Himavanti

Lękajcie się - Ofiary pedofilii w polskim Kościele mówią

"Lękajcie się" 

Holenderski dziennikarz napisał książkę o pedofilii w polskim Kościele katolickim 

Najwygodniej dla Kościoła katolickiego byłoby temat ofiar księży pedofilów i zakonnic pedofilek przemilczeć. Na krótką metę to dla nich korzystne, ale w dłuższej perspektywie, rozmawianie o tej sprawie i jej rozwiązanie jest jak najbardziej w interesie Kościoła - mówi holenderski dziennikarz Ekke Overbeek

Czy miał świadomość, że spadną na niego gromy? - Opisanie tego było moim psim obowiązkiem. Mogę rozumieć, że wiele osób w tym kraju odczuwa lęk, żeby mówić o pedofilii w Kościele. Ale czemu ja mam poddać się temu lękowi? Mnie przecież nic nie grozi - mówi dziennikarzowi TOK FM holenderski dziennikarz, który napisał książkę o molestowaniu w polskim Kościele. Ekke Overbeek jest korespondentem mediów holenderskich i belgijskich w Polsce. W końcu stycznia 2013 roku ukazała się jego książka "Lękajcie się. Ofiary pedofilii w polskim Kościele mówią". Czy będzie początkiem ujawniania mrocznej strony życia katolickiego kleru jaką jest pedofilia, seksualne molestwanie, wykorzystywanie i gwałcenie dzieci na oazach i w parafiach, na plebaniach? Czas pokaże. 

Historie ofiar poprzedza obszerny wstęp pana Ekke Overbeeka, w którym opisuje on, jak inne kraje radziły sobie z problemem pedofilii w Kościele katolickim. W Holandii np. specjalnie powołana komisja doszła do wniosku, że w tym kraju ofiarami katolickich księży pedofilów padło co najmniej 10 tys. ofiar. - Tam jest mowa o sprawach starych, sprzed 30, 50 lat. W Polsce mówimy o sprawach nowych, z lat 80-tych, 90-tych XX wieku, a nawet po 2000 roku - zaznacza autor w rozmowie w TOK FM. W Holandii powstał obszerny raport. Teraz druga specjalna komisja ustala odszkodowanie. - Żeby nie ciągać ofiar po sądach - tłumaczy. 

W Polsce mogą żyć tysiące osób, które były molestowane przez katolickich księży pedofilów - pisze holenderski dziennikarz w książce "Lękajcie się". Czy w Kościele katolickim tyka bomba? Holender Ekke Overbeek może się stać drugim Janem Grossem, który rozpętał w naszym kraju burzę, publikując książki o tym, jak Polacy prześladowali Żydów podczas II wojny światowej. Holenderski dziennikarz zajmuje się innym tematem tabu w naszym kraju: pedofilią katolickich księży w Kościele katolickim. W swojej książce "Lękajcie się" publikuje opowieści 12 osób, które w dzieciństwie były napastowane seksualnie przez katolickich duchownych. Wprawdzie żaden z bohaterów nie zgodził się na ujawnienie swego nazwiska ani twarzy, ale ich relacje są wstrząsające. Płynie z nich jeden wniosek: dramatyczne doświadczenia z dzieciństwa stały się traumą na całe życie. 

Paweł Sulik, TOK FM: Łatwo było panu nakłonić do rozmów polskie ofiary księży pedofilów?

Ekke Overbeek: - Nie. Potrzeba dużo cierpliwości. Jest ogromna nieufność, co zrozumiałe, skoro na ogół otoczenie jest wrogo nastawione do takich wyznań. Mimo to w ciągu pół roku udało mi się porozmawiać z kilkunastoma osobami. Jest spora grupa osób, które potwierdziły, że padły w dzieciństwie ofiarą pedofila w kościele, ale rozmawiać o tym nie chciały. Lęk był zbyt duży. Stąd też tytuł książki ["Lękajcie się" - red].

Te osoby, ofiary, mówiły o tym swoim bliskim? Ktoś wiedział o całej sprawie?

