Himavanti

Apoptoza pedofilów - samobójstwa księży zboczeńców

Coraz więcej afer na temat księży pedofilów (ang. paedophile priests) w Polsce. Wielu księży pedofilów w Polsce popełnia samobójstwa. Zboczeni pedofilią bywają często także harcmistrze czarnego katolickiego harcerstwa, katecheci, katoliccy psycholodzy i psychiatrzy na usługach wojtyłowego kościoła, a katolickie rodziny zastępcze dorabiają się na adoptowanych dzieciach, które potem bestialsko mordują. Wielu ludziom wydaje się, że świat zwariował a kościół katolicki opętał jakiś demon któremu nie mogą podołać nawet kościelni księża egzorcyści, którzy zresztą sami bywają ciężko zboczeni. 

Ksiądz oskarżony o molestowanie popełnił samobójstwo 

W końcu sierpnia 2012 roku "dramat" dla katolickich mediów w Nowym Stawie w powiecie malborskim. Około 40-letni ksiądz pedofil, który na początku 2012 roku został poważnie oskarżony o moletowanie małego chłopca, popełnił samobójstwo. – Jeszcze za wcześnie, by potwierdzić, że samobójstwo ma związek z tymi oskarżeniami. Jednak bierzemy to pod uwagę – mówi prokurator z prokuratury rejonowej w Malborku. "Dramat" księdza pedofila rozegrał się w pod koniec sierpnia 2012 roku. W czwartek rano policja otrzymała zgłoszenie, że na plebanii w Nowym Stawie znaleziono zwłoki 40-letniego księdza pedofila. - Na miejsce pojechała grupa dochodzeniowo – śledcza, która pracowała pod nadzorem prokuratora. Wykonane zostały oględziny miejsca zdarzenia, przesłuchano świadków – mówi sierżant Katarzyna Marczyk z malborskiej policji. 

Prokuratura rejonowa w Malborku, która prowadzi sprawę przyznaje, że ksiądz pedofil popełnił samobójstwo. Zostawił także listy pożegnalne. - Na podstawie zebranych danych, okoliczności, w końcu samej sekcji zwłok wykluczyliśmy udział osób trzecich. Co do samobójstwa nie ma wątpliwości – mówi Onetowi prokurator Piotr Wojciechowski z prokuratury rejonowej w Malborku. Możliwe, że samobójstwo księdza ma związek ze sprawą z pierwszej połowy tego roku, gdy 40-letni kapłan został oskarżony o bestialskie molestowanie chłopca.

- Policja otrzymała zawiadomienie o sprawie molestowania pod koniec lutego 2012 roku. Zarzuty poparte poważnymi dowodami pedofilskiej zbrodni przedstawiono na początku maja 2012. Sprawa dotyczyła jednej osoby i jednego czynu. Innych zgłoszeń nie mieliśmy. Pokrzywdzony nie podawał też innych przypadków molestowania. Ksiądz się nie przyznał do stawianego zarzutu – mówi prokurator Piotr Wojciechowski. Prokuratura bada, czy motywem samobójstwa księdza pedofila była sprawa o molestowanie chłopca. 

Reakcja kurii w Lublinie na samobójstwo księdza pedofila 

Doszczętnie spalone ciało księdza pedofila zostało znalezione na cmentarzu w Łopienniku Nadrzecznym - 40 km od Lublina drogą nr 17 na Krasnystaw. Na początku sierpnia 2012 roku oskarżony o molestowanie seksualne 11-latka i podejrzany o podobne czynności wobec dwóch innych chłopców ksiądz Bogusław P. popełnił samobójstwo; podpalił się na cmentarzu w Łopienniku Nadrzecznym - wynika ze wstępnych ustaleń śledczych. Głos zabrała winna zbrodni zatrudniania pedofilskich zbrodniarzy i prowadzenia pedofilskich portali Pawła Królaka takich jak psychomanipulacja.pl Lubelska Kuria Metropolitalna. Kuria broniąc swojego pedofila katolickiego w oświadczeniu zaapelowała o "niewydawanie sądów mogących bezpowrotnie pozbawić zmarłego dobrego imienia", informując zarazem, że ksiądz w związku z zarzutami został zawieszony w pełnieniu wszelkich posług duszpasterskich. 

