Himavanti

Śri Aurobindo - Pramacierz i Jej Postacie

I

Istnieją tylko dwie moce, które są w stanie w swym połączeniu dokonać wielkiego dzieła, które jest naszym celem; oto skupione, gorące i niezachwiane dążenie duszy ludzkiej, wznoszące się jakby wezwaniem wzwyż, i łaska najwyższa spływająca z góry w odpowiedzi.

Ale owa łaska najwyższa działa tylko wśród prawdy i światła, a nie może działać w warunkach, które jej ciemnota i fałsz chciałyby narzucić. Bo gdyby uległa naporom i żądaniom fałszu zaprzeczyłaby sobie i zniweczyła swój własny cel.

Światło i prawda, oto jedyne a nieodzowne warunki aby Energia najwyższa mogła ku nam zstąpić; a tylko zstąpienie z górnych sfer tej ponad-myślowej Energii, a tu, w niższych roztwarcie się naszej duszy, może skutecznie rządzić i urabiać fizyczną naturę, przezwyciężając wszystkie jej opory. Musi zaistnieć całkowite, najszczersze otwarcie się duszy i poddanie się jej boskiej Potędze ( Śakti), ciągły i bezkompromisowy wybór przyjmujący świadomie zstępującą Prawdę, a odrzucający wytrwale i doszczętnie wszystko co jest jej przeciwne, cały fałsz myślowych, emocjonalnych i żywotno-fizycznych władz i pozorów, które dotąd rządzą naszą ziemską naturą.

Poddanie się nasze potędze boskiej Rodzicy powinno być całkowite i ogarnąć wszystkie czynniki i człony naszej istoty. Nie dość by uczuciowość w nas oddźwiękła, a wyższa myśl przyjęła, a nawet by subtelniejsza cząstka żywotnej natury poddała się, a „wewnętrzna” fizyczna świadomość żywo odczuła, ten Jej górny wpływ. Ani jedna cząsteczka naszej istoty, nawet najzewnętrzniejsza, nie powinna uchylać się od tego boskiego prądu; nie powinno w nas istnieć nic co się waha, ociąga, zasłania się powątpiewaniem, uchodzi w mglistość, lub szuka wybiegów, nic co by mogło podnieść się protestem, buntem, lub sprzeciwem.

Jeśli jedna część naszej istoty poddaje się ochotnie, ale inna ociąga się, pełna wahań i zastrzeżeń, i nadal trwa w dawnych nałogach, lub chciałaby swe własne stawiać warunki, to można być pewnym, że za każdym razem gdy się to dzieje sami odtrącamy od siebie najwyższą łaskę Rodzicy.

A jeśli poza naszym poddaniem się i miłością kryją się jakieś osobiste pragnienia, samolubne pożądania i żywotne impulsy; jeśli je nieświadomie łączymy lub utożsamiamy z duchowym dążeniem, chcąc je niejako narzucić boskiej Macierzy, tedy zaiste daremne jest wzywanie Jej łaski i prośba by nas przetworzyła.

Jeśli jedną cząstką naszej natury otwieramy się ku Prawdzie, a drugą wciąż zapraszamy – jak w otwarte wrota – siły jej wrogie, próżną będzie nasza nadzieja iż łaska Rodzicy w naszym sercu zagości. Chram serca musi być czysty jeśli chcemy, by go żywa wypełniła Obecność.

Jeśli za każdym razem gdy boska Potęga daje o sobie znać i Prawdę chce w naszą duszę sprowadzić, my odwracamy się od niej i na nowo tylko co wyrzucony przywołujemy fałsz, nie czyńmy przynajmniej boskiej Matce wyrzutu, że nas opuszcza; raczej sobie przypisujmy winę nieszczerej połowiczności, niedoskonałego samooddania.

Jeśli wołamy o Prawdę, a jednocześnie coś w nas woli fałsz i skłania się w arcyludzkiej ciemnocie ku nieprawdzie, lub wprost ociąga się z zupełnym jej odrzuceniem, tedy będziemy zawsze bezbronni wobec ataków i naporów wrogich sił, a łaska Macierzy oddali się nieuniknienie. Starajmy się przede wszystkim zbadać co jest w nas nieprawdą, nieszczerością i mrokiem, i odrzucajmy je ciągle z całą wytrwałością i energią; dopiero wówczas będziemy mieli prawo wołać ku boskiej Rodzicy, prosząc by przetworzyła naszą naturę.

Nie wyobrażajmy sobie ani na chwilę że prawda i fałsz, światłość i mrok, poddanie się wyższemu i samowola, mogą istnieć obok siebie w przybytku poświęconym Bogu. Przemiana musi być dogłębna i całkowita, a więc wszechstronnym i całkowitym musi też być odrzucenie wszystkiego co świętej Macierzy przeszkadza.

Odrzućmy częste a niesłuszne mniemanie, iż boska Potęga ma wszystko zrobić za nas, gdy ją o to poprosimy, nawet jeśli nie spełniamy warunków dla Jej działania koniecznych. Niech poddanie się nasze będzie pełne i całkowite, dopiero wówczas wszystko inne będzie nam dane.

Matka WszechświataOdrzućmy też wygodne a bierne oczekiwanie iż boska Macierz nawet posłuszeństwo Jej mocy Sama musi w nas wywołać. Najwyższa Rodzica żąda od nas dobrowolnego poddania, ale go nie narzuca, jesteśmy wolni, nim nie nadejdzie ostateczne przemienienie możemy zaprzeczyć Jej i odrzucić boską Moc, lub cofnąć swe samooddanie, jeśli... jesteśmy gotowi ponieść wszystkie wewnętrzne skutki takiego zaparcia się. Samooddanie nasze powinno być własnowolne i swobodne; ma być oddaniem się żywej, świadomej istoty, nie bezwolnego automatu, lub osoby martwej jak maszyna.

