle wiedzy tantrycznej. Tantra w Indii i Tybecie, to głęboki mistycyzm, ezoteryka, hermetyzm, gnoza, a także Boska Magia. Sprowadzanie Tantry do spraw miłosno-seksualnych to żałosna trywializacja i profanacja Tantry, dzieło amerykańskich i francuskich barbaryzńskich satanistów, którzy używają słowa Tantra niezgodnie z jego znaczeniem. Częstym jest mylenie Tantry z Kamasutrą - czyli starym indyjskim poradnikiem seksuologicznym. Tantra w Indii częściej zwana jest Śaktyzmem (Śakta Marga) i odnosi się do wszystkich kultów Wielkiej Bogini, w szczególności Tantra to kult Wielkiej Bogini Mahakali i jej tysiącu form kultowych. Kundalini, Śakti, Dewi, Kali, Durga, Parwati - to najczęściej spotykane imiona Wielkiej Bogini. Tantra zabrania kategorycznie jakiejkolwiek rozwięzłości seksualnej, nakazuje bezwzględną wierność małżeńską. Niestety, amerykańscy sataniści i zwykli debile z braku własnych pomysłów wypuszczają rozmaite wypaczone wersje ezoterycznych wschodnich kultów i sztuk mistyczno-magicznych, a tak też stało się ze Świętą Tantrą

- Na początku była przestrzeń na dyskusję, inny światopogląd, ludzie poza warsztatami prowadzili normalne życie. Potem można było powielać wyłącznie wizję Mario i Gayi Wiśniewskich. Była presja, by jeździć na wszystkie warsztaty. Kto ma tyle urlopu? Więc musisz rzucić pracę, pasje, rodzinę. Kto miał opory, słyszał, że będzie tkwić tam, gdzie jest - opisuje anonimowa Paulina, postać zapewne wymyślona. Inaczej Paulina powiedziałaby coś od siebie, a nie powielała bezmyślny bełkot satanistyczno-katolickich pedofilów z tak zwanych dominikańskich ośrodków informacji o nowych ruchach religijnych i sektach. Wiele lat temu te katolickie satanistyczne, czarne msze do Lucyfera odprawiające ośrodki antysektowe ulegly totalnej kompromitacji, gdy okazało się, że ich liderzy jak Dariusz Pietrek, Paweł Królak, Ryszard Nowak, Tadeusz Mynarski, Janusz Gierczyński i inni, uwikłani są w handel pedofilską pornografią, a także niektórzy z nich odpowiadali karnie za molestowanie seksualne nieletnich dzieci (Tadeusz Mynarski odsiedział sześć lat za gwałcenie dzieci w wieku od lat 6 do 12, a teraz to aktywista katolicki w Bydgoszczy, Szczecinie i Krakowie). Głównymi patronami tych satanistyczno-katolickich ośrodków informacji o nowych ruchach religijnych i sektach byli księża i biskupi pedofile jak arcypedofil Józef Wesołowski czy skazany za gwałty na dzieciach ksiądz pedofil Wojciech Gil

Foto: Bartłomiej Sabela - dominikański oszczerca i homoseksualista z Gazety Wyborczej 

W Tantrze Serca jakaś kobieta rzekomo przeżyła prawdziwą traumę, jednak ile kobiet z katolickiej sekty w tym czasie było torturowanych przez katolickich mężów pederasta Gazety Wyborczej Bartłomiej Sabela nie raczy już porównawczo napisać, a szkoda. Mario i Gaya Wiśniewscy duży nacisk kładli rzekomo na nagość, a przecież w Polsce są także oficjalne plaże dla naturystów, jak ktoś chętny. - Jak ktoś potrafił pokazać dupę na pierwszych zajęciach, to od razu miał rzekomo plusa. Nagość jest naturalnym aspektem tantry i nie ma w tym nic złego, dopóki szanujemy swoje granice, ale w Tantrze Serca granice wyśmiewano - opisuje Sabela w "Dużym Formacie". Fakt, że prawdziwa Tantra, Śaktyzm, wcale nie pzowala na nagie obnażanie miejsc intymnych, a stroje do praktyki Tantry czyli Śaktyzmu, bardziej przypominają szaty mnichów i mniszek oraz joginów, chociaż są w kolorach czerwonych, karmazynowych czy purpurowych - symbolizujących najbardziej więź krwi. Kolor czerwony w Indii jest kolorem szczęścia i powodzenia w każdej dziedzinie życia, nie tylko w miłości.