Zgłoszenie o palącym się człowieku policja otrzymała od przypadkowych osób, które tamtędy przechodziły. - Kiedy policjanci dotarli na miejsce, ten człowiek już nie żył. Zwłoki były tak zwęglone, że trudno było zidentyfikować, co to za osoba i jakiej płci - powiedziała Anna Smarzak z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie. Gazeta.pl, która poinformowała o zdarzeniu, podaje, że zwłoki leżały obok grobu rodziców księdza P. On sam pochodził z Łopiennika Nadrzecznego. 

Według dotychczasowych ustaleń śledczych jest to prawdopodobnie 53-letni ksiądz Bogusław P., któremu kilka dni wcześniej  lubelska prokuratura postawiła zarzuty molestowania seksualnego i zgwałcenia dwóch chłopców. W sądzie w Krasnymstawie przeciwko niemu toczy się proces, w którym oskarżony jest on o podobne przestępstwo uprawiania pedofilii katolickiej na dzieciach. Jak powiedział zastępca prokuratora okręgowego w Zamościu Mirosław Buczek, zwłoki rozpoznał znajomy duchownego. - Pewność co do tożsamości tej osoby będziemy mieli dopiero po okazaniu zwłok najbliższej rodzinie, po przeprowadzeniu sekcji i wszystkich odpowiednich badań - zaznaczył prokurator. - Śledztwo w tej sprawie trwa, przeszukiwane jest m.in. miejsce zamieszkania tej osoby - powiedział Buczek. Jak dodał, znaleziono list pozostawiony przez Bogusława P., którego treści prokuratura nie ujawnia. 

Księdzu Bogusławowi P. na początku sierpania 2012 prokurator przedstawił dwa zarzuty dotyczące doprowadzenia małoletnich chłopców poniżej 15-tego roku życia do poddania się innym czynnościom seksualnym. Ksiądz pedofil mataczył i łgał, nie przyznał się do winy, złożył wyjaśnienia, których treści prokuratura nie ujawniła. Prokurator wnioskował o areszt dla księdza pedofila katolickiego, ale sąd zawisły na politycznych rozkazach z kurii katolickiej tego wniosku nie uwzględnił. Obaj pokrzywdzeni przez księdza zbrodniarza są obecnie dorośli. Zarzucane księdzu przestępstwa miały miejsce w 2002 i 2003 roku, kiedy był proboszczem pedofilskiej parafii pod Lublinem. 

Jeden z pokrzywdzonych zgłosił się do organów ścigania i zawiadomił o przestępstwie po tym, jak dowiedział się z mediów, że ten sam ksiądz został oskarżony o molestowanie seksualne 11-letniego ministranta w Niemczech. Proces w tej sprawie toczy się, z wyłączeniem jawności, przed Sądem Rejonowym w Krasnymstawie (Lubelskie). Tam również ksiądz pedofil nie przyznał się do winy. 

Według aktu oskarżenia ksiądz P. w okresie od lutego 2004 roku do lutego 2005 roku, w miejscowości Pocking w Dolnej Bawarii, co najmniej trzykrotnie dopuścił się tzw. innych czynności seksualnych wobec 11-letniego ministranta Michaela H. Ksiądz P. pracował w latach 2004-2005 w Pocking jako wikary. Miał nawiązać bliskie kontakty z ministrantem, który przeżywał wtedy trudne chwile z powodu rozwodu rodziców. Zboczony seksualnie celibatariusz zapraszał chłopca do swojego mieszkania, nakłaniał go do wejścia do łóżka, dotykał jego narządów płciowych masturbując go ręcznie i ustami. Polska prokuratura zajęła się sprawą w 2010 roku na skutek wniosku o ściganie przekazanego przez prokuraturę niemiecką. Sprawa trafiła do Krasnegostawu, ponieważ ksiądz jest na stałe zameldowany w powiecie krasnostawskim.

Lubelska Kuria Metropolitalna opublikowała na stronie internetowej oświadczenie, w którym przypomina, że ksiądz w związku z postawionymi mu zarzutami został zawieszony w pełnieniu wszelkich posług o charakterze duszpasterskim. W oświadczeniu podpisanym przez wicekanclerza Kurii ks. Krzysztofa Mikołajczuka ujawnione jest nazwisko zmarłego księdza - Bogusław Psujek - oraz pada stwierdzenie, że to jego zwłoki znaleziono na cmentarzu w Łopienniku Nadrzecznym.

