Himavanti

EKWADOR - Polski franciszkanin zamordowany w czasie pederastycznej orgii seksualnej

Misjonarz Karczewski zabity podczas pederastycznej orgii seksualnej 

Tajemnice Watykanu: Polski misjonarz z Ekwadoru ojciec Mirosław Karczewski (1965-2010; †45 l.) nie zginął z rąk brutalnych rabusiów. Gardło poderżnięto mu podczas homoseksualnej orgii a kościół katolicki jak zwykle zataił prawdę o przyczynach śmierci, które byłyby powodem skandalu seksualnego. Tajne dokumenty Watykanu na ten temat ujawnił dopiero Gianluigi Nuzzi (44 l.) w książce „Jego świątobliwość. Tajne dokumenty Benedykta XVI”. Niestety, o. Mirosław dołączył do niechlubnego grona polskich duchownych, którzy misje za oceanem potraktowali jako okazję do seksualnych ekscesów. Santo Domingo de los Tsachilas w dalekim Ekwadorze, klasztor św. Antoniego z Padwy. W dniu 6 grudnia 2010 roku, godzina 19-ta, a wierni, którzy zbierają się w sąsiednim kościele, nie mogą się doczekać swojego duchownego. Zaniepokojeni idą go szukać, jednakże znajdują pocięte, zakrwawione ciało. Nie ma wątpliwości: to ojciec Mirosław Karczewski, ksiądz franciszkanin z Polski. 

Policja we współpracy z kurią biskupią i nuncjaturą watykańską w Ekwadorze szybko ogłasza: przyczyną mordu był najprawdopodobniej rabunek, bo zginął telefon i laptop duchownego. Niestety, zatajona przez policję i Kościół katolicki prawda jest smutna i brutalna – polski duchowny został zamordowany podczas pederastycznej, homoseksualnej orgii, którą zorganizował na swojej plebanii! Nuncjatura w Quito nerwowo wymieniała szyfrogramy ze Stolicą Apostolską. W piśmie z 17 grudnia 2010 roku nuncjatura donosiła, że prawdę o orgii i morderstwie zna biskup diecezji Santo Domingo Wilson Abraham Moncayo, któremu szczegóły w tajemnicy przekazała ekwadorska policja. 

Ksiądz Mirosław Karczewski franciszkanin pederasta - Ekwador

Policja podległa katolickim kapelanom zapewniła biskupa, że postępy śledztwa zostaną utrzymane w najściślejszej  tajemnicy. „Poprosiłem go, by zachowywał milczenie i czuwał nad rozwojem wydarzeń” – meldował nuncjusz Watykanowi. Biskup Moncayo od tej pory faktycznie milczał.Milczał także polski kościół katolicki, choć prawdę o tym, co się stało, znał od biskupa. „Biskup Moncayo poinformował już wspólnotę polskich oo. franciszkanów konwentualnych o pierwszych wynikach śledztwa” – donosił nuncjusz Watykanowi. Zgodnie z zaleceniem Watykanu, prawdę o śmierci franciszkanina bezczelnie, po watykańsku, zatajono. 

Nuncjatura informuje Watykan o okolicznościach śmierci zakonnika: „Ofiara znała swoich zabójców. Było ich trzech, gdyż przed zdarzeniem duchowny poprosił służącą w domu parafialnym o przygotowanie trzech pokojów dla gości(...) Na miejscu zbrodni znaleziono cztery kieliszki(...) Konsumpcję alkoholu rozpoczęto około godziny 14-tej. Duchowny i jego „goście” odbywali stosunki seksualne: na miejscu zbrodni odkryto ślady spermy. Prałat Moncayo przekazał, że policja pokazała mu zdjęcia dotyczące tego szczegółu”. 

Zamordowany homoseksualista franciszkański został hucznie pochowany w Ekwadorze. W 2010 roku zarz po jego śmierci w kościele Podwyższenia św. Krzyża w Kołobrzegu (gdzie przyjął święcenia) została odprawiona msza żałobna. Ksiądz Mirosław Karczewski wyjechał do Ekwadoru około 1995 roku, gdzie był jednym z pierwszych polskich misjonarzy w tym kraju, proboszczem parafii w Santo Domingo. 