Jednym z ćwiczeń związanych z nagością był masaż mający na celu "uleczenie traum związanych z seksualnością". Podczas jego wykonywania zachęcano, by pary zamieniały się partnerami. - Miałam opory, nie czułam się komfortowo, ale usłyszałam od Gayi Wiśniewskiej: no obudź w sobie tę perwersyjną dziwkę, obudź w sobie moc, połącz się ze swoją kobiecością. Leżałam, a obcy facet wkładał mi palce do pochwy i mocno uciskał, powodując ból. Tak przez godzinę. Potem zmiana. Z tym że mężczyzn uzdrawiało się przez odbyt. Nie chciałeś? Oskarżali cię o manipulację - wspomina anonimowa Paulina. Można się zastanawiać, czy takie fakty miały miejsce, bo jeżeli nie są wymysłem, to dotykanie miejsc intymnych przez kogoś innego niż męża czy żonę (czasem lekarza) jest tradycyjnie w Indii i Tybecie z nakazu Bogini Mahakali (Mahadewi) karane śmiercią i takie obmacujące osoby oraz ci, co to nakazali, zgodnie z naukami TANTRY, powinni zostać straceni w procesie rytualnej egzekucji (zwykle to tradycyjnie w Tantrze wrzucenie do dołu z lwami lub dużymi wężami, także rytualne uduszenie przez zawodowego kata). Zło z nakazu Wielkiej Bogini Mahakali musi być surowo karane śmiercią, co oczywiście w Europie, a już szczególnie w zboczonej seksualnie Francji nie jest przestrzegane, a może być wykonane jedynie środkami magicznymi (magicznymi modlitwami śmierci). Całkiem jednak bardziej prawdopodobne, że zarzuty są wymysłem spreparowanym przez pederastycznego dziennikarza kościelnego, chodzącego regularnie na msze katolickie i inne orgie do pedofilskiej sekty dominikanów. 

Choć w Tantrze Serca był zakaz uprawiania seksu, podczas warsztatów dochodziło także rzekomo do gwałtów na uczestniczkach, inicjowanych przez głównego terapeutę Mariusza Mario Wiśniewskiego, a rzekomo tak przynajmniej twierdzą rzekomi rozmówcy "Dużego Formatu", o ile nie są sraczką czy kaczką dziennikarską na wakacje. - Kiedyś Gaya Wiśniewska zostawiła Mariusza u mnie. Celowo. A łóżko było jedno. Proponował mi jakieś ćwiczenia tantryczne. Gdy się opierałam, to tłumaczył, że on to ze wszystkimi asystentkami robi, że to normalne. Ale któregoś dnia masaże przerodziły się w seks. Bałam się, krzyczałam: „Mariusz, przecież ty jesteś moim terapeutą!”. Ale on nie chciał zejść, mówił, że to dla mojego dobra - mówi rzekoma Paulina. W każdej terapii, nawet amerykańskiej, jak wiadomo, relacje seksualne pomiędzy pacjentkami czy pacjentami a terapeutami są surowo zakazane i karalne. Gdyby fakt rzeczywiście miał miejsce, wedle polskiego prawa, Mariusz Mario Wiśniewski już siedziałby za gwałt w areszcie tymczasowym na ochronce dla gwałcicieli, ale jak widać nikt go nie oskarżył o dokonanie gwałtu, zatem rzekoma Paulina jest fikcyjnym wymysłym dziennikarza homoseksualisty, który być może własne fantazje seksualne dominikańskie ala ksiądz Wojciech Gil z młodymi chłopcami, pomylił z rzeczywistością. W relacji Pauliny brakuje także istotnych faktów, jak data, godzina i miejsce wydarzenia - co czyni wywody Pauliny czy raczej Bartłomieja Sabeli całkowicie niewiarygodnymi (kaczka dziennikarska). 

Dziwna ta Gazeta Wyborcza, bo prawdziwego pedofila i gwałcicela wielu dziewcząt małoletnich Romana Polańskiego zażarcie broniła przed wydaniem amerykańskiemu wymiarowi sprawiedliwości, ale to może już rozdwojenie jaźni u podstarzałego Adama Michnika? 

