Himavanti

Pedofilia a kryzys wiary katolickiej w Europie

UBYWA WIERNYCH, ZAMYKAJĄ KOŚCIOŁY KATOLICKIE

Ubywa wiernych, pustoszeją kościoły katolickie w całej Europie i nie jest to zamach illuminati czy masonerii na katolicyzm, tylko zwyczajny upadek moralny i instytucjonalny Kościoła. Najbardziej jest to widoczne we Francji, Belgii, Holandii i Niemczech, gdzie opuszczone kościoły są po prostu burzone lub wystawiane na sprzedaż. Budynki kościelne zamieniają się w magazyny, restauracje, mieszkania, a nawet parki komercyjnej rozrywki. Sprawdzał to reporter programu "Czarno na białym".- Dla niemieckiego Kościoła przyszły bardzo trudne czasy, zarówno katolickiego jak i ewangelickiego. Struktury kościelne są coraz słabsze - ocenia o. Hans Kloeffler, franciszkanin z Berlina. W całej Europie na początku XXI wieku kilka tysięcy kościelnych budynków dostało się w prywatne ręce, część z nich przerobiono na pomieszczenia mieszkalne. - Mieszka się tu inaczej. Przecież to ciągle kościół - mówi zamieszkująca kościół w Moenchengladbach Sybilla Octaviano. Nietety coraz więcej ludzi ma podwyższoną świadomość udziału Kościoła w zbrodniach hitlerowskiego reżimu, coraz więcej ludzi mówi głośno o ludobójczej inkwizycji czy skandalach pedofilskich w Kościele, co nie jest bez wpływu na odpływ wiernych i spadek powołań! 

Kryzys katolickiego kapłaństwa i wiary

Na mszach katolickich jak i ewangelickich pojawia się coraz mniej wiernych, w parafiach brakuje duchownych. Bardzo często jeden ksiądz odprawia msze w kilku kościołach i dużą część dnia spędza w samochodzie. Pracujący w Niemczech ksiądz Bronisław Nastało obsługuje 7 parafii, które powierzchnią są porównywalne z polską diecezją. - Robię 50 tysięcy kilometrów rocznie - mówi. Duchowny ostatnio dowiedział się, że w diecezji Hildesheim biskup ma zamknąć kolejnych 48 kościołów. Upadek Kościoła katolickiego jest widocznym gołym okiem faktem, chociaż dla wielu ludzi pozostaje jakiś sentyment dla kościelnych obrzędów, głównie dla ślubów i pogrzebów. 

Region kielecki, gdzie stykają się trzy diecezje przeżywa kryzys taki sam, jak w całej Polsce. Ubywa wiernych, a ci, którzy pozostają rzadziej odwiedzają świątynie. Kolejne 10 procent czyli prawie milion wiernych ubyło z Kościoła katolickiego w Polsce - takie są dane z ostatniego liczenia wiernych, przeprowadzonego w 2010 roku. Pojawiły się nowe zjawiska, takie jak churching, feminizacja i subiektywizacja religii. Dane opublikował Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego w Polsce. Pochodzą z ostatniego liczenia wiernych, które odbyło się w październiku 2010 roku. W ciągu ostatnich 20 lat z Kościoła katolickiego ubyło 10 procent wiernych, czyli prawie milion osób deklarujących się jako katolicy. Ruch APOSTAZJA okazal się zjawiskiem masowym, chociaż nie wszyscy z apostazją afiszują się dokonując publicznych wypisów z Kościoła katolickiego. Obecnie na niedzielne msze święte chodzi tylko 41 procent katolików w Polsce (a jeszcze dwadzieścia lat temu było 51 procent). Region świętokrzyski, w którym spotykają się trzy diecezje - kielecka, radomska i sandomierska też przeżywa kryzys, ale statystycznie jeszcze trzyma się lepiej niż przewiduje średnia dla Polski. 

Prędzej upadnie, niż się odrodzi

Sytuacja Kościoła katolickiego i ewangelickiego, dwóch głównych kolaborantów hitlerowskiego reżimu w Niemczech zmieniła się drastycznie w ciągu ostatnich 20 lat przełomu XX i XXI wieku. Od 1989 do 2011 roku z kościoła katolickiego w Niemczech wypisało się ponad półtora miliona wiernych. Z tego powodu kościelna dziura budżetowa wynosi już kilkadziesiąt milionów euro. Parafie nie są w stanie utrzymać kościołów i sprzedają je prywatnym właścicielom. Jeden z kościołów w Moenchengladbach przerobiono na salę wspinaczkową, dla wiernych pozostawiając mały pokoik. Inny, w holenderskim Arhnem, nowi najemcy przerobili na skatepark. Jeżdżą w nim na rolkach i deskorolkach. 

Jako jedną z wielu przyczyn wyludnienia kościołów wymienia się emigrację zarobkową i studencką Polaków. - Jak chodzimy po kolędzie, często spotykamy niepełne rodziny, albo całkiem puste mieszkania - zauważa ksiądz Paweł Anioł z parafii św. Michała Archanioła w Ostrowcu Św. Do emigracji zagranicznej dokłada się stały odpływ ludności ze wsi do większych ośrodków. - A wtedy tradycyjne więzi z kościołem kultywowane przez lata w domu rodzinnym, rozluźniają się - mówi ksiądz Anioł. - Często też do wiary podchodzi się na luzie. Dyskoteki dla młodzieży zaczynają się w sobotę o godzinie 22, kto z nich potem wstanie w niedzielę rano na mszę? Oto prawdziwa przyczyna szukania w muzyce i dyskotekach szatana przez niektórych księży. 