- Jeden człowiek opowiedział swoją historię pierwszy raz w życiu. Inna osoba dzień przed moim przyjazdem powiedziała swojej mamie. Czuć było w nich ogromną potrzebę rozmowy. Dlatego postanowiłem napisać tę książkę. Ona jest pobocznym produktem. Pracuję jako korespondent. W 2010 roku w Holandii wybuchł skandal związany z pedofilią w Kościele. Z tamtejszych redakcji dzwonili też w tej sprawie do korespondentów w innych krajach i tak to się zaczęło. Zacząłem trochę szukać, grzebać. W pewnym momencie doszedłem do wniosku, że w Polsce o tym się raczej nie mówi. Ale skoro ja spotkałem tyle osób, oznacza to, że jest historia, która powinna być opowiedziana w Polsce, po polsku i dla Polaków.

Oczywiście, osoby o skłonnościach pedofilskich są wszędzie. Problem Kościoła katolickiego polega na tym, że ma długą tradycję ukrywania, przemilczania. Zamiast troszczyć się o ofiary, jak mówią Ewangelie, Kościół katolicki niestety często troszczył się przede wszystkim o własny wizerunek. Oczywiście w protestanckich kościołach też się to zdarza. Ale jak dotąd nie na taką skalę jak w Kościele katolickim. 

W Irlandii do molestowania najczęściej dochodziło w internatach.

- W Holandii też. Ludzie wierzą, że w Polsce nie mogło do tego dojść, a jednym z argumentów jest to, że w Polsce Kościół jako wróg systemu nie miał szkół, nie miał internatów, więc nie mogło do tego dojść. Historia ludzi, z którymi rozmawiałem, pokazuje, że jednak mogło. Internaty nie były potrzebne. Tak jak w Niemczech i Stanach Zjednoczonych.

Na czym polega opisywana przez pana kultura milczenia? 

- W Polsce trudno wydobywać te sprawy na światło dzienne. To kraj o bardzo niskim poziomie zaufania. W Unii chyba najniższym. Nie ma zaufania między ludźmi, a tym bardziej między obywatelem a instytucją. Tym samym jest duża skłonność do zatrzymywania spraw dla siebie, nie prania brudów publicznie. Nie tylko w tej sprawie.

Istnieje jednak Ruch Ofiar Księży. To inicjatywa jednej osoby, Polaka mieszkającego w Kanadzie. Twierdzi, że sam był molestowany. Uciekł z kraju w latach 80-tych, założył stronę internetową i zbiera doświadczenia innych Polaków, ofiar księży. Na początku mu nie ufałem, bo mówił, że przez cztery lata zebrał nazwiska 300 oskarżonych o molestowanie księży. A w polskiej prasie ledwo wymieniono te sprawy parę razy. Jak to możliwe? 

Ci ludzie powinni się zrzeszyć tu, w Polsce, chociażby po to, żeby się spotykać i rozmawiać. Często myślą, że "tylko mnie to się przytrafiło". Nie zdają sobie sprawy, że jest dużo więcej ofiar. Rozmowy na ten temat robią dużo dobrego.

Pisząc książkę na tak wrażliwy temat, w takim kraju, pewnie miał pan świadomość, że gromy na pana spadną?

- (Westchnięcie) Tak... "lękajcie się" to także "my lękamy się". Oczywiście też to odczuwam. Długo się zastanawiałem. Skoro jednak rozmawiałem z jedną ofiarą, trzecią, piątą - w pewnym momencie pomyślałem, że to nie jest sprawa do opisania w Holandii. To jest polska sprawa. Jestem dziennikarzem. Opisanie tego, co widzę, było moim psim obowiązkiem. Nie jest mi przyjemnie o tym pisać. Mogę rozumieć, że wiele osób w tym kraju odczuwa lęk, żeby mówić. Ale jeżeli ja poddam się temu lękowi? Mnie przecież nic nie grozi. Kto miałby o tym pisać?