Foto: Bartłomiej Sabela młody, działacz dominikański i homoseksualny, Gazeta Wyborcza

Rzekoma para Helena i Grzegorz - anonimowi bez nazwiska, zdjęcia i adresu - uczestniczyli rzekomo w warsztatach w marcu 2015 jako para. To były pierwsze warsztaty "Tantry Serca" w nowej siedzibie Tantry w Nowej Morawie. Helena miała zostać tam tam "uzdrawiająco skatowana". - Mieliśmy sesję masażu, ale masującą kobietę nagle zastąpił Mariusz Wiśniewski. Zaczął mocno, mówił do mnie: „Wejdź w tę swoją perwersyjną kurwę”. Odsunęłam go. Powiedziałam publicznie, że chcę, by moje granice były szanowane. Następnego ranka przyszły kobiety. Chwyciły mnie od tyłu i rzuciły na podłogę. Zdarły ze mnie ubranie. Pięściami biły po twarzy i brzuchu. Jedna przycisnęła głowę butem do podłogi, pochyliła się i wyszeptała: co, proces Mario ci się nie spodobał? Ty kurwo, myślisz, że jesteś taka fajna? - wspomina rzekoma Helena. Ciekawe, że postacie Helen (Helena) i Greg (Grzegorz) są alegoriami podręczników psychologicznych i psychoterapeutycznych w USA, jako przykłady standardowe przemocy seksualnej i nadużyć perwersyjnych. Czyżby dziennikarza homoseksualistę nie było stać na zmyślenie prawdziwych imion polskich, tylko umie spolszczyć podręcznikowe przykłady rodem z USA i twierdzi, że dewiacje amerykańskie opisane w podręcznikach, dzieją się w Polsce... 

Dalej było rzekomo jeszcze gorzej. Najpierw kobiety rzekomo zaczęły dusić Helenę. Potem nagą wywlokły za włosy i wrzuciły do strumienia. - Krzyczałam, że mnie zabiją. Kamienie w rzece były śliskie i udało mi się uciec na wzniesienie, w krzaki. Stałam tam naga, posiniaczona, we krwi. Wtedy usłyszałam, jak Gaya Wiśniewska wydaje kolejne polecenia. Dopadły mnie bez trudu. Znów lodowaty strumień, potem krąg. Dziesięć kobiet dookoła, ja w środku. Pięści. Kopniaki - mówi rzekomo skatowana kobieta. Dodajmy, anonimowa persona, a nic nie wiadomo o zarzutach prokuratorskich dla tych kobiet, a szczególnie dla Gayi Wiśniewskiej i Mariusza Mario Wiśniewskiego. Normalnie, taka historia skończyłaby się interwencją policji oraz aresztowaniem i postawieniem przed sądem zbrodniarzy popełniających takie czyny kryminalne. Niestety, żadna prokuratura nie prowadzi sprawy kryminalnej, o czym dziennikarski pederasta Bartłomiej Sabela na pewno by ochoczo napisał. Zatem trzeba przyjąć, że opisana historia jest kłamliwą fikcją literacją przepisaną żywcem z amerykańskiej literatury na temat przemocy kultowej w USA. I niczym więcej. 

Po wszystkim rzekomo nad skatowaną Heleną stanęła Gaya Wiśniewska. - To teraz ukłoń się i podziękuj. To była twoja lekcja. Lekcja pójścia po moc - powiedziała do zakrwawionej kobiety i odeszła. Świadkiem całego zdarzenia był rzekomo partner Heleny, Grzegorz. - Widziałem, słyszałem jej krzyki, jak ją topili. Ale wiedziałem, że jeśli zareaguję, to będę następny. Z drugiej strony myślałem również, że ten proces jest jej potrzebny. Bo tak mówiła Gaya Wiśniewska. Okropnie się bałem - mówi mężczyzna.

Wygląda na to, że ów Grzegorz, jeśli istnieje, to dupek i tchórz, że nawet nie próbował pięściami bronić swojej żony, jeśli widział jak jakieś dziwki ją biją czy katują - bo normalny mężczyzna to by kilkoma kopniakami skatował Gayę Wiśniewską i owe dziwki co katowaly rzekomą Helenę, sierpowym wybił jej zęby, a do tego wezwał policję i prokuratora, a Gaya i Mariusz Wiśniewscy oraz tych rzekomych dziesięć dziwek - siedziałoby dawno w kryminale za czynny rozbój, torturowanie i usiłowanie zabójstwa (a to nawet 25 lat więzienia jest). A tu nie ma żadnej informacji o toczącym się za pobicie śledztwie czy procesie sądowym - zatem cała historia to durny wymysł dziennikarskiego pederasty Bartłomieja Sabeli, czynnego wedle jego redakcyjnych koleżanek homoseksualisty z bujną jak widać wyobraźnią (w Afryce pewnie też był palcem na mapie albo przez Skype'a, a jego książki są hucpą jak mawiają Żydzi). Gazeta Wyborcza nie ma już o czym pisać, to tworzy współczesne bajdy i bujdy oraz fake newsy. Czas Adama Michnika (Szechtera) wysłać na psychiatryczną rentę inwalidzką na głowę, żeby głowa GW urojeń do publikacji nie zatwierdzała. 