Skandal w niemieckim Kościele

Gigantyczny skandal w niemieckim Kościele. Media zainteresowały się, czym zajmuje się należąca w 100 procentach do niemieckiej Konferencji Episkopatu spółka Weltbild. I okazało się, że nie tylko sprzedaje ona książki promujące ezoteryzm, ateizm, ale jest też wydawcą 2.500 tysiąca książek pornograficznych. Rzecznik prasowy Kościoła zapewnił, że biskupi błyskawicznie zrobią z tym porządek. Problem polega tylko na tym, że świeccy katolicy od dziesięciu lat próbowali zainteresować sprawą biskupów i nic się nie działo, a wydawctwo sprzedaje najgorszy pseudoezoteryczny szajs i bełkot jaki widziały Niemcy. Biskupom niemieckim nie przeszkadzało również to, że są współwłaścicielami firmy - Ver-lagsgruppe Droemer Knaur, która wydaje powieści pornograficzne. 

Już w 2008 roku biskupi otrzymali 70 stronicowy dokument, z którego dowiedzieć się mogli, czym zajmuje się firma, której są właścicielami. Jak powiedziała stronie LifeSiteNews Gabriele Kuby zdecydowana większość biskupów nawet nie odpowiedziała na te informacje. Inny katolicki działacz i dziennikarz Bernhard Mueller, redaktor naczelny katolickiego magazynu PUR, który poświęcił sprawie materiał okładkowy, zapewnia, że od dziesięciu lat próbował skłonić niemiecki Episkopat do załatwienia tej sprawy. A gdy próby wewnętrznego jej załatwienia nie przyniosły skutku zdecydował się ją upublicznić, bowiem nie mógł się zgodzić, by jego Kościół „nauczał czystości i handlował pornografią”. 

Skandal w Kościele

Wzięli łapówkę za pochowanie gangstera obok papieży. 

Decyzja zapadła, gdy Stolicą Apostolską rządził Jan Paweł II. W krypcie bazyliki św. Apolinarego w Rzymie spoczywa obok papieży Enrico De Pedis, były szef rzymskiego gangu Magliana. Na pochowanie go w tak zaszczytnym miejscu zgodził się w 1990 roku ówczesny Wikariusz Rzymu, kardynał Ugo Poletti za wiedzą papieża, ale dopiero teraz wyszło na jaw, że wziął za to miliard lirów (wartość 400 tysięcy euro) łapówki - donosi "The Independent". Po wyjściu skandalu na światło dzienne, wikariat zamierza przenieść prochy przestępcy w inne miejsce. De Pedis zasłynął z porwania i zabójstwa w 1983 roku Emanueli Orlandi, 15-letniej córki wysokiego urzędnika Watykanu. Włoska policja jest przekonana, że porwanie odbyło się na zlecenie tureckich służb specjalnych a dziewczynka miała być wymieniona za Alego Agce - dodaje gazeta. Ciała dziewczynki nigdy nie odnaleziono. Jej rodzina sądzi, że pochowano ją razem z jej zabójcą w krypcie bazyliki. O tym przekręcie na pewno wiedziała papież z Polski, Jan Paweł II. Wstyd i hańba dla narodu. Czy kardynał Ugo Poletti podzielił się łapówką z papieżem Karolem Wojtyłą? Tego jak dotąd nie ujawniono. Wydało się jednak, że najwiekszy przyjaciel Jana Pawła II, szef Legionu Chrystusa, Marcial Maciel Degollado był krytym przez papieża pedofilem i gwałcicielem dzieci. 

Coraz więcej osób i organizacji w XXI wieku posługuje się takimi symbolami, których wymowy ani znaczenia raczej nie trzeba szczegółowo objaśniać.... 

Zakaz klechowania

Kościół katolicki upada także w Polsce 

Coraz gorzej z wiarą i moralnością katolicką jest też w Polsce. W ciągu ostatnich 30 lat od 1980 roku prawie 20 procent katolików przestało całkowicie chodzić do kościoła, a drugie tyle pojawia się okazjonalnie, głównie na ślubach i pogrzebach. Według danych Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego w latach 50-tych za Bieruta i Stalina we mszach regularnie uczestniczyło 80-90 procent wiernych, dla porównania w latach 2008-2009 już tylko niewiele ponad 40 procent zapisanych w parafiach wiernych. Część nie uczęszcza z powodu emigracji zarobkowej do obcych krajów. 

- Ta grupa ludzi, którzy chodzą z przyzwyczajenia, jest mniejsza. Natomiast jest większa taka, która autentycznie chce przeżywać dzień święty - mówi o. Paweł Kozacki, dominikanin. Innego zdania jest Paweł Załęcki, socjolog religii, który twierdzi, że wiara jedynie 4-10 procent katolików przekłada sie na życie codzienne. - Duża część z tych deklarujących się na co dzień żyje tak jak niewierzący - tłumaczy. 

Kościół rzymsko-katolicki ma coraz mniej wiernych, na mszach i w realnej rzeczywistości. Ludzie odchodzą od Kościoła. Widzą niegodziwości księży wszystkich szczebli i nie chcą być ich świadkami, ani członkami tej grupy wiernych. Tego nie da się ukryć. W Polsce coraz mniej wiernych w kościołach na niedzielnych mszach i wielkanocnych rekolekcjach. Księża proponują: zróbmy wersję rekolekcji "dla zabieganych" – podaje gazeta.pl. Nie ma jeszcze podobnych propozycji w kwestii niedzielnych mszy. Niewykluczone, że takie też padną. Zaczyna się cicho mówić w środowiskach kościelnych o malejącej liczbie wiernych Kościoła kat. w Polsce. To nic nowego. Maleją szeregi wyznawców Chrystusa w Niemczech, Francji, Holandii, Danii, Belgii, Austrii, Portugalii, na Węgrzech. Czesi, którym zawdzięczamy poprzez księżniczkę Dobrawę, nasze chrześcijaństwo i przymusowy chrzest wbrew woli, dawno zaczęli odchodzić od wiary chrześcijańskiej. 