Bezwładna bierność jest jednokrotnie utożsamiana z prawdziwym samooddaniem, ale z bierności nic co jest mocne i twórcze nigdy się nie zrodzi. To właśnie ów bezwład bierności fizycznej natury wystawia ją wciąż na łaskę i niełaskę każdej mrocznej i antyboskiej siły. Ważne jest ochotne i radosne, a pełne mocy poddanie się działaniu boskiej EnergiiŚakti) i dobrowolnie przyjęte posłuszeństwo oświeconego ucznia Prawdy, bojownika duchowego, który niezmordowanie walczy z mrokiem i fałszem w swej wiernej służbie Pana.

To, i tylko to, jest właściwą postawą. I tylko ci którzy potrafią ją utrzymać, oraz zachować wiarę nie zamąconą żadną przeciwnością ni rozczarowaniem, przejdą zwycięsko największą próbę i zdobędą najwyższe osiągnięcie wielkiego Przemienienia.

II

We wszystkim co się dzieje i staje we wszechświecie ukrywa się Bóg. Poprzez Swoją Śakti jest obecny w każdym czynie i ruchu, trwając poza zasłoną Swej Jogi-Maji, a działając w niższej przyrodzie poprzez Dżiwę (Duszę indywidualną).

W Jodze również to On Sam jest Sadhaką i Sadhaną, czyli uczniem Jogi, a zarazem jej trudem i celem; Jego to boska Śakti, z całą swą potęgą i wiedzą, światłem, świadomością i Anandą, działa na niższą naturę gdy się ta ku Niej otwiera, zlewając w nią boskie energie, które czynią Sadhanę możliwą. Ale dopóki niższa natura jest żywa i czynna, własny wysiłek Sadhaki (ucznia) jest nieodzowny.

Ten osobisty wysiłek obejmuje trojaką pracę: dążenia, odrzucania (tego co zbędne) i poddania się boskiemu Duchowi.

Dążenie czujne, wytrwałe, nieprzerwane, stać się winno wolą duszy, gorącą tęsknotą serca, chętną powolnością uczuciowo-żywotnej natury, oraz zdecydowaną wolą otwarcia i upodatnienia całej fizycznej istoty i jej świadomości.

Odrzucanie obejmować winno wszystkie ruchy niższej naszej natury – a więc wyzbycie się dawnych myślowych nawyków, dotychczasowych koncepcji, opinii, pojęć i upodobań, tak aby wiedza prawdziwa mogła wkroczyć swobodnie i zająć należne jej miejsce, przyjęta chętnie przez umysł otwarty i cichy; zniweczenie żądz emocjonalno-namiętnościowej natury - jej pragnień, pożądań i lubieżnych zachcianek; chciwości, pychy, zachłannej wyłączności, samolubstwa, zazdrości, zawiści, żądz, bezczelności, złośliwego oporu wobec Prawdy, tak, aby istotna radość i moc mogły spłynąć z góry w uspokojoną, szeroką i silną, a uświęconą, wzruszeniową naturę; a wreszcie wyzbycie się i przezwyciężenie ułomności natury fizycznej, jej ociężałości, głupoty, uporu, lenistwa, wątpień i wahań, małości i gnuśnej niechęci do wszelakiej zmiany, wszystkich tych tamasowych cech; tak aby prawdziwa stałość światłości, mocy i Anandy mogła zapanować i w organizmie fizycznym coraz bardziej przepromienionym harmonią ducha, czyniącego coraz lepszym jego narzędziem.

Poddanie siebie i wszystkiego czym się jest i co się posiada, każdej sfery naszej świadomości i każdego jej ruchu, boskiej Rodzicy, najwyższej Śakti.

*              *              *

W miarę jak jego samooddanie i uświęcenie wzrasta uczeń staje się świadom, iż boska Śakti Sama z nim i w nim pełni Jogę, i duszę jego wypełnia coraz bardziej Sobą, utrwalając w niej wolność i doskonałość boskiej natury. Im bardziej ustala się w nim świadomość tego wewnętrznego procesu, zastępując niejako jego własny wysiłek, tym szybszym się staje jego postęp. Świadomość ta jednak nie może całkowicie zastąpić konieczności jego wysiłku, zanim samooddanie i uświęcenie nie staną się czyste, pełne i całkowite.

Pamiętajmy iż poddanie się „tamasowe” (ociężałe, bierne) przy jednoczesnym uchylaniu się od wypełniania nieodzownych warunków, a zwracające się wciąż do Boga jakby z żądaniem by zrobił wszystko za nas, oszczędzając nam samym trudu i walki, jest ułudą i samo-oszukaństwem, nie prowadzi ani do swobody, ani do doskonałości.

III

Aby iść przez życie w zbroi chroniącej nas przed wszelkim niebezpieczeństwem, przeciw trwogom, klęskom i nieszczęściom, dwie, tylko dwie rzeczy są potrzebne – a idą one zawsze w parze – łaska boskiej Rodzicy, a w nas wewnętrzny stan rzetelności, wiary i całkowitego samooddania. Wiara nasza niech będzie czysta, szczera, świeża i doskonała; bowiem wiara egoistyczna, zabarwiona w myśli i uczuciowości ambicją, pychą, próżnością, myślową arogancją, żywotną samowolą, osobistą zachcianką, pożądaniem błahych przyjemności – rozkoszy niższej natury -jest zaiste niegodna, jest jak przyćmiony dymem płomień, który nie może wznosić się równo ku niebu. Uważajmy życie nasze za dar boskiej Rodzicy, dany nam dla wykonania pewnej pracy Boga i we współdziałaniu z Nim, by wielkie Jego dzieło mogło się spełnić. Nie pragnijmy, nie prośmy o nic prócz siły, szerokości, światła, spokoju, czystości i szczęścia wyższej świadomości, oraz boskiego jej naporu ku przemienieniu naszej myśli i życia.