Owszem, trafiają się przypadki, kiedy media mówią o tych sprawach. Charakterystyczne jednak, że media, zwłaszcza elektroniczne, robią z tego sensację. Problem polega na tym, że w mediach w Polsce za mało zadaje się kluczowych pytań, które są potrzebne do rozwiązania sprawy. Nie chodzi o to, żeby gonić królika i miażdżyć winnego księdza. Chodzi o to, żeby znaleźć rozwiązanie instytucjonalne.

W polskich mediach bardzo rzadko słychać pytania: Ile jest ofiar? Ilu sprawców? Jaka jest odpowiedzialność biskupów, którzy przesuwali przestępców seksualnych z parafii do parafii? Czy to była zaplanowana polityka, czy każdy biskup działał na własną rękę? Czy organy państwowe wiedziały o tym? Czy tajne służby PRL szantażowały księży pedofilów, żeby ich zmusić do współpracy? Przede wszystkim: jaka ścieżka instytucjonalna byłaby w Polsce odpowiednia, żeby rozwiązać ten problem?

To jest dziwny temat. To tabu. Ale jeśli się dobrze zastanowić, to nie jest temat kontrowersyjny. Tak naprawdę wszyscy jesteśmy zgodni co do tego, że molestowanie dziecka jest złe.

Ale temat jest kontrowersyjny. Sam pan pisze i mówią to ofiary, że ksiądz w małej społeczności w Polsce jest niekwestionowanym autorytetem. Jak w takiej sytuacji próbować powiedzieć komuś, że ten ksiądz robi coś złego?

- Właśnie dlatego to jest tak ważne. Przeciw dziennikarzom, którzy piszą na ten temat, takim jak ja, Kościół wytacza argument, że jest to niesprawiedliwe. Podają liczby, że większość sprawców pedofilii to członkowie rodziny albo nauczyciele. Nie księża. Moim zdaniem to jest kiepski argument. Po pierwsze, to są liczby absolutne, a jest dużo mniej księży niż ojców w rodzinie, nauczycieli itd. Po drugie, to [zachowanie księży] jest dużo, dużo ważniejsze. Kościół jest instytucją, która powinna stać na straży moralności. Logiczne jest, że ksiądz jest pod lupą. Podobnie gdy biskup uderza w słup na podwójnym gazie, to przyciąga dużo uwagi. Skoro to jest centralna instytucja w sprawach moralnych i etycznych, powinna pokazać drogę, a nie udawać, że problemu nie ma.

Kościoły w wielu krajach Europy Zachodniej doszły do wniosku, że można tę sprawę zbadać. Episkopat w Polsce utrzymuje, że nie można. Tak mi powiedziano w Episkopacie. A gdzie indziej ten sam Kościół może. Pod przymusem wprawdzie, ale jednak zaczyna traktować swoje ofiary poważnie.

Właśnie, "pod przymusem". W Stanach Zjednoczonych Kościół był zmuszony do takich reakcji ze względu na wysokie odszkodowania, w Holandii była to specjalna komisja, która miała zgodę całej opinii publicznej, żeby sprawę wyjaśnić do końca. W Polsce co to miałby być za przymus?

- To kluczowe pytanie. W książce opisuję cztery kraje, gdzie wybrano cztery różne ścieżki: Irlandię, Stany Zjednoczone, Holandię i Belgię. W każdym z tych krajów jest jakaś instytucja, która jest na tyle niezależna od Kościoła, aby być wiarygodna dla opinii publicznej, a jednocześnie ma dostęp do archiwów kościelnych. To jest bardzo, bardzo ważne. Jak miałoby to wyglądać w Polsce? Nie mam gotowego rozwiązania.

Jaki będzie efekt działania pana książki?

- Najwygodniej dla Kościoła byłoby temat przemilczeć. Na krótką metę to dla nich korzystne, ale w dłuższej perspektywie rozmawianie o tej sprawie i jej rozwiązanie jest jak najbardziej w interesie Kościoła.

