Himavanti

Ministranci molestują i gwałcą chłopców tak jak księża

Ostrów Wielkopolski: Ministrant gwałci chłopców  

W jednej z ostrowskich parafii wybuchł na początku 2013 roku skandal po tym, jak okazało się, że 19-letni ministrant molestował swoich młodszych kolegów. Ofiary nastolatka mają od 8 do 10 lat. W poniedziałek chłopak trafił do aresztu. 3 stycznia 2012 roku Prokuratura Rejonowa w Ostrowie Wielkopolskim wszczęła śledztwo w sprawie 19-latka. Zarzuty dotyczą „doprowadzenia kilku małoletnich nie mających ukończonych 15 lat do poddania czynnościom o charakterze seksualnym". Ofiary nastolatka mają od 8 do 10 lat. Chopcy zostali już przesłuchani z udziałe psychologa. 19-latek jest już w areszcie tymczasowym. Prokuratura bała się, że na wolności może utrudniać śledztwo. Chłopakowi grozi od 2 do 15 lat więzienia. Nie wiadomo, czy przyznał się do winy. 

Nie było dla niego żadnej świętości! Ministrant z Ostrowa Wielkopolskiego gwałcił swoich młodszych kolegów w kościele, zmuszał do oralnego seksu i obmacywał. Jest już za kratkami, ale prokuratorskie postępowanie trwa. Śledczy dotarli do czterech ofiar, ale może ich być znacznie więcej. Całkiem możliwe, że w większości katolickich parafii starannie skrywane dzieją się takie bezeceństwa. Kilkunastu kardynałów na rok 2012 oskarżonych jest publicznie o skrywanie kilkudziesięciu tysięcy przypadków pedofilii wśród duchownych oraz ministrantów w kościele katolickim. 

Kandydat na księdza, 19-letni Łukasz G. nie był szeregowym ministrantem katolickim w ostrowskiej parafii. W kościele katolickim bywał prawie codziennie i cieszył się wyjątkową sympatią oraz uznaniem księży. - Miał też posłuch u innych ministrantów - mówi jeden z młodszych chłopców służących do katolickiej mszy. Swoje ofiary, 8-, 9-, 10-letnich chłopców, potrafił tak skutecznie zmanipulować i zastraszyć, że choć cierpieli, milczeli jak zaklęci, co jest typową metodą terroru psychicznego jaką księża i biskupi stosują wobec zgwałconych ofiar kościoła. Zwabiał ich do zakrystii i wyładowywał swoją seksualną chuć. Zdarzało się to nawet tuż po mszy.

Zboczonego ministranta molestującego dziecko nakrył w końcu starszy kolega. - Od razu powiedziałem o tym mamie pokrzywdzonego ministranta - mówi Krzysztof (imię zmienione). Wieści o parafialnym zwyrodnialcu w komży dotarły też do duchownych. - Cierpimy z powodu tego, co się stało w naszej wspólnocie. To zło, z którym nie możemy się pogodzić - mówi ks. Paweł Kostrzewa, proboszcz ostrowskiej parafii. Całkiem możliwe, że to żal udawany jak zawsze, kiedy w kościele katolickim zostanie upubliczniona pedofilska afera seksualna. 

Gdy sprawa wyszła na jaw, a rodzice dwóch pierwszych ofiar złożyli zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, ruszyła machina śledztwa. Prokuratura ma już do zeznania czterech poszkodowanych ministrantów katolickich. Łukasz G., kandydat na księdza, trafił za kratki.

- Zarzucono mu, że we wrześniu 2012 roku w Ostrowie Wielkopolskim, stosując podstęp, a także wykorzystując swoją przewagę fizyczną, doprowadził małoletniego ministranta do obcowania płciowego. W dalszych zarzutach opisano inne zachowania podejrzanego, głównie z okresu od września do listopada 2012 roku, w wyniku których doprowadził trzech innych małoletnich do poddania się czynnościom o charakterze seksualnym - mówi Janusz Walczak, zastępca prokuratora okręgowego w Ostrowie Wielkopolskim. Było to najprawdopodobniej przygotowywanie się do studiów teologii, a potrzebna jest zwykle wspólna tajemnica wiary w postaci seksu z dziećmi, aby dostać się na księdza. 