"Ksiądz Bogusław Psujek zarówno wobec instytucji wymiaru sprawiedliwości, jak i przed swoimi zwierzchnikami nie przyznał się do winy, wyraźnie oświadczając, że zarzucane mu czyny nigdy nie miały miejsca" - głosi propedofilskie oświadczenie kurii. Władze kurialne apelują o "niewydawanie sądów mogących bezpowrotnie pozbawić zmarłego dobrego imienia", mając na uwadze "godność osób zaangażowanych w ostatnim czasie w podmiotowej sprawie, trudną sytuację rodziny zmarłego, przyjaciół i osób powierzonych jego duszpasterskiej trosce, wydających o nim pozytywne świadectwo". Tak Kościół Katolicki z siedzibą w Watykanie od 1700 lat chroni księży z których bardzo wielu uwikłanych jest w zboczenia seksualne, w tym pedofilię. 

Ksiądz Ryszarda K. z Kunowa popełnił samobójstwo 

Ksiądz z Kunowa napisał w kwietniu 2012 roku: Zło opanowało mój umysł. Gdy ksiądz Ryszard K. (54 l.) z Kunowa w Wielkopolsce pisał list do wiernych, miał już przygotowany sznur. Postawił kropkę na papierze, wstał do stołu i powiesił się w kuchni na plebanii. "Zło opanowało mój umysł" - wyznał proboszcz w swych ostatnich słowach. Parafianie z Kunowa pochowali swojego proboszcza na cmentarzu przy kościele. - Wszyscy płaczemy po nim i modlimy się za niego, tak jak nas prosił - zapewnia Czesław Pawlak (80 l.), jeden z mieszkańców.

Nie ma we wsi człowieka, który nie zastanawiałby się, dlaczego ksiądz ich opuścił. I to w taki sposób, poprzez samobójstwo. Jeszcze dzień przed samobójstwem proboszcz wydawał się zadowolony. Spotkał się z radą parafialną, pokazywał nowe tabernakulum. A kilkanaście godzin później już nie żył. Pozostawił po sobie list pożegnalny. Szczere, przepełnione żalem wyznanie człowieka, który sam siebie postawił pod ścianą. "Widocznie wszystko przerosło moje siły i mój umysł, który teraz opanowało zło" - napisał ksiądz. - Co to za zło? Zdaniem wiernych ksiądz Ryszard był idealny, dbał o parafian i kościół, nie był pazerny. Jak jednak wynika z listu, proboszcz miał pretensje sam do siebie o swoje pokusy którym z lubością się oddawał. 

List pożegnalny ks. Ryszarda K.: "Niech Bóg miłosierny przebaczy mi moje postępowanie (...) wszystko przerosło moje siły i mój umysł, który teraz opanowało zło. Przepraszam mój Kościół Święty i Księdza Arcybiskupa, któremu winienem posłuszeństwo, prawdę i cześć (...) Przepraszam w końcu wszystkich moich parafian. Dla Was miałem być pasterzem i przewodnikiem na drogach życia. Starałem się bardzo, ale jakoś mi nie wyszło... Jeśli jesteście na cmentarzu, to zmówcie za mnie modlitwę i nie przeklinajcie kapłana, który (...) dziś sam nie rozumie samego siebie." 

- Oględziny z udziałem biegłego lekarza medycyny sądowej całkowicie wykluczyły udział osób trzecich. Ksiądz założył sobie pętlę na szyi. Zostawił list pożegnalny, w którym tłumaczy motywy swojego postępowania. Niestety nie możemy ujawnić treści listu, ze względu na tajemnice korespondencji. Jego treść mogą poznać tylko osoby, do których był adresowany, a jest to rodzina i ksiądz arcybiskup - informuje Roch Waszak, prokurator rejonowy w Gostyniu. - Ksiądz był wesołym pogodnym, lubianym przez parafian człowiekiem. Nie miał wrogów. 

Proboszcz kunowskiej parafii mieszkał sam. We wtorek rano był jeszcze widziały przez parafian, jednak nie pojawił się ani na katechezie w szkole, ani na wieczornej mszy. Właśnie to wzbudziło niepokój kościelnego, który powiadomił policję. Funkcjonariusze weszli do mieszkania i w spiżarni znaleźli zwłoki księdza. Pod domem proboszcza zbierali się od 28 marca 2012 roku mieszkańcy Kunowa, którym trudno uwierzyć, że ich proboszcz mógł odebrać sobie życie. - Jest to dla nas wszystkich wielki szok. Nikt z nas nie może uwierzyć w to, co się stało. To był bardzo dobry proboszcz, wiele zrobił dla parafii i mieszkańców. Organizował dla nas pielgrzymki, a ostatnio zbierał fundusze na wybudowanie chodników na naszym cmentarzu - wspomina mieszkanka Kunowa - Był bardzo wesołym i przyjaznym człowiekiem, dlatego trudno nam sobie wyobrazić, że mógł popełnić samobójstwo. 