[Z książki:] "Mamy tu do czynienia z inflacją cierpienia. W kraju, gdzie pacjenci umierają, bo ich leczenie jest za drogie, gdzie temat przemocy w rodzinie jest ledwo widoczny, gdzie sprawa wielu tysięcy zamordowanych oficerów obciąża po dziś dzień relacje z sąsiadami, gdzie co roku parę tysięcy ludzi ginie na drogach, gdzie alkoholizm jest plagą, itd." To w tym kraju ofiary księży pedofilów nie są... nie są tematem?

- To jest logiczne. W kraju, w którym jest stabilny dobrobyt, który jest bogatszy, wiele problemów ma rozwiązanych, takie historie robią większe wrażenie. Jeżeli słyszysz o tych różnych strasznych historiach, społecznych problemach, służbie zdrowia, to historie tych ofiar siłą rzeczy robią mniejsze wrażenie. Im więcej jest cierpienia, im więcej jest bolesnych nierozwiązanych spraw, tym mniejsze wrażenie robi każda kolejna.

Co decydowało, że te osoby jednak zgadzały się na rozmowę?

- Za każdym razem jest ogromna potrzeba rozmowy. Odnosiłem wrażenie, że była to dla nich ogromna ulga, że mogą o tym porozmawiać z kimś, kto traktował to poważnie.

Ile osób, z którymi pan rozmawiał, sugerowało, że to też ich wina? Czuły się ofiarami, ale czuły się trochę temu współwinne.

- Nie wszyscy, ale pojawiało się to bardzo często. Nie jestem psychologiem, ale to chyba w ogóle tak jest z przestępstwami seksualnymi, że łatwo jest wpędzić ofiarę w poczucie winy. Tu jest podobnie. Od wielu ludzi słyszałem takie słowa, że sami czuli się winni.

W jednej z rozmów pojawia się historia, że ksiądz ujął się i interweniował wyżej w hierarchii kościelnej i okazało się, że ta interwencja nic nie dała, ale przeciwnie - on został za to ukarany.

- Na pewno wewnątrz Kościoła są ludzie, którzy widzą ten problem. Ten motyw pojawia się od czasu do czasu. Na ogół wygląda to tak, że taka osoba nie jest mile widziana w Kościele. To pokazuje jeden z powodów, dlaczego ten problem tak trudno ruszyć. To hierarchia. U większości ludzi, którzy myślą o tym problemie, pierwszym oskarżonym jest celibat. Ale to też powoduje, że tak trudno rozmawiać na ten temat.

Kościół w innych krajach też jest hierarchiczny. A tam doszło do powstania komisji, zajęcia się tą sprawą.

- Ale to trwało latami. W Holandii to było niesamowite. Od lat 60. wpływ Kościoła jest bardzo mały. Nasz kraj słynie z liberalizmu i wolności. Mimo to ci ludzie żyli dekady tak naprawdę milcząc o tym. Kościół nie zaczął badań z własnej inicjatywy, tylko musiały się pojawić informacje w mediach.

"Molestowanie młodych jest poważnym symptomem kryzysu, który dotyczy nie tylko Kościoła, ale społeczeństwa jako całości. To głęboko zakorzeniony kryzys moralności seksualnej, nawet relacji międzyludzkich. Jego pierwszymi ofiarami są rodzina i młodzi. Poprzez rozwiązanie problemu molestowania w sposób jasny i zdeterminowany Kościół pomoże społeczeństwu zrozumieć i rozwiązać kryzys w samym środku". To fragment wypowiedzi Jana Pawła II skierowany do kardynałów amerykańskich. Te słowa przypominane w Polsce byłyby potrzebne.

- Tak. Watykan za długo milczał, ale jak przerwał milczenie, to powiedział właśnie to. A w Polsce? Nic z tych rzeczy. 

Pan napisał książkę o ofiarach pedofilii, ale to trochę książka o Polsce. O małych miejscowościach, gdzie wszyscy się znają, gdzie ksiądz jest autorytetem, gdzie próba powiedzenia komuś o tym, co mnie spotkało jako dziecko, powoduje, że momentalnie znajduję się w izolacji, nikt mi nie wierzy, przekonują mnie wszyscy, że tak nie mogło być.