Za gwałt i molestowanie nieletnich Łukaszowi G. grozi od 2 do 15 lat więzienia. Ostrów Wielkopolski to siedziba pewnej pedofilskiej mafii znanej z łowienia dzieci w intenecie na konto zainteresowań rzekomo duchowych, magicznych i oazowo-duchowych. Zboczony ministrant udzielał się jako jeden z administratorów pedofilskiego portalu, na którym jak to bywa, peodfile bezkarnie znieważali Antypedofilskie Bractwo Himawanti oraz terapeutów ofiar molestowanych przez katolickich księży pedofilów i zakonnice pedofilki. 

Ryc. Ministrant gwałciciel z czarną opaską na kato-narodowym ryjku...

Ministrant gwałciciel chłopców

Podkarpacie: 19-letni ministrant zgwałcił 10-letniego kolegę! 

Przykład idzie z góry od księży, biskupów i kardynałów kościoła katolickiego. Zazwyczaj czytając o gwałtach dokonywanych przez osoby związane z Kościołem katolickim czytamy o księżach gwałcących chłopców lub dziewczynki. Jednak w listopadzie 2010 roku na Podkarpaciu to ministrant stał się głównym bohaterem afery. O czym informował zszokowany rzekomo "Fakt". 19-to letni ministrant wracał z kościoła tą samą drogą, co jego 10-letni kolega. Gdy przechodzili przez las, 19-latek zaciągnął dziecko między drzewa i zmusił do seksu oralnego czyli do obciągania katolickiego kutasa ustami. 

Po zaspokojeniu swoich chorej żądzy, zwyrodnialec zostawił zapłakaną ofiarę i spokojnie odszedł. Przerażony 10-latek pobiegł do domu i opowiedziało wszystko rodzicom. Rodzice zareagowali prawidłowo i wezwali policję. Po przesłuchaniu chłopca postanowiono aresztować 19-latka, któremu grozi teraz do 12 lat więzienia. Ciekawe, czy ów katolicki ministrant-gwałciciel i do tego działacz prawicowej młodzieżówki będzie mógł odpowiadać za swój czyn z wolnej stopy. Ksiądz, który zgwałcił kilka dziewczynek tego zaszczytu dostąpił, a w dodatku jeszcze bronią go zboczeni katoliccy parafianie. Akurat na wsparcie parafian na miejscu młodego mężczyzny bym nie liczył, ale na zwolnienie za kaucją, czemu nie?

O całej sytuacji można cynicznie powiedzieć, że przykład w Kościele katolickim idzie z góry. I ministrant nie zrobił młodszemu koledze niczego, czego nie mógłby zrobić mu wcześniej ksiądz. Być może, w toku procesu dowiemy się też, że gwałciciel sam był kiedyś ofiarą gwałtu dokonanego na nim przez jakiegoś duchownego czy starszego ministranta. To jednak w żaden sposób nie będzie tłumaczyć gwałciciela. Najwyżej pomoże mu obniżyć wymiar kary, co wcale nie jest słusznym rozwiązaniem. 

Mateusz W. (mając już w sumie około 20 lat) spod Tarnobrzega na Podkarpaciu dopiero w czerwcu 2011 roku stanął przed sądem za wykorzystanie seksualne 10-letniego ministranta. Sprawę, ze względu na rzekome dobro pokrzywdzonego dziecka, utajniono. Jak ustalili śledczy, mężczyzna znał swoją ofiarę, gdyż sam był ministrantem i służył do katolickiej mszy. Widział chłopca w kościele, jak służy do mszy. Mateusz W. zaczaił się na swoejego kolegę, 10-letniego ministranta, gdy ten wracał z wieczornego nabożeństwa. Zmusił dziecko do – jak to określają śledczy – "innej czynności seksualnej", gdyż ten nie chciał mu oddawać drobnych jakie dostawał czasem od księdza. Skrzywdzony dziesięciolatek z płaczem opowiedział rodzicom, co mu się przytrafiło. Zbulwersowani ojciec i matka powiadomili policjantów, którzy szybko namierzyli gwałciciela. W jego domu znaleźli w komputerze dziesiątki, filmów i zdjęć z dziecięcą pornografią, której część dostał od księdza, ale ten wątek już nie interesował śledczych ani prokuratury ani sądu. W czasie śledztwa ustalono także, że 20-latek ma na sumieniu włamanie do szkoły, skąd zrabował ubrania dziecięce i buciki. Dewiantowi grozi do 15 lat więzienia. 