O nic nie prośmy, jeno o duchową, ponad-myślową Prawdę, o jej zstąpienie i urzeczywistnienie się na ziemi i w nas samych, i we wszystkich powołanych i wybranych do tego trudu; oraz o zaistnienie takich warunków, by Prawda mogła zwyciężyć wszystkie wrogie jej siły i zapanować na świecie.

A samooddanie nasze niech będzie do dna szczere i zupełne. Jeśli oddajemy siebie, oddajmy się całkowicie, bez żadnych żądań, warunków, zatajeń czy zastrzeżeń, tak, aby wszystko w nas całkowicie i bez reszty należało do boskiej Macierzy, a nic nie pozostawało dla zasilania osobowości, jaźni, ani też mogło służyć jakimś innym mocom.

Im bardziej całkowitą będzie nasza wiara, szczerość i oddanie, tym więcej łaski spłynie i otoczy nas swą osłoną. A gdy opieka Jej i łaska będą z nami, cóż może nas dotknąć? Kto może nas zastraszyć? Nawet odrobina tej łaski przeprowadzi nas bezpiecznie przez wszystkie trudności, walki i niebezpieczeństwa; otoczeni Jej opieką i obecnością możemy iść śmiało i spokojnie naprzód po naszej drodze, bowiem i ta do Niej należy; nie bacząc na wszelkie groźby, gdyż od każdej, choćby najstraszniejszej wrogiej mocy – do tego lub do niewidzialnych należącej światów – Ona, boska Rodzica nas chroni. Najlżejsze dotknięcie mocy świętej Macierzy zmienia trudności w osiągnięcia, upadki w zwycięstwa, słabości w siłę. Albowiem łaska boskiej Rodzicy posiada zawsze zatwierdzenie Najwyższego, więc dziś czy jutro ale zwyciężyć musi, jest to rzeczą pewną, nieodpartą, przeznaczoną.

IV

Pieniądze są widzialnym wyrazem pewnej energii działającej we wszechświecie; w swym przejawieniu na ziemi działa ona w sferze namiętnościowej i fizycznej i jest konieczną dla pełni rozwoju zewnętrznego życia. W pochodzeniu swym i pierwotnych założeniach, jak i prawdziwych zadaniach, należy do Boga. Ale podobnie jak i inne do Boga należące potęgi i władze posłane w nasz świat, może być przywłaszczona przez niższą naturę i w ciemnocie jej obrócona na użytek niskiej osobowości człowieka, lub też opanowana przez Asury (demonowe moce) dla ich własnych celów, spaczona i splugawiona. Jest to jedna z trzech sił – władza, bogactwo i płeć – które mają największy czar i moc przyciągania dla niższej natury człowieka, jak i dla demonowych (Asurowych) sił; jest też ona najczęściej, a nawet powszechnie nadużywana; ludzie którzy ją w znacznej ilości zagarniają, używają jej zazwyczaj destrukcyjnie i źle. Ci którzy gonią za bogactwem i posiadają je, są najczęściej raczej posiadani przez nie, czyli są jego niewolnymi sługami, a nie swobodnymi właścicielami; stosunkowo niewielu umie uniknąć deprawującego wpływu jaki jest dziś nieodłączny od pieniędzy, dzięki piętnu jakie na nich wycisnęły Asurowe siły, od tak dawna trzymające je w swej władzy.

Dlatego to większość przepisów Jogi i wskazań dla duchowego życia, tak silnie podkreśla potrzebę zupełnej bezinteresowności, samoopanowania i wyrzeczenia, zwłaszcza w tej dziedzinie; oraz konieczność uwolnienia się nie tylko od przywiązania, ale nawet od najlżejszego przyciągania dostatku, zbytku, wygody, oraz wyzbycia się osobistych pragnień wszelkiego posiadania. W wielu Zakonach i zrzeszeniach wyklęto nawet całkiem pieniądze, a ubóstwo i zmniejszenie do minimum swych fizycznych potrzeb stawia się jako warunek, uważając, iż życie jak najbardziej proste i skromne jest do rozwoju duchowego konieczne.

Ale skrajność taka jest błędem, bowiem pozostawia dużą siłę i władzę jaką dają bezsprzecznie pieniądze, złym i destrukcyjnym mocom. Odebrać je i oddać z powrotem prawemu właścicielowi – boskiej Rodzicy – używając ich nie tylko dla godziwych, ale dla boskich celów, tj. rozszerzania się życia duchowego na ziemi – oto prawdziwie duchowy cel i zadanie ucznia.

Nie należy ani odrzucać – jak to czynią asceci - szerokich możliwości i użytecznych przedmiotów jakie dają pieniądze, ani też żywić namiętnego (radżasowego) do nich przywiązania, lub poddawać się niewolnie zaspakajaniu wszelkich osobowych zachcianek, co one oczywiście znacznie ułatwiają. Uważajmy pieniądze po prostu jako pewną siłę, którą należy odebrać złym mocom i zdobyć z powrotem dla świętej Rodzicy, poświęcając ją Jej służbie.

Wszystkie bogactwa ziemi do Boga należą, a ci którzy je czasowo posiadają są jeno włodarzami, a nie właścicielami; dziś są one w ich rękach, jutro mogą się znaleźć w innych. Wszystko zależy od tego jak wywiązują się z powiernictwa, w jakim duchu zarządzają powierzonym dobrem, na ile świadomie i na jakiego rodzaju cele je użytkują.

W naszym osobistym stosunku do pieniędzy, uważajmy wszystko co posiadamy lub możemy zdobyć, za własność boskiej Rodzicy. Nic nie żądajmy, lecz przyjmujmy to, co posyła i używajmy dla celów przez Nią wyznaczonych. Bądźmy bezinteresowni, skrupulatni, staranni we wszystkich szczegółach, ściśli w rachunkach, jak dobrzy włodarze i powiernicy; pamiętając zawsze, że nie swoim a Jej zarządzamy dobrem. A z drugiej strony wszystko co nam posyła składajmy ze czcią u Jej stóp, nie marnując nic dla czysto osobistych, egoistycznych celów, swoich czy cudzych.