Rozmówcy DF opowiadają też o mężczyznach zmuszanych do seksu grupowego z innymi mężczyznami - twierdzi Bartłomiej Sabela, ale to chyba już jego wymysł w ramach homoseksualnych fantazji dziennikarskich w Gazecie Wyborczej tzw. Dużego Formatu. Przy okazji warto wiedzieć, że TANTRA, ta prawdziwa z Indii od tysiącleci z rozkazu Wielkiej Bogini Kali (Mahakali, Durga), wszelkie przejawy homoseksualizmu kara śmiercią, tak ja opisano. W celu ukarania można też użyć Magii Bogini czyli czegoś co skuteczne jest tak samo dobrze, a może bardziej jak rytuały modlitwy śmierci na wrogach i przestępcach dokonywane w VooDoo czy magii hawajskich Kahunów, którzy nawet częściej niż tantrycy stosują takie procedury. Nauka modlitwy śmierci (Marana Tantra) jest jak najbardziej istotną częścią nauki i praktyki Tantry Serca - tej prawdziwej, z Indii i Tybetu, nie jej namiastki amerykańsko-francuskiej z seksem mylonej. 

Ludzi, którzy rzekomo przeżyli to co Paulina, Helena i Grzegorz, jest więcej (jednak nie ma imion, nazwisk, zdjęć, adresów, dat ani miejsc przemocy). Nikt nie zgłosił się jednak na obdukcję, nie powiadomił o niczym policji, co świadczy głównie o tym, że wszystkie historie są literacką fikcją, a jak nie są to czekamy na prawomocne wyroki sądowe na rzekomych sprawcach czynów. Choć dla pedofilsko-katolickich "specjalistów" od psychomanipulacji i prania mózgu członków katolickich sekt wojtyłowych nie ma wątpliwości, że Tantra Serca jest rzekomą sektą, stowarzyszenie reklamuje się w internecie, ciągle zyskuje nowych członków, co jest normalne we współczesnym świecie, bo po to jest Internet. Rocznie w ich "warsztatach" bierze jednak udział zaledwie 500 osób, chociaż inni psychoterapeuci od problemów miłosnych i seksualnych mają nawet po 1500 pacjentów na terapiach profesjonalnych, w tym seksuologicznych. Tak niska frekwencja może być skutkiem zbyt wygórowanej ceny za usługi świadczone przez Mariusza i Gayę Wiśniewskich. 

Założyciele Tantry Serca, Mario i Gaya Wiśniewscy, twierdzą, że wszystkie przytoczone wyżej opowieści są wyssane z palca, by się na nich zemścić. - Co dwa lata regularnie są na nas ataki. Do nas się zgłaszają ludzie w trudnych sytuacjach. Wydobywamy ich z gówna, związki im ratujemy, czasami życie. A jak zyskują siłę, obracają się przeciwko nam. Kurde, niech ci ludzie idą do psychoterapeutów! Jestem przekonana, że tym wszystkim ludziom, którzy z panem rozmawiali, my kiedyś uratowaliśmy życie - przekonuje dziennikarza "Dużego Fromatu" liderka terapeutyczna Gaya Wiśniewska.

Na pytanie, czy na warsztatach dochodziło do przemocy seksualnej, pobić i manipulacji, Mario i Gaya Wiśniewscy odpowiadają zgodnie: "to absurd". - To była specyficzna grupa, bardzo rozrywkowa. Sami się kleili do siebie. Mówiliśmy na nich „buraki”. Trzeba było zmienić buraki w botwinkę. Powinni wziąć odpowiedzialność za swoje własne perwersje. Że topimy w rzece? Widział pan tę rzeczkę? Kurde, oni się tak bawili! Taka grupa się zebrała. To był jakiś grupowy borderline - śmieją się Mario i Gaya Wiśniwscy, wspominając warsztaty z marca 2015 roku. Fakt, że zaburzenia typu borderline są niebezpieczne, związane z przemocą i z pogranicza choroby psychicznej, a w Polsce ciągle nie ma ustawy regulującej zawód psychoterapuety, i w zasadzie każdy może psychoterapię prowadzić, a jakikolwiek sposób...