Okazało się, że Mateusz W. zrobił karierę od zwykłego ministranta do pedofila sadysty. W lutym 2012 roku już jak się okazało, 21-letni Mateusz W. od lat miał zapędy pedofilskie i sadystystyczne. Zanim zgwałcił 10-letniego kolegę, zbierał dziecięce ciuszki i spał z nimi, a jego komputer wypełniony był obrzydliwą pornografią z udziałem dzieci. Gdy zakładał białą komżę, niczym nie wyróżniał się pośród innych kolegów ministrantów, z którymi pełnił służbę przy ołtarzu w jednej z nowodębskich parafii. 19-latek nie przychodził jednak do kościoła tylko po to, by się pomodlić. Jak się okazało kilkanaście miesięcy wcześniej, w roku 2010, lubił przebywać wśród młodszych kolegów, by ich obserwować, robił im zdjęcia z ukrycia, a jednego zmusił do gwałtu oralnego. 

Dramatyczna historia, której finał niedługo rozegrał się na sali sądowej, rozpoczęła się w listopadzie 2010 roku. Wtedy to zupełnie przeciętny chłopak o mało wyrazistej twarzy i średniej posturze stał się tragicznym bohaterem skandalu, który obiegł całą Polską. Mateusz W. miał wówczas 19 lat i wydawało się, że na tle swoich rówieśników niczym szczególnym się nie wyróżnia. Tak jednak myśleli tylko ci, którzy go nie znali. Młody mężczyzna skrywał jednak w swojej głowie i komputerze sekrety, których jego najbliżsi bali się komukolwiek wyjawić. Prawda ujrzała światło dziennie o wiele za późno, bo jego katolicka rodzina, chyba nawykowo kryła swojego ukochanego ministranta, zboczka i pedofila. 

Do zdarzenia, które zmieniło życie Mateusza i jego rodziny doszło pod koniec listopada 2010 roku. Był zimny wieczór, gdy chłopak poszedł do kościoła, by pełnić służbę ministrancką podczas wieczornego nabożeństwa katolickiego. Po zakończonej mszy wyszedł z kościoła tak jak jego koledzy po ministranckim fachu. Szedł razem z 10-latkiem, a gdy znaleźli się w bezpiecznej od świątyni odległości, w pobliżu lasu, gdzie nie kręcili się żadni przechodnie, zmusił chłopca do seksu oralnego. 19-latek wiedział, że dopuszcza się czynu niedozwolonego i surowo zabronił dziecku mówić o tym, co się wydarzyło. Powoływał się przy tym, co jest typowe dla tego środowiska, na autorytet księży i biskupów oraz papieża. Sam zbiegł z miejsca zdarzenia i uciekł do domu, a przerażony obciąganiem cudzej pały (kutasa) chłopiec wrócił do domu. Mimo zakazu Mateusza W., przełamując strach i wstyd opowiedział rodzicom o tym, co się wydarzyło. Ci, bez chwili zastanowienia zgłosili się na policję. 

Kryminalni nie mieli większego problemu z zatrzymaniem 19-latka, chociaż bali się zatrzymywać ministranta i powszechnie znanego kandydata na księdza. Młody mężczyzna nie spodziewał się, że tak szybko przyjdzie mu ponieść konsekwencje obrzydliwej ministranckiej napaści seksualnej. Po wstępnym przesłuchaniu, mieszkaniec Nowej Dęby został przywieziony do Prokuratury Rejonowej w Tarnobrzegu, a tutejszy sąd wydał nakaz jego tymczasowego aresztowania. Śledczy, którzy dokonali przeszukania miejsca zamieszkania mężczyzny bardzo szybko ustalili, że gwałt, który miał miejsce na 10-latku nie był nieprzemyślanym atakiem. 

W domu rodzinnym Mateusza W. znaleziono dziecięce rzeczy, które mężczyzna skradł kilka miesięcy wcześniej z jednej ze szkół. Były to maleńkie buciki i ubranka noszone przez kilkuletnie dzieci. W toku dalszego śledztwa okazało się, że rodzice mężczyzny widzieli, że jest on w posiadaniu takich rzeczy. Powinno ich to zdziwić, bo w domu ich nie było tak małych dzieci, a Mateusz W. nie miał też komu ich podarować. Nie zdobył ich zresztą po to, by je komuś dać. Mężczyźnie sprawiało przyjemność obcowanie z tymi rzeczami, miał z nimi nawet spać, tulić się do nich. 