Miejscowa młodzież i dzieci również wspominają księdza z sentymentem. - Ksiądz Ryszard miał bardzo dobry kontakt z młodzieżą. Niestety na swoją zgubę, acz jego ofiary nie zdążyły go oskarżyć o wiadomą kościelną zbrodnię, chociaż najbardziej oddawał się stosunkom homoseksualnym z młodzieżą męską w wieku 15 do 19 lat. 

Ksiądz organizował wycieczki dla dzieci komunijnych i wszystkich parafian oraz inne atrakcje dla młodszych dzieci, np z okazji zająca. Był bardzo przez wszystkich lubiany - zapewnia inny mieszkaniec Kunowa. Jak informuje prokurator postępowanie wyjaśniające okoliczności śmierci księdza Klimaszewskiego zostało zakończone. - Próbujemy się jeszcze dowiedzieć jak wyglądały ostatnie godziny życia księdza. Rozmawiamy z mieszkańcami - informuje Roch Waszak. Z pytaniami bez odpowiedzi pozostają parafianie. Ks. Ryszard Klimaszewski miał 53 lata. Proboszczem parafii pw. św. Andrzeja Apostoła w Kunowie był od 2007 roku.

Dawni partnerzy homoseksualni księdza twierdzą, że musiał zbłądzić do zbyt młodych chłopców w ostatnich latach czyli na starość, bo wcześniej dbał rygorystycznie o to, żeby nie przekroczyć bariery wieku ochronnego, który wedle prawa w Polsce wymaga kalendarzowego ukończenia wieku 15 lat. W Watykanie to niestety ciągle lat 12-cie, stąd księża uważając, że plebania to część terytorium Watykanu bzykają dzieci poniżej lat 15-cie. Tak czy owak, nawet w Watykanie nie powinni szukać przyjemności seksualnej z dziećmi poniżej lat 12-cie, nawet jak są ministrantami, skoro młodsze nawet w Watykanie są zakazane! Warto pamiętać, że pedofile są zwykle lubiani przez dzieci i umieją zadbać o to, żeby dzieci omotać oraz wykorzystać. 

Ksiądz pedofil w Łodzi popełnił samobójstwo 

Tragedia w seminarium duchownym franciszkanów w Łodzi. W listopadzie 2009 roku w budynku przy ul. Okólnej, w swoim pokoju, na sznurze przymocowanym do żyrandola, powiesił się 42-letni ksiądz ojciec Przemysław. Na miejsce wezwano pogotowie i policję, ale lekarz mógł już tylko stwierdzić zgon. Policja prowadziła w tej sprawie postępowanie, jednak wszystko wskazuje na to, że franciszkanin sam targnął się na życie. W pokoju zostawił list pożegnalny, jednak policja nie ujawniła jego treści, co od razu skojarzono z pedofilią ujawnienia której obawiał się ksiądz franciszkanin.

Bliscy księża i klerycy, którzy spotykali się z nim na co dzień, byli bardzo rzekomo wstrząśnięci informacją o jego śmierci i nie potrafili zrozumieć, co popchnęło duchownego do samobójstwa. Coraz więcej skrywanych samobójstw księży ma jednak bardzo jasne powody. Księża i zakonnicy boją się odpowiedzialności karnej za swoje pedofilskie wyczyny wyuczone w ramach służby ministranckiej oraz w czasie pobytu w seminariach duchownych. Coraz trudniej kościelnej pedofilskiej mafii księży, prałatów i biskupów przyuczać młodych chłopców do stosunków seksualnych do których kler katolicki i chrześcijański przywykł w czasie 1700 lat swojej historii, a jak wiadomo pierwsze pedofilskie gwałty i molestowania dzieci odnotowano już na soborze w 309 roku e.ch. 