Z punktu widzenia Tantry, jedyne co można zarzucić Gayi i Mario Wiśniewskim na podstawie ich autoreklamy oraz bajdurzeń dziennikarza homoseksualisty z Gazety Wyborczej Duży Format, to brak czy niedobór profesjonalnej wiedzy o Tantrze, używanie nazwy Tantra do celów innych niż to czym Tantra faktycznie jest. Tantra to nie obmacywanie, Tantra to nie nagość, Tantra to nie seks grupowy ani seks z liderem jak w relacjach fanek i aktorów z zepsutego moralnie Hollywood w USA. Tantra to starożytna Śakta Marga - Kult Wielkiej Bogini, Mahadewi, Mahakali, kult Śakti, Durgi, Kali, Parwati, to wielogodzinne mantrowanie wzywające Boginię, a także najczęściej celibat zaawansowanych wyznawców i wyznawczyń zostających mnichami i mniszkami.

Nauki o harmonijnym życiu małżeńskim są dla par małżeńskich i są to nauki, a nie pokazy kopulacji czy obmacywanie narządów płciowych uczestników warsztatów. Nie istnieje coś takiego jak rzekomy tantryczny masaż seksualny - a taka nazwa świadczy o tym, że jakaś prymitywna kurwa pomyliła Tantrę z burdelem w jakim pracuje. Prawdziwa Tantra wszelkiej maści kurwy za usługi seksualne także bezwzględnie karała śmiercią, ale niektóre prostytutki z USA, Niemiec i Francji są tak chore, że wszystko chcą obracać metodą "kota ogonem" i z Tantry burdel zrobić (podobnie mnisi taoistyczni są znani z życia w celibacie, a nie z hurtowych kopulacji jak sobie uroił pewien Amerykanin, który zresztą skończył żywot w zakładzie psychiatrycznym). 

Jeśli zatem nadużycia w grupach Tantra Serca miały miejsce, zgodnie z Wolą Bogini Tantry - pseudoliderów należałoby tradycyjnymi metodami tantry indyjskiej i tybetańskiej zlikwidować wrzucając do dołu z lwami lub wężami albo wysłać do nich katów dusicieli (a dusiciele Bogini Kali są dobrze znani w Indii). Obstawiamy jednak zmyślony przez pedofilsko-katolickich apologetów z pedofilsko-katolickich ośrodków informacji o nowych ruchach religijnych i sektach paszkwil spreparowany za kilka tysięcy złotych przez homoseksualnego dziennikarza dominikańskiego Gazety Wyborczej Wielkiego Formatu (fake newsa) o ksywie dziennikarskiej Bartłomiej Sabela

Gazeta Wyborcza to niestety śliski i gasnący w oczach homosekso brukowiec publikujący coraz więcej szkaradnych fake newsów, które są odpowiednio sensacyjnie spreparowanymi oszczerstwami... 

Wielu buddystów przeraził już sam tytuł artykułu w Gazecie Wyborczej, ponieważ Tantra, to przecież znane od 2,5 tysiaca lat zaawansowane praktyki buddyjskie i przypisywanie im jednoznacznie negatywnych konotacji jest po prostu szkalowaniem wartości religijnych, chamskim obrażaniem religii buddyjskiej, nie mówiac o hinduizmie, dżainizmie i sikhizmie, które też mają naukę Tantry, szlachetną i wspaniałą, bardzo kultową. Tak samo jak np. sakrament kapłaństwa w chrześcijaństwie, Tantra nie jest dostępna dla każdego pijanego dziennikarza ani dla zboczeńców seksualnych typu kościelnych pedofilów parafialnych. Być może rzekoma sekta Wiśniewskich po prostu wykorzystała pojęcie Tantry i zręby pseudobuddyjskie oraz pseudohinduistyczne do stworzenia szkodliwego systemu i do wykorzystywania ludzi dla własnych celów, a być dziennikarz na wiadome inkwizycjne zamówienie z pedofilskiego kościółka wojtyłkowego wyssał stek bredni ze swej kapuścianej makówki (nie wiemy jeszcze co dokładnie bierze do jarania, ale się dowiemy). 