Sytuacja malejącej liczby Polaków w kościołach, stała się poważna nie tylko w środowisku księży, ale i części mediów. Na początku kwietnia 2011 roku prasa pisała, m.in., że księża prześcigają się w pomysłach na uatrakcyjnienie rekolekcji wielkopostnych, bo przychodzi na nie coraz mniej wiernych. Wypowiadał się o tym, m.in. w "Dzienniku Polskim" znany i ceniony rekolekcjonista z Krakowa, ks. prof. Wiesław Przyczyna, który uważa, że nadszedł czas, by "zmienić nasze myślenie o rekolekcjach", np. zastanowić się, czy nie organizować je o późniejszej godzinie albo w weekendy, gdy ludzie nie są tak zapracowani? Są także propozycje rekolekcji, ale dla ateistów, na Facebooku. Skoro są księża za spowiedzią przez telefon to rekolekcje można prowadzić także przez Internet. Czemu nie. 

W wielu poważnych dyskusjach nad problemem utrzymania wiernych w polskich kościołach, ks. Piotr Sadkiewicz, proboszcz z parafii Leśnej koło Żywca, znany z różnych ciekawych niekonwencjonalnych pomysłów na ewangelizację, zrezygnował z tradycyjnej formuły kilku dni rekolekcyjnych. Nauki wiary głosi wraz z wikarymi w niedziele, w ramach homilii. Po mszy wierni dostają do rozważania teksty na cały tydzień. Swój pomysł tłumaczy w sposób szczery i otwarty: "Nawet, jeśli tylko część z nich pomodli się tekstami, które dostała, to i tak będzie to duży sukces" - podaje portal rp.pl. 

Z licznych doniesień prasowych z kraju wiadomo, że księża w różnych parafiach na różne sposoby próbują ściągnąć wiernych do kościoła werbując już jako rasowa destrukcyjna sekta. Rozdają dzieciom w kościołach i szkołach, ulotki zachęcające i przypominające rodzicom o mszach, organizują rekolekcje: "dla zabieganych", "dla singli", "dla samotnych matek" i "samotnych ojców". Prowadzą ciekawe wykłady i konferencje a także homilie o treściach religijno-politycznych, związanych z sytuacją w Polsce. Podobno największym powodzeniem cieszą się nabożeństwa w nietypowej scenerii – pisze polskalokalna.pl, np. "za klasztorną furtą czy w średniowiecznym zamczysku". 

W krakowskiej parafii mariackiej w Zembrzycach, księża wynaleźli sposób wabienia wiernych na "haczyk" oczyszczania duszy i ciała ze złogów tłuszczu, nadwagi i ogólnego grubiaństwa. Od jakiegoś czasu "Dom Rekolekcyjny" tamtejszej parafii zaprasza, na poważne tradycyjne rekolekcje oczyszczające, połączone z tzw. "Postem Daniela", czyli dietą opracowaną przez specjalistów od zdrowego żywienia. Oto jak nowoczesność myślenia i działania wkracza do kościoła, w którym księża myślą o dobru nie tylko swoich brzuchów, ale przede wszystkim wiernych. "Dziennik Polski" pokusił się na rozsądne uogólnienie: "Kto nie ma czasu na wyjazd lub choćby tylko wyjście z domu, może skorzystać z bogatej oferty internetowych rekolekcji". 

Odchudzanie to akurat był temat zgodny z duchem czasu, bo rekolekcje wielkopostne są czasem dobrym (odpowiednim) na oczyszczenie organizmu, m.in. przez rozsądne wyrzeczenie się tłustego, smażonego i tuczącego jadła czy spróbowanie diety wegańskiej na sześć tygodni. Nie wiemy jak w tym okresie przestrzegają głoszonych zasad wysocy "namiestnicy" Pana Boga i szarzy nauczyciele wiernych, czyli zwykli księża. Wiemy natomiast, że wśród nich nie brakuje i takich, którzy zamiast troski o dobro Kościoła katolickiego, walczą pod jego przykrywką o dobro swoje. Proboszcz w podlubelskim Dysie, mimo unijnej dotacji, na budowę schodów, chodników i podświetlenia kościoła, wysłał list do parafian z prośbą - o 500 zł od każdej rodziny - podaje wykop.pl. Wkurzył tym niesamowicie ludzi, którzy poczuli się jak ofiary zwykłego oszusta matrymonialno-ekonomicznego. Wiemy jednak, że milczenie kochanek i ich dzieci kosztuje drogo wiernych około 60 procent parafii katolickich w Polsce. Jeszcze droższe jest milczenie homoseksualnych kochanków i nieletnich. Oburzeni mówili: "Jesteśmy traktowani jak plebs do płacenia danin". 

Inny ksiądz biznesmen, znany szeroko w Polsce i poza Polską, Tadeusz Rydzyk wydziera od ludzi niemal nagminnie, nie 500 zł a dużo większe daniny, na najróżniejsze pomysły związane z budową swojego ogromnego katolickiego imperium remptorystycznegi, w Toruniu. W Łodzi rezyduje ksiądz, który specjalizuje się w kazaniach i wykładach w całości poświęconych zagadnieniom aktualnej polityki rządu i propagowaniu idei politycznych, walczącej partii o władzę, PiS. Wszystkie tego typu i podobne numery kościelne nie służą w żadnym przypadku interesom Kościoła katolickiego. Wręcz przeciwnie, niosą niepowetowane szkody Kościołowi katolikiemu i ludziom, szkolonym politycznie i obdzieranym finansowo, w świątyniach i nie tylko. To oczywiste pomylenie roli księży powołanych do ewangelicznej posługi z rolą poborcy haraczy. 

Diecezja sosnowiecka ma mniej wiernych. Ubywa katolików w Zagłębiu

Na terenie należącym do diecezji sosnowieckiej mieszka ponad 677 tysięcy ludzi (około 230 tys. rodzin), z tego ponad 640 tysięcy to formalnie katolicy, którzy należą do 162 parafii. Jak wynika z opublikowanych właśnie przez diecezję danych, z roku na rok maleje tu jednak ilość chrztów, pierwszych komunii św. i katolickich pogrzebów. Ubywa też osób, które przystępują do bierzmowania. Mniej jest także małżeństw sakramentalnych, a więcej cywilnych. Skąd ten trend? W samym tylko Sosnowcu w 2010 roku ślubów kościelnych było 592, a cywilnych 666. W statystyce nie pomagają wcale dane z sąsiedniego Jaworzna, gdzie w 2010 roku na 578 wszystkich ceremonii ślubnych, ślubów katolickich odbyło się więcej od cywilnych, bo 317. 