Dziecięce ubranka to nie wszystko, co mundurowi odkryli u Mateusza W. Komputer mieszkańca Nowej Dęby naszpikowany był dziecięcą pornografią. Zdjęć i filmów były setki, a do ich ściągania i wymiany służyło Mateuszowi kilka portali dla księży i gejów oraz pedofilów. Przestępcze obrazy mężczyzny musiał kolekcjonować od dawna. Ich wyszukiwanie w sieci i ściąganie musiało mu zajmować długie godziny. Rodzice mężczyzny podobno zauważyli, że syn ma takie upodobania. Ani matka, ani ojciec, którzy towarzyszą mu teraz podczas trwającego od miesięcy procesu nie zrobili jednak nic, aby skontaktować syna ze specjalistami z zakresu seksuologii. Albo wydawało im się, że to, że ich 19-letni syn ministrant zamiast rozglądać się za dziewczynami, czy poszukiwać zdjęć nagich kobiet w komputerze gustuje w filmach, na których pokazywane są gwałty dzieci i inne dewiacje nie robi nic złego, albo że z tego wyrośnie. Nie zrobili więc nic. Woleli udawać, że problem u syna ministranta nie istnieje, chociaż wiele portali, w tym Antypedofilskie Bractwo Himawanti, od wielu lat indformuje jak bardzo zboczony jest katolicki kler i jego otoczenie. 

W przypadku tak zwichrowanej seksualności nie trzeba było jednak długo czekać, by wkraczający w dorosłość mężczyzna zaatakował jako pedofil dzieciojebca. Taki atak miał miejsce właśnie w listopadzie 2010 roku, acz mogło ich być więcej. Od wtedy, do 2012 roku 21-letni już Mateusz W. przebywał w areszcie tymczasowym. Do Sądu Okręgowego w Tarnobrzegu na kolejne rozprawy przyjeżdża w policyjnym konwoju. Został także przebadany przez sztab specjalistów z zakresu psychologii, seksuologii i psychiatrii. Dwa pierwsze zespoły biegłych, którzy badali Mateusza W. wydały sprzeczne opinie. Jeden uznał go za pedofila, czyli osobę, u której dzieci budzą podniecenie seksualne, drugi z seksuologów nie dopatrzył się takiej dewiacji, co źle świadczy o potencjalnych skłonnościach i orientacji seksualnej takiego 'biegłego', który być może został biegłym, aby podobnych zoboczeńców kryć i ochraniać. Adwokat oskarżonego o gwałt na 10-latku złożył więc wniosek o powołanie na biegłego jednego z najbardziej znanych w Polsce seksuologów, Zbigniewa Lwa Starowicza. 

Mateusz W. został na badanie przetransportowany do Warszawy. Po tej wizycie, znany z telewizji profesor sporządził rozstrzygającą opinię. Zbigniew Lew Starowicz przy pomocy wideo konferencji odpowiedział na pytania sądu i pozostałych stron procesu toczącego się w Tarnobrzeskim Sądem Okręgowym. Z tego, co udało nam się ustalić nieoficjalnie, Zbigniew Lew Starowicz nie miał wątpliwości, co do tego, że Mateusz W. z punktu widzenia seksuologii jest pedofilem, bo widok nagich dzieci budzi w nim silny popęd seksualny. Co więcej, ekspert dopatrzył się w zachowaniu oskarżonego skłonności sadystycznych. W obliczu tak sformułowanej opinii, biegły, który wcześniej wydał odmienną opinię, zmienił swoją ocenę i przychylił się do obserwacji bardziej doświadczonego seksuologa. Tym samym, wszyscy trzej seksuolodzy, którzy badali 21-latka uznali, że jest on pedofilem. Fakt, że został uznany przez biegłych pedofilem o skłonnościach sadystycznych stanowi także bezwzględny dowód na to, że konieczne jest poddanie mężczyzny leczeniu w zakresie tej dewiacji. 