"Reportaż" czy raczej fake news jest bardzo stronniczy. W artykule jest podana liczba uczestników. Około 30-40 osób co miesiąc, czyli rocznie od 360 do 480 osób! Homoseksualny dziennikarz rozmawia zaledwie z pięcioma osobami, o ile nie są to postacie zmyślone?! Dlaczego nie dotarł do innych uczestników?! Czyżby prawda była tylko jedna, gazetowyborcza?! Zazwyczaj, jeżeli na wycieczkę jedzie 30-40 osób, to zawsze znajdzie się jedna, której jest za ciepło, za zimno, za duszno, za nudno, za dużo, za mało... Można w nieskończoność i tym marginesem zwykle nie warto się zajmować, bo bywa zaburzonym psychicznie borderline. W dodatku temat sam znalazł dziennikarza! Trochę dla inteligentnych ludzi za mało, a oceniać i szokować bredzeniem i zdaniami wyrwanymi z kontekstu jest bardzo łatwo. Artykuł jest typowym bredzeniem psychomanipulacyjnym, chociaż jeśli była jakaś ofiara - można ją gruntownie przepytać, tyle, że od tego jest policja i prokuratura, a nie pseudopisarz, co palcem po mapie podrużuje nawet do Afryki.

Bartek Sabela, marna dziennikarzyno! Nawet nie wziąłeś udziału w kilku warsztatach ani dwuletnim kursie owej tantry czy zachodniej pseudo tantry, żeby sprawdzić i poznać, a już produkujesz po prostu gówniany reporterski osąd pederastyczny charakterystyczny dla pijanej winem mszalnym Gazety Wyborczej! Największa i najbardziej szkodliwą społecznie sektą w Polsce ciągle pozostaje kościół katolicki i jego liczne zbrodnicze podsekty jak znani z pedofilii salazjanie, dominikanie, franciszkanie, civitas christiana etc. 

MIJA PÓŁ ROKU OD OSZCZERCZEJ PUBLIKACJI GAZETY WYBORCZEJ I CISZA!

ŻADNEGO ŚLEDZTWA NIE MA!

NIKOGO NIE ARESZTOWANO! NIKOMU NIE POSTWIONO ZARZUTÓW!

GAZETA WYBORCZA SZERZY OSZCZERSTWA, KŁAMIE, ZNIEWA ŻA, A OFIAR DZIENNIKARSKICH BYDLAKÓW PEDOFILSKICH Z NIEBEZPIECZNEJ SEKTY GAZETY WYBORCZEJ JEST CORAZ WIĘCEJ!

Naukę i praktykę Tantry najczęściej rozpoczyna się mantrowaniem: 

Om Dewi! Om Dewi! Om Dewi! Om Dewi!
Dewi Om! Dewi Om! Dewi Om! Dewi Om!
Dźaja Dewi, Dźaja Dewi, Dźaja Mahadewi!
Om Śri Kalyai Namah!
Om Śri Durgayai Namah!
Om Śri Mahadewyai Namah!

Kilka mantramów podajemy po to, aby zajęcia prawdziwej Tantry łatwiej było rozpoznać...

Polecamy także książkę o niewłaściwych sposobach terapii i przemocy w grupach psychoterapeutcyznych (pozycja obowiązkowa dla osób zajmujących się jakimikolwiek terapiami):

David Boadella, Toksyczni terapeuci, przemoc religijna, sekty. Wyd. polskie: Jacek Santorski & CO, 1994

Tantra Serca odbywa się m.in.

Tantra Serca
Nowa Morawa 15,
57-550 Stronie Śląskie

Ajna centrum Rozwoju
ul. Waryńskiego 4
15-461 Białystok  

POLSKA WITALNA SP Z O. O.
ul. Matejki 34 A,
Łódź 90-237

Centrum ARLI („ARLI – Angels” – Centrum Terapii Holistycznej)
Arletta Sadowska
ul. Czytankowa 13
51-173 Wrocław (Sołtysowice)

ROZWIJALNIA – Dom Twórczego Życia
Aleksandra Chmielewska i Anna Waszkielewicz
ul. Chełmońskiego 30 (Biskupin)
Wrocław 

Spełnione Marzenie Agroturystyka
Lubodzież 31
86-141 Lniano

Active Woman
ul. Józefińska 11
KRAKÓW

Tantra Love
ul. Odolanowska 40/44/55
91-012 Łódź
tel. 505 700 644

KURS NA KURS
ul. Felicjanek 19/3
31-103 Kraków

Opracowała: Anna Woźniak , Olkusz 

Foto: Niebezpieczna sekta katolicka - pełna moralnego zepsucia i katolickiej pedofilii księży od 1700 lat

 

Zobacz także


Artykuły w tej kategorii