W stosunku do ludzi nie pozwólmy nigdy, aby nam imponował ich majątek, stanowisko, władza, wspaniałe pozory, czy wpływy. A jeśli zwracamy się do ludzi prosząc o środki dla Jej pracy, starajmy się odczuwać żywo że to Ona przez nas żąda odrobiny tego, co do Niej należy, a człowiek do którego zwracamy naszą prośbę sam sobie wystawi dobre lub smutne świadectwo, zależnie od tego jak na nią zareaguje.

Jeżeli sami jesteśmy wolni od skalania pieniądzem, ale i od ascetycznie przesadnego od nich uchylania się, na pewno zdobędziemy wkrótce więcej sposobności i więcej sił i umiejętności zarządzania nimi dla pracy boskiej Rodzicy. Oznaką swobody w tej dziedzinie jest spokój i równowaga, brak pożądań, całkowite poświęcenie tego co posiadamy i co możemy zdobyć lub otrzymać, jak i wszystkich swych zdolności boskiej Macierzy – Śakti. Lecz każdy niepokój, lub dojmująca troska w związku z pieniędzmi, i ich użyciem, każde żądanie, pretensja, lub zazdrość, są nieomylnym wskaźnikiem jakiejś w tej dziedzinie niewoli i niedoskonałości.

Idealny pod tym względem Sadhaka – uczeń – nie odczuje cierpienia jeśli mu przyjdzie żyć w ubóstwie, niemal w nędzy, nie odbije się to ani na jego wewnętrznym usposobieniu, ani pełni życia jego duchowej świadomości; ale jeśli mu się zdarzy znaleźć się w dostatku, nie utraci również ani na chwilę swej równowagi i nie rozwinie się w nim pożądliwość lub przywiązanie do zbytku, czy też codzień używanych przezeń przedmiotów, nie pofolguje swej niższej naturze, ani popadnie w nałogi, które tak często wśród dostatków się krzewią. Wola najwyższa i boska Ananda są dlań wszystkim i nic ich przysłonić nie może.

W świecie i budowie społecznej opartej na ponadmyślowej twórczości, siła wyrażająca się w pieniądzach będzie z powrotem oddana we władanie boskiej Rodzicy, a używana – w duchu piękna, harmonii i prawdy – dla wyposażenia przemienionego emocjonalnego i fizycznego człowieka; dla wprowadzenie harmonii w to nasze ziemskie istnienie, wedle sposobów jakie boska Rodzica Sama wyznaczy, widząc je w Swej twórczej wizji. Ale wpierw trzeba tą siłę pieniądza wywalczyć, odebrać Asurowym mocom i przywrócić władaniu boskiej Macierzy. A ci z nas będą w tej walce najsilniejsi i do zwycięstwa najbardziej powołani, którzy już dziś są w tej dziedzinie szerocy a mocni, wolni od egoizmu osobowości, oddani całym sercem Prawdzie – bez wahań ni zastrzeżeń – stanowiąc mocne, przejrzyste narzędzia dla prądu najwyższej Potęgi.

V

Chcąc się stać prawdziwymi robotnikami w boskim warsztacie, trzeba nam przede wszystkim uwolnić się od wszelkich pożądań i poczucia ważności naszego „ja”. Całe nasze życie winno się stać ofiarowaniem Najwyższemu, a jedynym celem naszej pracy – Jego służba; a więc mamy przyjmować, wypełniać, i wykonywać Jej wolę, jako przewodnik objawiający w czynie moc Rodzicy. Musimy tak wzrosnąć w boską świadomość i z nią się zjednoczyć, by nie było żadnego oddalenia, żadnej różnicy pomiędzy naszą a Jej wolą; aby jedyną pobudką naszych działań był Jej impuls w nas, a czyn każdy Jej świadomym dziełem w nas i poprzez nas.

A dopóki nie stać nas jeszcze na takie całkowite, a dynamiczne zjednoczenie i utożsamienie się z Nią, starajmy się uważać siebie za duszę i ciało stworzone dla Jej służby, i czynić rzecz każdą w Jej imię i dla Niej. Jeśli nawet pojęcie naszej odrębności i poczucie iż my sami działamy i pracujemy, jest w nas silne, powinniśmy każdy nasz czyn Jej poświęcać. Przywiązywanie dużej wagi do osobistego wyboru, szukanie własnej korzyści, oczekiwanie rezultatów swych trudów, zastrzeganie sobie jakichś praw, wszystko to tylko zasila naszą pychę, i musi być doszczętnie wykorzenione z naszej natury. Powinno też zniknąć pożądanie nagrody, chęć nawet widzenia owoców swej pracy; jedynym naszym celem ma być wykonywanie pracy miłej naszej boskiej Matce, a jedyną nagrodą rozszerzanie się w nas wyższej świadomości, oraz wciąż zwiększające się – spokój, moc i szczęście. Radość służenia i wewnętrznego wzrostu poprzez czyn, oto dostateczna a największa nagroda dla bezinteresownego pracownika.

Lecz przyjdzie czas gdy będziemy coraz silniej czuć iż jesteśmy jeno narzędziem, a nie własnowolnie działającym robotnikiem. Gdyż najpierw moc naszego samooddania tak nas zbliży, a kontakt duchowy z boską Rodzicą zacieśni, iż wystarczy w każdej chwili myślą ku Niej się wznieść, wszystko składając w Jej ręce, by odczuć Jej bezpośredni rozkaz, impuls, lub kierownictwo; wyraźną wskazówkę co i jak czynić należy i jaki może z tego być skutek. A po pewnym czasie staniemy się świadomi że boska Śakti nie tylko natchnienie i rozkazy nam zsyła, ale zarówno zapoczątkowuje, jak prowadzi dalej, i wykonywa cała naszą pracę, że każdy nasz ruch i działanie od Niej pochodzą, wszystkie nasze władze i zdolności do Niej należą; życie nasze, umysł, dusza, ciało, są dobrowolnymi i w swej radości ochotnymi narzędziami Jej działań, przewodnikami, przez które Jej moc przejawia się w fizycznym świecie, żywymi pionkami w Jej twórczej, boskiej zabawie. A nie istnieje stan szczęśliwszy nad to poczucie zjednoczenia i uzależnienia naszego życia od Niej, bowiem przyjmując tą zależność przekraczamy granicę, która dzieli zwykłe życie walki, ciemnoty i troski, od życia w swobodzie i prawdzie naszej duchowej istoty, od jej głębokiego pokoju i niezmąconej Anandy (szczęśliwości).