W Polsce XXI wieku najwięcej księży popełnia samobójstwa w diecezji tarnowskiej, gdzie mieszka lub z której pochodzi także najwięcej księży pedofilów. Naliczono przynajmniej osiem znanych samobójstw księży w diecezji tarnowskiej, w większości wypadków podyktowanych obawami o ujawnienie zbrodni pedofilskiego molestowania i wykorzystywania ministrantów lub innych dzieci. Wyjaśnienie serii tragicznych zgonów księży diecezji tarnowskiej jest moralnym obowiązkiem tak przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, jak i nuncjusza apostolskiego w Warszawie - pisał ksiądz Isakowicz-Zalewski, który chyba nie całkiem zdaje sobie sprawę, że ani kuria ani episkopat sekty katolickiej nie ma interesu w ujawnieniu przyczyn czyli w ujawnieniu tego, co skrzętnie ukrywa policja oraz prokuratura - APOPTOZY KSIĘŻY ZBOCZEŃCÓW SEKSUALNYCH. 

Samobójcza apoptoza księży pedofilów 

Konfrontacja z poważnymi oskarżeniami o pedofilię jest trudnym procesem i najczęściej zaczyna się od zaprzeczenia faktom ze strony zboczonego seksualnie sprawcy - nie inaczej jest wśród duchownych, księży, pastorów i biskupów, co potwierdzają badania psychologiczne i orzeczenia sądowe. Zakładanie, że duchowni oskarżeni o takie przestępstwa będą się zachowywali inaczej tylko dlatego, że są "ludźmi poświęconymi Bogu i Kościołowi" nie może być jedynym kryterium oceny postawy pedofilskich zboczęńców w sutannach. W przypadku pedofilów musimy pamiętać, że jednym z objawów ich zaburzenia jest degeneracja sumienia - nie oznacza to jednak, że go całkiem nie mają. Potrafią odróżniać dobro od zła, ale w innym "kluczu" oceniają swoje zachowanie wobec dzieci, nie czując najczęściej wyrzutów sumienia z powodu dzieciojebstwa, i błędnie rozumiejąc empatię wobec ofiary. Czasami, aby pozbyć się wątpliwości czy ludzkich odruchów współczucia, odurzają się substancjami psychoaktywnymi, w tym winem mszalnym. 

Zbieramy żniwa katolickiej afery pedofilskiej, która wybuchła w USA i na Zachodzie przed kilkoma laty i skutkowała 14 tysięcy oskarżeń i około 2,3 mld dolarów wydanych przez KK na odszkodowania dla ofiar zboczonych wielebnych w USA. Po odbyciu kar lub na skutek deportacji nasi rodacy w sutannach wracają do kraju, a tu ciepłe przyjęcie przez kolegów pedofilów i intratne posadki przy dzieciach. Ks. Roman K., skazany w USA za gwałt na nieletniej (podobno w celach terapeutycznych, żeby małolata zapomniała poprzednie traumatyczne doświadczenie) znalazł ciepłą posadkę w macierzystej archidiecezji warmińskiej. Abp Zięba mianował go wikariuszem w parafii W. niedaleko Szczytna i nauczycielem religii w gimnazjum. Dopiero, gdy się wydała wśród nauczycieli kryminalna przeszłość "nauczyciela" pedofilskiej religii, został odsunięty od katechezy, ale wikariuszem jest nadal. Andrzej S., franciszkanin, który w porę dał drapaka z Bostonu, gdzie wykorzystywał seksualnie dziecko, działa teraz w parafii M. - diecezja łowicka. Jak bardzo swoje ofiary i prawo mają w głębokim poważaniu kościelni bossowie dzieciojebcy niech świadczy przykład ks. Andrzeja S. (opisywany był w FiM 11/2009), który według zapewnień rzecznika tarnowskiego biskupa Skworca został całkowicie odsunięty od duszpasterstwa do czasu całkowitego wyjaśnienia sprawy wykorzystywania seksualnego 13 letniej uczennicy (wyrok 5 lat paki, jeszcze nieprawomocny). Otóż Andrzej S. od 29 marca 2009 prowadził Rekolekcje Parafialne w diecezji rzeszowskiej. Rzeczpospolita Polska na cały świat smierdzi pedofilią księży i pedofilów eksportuje na tak zwane misje duszpaszterskie na cały świat! 

Antypedofilskie Bractwo Himawanti 

Ruch Stop Pedofilom 

Zobacz także


Artykuły w tej kategorii