- Musisz mieć dużo odwagi, żeby o tym mówić. Zwłaszcza w małych miejscowościach. Widziałem na miejscu, jak traktowane były dwie ofiary. To nie jest miłe. To jest podszyte lękiem. Ludzie się boją i wolą tego nie wiedzieć. 

Holandia i Kanada mówi o peodfilii kościoła katolickiego w Polsce 

Dziennikarz, Ekke Overback który od ponad 10 lat mieszka w Polsce i jest korespondentem holenderskich mediów z naszego kraju, nie ogranicza się jednak do pracy reporterskiej. W pierwszej części swej książki jest publicystą i ostro atakuje polski Kościół za to, że nie działa wystarczająco skutecznie, by wyplenić problem pedofilii ze swoich struktur. - Najprawdopodobniej ofiarą molestowania ze strony księży padły setki, a być może nawet tysiące dzieci. Kościół tolerował działania tych duchownych. Instytucja, która chce stać na straży moralności, ukrywała takie zachowania we własnych szeregach - atakuje Overbeek w rozmowie z "Polską The Times". 

Autor przypomina, że do tej pory sąd skazał za pedofilię 27 polskich księży w latach 2001-2011 (dwóch z nich wyrok usłyszało w USA). Podkreśla, że nawet trzymając się tej liczby (według niego mocno zaniżonej), należy wszcząć alarm. Oznacza to bowiem, że skłonności pedofilskie ma 0,1 proc. duchownych polskich (w kraju jest około 30 tysięcy księży), podczas gdy ten odsetek wśród wszystkich mężczyzn wynosi 0,05 proc. To według niego oznacza jedno: pedofilia wśród księży występuje częściej niż w całej populacji. - Kościół systematycznie ukrywa pedofilów w swoich szeregach i w ten sposób naraża dzieci na niebezpieczeństwo. W Polsce jest tym trudniej o tym mówić, bowiem Kościół katolicki w tym kraju cieszy się ogromnym autorytetem. Nikt więc nie zabiera głosu, ponieważ panuje przed nim lęk - twierdzi. 

Dzienikarze jakoś zapominają wymienić bardzo zasłużone na polu ujawniania księży pedofilów i prowadzenia terapii duchowych dla ofiar molestowania seksualnego w kościele katolickim ANTYPEDOFILSKIE BRACTWO HIMAWANTI. Organizacja nasza jak wiadomo była wielokrotnie szykanowana przez generalnie skatoliczałą polską prasę za ujawnianie pedofilii księży i zakonnic, pisanie o księżach peddofilach w internecie, domaganie się odszkodowania przez ofiary księży pedofilów i zakonnic pedofilek od kościoła katolickiego i jego organizacji sekciarskich, pedofilią skażonych, takich jak Jasna Góra paulinów, dominikanie, franciszkanie, Opus Dei, Karol Wojtyła czy Józef Glemp... Jakoś dziwnie, gdy informacje o pedofilii katolickiego kleru przychodzą z zagranicy, z Holandii czy Kanady, to polscy dziennikarze akceptują to i nawet o tym, o dziwo piszą. Gdy już od 1973 roku pisze i mówi o tym pan Mohan Ryszard Matuszewski, jest za to napadany przez katolicką policję kryminalną jako katolicką bojówkę do wyciszania niewygodnych dla pedofilskiego kleru osób. A polska prasa masowo wyzywa pana Mohana Ryszarda Matuszewskiego i tysiące innych ofiar katolickiego molestowania przez księży od niebezpiecznych sekt i terrorystów. Dziwi ta schizofrenia polskiej, bardzo jeszcze skatoliczałej i spedofilizowanej prasy, radia oraz tv. 

Dziennikarz podkreśla, że starał się dowiedzieć w episkopacie, jak Kościół walczy z pedofilią, ale nie uzyskał właściwie żadnej odpowiedzi. Poprosiliśmy o komentarz w tej sprawie księdza Józefa Klocha, rzecznika episkopatu. - Podejmę temat wówczas, gdy przeczytam książkę. Postaram się to zrobić szybko, do jutra - odpisał dziennikarzom "Polska The Times" rzecznik SMS-em. 