Podczas tego procesu przemiany, jest bardziej niż kiedykolwiek konieczne utrzymanie czystości wewnętrznej, całkowitej bezinteresowności, bez skażenia jej przewrotnością egocentryzmu. Niech żadne osobiste pragnienie, ani prośba nie kalają czystości naszej ofiary i samooddania. Ani lubowanie się wykonywaną pracą, ani oglądanie się na jej rezultaty, czy też stawianie jakichkolwiek warunków lub życzeń, ani chęć posiadania Potęgi, która na odwrót ma nas posiąść i wziąć sobie na własność, ani samozadowolenie, iż oto staliśmy się Jej narzędziem, więc zarozumiała próżność, nic z tego nie powinno zakraść się w duszę, by nie skalać naszej poświętnej ofiary. Nie dozwólmy by jakakolwiek myśl lub uczucie pochwyciły i spaczyły dla własnego zadowolenia, choćby odrobinę tych wielkich energij, które działają w nas i przez nas. Wiara nasza, rzetelność i czystość dążenia, niech będą tak całkowite, by przeniknęły wszystkie strefy, warstwy i cząstki naszej istoty, a wówczas wszelkie nieharmonijne czynniki, wszelkie wypaczające prawdę tendencje, poczną znikać z naszej natury.

A okres ostatni, już doskonały, nadejdzie gdy zjednoczenie nasze z boską Rodzicą stanie się pełne i całkowite, gdy nie potrafimy już czuć siebie jako odrębną indywidualną istotę, jako oddzielne narzędzie, pracownika czy służebnika, a będziemy się jeno czuli Jej dzieckiem, odwieczną a nieodłączną cząstką Jej energii i świadomości. Wówczas Ona będzie w nas nieustannie, a my w Niej; naszym prostym codziennym doświadczeniem będzie, iż czyn nasz i ruch i myśl, a nawet sam oddech, od Niej pochodzą i do Niej należą, są Jej własne. Poznamy i przeżyjemy do dna pewność, iż tak istotę naszą, jak i moc, Ona stworzyła i ukształtowała; Ona ze Siebie je wyłoniła, iż jesteśmy z Niej pochodzącą i ku Jej własnej „zabawie” uzewnętrznioną istnością, a przecie na wieki bezpiecznie trwającą w Jej łonie; byt z Jej bytu, świadomość z Jej świadomości, energia z Jej energii, Ananda z Jej wieczystej, ekstatycznej Anandy. Gdy osiągniemy pełnię tego stanu, a Jej wysokie duchowe energie swobodnie przez nas popłyną, wówczas zdobędziemy doskonałość w bożych pracach; wiedza, wola i czyn staną się niezawodne, proste, świetliste, samorzutne i nieskazitelne, od Najwyższego płynące; będą boskim ruchem Wieczystego Ducha.

VI

Cztery Moce Pramacierzy są zarazem czterema Jej Obliczami, czterema odrębnie i wybitnie zarysowanymi Jej Postaciami, a każda z nich jest częścią Jej samej, bezpośrednim wcieleniem Jej bóstwa. Przez nie to wpływa Ona na wszelkie stworzenie, rządzi, ładzi i harmonizuje, kieruje działaniem swoich tysiącznych energij. Albowiem Pramacierz choć jest jedna jedyna, jawi się naszym oczom w swych wielorakich, a odrębnych Postaciach; liczne są Jej moce, „ Osoby”, emanacje, rzuty Jej świadomości, jak i Wibhuti (przewodniki) które pełnią we wszechświecie Jej pracę.

Ta, którą wielbimy jako Pra-Rodzicę, jest boską świadomą Energią (Śakti), wznoszącą się wszechwładnie ponad wszelkim istnieniem, a zarazem w każdym stworzeniu obecną; jedna jedyna, a przecie tak wielostronna, o tak różnorodnych działaniach, iż nawet najszybsza myśl, najszersza, najbardziej niezależna i dalekowidząca inteligencja nie zdoła śledzić Jej ruchów i działań. Pramacierz jest świadomością i energią Najwyższego, więc wznosi się ponad wszystko co Sama tworzy. Ale coś nie coś z tajemnych Jej szlaków i dróg możemy poczuć i odkryć poprzez Jej wcielenia, poprzez bliższe nam i bardziej uchwytne – gdyż ujęte w bardziej określone formy i granice – boskie Jej Postacie, Oblicza, w których raczy zstępować i chętnie się objawiać wszelkiemu stworzeniu.

Trzy są odmiany bytu Pramacierzy, których stajemy się świadomi gdy wchodzimy w głęboko jednoczący kontakt z tą Rozumną Potęgą, która i nas i wszechświat cały utrzymuje i żywi.

Śakti przedwieczna, przenajwyższa, pra-pierwotna, która trwa ponad wszelkim przejawionym światem, jako łącznik pomiędzy wszechstworzeniem, a wieczyście nie objawioną tajemnicą Jedynego.

Druga to Śakti kosmiczna, powszechna, stwarzająca jako Maha-Śakti całą tę wielorakość istnień i tworów; która Sobą ogarnia, przenika, utrzymuje, rządzi i prowadzi całą tę niezliczoną mnogość procesów kosmicznych, prądów, energij, przemian, wszystkich istniejących światów.