Śledztwo jest ciągle jeszcze formalnie w toku, zatem nie można ostatecznie powiedzieć jaki przebieg miały wszystkie wydarzenia z 6 grudnia 2010 roku, chociaż oczywiście, seksualny motyw orgii pederastycznej w czasie której ksiądz zginął jest absolutnie oczywisty. Kradzież mogła być motywem dodatkowych, jako że katoliccy duchowni często usiłują zmniejszyć deklarowaną wcześniej zapłatę za usługi seksualne. Policja znalazła liczne ślady libacji alkoholowej oraz sodomicznej, pederastycznej orgii seksualnej, jednak nie złapała zabójców (zabójcy), a przecież morderstwa mogła dokonać jakaś osoba zaraz po odbyciu orgii seksualnej, a nie ktoś z jej kilku uczestników, chociaż wersja policji jest taka, że księdza Mirosława Karczewskiego zarżnięto jak świniaka w czasie pederastycznej orgii seksualnej z trzema zaprzyjaźnionymi osobami, a przedmioty skradziono raczej dla zmylenia śledczych, aby upozorować motyw rabunkowy. Potem okazało się, że laptop i inne rzekomo skradzione przedmioty zatrzymała policja w celu prowadzenia śledztwa! 

Jak wynika z tajnego, szyfrowanego listu wysłanego do Watykanu z nuncjatury Quito, który został skopiowany, wyniesiony poza Spiżową Bramę i skończył w książce Gianluigiego Nuzzi "Jego Świątobliwość. Tajne dokumenty Benedykta XVI" (konsekwencją jej wydania było aresztowanie papieskiego majordomusa i zwolnienie bankiera Gotti Tedeschi), ojciec Karczewski nie zginął jako niewinna ofiara napadu rabunkowego. W dokumencie, noszącym datę 17/12/2010, można przeczytać: "na podstawie dowodów zebranych na miejscu zbrodni, pierwsze rezultaty śledztwa potwierdzają, że zabójstwo miało "carácter pasional", wyłączając w ten sposób napaść i kradzież". Od samego początku odkrycia zwłok ojca Karczewskiego nie było wątpliwości, że poderżnięto mu gardło podczas orgii seksualnej, zakrapianej alkoholem. 

Jak można przeczytać w ściśle tajnym dokumencie watykańskim:

"W swojej rozmowie telefonicznej, biskup (Wilson Moncayo - przyp.aut.) sprecyzował następujące fakty:- ofiara znała swoich zabójców; najprawdopodobniej było ich trzech, gdyż duchowny, przed zajściem, kazał służącej przygotować na plebanii trzy pokoje dla gości;- na miejscu zbrodni znaleziono cztery kieliszki i butelkę bliżej niesprecyzowanej wódki;- dowody, zgodnie z relacją policji, pokazują, że osoby zaczęły konsumpcję alkoholu około godziny 14.00 w dniu zbrodni;- scena zbrodni wskazuje na to, że duchowny i jego "goście" mieli stosunki seksualne, widząc, że na miejscu zbrodni znaleziono plamy spermy (bp. Moncayo poinformował mnie, że policja pokazała mu zdjęcia dotyczące tego szczegółu);- telefon duchownego jest w posiadaniu policji, która egzaminując rozmowy telefoniczne, próbuje odnaleźć zabójców. Ze słów biskupa wynika, że zaginął także laptop. Jak mi powiedział biskup Moncayo, wydaje się, że policja znalazła właściwy ślad aby odkryć winnych;- biskup powiedział mi, że policja otrzymała rozkazy "z góry", aby znaleźć rozwiązanie tej historii kryminalnej. Podczas rozmowy biskup nie ukrywał swojego zaniepokojenia, że wybuchnie skandal, gdy informacje te dotrą do mediów."