- W Jaworznie od dawna jest więcej małżeństw, zawieranych w kościele niż cywilnych - mówi Jolanta Tarmas, inspektorka z Urzędu Stanu Cywilnego w Jaworznie. - Najwięcej ślubów kościelnych odnotowujemy w czerwcu, sierpniu i wrześniu - dodaje urzędniczka. Ilość małżeństw katolickich w ciągu dwóch minionych lat jednak spadła. Ma to miejsce nie tylko w Jaworznie, ale także w całej diecezji sosnowieckiej (w 2010 roku o około 500 małżeństw mniej niż w roku 2008). Rok temu odbyło się też o 200 mniej chrztów niż w 2008 roku, a komunii św. o tysiąc. Mniej było też osób, które przystąpiły do sakramentu bierzmowania. Nie lepiej jest też, jeśli chodzi o katolików przyjmujących komunię. W 2010 roku katolicy przyjęli prawie 7,2 mln komunii. Tymczasem w 2008 roku księża rozdali prawie 7,38 mln komunii. Do kościoła na niedzielne msze katolickie w 2010 roku uczęszczało regularnie nieco ponad 154 tysiące osób. To stanowi zaledwie 24 procent mieszkających tu katolików. Tylko około 3/4 rodzin przyjęło księdza podczas corocznej kolędy. 

Zlikwidują dwa święta kościelne. Portugalia uzdrawia gospodarkę

Portugalski rząd chce od 2011 roku zlikwidować z kalendarza dwa wolne od pracy święta kościelne, by pomóc walczącej z wielkim kryzysem gospodarce. Zrobi to od 2013 roku. Najpierw jednak w tej sprawie odbywają się rozmowy polityczne z Watykanem. Chodzi o Boże Ciało i Dzień Wszystkich Świętych. Taka decyzja zapadła po rozmowach centroprawicowego rządu w Lizbonie z Konferencją Episkopatu.
Czasowo zniesione święta katolickie

Rząd podziękował w związku z tym biskupom w środowym oświadczeniu za "konstruktywne podejście do problemów kraju". Porozumienie przewiduje, że za pięć lat odbędzie się kolejne spotkanie w tej sprawie i być może wtedy święta Bożego Ciała i Wszystkich Świętych zostaną przywrócone do kalendarza, jako wolne od pracy. Minister gospodarki Hugo Soares nie przedstawił jednak danych, które ukazałyby korzyści płynące dla Portugalii z wycofania świąt z kalendarza. Wiadomo, że w Polsce każdy dzień kościelnych świąt to 5 miliardów złotych strat w gospodarce na rok 2011. Jednocześnie rząd w Lizbonie - nie chcąc prawdopodobnie wdawać się w zatarg z Watykanem - zapowiedział zlikwidowanie dwóch świąt państwowych. Portugalia obok Grecji, Hiszpanii, Włoch i Irlandii zmaga się z ogromnym kryzysem gospodarczym i jej kondycja finansowa przez kolejne lata ma się poprawić głównie dzięki cięciu ogromnych wydatków publicznych i wydłużaniu czasu pracy.

"Przymusu religijnego nie da się etycznie obronić"

- Nauczane religii w szkołach jest złem, bo stanowi o przymusie religijnym, a tego nie da się etycznie obronić - ocenił w programie "Kropka nad i" prof. Jan Hartman. Zdaniem filozofa, rząd, płacąc za lekcje religii w szkołach, powinien sprawować kontrolę zarówno nad programem nauczania, jak i nad doborem katechetów. - Na szczęście w tym zakresie trzeba mieć misję kanoniczną od stosownego biskupa diecezjalnego - ripostował Zbigniew Girzyński (PiS). Zdaniem Hartmana, filozofa z teologicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego, bardzo źle się stało, że religia jest nauczana w szkole. Jednym z powodów - jak mówił - jest fakt, iż propagowane przez katechetów przekonania "nie są zgodne z duchem polskiej Konstytucji". - Treści nauczane na lekcjach religii są sprzeczne z duchem szkolnictwa, z duchem konstytucji polskiej, a często bardzo kontrowersyjne z moralnego punktu widzenia, np. w kwestii homoseksualizmu - tłumaczył filozof. 

To oczywiste, że jeśli ktoś chce upowszechniać jakieś poglądy, powinien za to zapłacić. Rząd powinien zaprzestać finansowania lekcji religii w szkole i oczekiwać, że Kościół katolicki będzie sam to finansował. Rząd płaci nauczycielom religii, bo chce. Konkordat zobowiązuje tylko do udostępnienia szkolnictwa publicznego do tych celów. Jak wyjaśnił prof. Hartman, na lekcjach religii można się dowiedzieć np., że "pożycie homoseksualne jest nieładem etycznym, że zwierzęta zostały stworzone po to, by służyć człowiekowi oraz że wraz ze chrztem chrześcijanin otrzymuje jakieś szczególne łaski etyczne od Boga i staje się lepszy od tych, którzy chrztu nie dostąpili". Nauczanie dzieci poczucia wyższości tchnie megalomanią i narcyzmem. 

"To jest dla rządu upokarzające"

- To oczywiste, ze jeśli ktoś chce upowszechniać jakieś poglądy, powinien za to zapłacić - stwierdził Hartman. - Rząd powinien zaprzestać finansowania lekcji religii w szkole i oczekiwać, że Kościół będzie sam to finansował - mówił. Tymczasem - jak zauważył - "rząd płaci nauczycielom religii, bo chce". - Konkordat zobowiązuje tylko do udostępnienia szkolnictwa publicznego do tych celów - dodał. Jednocześnie - podkreślił - rząd, płacąc za nauczanie religii, nie ma na nie żadnego wpływu. – To jest dla rządu upokarzające - zauważył. Jego zdaniem, "konsekwencje sięgania do kieszeni państwowej, do środków publicznych są takie, że państwo ma nie tylko prawo, ale i obowiązek, sprawować kontrolę nad tym, za co płaci". - Kościół powinien poddać się kontroli państwa tym bardziej, że jest kolizja z programem nauczania - dodał. 