Trzecia to Śakti indywidualna, która uosabia i przejawia potęgę obu swych poprzednich, bezkresnych i niepojętych Postaci, czyni je dla nas bliskimi i pełnymi życia, stając się Sama niejako Pośrednikiem pomiędzy człowiekiem a boską Naturą.

Jedyna, pra-pierwotna, wszystko przewyższająca Pramacierz, najwyższa Śakti, trwa ponad wszechświatem, ogarniając Swą przedwieczną świadomością, w nienaruszalnej, niezmąconej jedni, Boskość najwyższą. Ona jedna piastuje absolutną Potęgę i ponadsłowną Obecność; zawiera w Sobie prawdy, które mają być objawione, a wyprowadzając je z tajemnicy, która je spowijała, w światłość swej niezmiernej świadomości, nadaje im formy energij, a w swej wszechpotężnej mocy i swym nieograniczonym życiu, nadaje im kształt uchwytny, na wielkim teatrum widzialnego wszechświata.

Najwyższy Jedyny objawia się w Niej jako nieprzemijający Sat-Czit-Ananda. Przez Nią też przejawia się we wszystkich światach jako dwój-jednia świadomości – Iśwara-Śakti; (Bóg i Jego przedwieczna Energia stwórcza), oraz dwoista wszystkiego podstawa pierwiastek Purusza-Prakriti, przez Nią wcielany w światy i sfery, w bogi, duchy i ich energie (Śakti); przybierające – dzięki Niej – kształty i formy i wyrazy wszystkiego cokolwiek istnieje w znanych nam światach i w bezmiarach innych, których nie znamy.

Wszechogół zjawionych światów jest Jej grą, Jej zabawą z Najwyższym, jest objawianiem misteriów Przedwiecznego, niezgłębionych cudów Nieskończonego. Wszystko jest Nią, czy też Ona wszystkim, bowiem nie ma takiej rzeczy która by nie była cząstką boskiej Świadomości-Energii. Nic nie może się dziać, ni stawać, tu czy gdziekolwiek bądź we wszystkości światów, czego Ona nie postanowi, a Najwyższy nie zatwierdzi; nic nie może przybrać kształtu, czego Ona – za impulsem tajemnym Najwyższego – nie pocznie w Swej twórczej wizji, i nie stworzy, rzutując je wpierw ziarnem żywotnym pierwowzoru, we wszechtwórczą swoją Anandę.

Druga Jej Postać – Maha-Śakti – Macierz wszechrzeczy, urabia i wypracowuje wszystko co Jej owa najgórniejsza Postać Świadomości przekazuje od Przenajwyższego; sama wchodzi i przenika wszystkie sfery swego stworzenia; obecność Jej wypełnia je bożym tchnieniem, wszech-utrzymującą siłą i radością istnienia, bez których nie mogłyby istnieć. To, co zwiemy Przyrodą lub Prakriti, jest jeno najbardziej zewnętrzną, wykonawczą Jej Postacią; rządzi Ona, ładzi i harmonizuje wszelkie energie i procesy kosmiczne, kieruje zjawiskami przyrody, zapoczątkowuje i pobudza wszystkie jej działania; i – tajemna lub objawiona – krąży wśród nich sama, obecna w rzeczy każdej, którą można ujrzeć, odczuć, doświadczyć, lub w ruch życia wprowadzić.

Każdy z niezliczonych światów jest jeno przejawem boskiej gry, „zabawy” Mahaśakti tego systemu, czy układu; Ona to jest jego duszą i indywidualnością, przedstawiając w nim najwyższą Pra-macierz kosmiczną. Każdy z systemów jest takim, jakim go Ona ujrzała w swej wizji, jakim wypiastowała w swym sercu, w pięknie i potędze i w byt powołała swą Anandą.

Liczne są sfery Jej twórczości, liczne szczeble Jej przejawienia. U szczytu zjawy kosmicznej – której drobną cząstkę stanowi nasz świat – istnieją inne światy, nieskończonego, bezgranicznego bytu i świadomości, energii i szczęśliwości, a nad nimi unosi się i trwa Rodzica w całym swym majestacie, jako przedwieczna, w pełni swej objawiona Potęga. Wszystkie istności tej sfery żyją tam i trwają w niewymownej pełni, w niczym nie zamąconej jedności, bowiem Ona je w swych ramionach piastuje na wieki.

Nieco bliżej nas rozciągają się sfery doskonałej, ponadmyślowej twórczości, w których Macierz przejawia się jako duchowa Mahaśakti, potęga boskiej wszechwiedzącej Woli i wszechmocnej Mądrości, zawsze widzialnej w swych nieomylnych dziełach, samorzutnie i prosto doskonałej w każdym zjawisku. Tam wszystkie ruchy są stopniami, czy też szczeblami prawdy; a wszystkie istoty to dusze, duchy, moce i kształty świetliste, bożego światła cząstki i wyrazy; tam wszystkie doznania to fale, strumienie, potopy, oceany, najwyższej szczęśliwości. Ale ten świat gdzie dziś przebywamy, to sfery myśli, życia i fizycznego istnienia oddzielone w świadomości od swego Źródła, którego ziemia nasza jest przecie ważnym i doniosłym ośrodkiem, a jej ewolucja trudnym i krytycznym procesem. Ale i ten świat, z całą swą walką i mrokiem i niedoskonałością, jest również utrzymywany i żywiony przez Macierz wszechśwatów; Ona to, Mahaśakti – kieruje go swą mocą, i niemal „przemocą” przynagla go w dążeniu ku jego tajemnym celom i przeznaczeniom.