Jak widać policja dobrze zatuszowała wszystkie fakty, aby nic nie przedostało się do prasy, i aby nie wybuchł skandal. "Skradziony" telefon oraz laptop (powód napadu i zabójstwa) były w rękach stróżów prawa. Kto kazał ukryć prawdę? Ktoś wysoko postawiony w Ekwadorze, kto oddał przysługę biskupowi Wilsonowi Moncayo. Pytanie, czy o wszystkim wiedzieli także polscy księża, np. ksiądz Jan Łempicki sekretarz ds. misji i przyjaciel zamordowanego misjonarza? 

Po tysiącach skandali, jakie niemal codziennie wychodzą na jaw, nikogo już nie dziwią księża czy arcybiskupi, którzy pomimo złożonych ślubów czystości uprawiają seks hetero, bi lub homoseksualny, dopuszczając się często czynów lubieżnych, perwersji a nawet przestępstwa, jak pedofilia. Książki włoskiego dziennikarza Caramela Abbate "The sex and Vatican" i "Golgota" pokazały, że takich zepsutych moralnie duchownych w Kościele katolickim jest wielu - zarówno w Rzymie, jak i na misjach w Ameryce Łacińskiej oraz w Afryce.  Jak powiedział Gianluigi Nuzzi, autor książki "Jego Świątobliwość. Tajne dokumenty Benedykta XVI", której publikacja została uznana przez Watykan za akt niemoralny i kryminalny - przykład zatuszowania skandalu morderstwa polskiego misjonarza jest emblematyczny, gdyż pokazuje jasno w jaki sposób Kościół posuwa się często i chętnie do kłamstwa, aby ukryć niewygodne dla niego rzeczy. 

Ksiądz Mirosław Karczewski pochodził z Głodzina, małej zachodniopomorskiej wsi, do której ciężko dojechać, gdy spadnie śnieg. Wychowywał się, jako najmłodszy z jedenaściorga rodzeństwa, w domu obok krzyża i figury Maryi stojących na rozstaju dróg. Powołanie objawiające się patologiczną niechęcią do dziewcząt i kobiet obudziło się w nim w pierwszej klasie liceum i właśnie wtedy postanowił zostać franciszkaninem. Na misję do Ekwadoru wyjechał wkrótce po święceniach w tej katolickiej sekcie. Spędził tam 15 lat, aż do tragicznej śmierci w czasie swojej pederastycznej orgii. 

Według oficjalnej wersji dla owieczek i baranów parafialnych duchowny Mirosław Karczewski  zginął wskutek napadu rabunkowego od ciosów nożem. W samych aktach policji, dotyczących tej sprawy można jednak znaleźć inne informacje. Ojciec Mirosław Karczewski organizował orgie homoseksualne na swojej plebanii, a lokalna policja o tym wiedziała śledząc środowisko homoseksualistów wykorzystujących zbyt młodych lub nieletnich chłopców. Ksiądz zginął podczas jednej z urządzonych przez siebie orgii homoseksualnych, ale czy w tym celu trzeba sobie zorganizować klasztor franciszkański aż w dalekim Ekwadorze? Morderstwo było na tle seksualnym, a nie rabunkowym. Władze Watykanu zaleciły całkowite zatajenie prawdy o śmierci księdza franciszkańskiego Mirosława Karczewskiego. Taka kłamliwa tradycja watykańskiego reżymu papieskiego: zbrodnie tuszować, ludziom kłamać w żywe oczy - to jest ta ewangelia katolicka i moralność kościelna, moralność pederastów w sutannach... 

Publikacja Gianluigi Nuzzi potrząsnęła zboczonym Watykanem i szybko doprowadziła do zdekonspirowania informatora Nuzziego. Watykańscy hierarchowie nie kryli wściekłości. Nic dziwnego, bo informacje, jakie wyciekły, nigdy nie miały ujrzeć światła dziennego. 

Gianluigi Nuzzi, "Jego Świątobliwość. Tajne dokumenty Benedykta XVI", Wydawnictwo Czarna Owca

Antypedofilskie Bractwo Himawanti 

Zobacz także


Artykuły w tej kategorii