"Lekcje religii są dla chętnych"

Girzyński przypomniał, że lekcje religii w szkołach nie są obowiązkowe, tylko dla chętnych. Podkreślił też, że jeżeli - zgodnie z konkordatem - lekcje religii wróciły do szkół, to trzeba też zgodzić się z tym, że prowadzą je katecheci wyznaczeni przez władze Kościoła. Również program nauczania zgodny jest z obowiązującą doktryną katolicką, "a nie przekonaniami profesora Hartmana". - Nie bardzo sobie wyobrażam, by państwo do nauki religii wysyłało np. prof. Hartmana - mówił poseł PiS. Poglądy twardogłowych apologetów katolicyzmu wydają się zuepłnie nie na miejscu, gdyż oprócz katolicyzmu istnieje w Polsce około 350 innych wyznań religijnych, w tym około 100 bestialsko prześladowanych przez policyjnych bandytów ze skatoliczałego Wydziału Wyznań MSWiA czyli przez de facto katolickie getapo czy inkwizycyjnych bandytów w policji rzekomo państwej państwa, którego Konstytucja ma gwarantować wolność wyznania, ale tego nie czyni. 

Zdemoralizowała i przegniła od środka instytucja Kościoła Katolickiego także w Polsce chyli się ku upadkowi. Ludzie coraz bardziej są świadomi manipulacji i różnych machlojek oraz oszustw przedstawicieli KK. Coraz więcej osób z wyboru nie bierze ślubu kościelnego ani nie chrzci dzieci. Coraz częściej słyszy się: "Moja dobra znajoma, w dodatku mieszkanka wsi, a nie dużego miasta nie ochrzciła swojego dziecka, takich osób jest coraz więcej nie tylko w dużych miastach". Takich rzeczy jest więcej. Regularnie spada liczba powołań kapłańskich i zakonnych. 

"W Polsce nadal spada liczba powołań kapłańskich i zakonnych. Do seminariów diecezjalnych i zakonnych w 2008 roku wstąpiło 953 kandydatów, a jeszcze cztery lata temu było ich 1,5 tysiąca. Zmniejszyła się również liczba postulantek w zakonach żeńskich. Tylko 379 kobiet w ubiegłym roku rozpoczęło życie zakonne, choć jeszcze w 2000 roku było ich 723." - podaje już nawet sam KAI. O tym ile osób rocznie porzuca stan zakonny lub kapłański statystyka katolicka milczy, ale widzimy dziesiątki tysięcy osób związanych z Tygodnikiem "Fakty i Mity", które przez ostatnich kilkanaście lat, podobnie jak były ksiądz, dziś agnostyk, Roman Kotliński porzuciły zawód księdza i mamiciela, a często też molestatora parafialnych owieczek i baranków. Trochę szkoda, że były ksiądz, Roman Kotliński, dzisiejszy poseł na Sejm, nie chce wyraźnie się określić, czy był w seminarium duchownycm bardziej "kretem" czy bardziej "trzymał kreta w jamce", w drugiej roli jako cwel dla seminaryjnej starszyzny. Jednak temat zna doskonale, gdyż jego tygodnik, FiM, dużo o tym pisze! 

Trzech na czterech austriackich księży za zniesieniem celibatu 

Trzy czwarte księży katolickich w Austrii od 2005 roku opowiada się za zniesieniem przymusowego celibatu, a jeszcze większy odsetek za szerszymi reformami w Kościele - podają media austriackie na podstawie wielkiego sondażu z 2005 roku. Według ankiety przeprowadzonej przez Towarzystwo Marketingu i Komunikacji (GMK), 78 procent austriackich duchownych pragnie poważnych reform w Kościele katolickim. Wśród świeckich ten odsetek jest mniejszy i wynosi 66 procent Austriaków. 74% kleru chętnie widziałoby zniesienie obowiązkowego celibatu, a 60 procent opowiada się za dopuszczeniem kobiet do kapłaństwa. 79% respondentów ankiety przeprowadzonej wśród duchowieństwa uważa, że świeccy powinni mieć większy wpływ na życie Kościoła, 64% chce rewizji stanowiska Kościoła katolickiego w kwestii środków antykoncepcyjnych. Mniejszy jest odsetek aprobaty dla homoseksualizmu, a to z powodu odkryć genetycznych dowodzących, że homoseksualizm jednak jest wyraźnym defektem genów, podobnie jak inne zaburzenia i choroby genetyczne. Nie ma zatem mowy o dobrowolnej orientacji seksualnej, skoro jest ona uwarunkowana silnie wadami w genomie, jednakże coś z gejami w Kościele trzeba zrobić, tym bardziej, że wśród księży to duże i wpływowe lobby. 

Samo mówienie, że homoseksualizm jest niezgodny z zamysłem Bożym, bo Bóg nie stworzył człowieka jako dwóch mężczyzn, czy dwie kobiety, ale jako mężczyznę i kobietę, którzy się ze sobą dopełniają czy się to komu podoba czy nie - już nie wystarczy. Wielu pragnących uznania za normę swoich orientacji seksualnych skazanych jest na gorycz zawodu, przynajmniej do czasu, kiedy badania naukowe z zakresu genetyki pozwolą na tanią i skuteczną zmianę orientacji seksualnej na hetero dla wykonywania zawodu księdza czy biskupa, który w chrześcijaństwie powinien być przykładnym mężem jednej żony i dobrze wychowywać swoje własne dzieci. Wielu duchownych jawnie nawołuje, że skoro można genetycznie leczyć z bezpłodności, żeby mieć dzieci, to z orientacji homoseksualnej też można leczyć, skoro jest ona sprawą pomyłki natury w genie lub czasem w kilku genach! 