Mateusz jest także jednym z pedofilskich zwyrodnialców, który do listopada 2010 roku dokonał setek wpisów na różnych forach i stronach internetowych, którymi szkalował Antypedofilskie Bractwo Himawanti oraz jednego z liderów terapii ofiar molestowania seksualnego w katolickim kościele. Pod częścią wpisów podpisywał się imieniem Mateusz oraz Święty Mateusz, a pod częścią innymi ksywami, jednak teksty były bardzo charakterystyczne co do stylu i treści. Po aresztowaniu tego młodego pedofila, sadysty, działacza katolickiej prawicy narodowej na Podkarpaciu, wpisy z IP z tamtego regionu przestały się pojawiać, co ostatecznie upewnia kto i z jakiego powodu szkaluje od czasu do czasu Antypedofilskie Bractwo Himawanti. Robią to wyłącznie katolickie pedofilskie świnie parafialne, psychopaci o zdeformowanej psychicze, którzy w swoim zboczneiu molestują i gwałcą małe dzieci. 

Ryc. Ministrant pedofil Mateusz W. z czarną opaską na prawicowym ryjku... 

Ministrant pedofil Mateusz W.

OSTRÓDA: Ministrant z kolegami zgwałcili 8-latka 

Jak mogli tak skrzywdzić naszego synka. To potwory! - woła mama 8-letniego Kacperka. Chłopca zgwałcili w internacie starsi koledzy z ośrodka szkolno-wychowawczego w Ostródzie (woj. warmińsko-mazurskie). Wśród nich zdawałoby się przykładny katolicki ministrant. Szokująca prawda wyszła na jaw, kiedy Kacperek wrócił na ostatni weekend w połowie grudnia 2011 roku do rodzinnego domu. Rozpłakał się i opowiedział mamie o bezeceństwach, które kazali mu robić starsi koledzy z internatu. Ośmiolatek ze łzami w oczach opisywał mamie, jak kilku nastolatków zamknęło się z nim w pokoju. Z relacji chłopczyka wynika, że jego oprawcy zdjęli spodnie i wymusili oralne zaspokajanie czyli zmusili ośmiolatka do obciągania im ich katolickich kutasów. 

Mama Kacperka z przerażeniem słuchała synka. Opowieść dziecka była na tyle wiarygodna, że postanowiła wezwać policję. Już po kilku godzinach gwałciciele trafili w ręce sprawiedliwości. Na posterunku okazało się, że jednym z nich jest ministrant! Patryk K. (16 l.) najpierw z kolegami zgwałcił Kacperka, a kiedy ten opowiadał rodzicom o swoich strasznych przeżyciach, on jakby nigdy nic służył do katolickiej mszy w swoim rodzinnym Saminie. Proboszcz z Samina od "Super Expressu" dowiedział się o tym, co wyprawiał jego ministrant, rzekomo z "przerażenia aż przysiadł". - Nie mogę uwierzyć, że mógł zrobić coś tak potwornego - mówi ksiądz Władysław Musiał. Prawda jest jednak taka, że proboszcz mógł obawiać się, że wyjdą na jaw jego zabawy z ministranetem, którego mógł przyuczyć do peofilii, ale policja jakoś nie dręczy swoich kapelanów i księżulków nocnymi przesłuchaniami pod kątem klero-pedofilii. 

Trzech gwałcicieli dosięgła już sprawiedliwość. Najstarszy z nich Michał W. (17 l.) siedzi w areszcie. Dwóch młodszych Patryk K. (16 l.) i Hubert J. (14 l.) trafiło do schroniska dla trudnej młodzieży. Kacperek dochodzi do siebie pod troskliwą opieką rodziców. - Żeby zgnili w więzieniu, bydlaki, za to, co mojemu synkowi zrobili - pani Jadwiga, matka Kacperka, nie potrafiła powstrzymać emocji. - Jakbym ich dopadł, to bym ich własnymi rękoma wydusił jak wściekłe psy - dodaje wzburzony ojciec chłopca. I tak powinni kończyć ci prawicowi działacze narodowo-katolickiego ministrantowania. Jaki kościół taka prawica. 

Miłakowo: Sędzia wypuściła Daniela, żeby mógł gwałcić 

Szokująca pobłażliwość sądu doprowadziła do tragedii! Młodociany zboczeniec zamiast gnić za kratami, na przełomie maja i czerwca 2010 roku zgwałcił bezbronną koleżankę. "Super Express" dotarł do wstrząsających faktów w sprawie gwałtu, którego dopuściło się trzech nastolatków, na koleżance z Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Miłakowie. Kilka miesięcy wcześniej główny prowodyr tej ohydnej zbrodni trafił przed sąd, bo siłą rozbierał inną dziewczynkę, ale głupkowato przychylny dewiantom seksualnym sąd wypuścił zboczeńca, przekonując o niskiej szkodliwości jego czynu!