Ksiądz z USA: Pedofilia jest od zawsze plagą Kościoła katolickiego 

Seksualne wykorzystywanie dzieci "jest od zawsze plagą naszego społeczeństwa i naszego Kościoła". Tak ostre słowa padły podczas pierwszego w historii Kościoła katolików sympozjum biskupów w Watykanie ws. pedofilii. - To zło prześladuje nas od stuleci - powiedział amerykański ksiądz Stephen Rossetti. W mocnych słowach przypomniał, że dopiero dziś Kościół jest świadom ogólnoświatowego charakteru tego problemu. W Rzymie odbyło się w 2012 roku pierwsze w historii Kościoła katolickiego sympozjum biskupów z całego świata dotyczące skandalu pedofilii. Pod hasłem "Ku uzdrowieniu i odnowie" na Uniwersytecie Gregoriańskim obraduje 110 przedstawicieli episkopatów i przełożonych 30 zgromadzeń zakonnych. Przemawiający podczas obrad ks. Rossetti z Uniwersytetu Katolickiego w Waszyngtonie przypomniał, że już podczas Soboru w mieście Elvira w Hiszpanii w 306 roku uchwalono kanon, zgodnie z którym "tym, którzy wykorzystują seksualnie dzieci, będzie odmawiana komunia święta, także w obliczu śmierci".

"Okazało się, że pedofilia w Kościele to problem wielu krajów"

- Wiemy, że przypadki seksualnego wykorzystywania dzieci były tak liczne w Hiszpanii 1700 lat temu, że wymagało to specjalnego kanonu - oświadczył ksiądz ze Stanów Zjednoczonych. 
Przypomniał też, że kiedy pod koniec lat 90-tych XX wieku w Kościele amerykańskim wybuchł skandal pedofilii, w kręgach kościelnych mówiono, że to problem amerykański. - Potem powiedziano, że to tylko problem strefy angloamerykańskiej, potem, że to tylko problem Zachodu. Potem jednak wydarzyło się to we Włoszech, w Niemczech, w innych krajach - przypomniał. - Dzisiaj nareszcie Kościół jest świadom tego, że nadużycia ze strony duchowieństwa to problem całego świata - dodał ks. Rossetti.

"Zaczęłam zdrowieć, gdy mój gwałciciel przyznał się do winy"

Na rzymskim sympozjum głos zabrała także ofiara wykorzystywania, Marie Collins, która opowiedziała biskupom o swych doświadczeniach z dzieciństwa, gdy jako 13-latka padła ofiarą pedofilii w szpitalu. - Zaczęłam wracać do zdrowia w dniu, w którym mój gwałciciel przyznał się przed sędzią do winy - podkreśliła kobieta. Dodała, że "sprawiedliwość jest koniecznością dla ofiar wykorzystywania seksualnego ze strony duchowieństwa". 

Ekke Overbeek jest niezależnym dziennikarzem holenderskim. Pracuje jako warszawski korespondent holenderskich dzienników Trouw i Het Financieele Dagblad, współpracuje też, między innymi, z holenderską publiczną stacją radiową Radio 1. 

Przeczytaj koniecznie: 

Ekke Overbeek, "Lękajcie się. Ofiary pedofilii w polskim kościele mówią". Wydawnictwo: Czarna Owca 2013, stron 216... 

Książkę zakupimy w wydawnictwie: http://www.czarnaowca.pl/ 

Poczytaj swoim dzieciom jak się bronić przed księdzem pedofilem: 

http://www.ryszard-matuszewski.com/pl/nauka_pedofilskiej_religii,670,,list.html

Relacje kilkudziesięciu ofiar molestowania seksualnego i gwałtu dokonanego przez księży pedofilów i zakonnice pedofilki:  

http://www.ryszard-matuszewski.com/pl/ofiary_ksiezy_pedofilow_wspominaja_molestowanie_i_policyjny_terror_w_polsce,689,,list.html

Antypedofilskie Bractwo Himawanti 

Kampania Stop Pedofilom 

Zobacz także


Artykuły w tej kategorii