Polska ginie przez wartości chrześcijańskie, takie jak tolerancja dla tysięcy księży pedofilów grasujących na parafiach! Czas zakazać tych WC-rtości, żeby Polskę ucywilizować i żeby 10-20 miliardów złotych rocznie zamiast na Krk to na fundusz emerytalny przeznaczać! Wielu katolikom nie podoba się akcja "Stop Pedofilom" z powodów innych niż wyznanie, a to tym gorzej dla nich, gdyż stronnictwo "misiaczków" czyli zwolenników "dobrej pedofilii" ma swoich zagorzałych zwolenników także w seminariach duchownych. Znalezienie w Polsce pedofila, co nie jest katolikiem, wcale nie jest łatwym zadaniem, ale to tym gorzej świadczy o moralności wyznawców katolicyzmu. W końcu jest trochę mniejszości wyznaniowych w Polsce, są też ateiści. 

Pedofile często twierdzą jakoby Antypedofilskie Bractwo Himawanti było złem wcielonym z obawy przed kastracją ich jajec oraz nagłośnieniem zboczenia seksualnego. Tacy katolicy bluzgający na Antypedofilskie Ruchy Ofiar Księży czy Bractwa Antypedofislkie w internecie lub w pedofilskich brukowcach pokroju Gazety Bydgoskiej, Tygodnika Powszechnego, Gościa Niedzielnego, Newsweek'a, Gazety Wyborczej czy Rzeczpospolitej, powinni codziennie przepraszać nas, ofiary księży pedofilów, za szerzenie swocih pedofilskich pomówień, jednak dalej w nie brną. 

Fakt, że głównie siatki pedofilskie mają Antypedofilskie Bractwo Himawanti na celowniku, to nie trudno w sieci znaleźć, stąd wiemy kto stoi za każdym znieważającym Bractwo Himawanti paszkwilem. Warszawska mafia pedofilska ma kilka miliardów złotych dochodu na czysto rocznie, a i silne odziały w Bydgoszczy, Lublinie, Olsztynie czy Chorzowie. Z krzywdy dzieci, których widać po "jarkaczach" pyskujących na Bractwo Himawanti, owym szczekaczkom pedofilskim kościelnym nie żal. Wśród katolickich księży, zakonników i katechetów jako grupy zawodowej jest największy wskaźnik pedofilii. Ksiądz czy katecheta to niestety wyższy czynnik zagrożenia pedofilskiego dla dzieci. Co gorsza dla Kościoła i jego sklonowanych sekt protestanckich, wiadomo to do 1600 lat. Stąd katoliccy duchowni, także zakonnicy są na celowniku wszystkich organizacji ofiar molestowania seksualnego w kościele katolickim. 

Dziwi i szokuje oczywiście, że taki rodzaj niemoralności jest udziałem tych, co powinni być wzorem cnót, ale już nam nikt usta nie może tak mocno klebnować jak jeszcze w połowie lat 90-tych XX wieku, że za ujawnienie sześciu pedofilów paulinów z Jasnej Góry liderzy Bractwa Himawanti byli wyzywani w brukowych mediach katolickich takich jak Gazeta Bydgoska, Tygodnik Powszechny, Gość Niedzielny, Newsweek, Gazeta Wyborcza, TVN Uwaga czy Rzeczpospolitej - od zamachowców i terrorystów. Zakłamane media katolickiej Polski jeszcze próbują tych sztuczek, ale coraz rzadziej i słabiej. Sekta katolicka widać upatrzyła sobie Antypedofilskie Bractwo Himawanti, bo akurat dużo ofiar molestowania seksualnego dokonanego przez księży, zakonników i biskupów w nim jest i jeszcze pełni funkcje terapeutów. Tak ze 30 tysięcy osób, przez ostatnie 70 lat, licząc najstarsze osoby należące do Antypedofilskiego Bractwa. Każdy może powiedzieć, że znał jakiegoś dobrego księdza, też znaliśmy kilku fajnych księży, niezboczonych. Ale wyjątki w Kościele katolickim nie czynią reguły. Jednak od ponad 30 lat, 800-1300 osób rocznie przychodzi na terapie do ABH. I są to ofiary księży, mnichów oraz zakonnic, katechetów i aktywistów katolickich, po jakich trudno się spodziewać dewiacji seksualnej, gdyby nie to, że mamy z problemem do czynienia w grupach terapii ofiar. Na tyle ofiar rocznie, przy 30 tysiącach księży i kilku znanych dobrych księżach, realny obraz środowiska jest makabryczny. A jeszcze są przecież inne niż Himawanti organizacje, co pomagają ofiarom, np. ateistyczny Ruch Ofiar Księży z siedzibą w Kanadzie czy środowisko związane z tygodnikiem Fakty i Mity, który zrzesza głównie osoby zainteresowane reformą katolicyzmu. 

Symbole wymierzone w inkwizycyjną i średniowieczną religię, coraz częściej i wyraziściej wymierzone są w bóstwo, czego wcześniej zwykle nie widywano na masową skalę. "Bo skoro Jezus jest głową Kościoła katolickiego..." - mówią dzieci po katechezie...  

Jezus Stop

KATOLICYZM - DRUGIE "IMPERIUM ROMANUM"

Upadek katolicyzmu ma także swój wymiar obrazu historycznej paraleli. Imperium Rzymskie podobnie jak Kościół katolicki (Imperium Vaticanum) było pełne pychy i arogancji, bardzo butne i pragnące podporządkować sobie cały świat. Żyło wśród Rzymian przekonanie, że ich Imperium nie upadnie nidgy. Dziś podziwiamy tylko ruiny, jakie po nim pozostały. Przed wieloma setkami lat papieże  przywłaszczyli sobie władzę, jaką wcześniej sprawowali cesarze, korzystając z tego, że Imperium Rzymskie chyliło się ku upadkowi, a cesarze słabli. Niezależnie od tego Kościół katolicki przejął też po Imperium skłonnośc do pychy, arogancji i żądzę władzy absolutnej nad światem. Narzucił swoje bestialskie zwierzchnictwo krajom europejskim i amerykańskim - papież mienił się być zwierzchnikiem królów, a Kościół katolickiego Imperium Vaticanum wierzył, że ma prawo sprawować rządy nad światem rzekomo "w imieniu Chrystusa". Pycha, arogancja i żądza władzy pchnęły watykański katolicyzm na drogę nienawiści i mordu - wszelkie przejawy niezależności były bezwględnie tępione. Indian mordowano masowo jako "czerwone małpy" i "czerwone świnie", a potem ta nienawiść przeszła na komunistów, z tymi samymi epitetami. Nikt nie zliczy ilu "winnych" lub zgoła niewinnych zginęło podczas krucjat (np. przeciw katarom), ilu zgładzono tych, którzy nie chcieli przyjąć chrześcijaństwa watykańskiego, ile miejsc kultu zniszczono, gdy torowano ogniem i mieczem drogę katolicyzmowi, ilu wreszcie "heretyków" torturowano i zgładzono w skrajnie okrutny sposób za to, że mieli odwagę sprzeciwiać się morderczej katolickiej tyranii. Szacuje się ilość ofiar katolickich zbrodni przeciw ludzkości na 100 milionów osób, w tym około 10 milionów kobiet spalonych żywcem! 