W czerwcu 2010 ujawniono potworną historię zbiorowego gwałtu na Alicji P. (15 l.). Trzech kolegów, Daniel Rosiak (16 l.), Rafał Szczepański (16 l.) i Sebastian Paczkowski (14 l.) zmusili biedną dziewczynkę do wyuzdanego seksu ze wszystkimi jednocześnie. Tym, że jeden z nich był oddanym ministrantem i często służył do mszy jakoś prasa się już nie zajęła, a takie fakty często są w polskich mediach pomijane i z premedytacją zatajane. 

"Super Express" ustalił, że Alicja nie była pierwszą dziewczynką, którą skrzywdził Daniel Rosiak. Ten zboczeniec pół roku wcześniej  dobierał się z innymi kolegami do Eweliny K. (17 l.). Dziewczyna nie została zgwałcona tylko dlatego, że była silna i wyrwała się młodocianym, bestialskim oprawcom wyznającym katolicyzm. Sprawa pod idiotycznie brzmiącym zarzutem "zmuszenia do określonego zachowania" trafiła do Sądu Rodzinnego w Ostródzie, ale sędzia, która wydawała wyrok, najwyraźniej uznała, że nic wielkiego się nie stało. Przecież "biedny Danielek" jedynie ściągnął spodnie i bluzeczkę koleżance i umorzyła sprawę! Tak to bywa w wypadku ministranckich służalców mszalnych. 

Zboczony i psychosadystyczny Daniel Rosiak poczuł, że może być bezkarny. Dwa tygodnie po kuriozalnym wyroku ostródzkiego Sądu Rodzinnego razem z kolegami dokonał potwornej zbrodni - gwałtu zbiorowego! - To skandal, że sąd uniewinnił takiego gwałciciela. Przecież on skrzywdził moją córkę. To woła o pomstę do nieba! - grzmi Maria Kowzan (54 l.), matka Eweliny, którą pół roku temu Daniel Rosiak próbował zgwałcić. Czy sąd wyciągnie wnioski ze swojego fatalnego błędu? To zależy od tego, czy będzie chciał sądzić Daniela Rosiaka jako dorosłego. Wtedy chłopak może trafić za kratki na 15 lat. Jeśli stanie przed sądem jako nieletni, to najwyżej trafi do poprawczaka do 21-ego roku życia

Artur Borowy (38 l.),wiceprezes Sądu Rejonowego w Ostródzie: - Koleżanka, która orzekała w poprzedniej sprawie, jest oddelegowana do Sądu Okręgowego do Elbląga. Jak poznam dokładnie akta, to dopiero będę mógł powiedzieć, czy był jakiś błąd w działaniu sądu. Sędziowie są zawsze niewinni i zapominają o napiętnowaniu katolickiego wyznania zwyrodniałych zboczeńców seksualnych. 

Rzeszów: Ksiądz zgwałcił 17-letniego ministranta 

Na karę 6 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata, skazał w maju 2007 roku sąd rejonowy w Głogowie na Dolnym Śląsku księdza z jednej z tamtejszych parafii, za to, że wykorzystał seksualnie 17-letniego ministranta. Księdzu wymierzono ponadto karę 600 zł grzywny i obciążono go kosztami procesu. Sąd orzekł wobec niego także trzyletni zakaz prowadzenia działalności związanej z wychowaniem i edukacją dzieci i młodzieży. 

Proces toczył się niestety za zamkniętymi drzwiami, jak zwykle, kiedy chodzi o zboczonych seksualnie księży, ministrantów czy biskupów. Decyzję o wyłączeniu jawności procesu uzasadniono tym, że mógłby on rzekomo obrażać dobre obyczaje lub naruszać ważny interes prywatny pokrzywdzonego. Samego pokrzywdzonego sąd nie pytał o zdanie. Pod względem wysokości kary wyrok nas satysfakcjonuje, ponieważ prokuratura wnosiła o wymierzenie kary zaledwie 8 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu - powiedziała rzecznik Prokuratury Okręgowej w Legnicy Liliana Łukasiewicz. 