Pramacierz, jako Mahaśakti naszego troistego świata niewiedzy, przebywa w sferze pośredniej – ponadmyślowej – rozciągającej się pomiędzy sferą światłości Ducha, prawdy życia, i istotnej twórczości – które mają być sprowadzone tu, niżej, na ziemię – a hierarchią wznoszących się i zstępujących planów świadomości, co na kształt podwójnej drabiny spadają w ciemność i niewiedzę materii, i z powrotem ku swemu Źródłu się wznoszą, przez rozkwitanie życia, duszy i myśli, w nieskończoność Ducha. Wyznaczając wszystko co ma zaistnieć i stać się we wszechświecie i w naszej ziemskiej ewolucji, wedle tego, co w swym dalekowidztwie uczuciem ogarnia i na zewnątrz ze Siebie rzutuje, i zasila prądami swej energii, boska Rodzica trwa tam, w górze, ponad bogi i anioły się wznosząc, a wszystkie swe moce rzuca naprzód, w działanie; wysyła w te niższe sfery ich promienie, by pośredniczyć, walczyć, rządzić, zdobywać, zwyciężać, przewodzić i obracać ich cykle; by kierować wszystkością, jak i indywidualnymi drogami ich energij. Owe Jej emanacje, czy promienie, to liczne boskie Oblicza, Postacie, „ Osoby”, w których ludzkość od wieków Ją czciła, pod imion różnych mnogością. Ale przysposabia Ona też i kształtuje, poprzez te moce swoje i ich promienie, umysły i ciała swych „ Wibhuti” (przewodników), podobnie jak przysposabia i kształtuje umysłowości i ciała dla Wibhuti Iśwary – aby móc przejawić w fizycznym świecie i pod osłoną – maską – człowieczej świadomości, coś niecoś ze swych cech, potęg i obecności.

Wszelkie obrazy i sceny ziemskiej gry, są jako dramat olbrzymi, poczęte, ułożone, reżyserowane przez Nią – przy współudziale bogów kosmicznych – a Ona Sama także występuje jako ukryty aktor.

Pramacierz nie tylko rządzi wszystkim od góry, ale i Sama schodzi w ten niższy, troisty świat. Bezosobiście wszystko co tu istnieje – nawet działania niewiedzy – to Jej własna moc, Ona Sama, w Swej utajonej, przysłoniętej postaci; są one Jej tworem, choć w zmniejszonej istotności; są Nią jako ciało Przyrody i jej energie; istnieją tylko po to, by za impulsem tajemniczego „stań się” Najwyższego, wyjawić coś z tkwiących w nich możliwości Nieskończonego. Dlatego to boska Rodzica zgodziła się przyjąć tę wielką ofiarę i przybrać na się, jako maskę, tą treść i formy niewiedzy.

Ale i osobiście raczyła Ona zniżyć się, zstąpić tu, w mrok, aby zmienić go w Światłość; w fałsz i błąd, aby je w Prawdę przetworzyć; w martwotę, by ją w boskie przeobrazić Życie; w tę mękę świata z jego uporczywą udręką i troską, aby im koniec położyć, w przetwarzającej wszystko ekstazie swej wzniosłej Anandy. W swej wielkiej, macierzyńskiej miłości dla swych dzieci, zgodziła się przywdziać ten płaszcz ciemności, co niewidzialną Ją czyni; raczyła przystać na napory i męczące ciśnienia sił mroku i fałszu, znoszonych by przejść przez bramę narodzin, co są raczej śmierci podobne; oraz wzięła na Siebie wszystkie rozdarcia bólów i cierpień stworzenia, bowiem tylko tym sposobem mogła je unieść w światło, radość i Prawdę wieczystego Życia. Tę wielką Ofiarę zwie się nieraz ofiarą Puruszy – Ducha; ale jest to stokroć głębiej niezmierną ofiarą Prakriti – boskiej Pramacierzy.

Cztery wielkie Postacie Rodzicy, cztery Jej Potęgi naczelne, objawiały się zawsze w Jej rządzeniu naszym światem, w kierowaniu tą Jej „grą” na naszej ziemi. Jedna Jej Postać – to bezmierna, prawie nieruchomo cicha szerokość, wszechogarniająca mądrość, spokojna dobrotliwość, współczucie bez granic, majestat przemożny i wszechwładna wielkość.

Druga przejawia Jej potęgę i wspaniałą siłę, rozmach i lot, nieodpartą moc żywiołu; Jej chyżość bitewną i wolę wszechwładną. Jej gwałtowną szybkość i świat wstrząsającą w posadach mocarność; to Bojownik i Wódz.

A trzecia jest żywa i słodka i cudowna w Swej głębokiej tajemnicy przejmującego piękna i czaru niewypowiedzianej harmonii i rytmu, w Swej bogatej, szczodrobliwej a subtelnej obfitości darów; zachwycająca swym niewymownym urokiem i przedziwnym, ponadsłownym wdziękiem.

Czwarta wyraża wspaniałą zdolność ścisłej, głęboko przenikliwej wiedzy, niezawodnej dokładności w pracy, nieskazitelności wykonania rzeczy każdej, spokojnej równowagi, doskonałego umiaru.

Mądrość, Moc, Harmonia i Doskonałość – oto cztery potęgi, które te Rodzicy Postacie sprowadzają na świat, oraz przejawiają pod ludzkim przebraniem, jakoby pod maską, w swych Wibhuti i utrwalają w boskim, a coraz wzrastającym stopniu, w każdym, kto zdoła otworzyć się całą swą ziemską naturą na bezpośrednią i żywą łaskę Macierzy. Cztery wielkie im nadajemy imiona: Maheśwari, Mahakali, Mahalakszmi i Mahasaraswati.

Królewska, mocarna Maheśwari trwa w bezmiarach ponad rozumem i wolą, wznosząc je i rozszerzając we wzniosłość bezkresnej mądrości, albo prześwietlając potopem jasności z najgórniejszych stref. Albowiem Ona to jest tym wszechmajestatem potęgi i wszechwiedzy, który otwiera naszą duszę na nieskończoność kosmiczną i bezmiary Ducha i otwiera przed nami majestat najwyższej Światłości i skarbiec twórczej wiedzy i nieogarnione ruchy przedwiecznych energij. Wspaniałą jest w swym niezmąconym spokoju, w szerokiej, niezmiernej wielkości, a przedziwnej ciszy. Nic nie może Jej spokoju naruszyć, bowiem wszechmądrość jest Jej naturą; nic nie może się przed Nią ukryć, jeśli zechce to widzieć; nic nie może Jej być nieznane, nic niewiadome; przenika rzecz wszelką i wszelką istotę; ich naturę, działania, ruchy i pobudki; zna na wskroś prawa świata i wszelki wypełnień czas i jak się wszystko działo, i jest, i ma być.