Imperium Rzymskie upadło przed wieloma wiekami - z niego narodziło się nowe imperium rzymsko-katolickie, ale i ono chyli się już ku całkowitemu upadkowi! To widać już od końca XX wieku, kiedy masowo zaczęto ujawniać skandale pedofilskie, pederastyczne i zoofilskie wśród duchownych. Kościół katolicki nie rozwija się ani nie zmienia na lepsze, a jego wzrost liczebny dawno już nie przekracza przyrostu naturalnego wśród katolików! W wielu miejscach natomiast traci z roku na rok coraz więcej ludzi, traci wiernych zniesmaczonych obłudą, chciwością i niemoralnością duchowieństwa. Takim krajem jest np. Brazylia, gdzie około roku 2020 można się spodziewać, że około 50% społeczeństwa tego dotąd tak bardzo katolickiego kraju będzie w Kościołach protestanckich lub wśród agnostyków. Nikt ich nie werbuje - odchodzą z katolicyzmu z własnej woli obrzydzeni niemoralnością, pazernością i złodziesjtwem kleru. Jeśli utrzymają się obecne tendencje, to katolicyzm może się tam stać szybko mniejszością wyznaniową! Docierają też informacje o tym, że i w innych krajach stosunek liczebnościowy katolików do protestantów i niewierzących zmienia się. W Chinach katolicyzm nie odnosi sukcesów, za to Kościoły ewangeliczne są już znaczącą siłą - Chiny są już gotowe wysłać na świat ponad milion ewangelicznie wierzących ludzi, jako misjonarzy, a i ze 100 milionów maoistów ateistów! W Korei tak samo - najwięcej wierzących w Chrystusa to protestanci. Starczy wspomnieć o największej "parafii" na świecie - Kościele w Seulu skupionym wokół pastora Yongghi Cho, liczącym ponad milion członków! O sukcesach katolickich jakoś nie słychać, tylko o kolejnych skandalach z udziałem katolickiego duchowieństwa. Przejdźmy do Polski - gdzie widać, że coraz wiecej osób jest zniechęconych do katolicyzmu np. odzwierciedla to coraz niższa i przymusem podtrzymywana frekwencja i zaangażowanie na katechezach szkolnych. 

Nie mamy żadnych wątpliwości, że to zepsute imperium - jakim jest Kościół rzymsko-katolicki - tak samo upadnie jak Imperium Romanum! Kościół katolicki jest wyniosły, a w katolikach jest pycha - czego doświadczamy bardzo często, choć miejmy nadzieję, nie dotyczy to wszystkich katolików! Choć trzeba przyznać, że katolicyzm nieco spokorniał, i pojawia się wiele pozytywnych zmian, to jednak pycha i arogancja kolejnych dewiantów, także prasowych, wciąż są żywe! Warto nawet zajrzeć i poczytać, co katolicka Biblia czyli katolickie Słowo Boże mówi nam o pysze? Z mądrości Salomona: "Pycha chodzi przed upadkiem, a wyniosłość ducha przed ruiną" (Przypowieści Salomona 16, 18). W Księdze Abidiasza pan mówi o Edomie: "Pycha twojego serca zwiodła cię..." (Księga Abidiasza 1, 3) Czyż tego samego nie można powiedzieć też o papieskim Kościele Rzymu? Chrystus mówi: "Albowiem z wnętrza, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, wszeteczeństwa, kradzieże, morderstwa, cudzołóstwo, chciwość, złość, podstęp, lubieżność, zawiść, bluźnierstwo, pycha, głupota; wszystko to złe pochodzi z wewnątrz i kala człowieka." (Ewangelia Marka 7, 21 - 23) Jan, umiłowany przez Chrystusa w sposób szczególny apostoł, zaś pisze: "Bo wszystko, co jest na świecie, pożądliwość ciała i pożądliwość oczu, i pycha życia, nie jest z Ojca, ale ze świata" (1. List Jana 2, 16). Przeciwieństwem pychy jest zaś pokora serca. Co Biblia nam mówi o tym? "Lecz pokorni odziedziczą ziemię i rozkoszować się będą obfitym pokojem" (Pslam 37, 11). Oto religijny powód stopniowego upadku katolicyzmu oczywisty dla osób czytających katolicką Biblię i szukających tam dowodów kościelnej hipokryzji... 