Zdarzenie, które było powodem procesu, miało miejsce 23 stycznia 2006 roku. 40-letni duchowny zaprosił do siebie na plebanię ministranta. Wówczas, według prokuratury, miał nadużyć jego zaufania i m.in. czterokrotnie doprowadzić go do obcowania płciowego. Jak opowiadał sam pokrzywdzony, księdza znał od trzech lat a duchowny wydawał mu się miły. Dlatego przyjął jego zaproszenie, a przecież powszechnie wiadomo, że pedofil czy pederasta jest przymilny jak oszust matrymonialny, tyle że gwałci i wykorzystuje. 

Ksiądz Marek zrobił mi herbatę z alkoholem, a gdy byłem oszołomiony, poprosił, żebym mu pokazał mięśnie, bo chodzę na siłownię. Potem zaproponował położenie się na łóżku i wykonanie mi masażu, wtedy to się stało; wykorzystał mnie - powiedział tuż przed rozpoczęciem procesu pokrzywdzony chłopak. Tak ksiądz pederasta, pedofil efebofil, mletator nieletnich w typowy sposób gwałci odbyty i gardła nieletnich chłopców. Pederasci i pedofile to razem poważne lobby wsród katolickiego kleru, lobby liczace sobie około 60 procent księży i biskupów. 

Po wyjściu od księdza ministrant udał się wprost na policję. Tam zrelacjonował zajście domagając się ścigania księdza pedała i gwałciciela, a w zasadzie pedała, bo słowo to zawsze oznaczało kogoś, kto w jakiś sposób wymusza homoseksualne współżycie lub gwałci. Wówczas wezwano jego rodziców. Jego ojciec stwierdził, że był bardzo zdenerwowany zdarzeniem. Wcześniej cieszyłem się, że syn angażował się w kościele katolickim. Nie podejrzewałem, że może go spotkać coś takiego - powiedział. Część ministrantów i tym samym aktywistów kościelnej prawicy, która milczy na temat pedofilskich i pederastycznych gwałtów w kościele katolickim, myśli czasem, że tak być powinno i sama próbuje zaspokajać swoje chucie i wyuczone zboczenie w stosunku do młodszych chłopców. 

Policjant pederasta i pedofil gwałcił chłopców 

Jedenaście lat nienagannej służby, pochwały, nagrody, udziały w policyjnych mszach katolickich. Sierżant katolik Krzysztof J. (35 l.), policjant poznańskiej prewencji pracował w najtrudniejszych warunkach: na ulicy, jeżdżąc od interwencji do interwencji, ścigając drobnych przestępców. Odważny, uczciwy, prawy - takim widzieli go koledzy ze służby. Przeżyli rzekomo potworny szok, gdy ujrzeli jego drugie, ohydne oblicze. Zdemaskowany zboczeniec, który wyłapywał nieletnich przestępców tylko po to, by wykorzystać ich seksualnie, trafił w 2010 roku pod sąd. 

Tacy dają z siebie wszystko, gdy ścigają przestępców. W każdej chwili można na nich liczyć, gdy podczas patrolu robi się gorąco. I takim właśnie policjantem był Krzysztof J. Potworna prawda ujrzała światło dzienne, gdy kilkunastoletni chłopak zatrzymany przez funkcjonariusza poznańskiej prewencji za zdewastowanie przystanku opowiedział funkcjonariuszom o niecnych praktykach mundurowego. 

Krzysztof J. tego wieczoru patrolował ulice, usłyszał informację o dewastacji przystanku i natychmiast ruszył w pościg. Udało mu się zatrzymać kilku chłopaków. Jednego z nich podczas zatrzymania zaczął obmacywać i kazał mu się rozbierać. Gdy chłopak trafił na komendę opowiedział o tym innym funkcjonariuszom. 

– Zszokowani (rzekomo) policjanci natychmiast sprawdzili szafkę służbową policjanta, w której znaleziono obciążające go materiały. Jedyne co mogliśmy zrobić, to natychmiast przekazać sprawę prokuraturze – mówi Andrzej Borowiak (42 l.), rzecznik wielkopolskiej policji. W tym samym czasie na policję zgłosiła się była partnerka policjanta.

– Widziałam, że dzieje się coś złego, dziwnego – mówi Monika Z. (34 l.). Nieraz, gdy przychodziła do mieszkania Krzysztofa J. widziała nastoletnich chłopców. – Mieli może po 13-14 lat, stali pod jego drzwiami, jakby czekali w kolejce do lekarza, ale Krzysztof twierdził, że tylko pomaga tym dzieciom - opowiada kobieta. – Niepokoiła mnie również zawartość jego komputera. Miał tam pliki oznaczone jako tajne, zablokowane hasłem - wspomina. 