Katolicyzm idzie ku upadkowi, a akty agresji i nienawiści są przejawem słabości. Katolicy sami rujnują swój imperialistyczny Kościół, odstraszając od niego ludzi, szczególnie młodych. Wielu ludzi odchodzi z katolicyzmu, nie mogąc już znieść ogromnej presji, buty i zachowań ludzi z Kościoła katolickiego! Taka jest prawda! Pycha i obłudna arogancja kroczą przed UPADKIEM. Smutna to refleksja nad tym papistowskim katolicyzmem. Taka postawa wynika z postawy i nauczania w papieskim Kościele katolickim! Kościół katolicki wielokrotnie i na różne sposoby wyraża swe przekonanie o swej własnej wyższości - i to nawet ustami swoich hierarchów! Takie poczucie wyższości to maniakalny narcyzm, zaburzenie umysłowe, a nie religijność. Krk mówi o ekumenizmie, ale wciąż nie wyzbył się pychy i obłudy. Jakże manifestuje swoją wyższość? Czyni to już chociażby twierdząc, jakoby posiadał pełnię objawienia, że jest Kościołem Chrystusowym, założonym przez Pana Jezusa, protestantów nazywając "braćmi odłączonymi", czy wręcz Kościołom protestanckim, swoim klonom,  odmawiając praw do nazwy "Kościół", nazywając je "wspólnotami wyznaniowymi". W Polsce te mniejszości wyznaniowe w Polsce ustawowo są rejestrowane w Komendzie Głównej Policji, niczym przestępcy, a od 1989 roku reżim katolicki III RP odmówił ponad 100 związkom wyznaniowym prawa do zarejestrowania osoby prawnej. Agresja - z jaką niektórzy katolicy prawicowi zwalczają wszystkich, którzy mają odwagę wierzyć na wzór biblijny czy wschodni, a nie po katolicku - ma swoje źródło bardziej w Kościele Rzymskim, niż w nich samych, w chorobie watykańskiej megalomanii i narcyzmie. 

Churching i feminizacja 

Nowym zjawiskiem jest zaadaptowany z Zachodu churching, czyli chodzenie na msze do kościołów poza własną parafią, popularny zwłaszcza w większych ośrodkach, bo wieś i małe miasteczka wciąż zachowują więź ze swoją parafią. - To poszukiwanie przez współczesnego człowieka oferty dla siebie. Są parafie, które prowadzą różne formy duszpasterstwa, np. młodzieżowe, dla osób żyjących w związkach niesakramentalnych, dla osób uzależnionych. Ludzie realizują w ten sposób swoje potrzeby - tłumaczy dr Krzysztof Gąsior, psycholog i psychoterapeuta. 

- Przyczyną podróży do innego kościoła może być też dobry kaznodzieja, albo względy rodzinne: ktoś wychował się w danej parafii i mimo, że mieszka w innej części miasta, nadal czuje się z nią związany - tłumaczy ksiądz Dariusz Kącik, rzecznik prasowy kieleckiej kurii. - Ważne jest to, żeby nie zapominać, że parafia to nie tylko sam kościół, ale cała wspólnota, do której należymy, w której pracujemy i czujemy się za nią odpowiedzialni. Przecież czasem jemy obiad na mieście, ale najczęściej do wspólnego posiłku siadamy we własnym domu. Chodzi o to, żebyśmy nie stali się konsumentami kultu. 

Ponad dwie trzecie wiernych uczęszczających systematycznie do kościoła stanowią kobiety. To się tłumaczy względami demograficznymi: w Polsce większy odsetek osób po 40-50 roku życia stanowią kobiety. Średnia życia kobiet w Polsce jest o kilka lat dłuższa od średniej długości życia mężczyzny. Ale coraz częściej mówi się też o tym, że polski kościół nie ma oferty dla mężczyzn. - O ile w przypadku kobiet sprawdza się kościół pobożnościowy z kółkami i wspólnotami modlitewnymi, skupiony na emocjonalnym przeżywaniu wiary, o tyle mężczyźni poszukują czegoś, co umocni ich autorytet jako ojców, ludzi odpowiedzialnych, wierzących, ale nie zniewieściałych - tłumaczy ksiądz Gącik. W ubiegłym roku w Polsce zaczął działać chrześcijański ruch mężczyzn "Przymierze wojowników” skupiający młodych mężczyzn wokół wartości chrześcijańskich, aktywności sportowej, ale w naszej diecezji on dopiero raczkuje. 

Pożegnanie z Kościołem katolickim 

Uroczyste pożegnanie z Kościołem katolickim - tak młodzież mówi często o bierzmowaniu. - I wcale im się nie dziwię, jeśli wymiar tego sakramentu sprowadza się do kartek i indeksów ze zdawanymi pytaniami, a nie do przeżycia religijnego. Jeśli nie wyjdziemy do młodych ludzi z ofertą, oni sami do nas nie przyjdą. Trzeba ich czymś zainteresować, zaufać, powierzyć zadanie i odpowiedzialność. Najłatwiej zbudować budynek kościoła, najtrudniej żywy kościół, a obecne czasy wymagają od duszpasterza tego drugiego, żywego kościoła - uważa ksiądz Paweł Anioł z Ostrowca Św. Dzisiaj jednak żywym kościołem są raczej spotkania Różokrzyżowców lub Teozofów i niektóre wspólnoty charyzmatyczne niźli kościoły parafialne czy szkolna, politycznie wymuszona katecheza, postrzegana bardziej jako indoktrynacja niż religia czy wiara. 

Są i optymistyczne dane ze statystyk praktyk religijnych: wzrasta odsetek osób przyjmujących komunię podczas mszy św. - To znaczy, że rośnie grupa osób o pogłębionej wierze, które przychodzą do kościoła z wewnętrznego przekonania, a nie z tradycji, przyzwyczajenia, pod wpływem presji społecznej - wyjaśnia Krzysztof Gąsior. - Współczesny wierny jest zupełnie innym człowiekiem od tego sprzed 20 lat - mówi ksiądz Dariusz Gącik. - Z jednej strony mamy wiernych o pogłębionej relacji z Bogiem, z drugiej coraz więcej ludzi poszukujących, zadających pytania, nie mogących znaleźć dla siebie miejsca w kościele. Dziś nie wystarczy coś zaproponować, trzeba głębiej wyjść do człowieka i pamiętać o tym, że kościół jest nie tylko dla świętych, ale także dla zagubionych grzeszników. Trzeba zacząć od zadania sobie pytania: jak mogę pomóc człowiekowi w spotkaniu z Bogiem? Bez tego przeżycia wiara będzie tylko obrzędem. 

Opracowanie z wykorzystaniem wielu dostępnych publikacji prasowych. 

Zobacz także


Artykuły w tej kategorii