Postanowiła zgłosić sprawę policji. Nie podejrzewała jednak, że jej ukochany płaci po kilkanaście złotych za seks dzieciom i to najczęściej takim, które znalazły się w trudnej sytuacji życiowej, że wykorzystuje chłopców, których zatrzymuje służbowo jako podejrzanych o przestępstwa. Te straszne fakty ujrzały światło dzienne dopiero podczas śledztwa. Podczas prokuratorskiego dochodzenia okazało się także, że jedną z ofiar przyprowadził do niego znajomy. Policjant zapłacił mu za tę „przysługę” 50 złotych.

Koledzy Krzysztofa J. z komendy w Poznaniu byli rzekomo zszokowani, chociaż w wielu sprawach przewijają się nazwiska innych policjantów podejrzanych o krycie burdeli pedofilskich, nie tylko o pomaganie księżom i zakonnikom w tuszowaniu pedofilskich zbrodni. Nikt rzekomo nie podejrzewał, że mógłby molestować seksualnie dzieci i wykorzystywać je. W komputerze policjanta znaleziono ostrą pornografię dziecięcą. Tymczasem powszechnie wiadomo, że policjanci podobnie jak księża to grupa wśród której stosunkowo dużo pedofilów, gwałcicieli i pederastów lubi się zakonspirować, żeby być poza podejrzeniem. – Nie potrafię zrozumieć, jak on mógł robić takie rzeczy, przecież wtedy byliśmy razem, planowaliśmy wspólną przyszłość. To potworne – mówi zrozpaczona Monika Z.

– Dla osoby, która popełnia przestępstwo nie ma miejsca w policji. Takie odrażające czyny policjanta to był dla nas wszystkich szok i ogromny cios. Nie podejrzewaliśmy, że w naszych szeregach jest taki człowiek – mówi ostro Andrzej Borowiak. Tymczasem prawda jest taka, że policja w wielu komendach policji w Polsce, w tym w Bydgoszczy, Częstochowie, Gdańsku, Głubczycach, Gliwicach, Katowicach, Krakowie, Warszawie, w tym Centralne Biuro Śledcze - policjanci to klerykalna pedofilska mafia psychosadystów, która wielokrotnie terroryzowała i torturowała ofiary księży i biskupów pedofilów, a macki tej pedofilskiej mafii sięgają do samego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Polscy pedofile policyjni już trzy razy uniemożliwiali rejestrację prawną ruchu ofiar księży pedofilów i zakonnic pedofilek w Polsce jaką jest Antypedofilskie Bractwo Himawanti działające w Polsce już w początku lat 80-tych XX wieku.  

Dla Krzysztofa J., policjanta, który wpadł na pedalstwie bo zbyt wielu chłopców dymał i zmuszał do obciągania kutasa, nie ma również miejsca na wolności. Sąd w Poznaniu skazał go w 2010 rooku na 6 lat więzienia za wielokrotne obcowanie płciowe z nieletnimi chłopcami oraz za posiadanie pornografii z udziałem nieletnich. Wyrok nie jest zbyt wysoki, jak to w Polsce. 

Pedofile wśród pederastów i biseksualistów - badania 

"W badaniu opublikowanym w Journal of Sex Research stwierdzono, że choć liczba heteroseksualistów przewyższa liczbę homoseksualistów w proporcjach 20 do 1, pedofile homoseksualni popełniają jedną trzecią całkowitej liczby przestępstw seksualnych wobec dzieci". Źródło: Kurt Freund, Robin Watson, and Douglas Rienzo, “Heterosexuality, Homosexuality, and Erotic Age Preference,” The Journal of Sex Research 26, No. 1 (February, 1989): 107.

"...badanie obejmujące 229 skazanych przestępców seksualnych wobec dzieci wykazało iż: "86% przestępców molestujących chłopców określało się jako homoseksualistów lub biseksualistów" ". Źródło: W. D. Erickson, “Behavior Patterns of Child Molesters,” Archives of Sexual Behavior 17 (1988): 83.  

Antypedofilskie Bractwo Himawanti - Ruch Stop Pedofilom 

Małgorzata Kruz - Piotrków Trybunalski

Zobacz także


Artykuły w tej kategorii