Jest w Niej moc co nad wszystkim panuje; nikt nie może się ostać Jej niezmiernej a nieuchwytnej mądrości, Jej potędze spokojnej a niezwalczonej. Równa, cierpliwa, niewzruszona w Swej woli, czyni z ludźmi wedle ich natury, a ze zjawiskami wedle sił i prawdy jaka się w nich kryje. Najlżejsza stronność jest Jej nieznana; idzie zawsze za wyrokiem Najwyższego i jednych wznosi, a drugich oddala od Siebie i strąca w mrok. Rozumnym udziela jeszcze większej, promienniejszej mądrości, a tych co dalekie, jasne mają widzenie, do rady Swojej dopuszcza; nienawidzącym śle niechybne skutki ich nienawiści, a ciemnych i w głupstwie zaślepionych prowadzi wedle ich ślepoty. W każdym człowieku inaczej kieruje odmiennymi czynnikami jego natury; zależnie od ich potrzeby, impulsu, oraz reakcji jaką same wywołują, poddaje owe cechy odpowiedniemu ciśnieniu, albo pozo stawia je własnej upodobanej swobodzie i samowoli człowieka, niechże się w nim plenią w mroku niewiedzy, lub niech ginie on sam. Nic Jej nie ogranicza, do niczego w całym wszechświecie nie jest przywiązana, niczym nie uwarunkowana.

A jednak serce Jej to zaprawdę serce Wielkiej Matki wszechświata. Współczucie Jej jest bez miary ni granic, niewyczerpalne poprzez wieki; każdy jest Jej dzieckiem, cząstką Jedynego – i Asura, i Rakszasa, i Pisacza, i źli i zbuntowani. Nawet gdy odtrąca, to tylko na pewien czas, nawet kara z Jej rąk jest łaską. Lecz nigdy współczucie nie zaciemnia Jej sądu, ni wiedzy, ani może odwrócić od wyznaczonego czynu, bowiem troską Jej największą jest Prawda rzeczy każdej; a mądrość rdzeniem Jej potęgi, a największym celem Jej trudu i powołania jest ukształtowanie naszej duszy i natury w boskość Prawdy.

Mahakali to zgoła inna, odmienna Jej Postać. Nie szerokość i w górę wystrzelająca wyniosłość, i nie mądrość, a moc, siła, władczość – oto Jej potęgi naczelne. Żyje w Niej nieustanne, przemożne napięcie energii, potężna żywiołowość mocy, rzut zdobywczy, waleczny, bojowy, boska gwałtowność w impecie znoszącym każdą przeszkodę i każdą granicę. Cała Jej boskość wystrzela potęgą wspaniałości, wybucha burzą mocarnego czynu. Nic się Jej ostać nie może.

Rzuca Swą obecność wszędzie tam, gdzie jawi się błyskawiczny czyn, żywy, bezpośredni chwyt, chyży jak piorun cios, uderzenie natychmiastowe, najprostsze, atak otwarty i nagły, co wszystko zmiata przed sobą. Dla Asurów oblicze ma straszliwe; nieubłaganą jest i groźną dla tych, co są boskości niechętni. Mahakali to wielki światów Wojownik, żywiołem Jej – bitwa.

Nigdy nie wybacza niedołęstwa, karci surowo wszelkie lenistwo i gnuśność, upór i ciemnotę. Jej straszliwy gniew jak piorun święty, spada na przebiegłość, obłudę, fałsz; a tępą nienawiść miażdży Jej chłosta płomienna. Nie znosi niemrawej obojętności, niedbałej gnuśności w boskiej pracy; wstrząsem, uderzeniem i bólem budzi z drzemki opieszałych i gnuśnych.

Impulsy szybkie, szczere, jak strzała proste, rzuty bezpośrednie i absolutne, wzloty jak płomień wznoszące się wzwyż – oto ruchy Mahakali. Duch Jej bezkresny, ponadczasowy, wola potężna, widzenie dalekie i górne, jak lot orła; stopy Jej chyże i lekkie na stromych szczytowych ścieżynach, a ręce wyciągnięte ku ludziom, gotowe w każdej chwili do ciosu, jak i zbawczego ratunku. Bowiem i Ona jest macierzyńską najgłębiej, a miłość Jej jest równie płomienna jak gniew; a dobroć bezdenna i namiętna.

Jeśli pielgrzym szukający Prawdy, dopuści w swe życie Jej moc, w jednej chwili zmiata Ona wszystkie przeszkody, unicestwia słabość, która go unieruchamiała, powala wrogów, z którymi nie mógł dać rady. Gniew Jej jest straszny dla nieprzyjaciół; intensywność nacisku bolesna dla słabych, niemrawych i gnuśnych; ale ludzie silni i wielcy miłują i wielbią Ją ponad wszystko, albowiem wiedzą, iż ciosy Jej kują oporny materiał ich natur w prawdę doskonałą; krzeszą w nim moc i wielkość, odrzucając, jak młota uderzeniem potężnym, wszystko co słabe i marne, nieczyste, ułomne. To, czego Ona dokonywa w dzień jeden, bez Niej zajęłoby wieki.

Ananda bez Niej, choć szeroka, miękka, słodka i piękna, utraciłaby całą swą rozkosz płomienną i radość absolutnej żarliwości. Wiedzy nadaje Ona potęgę zdobywczą; gorącym pięknem i mocą harmonii znaczy trud wspinania się na szczyty; a powolny i żmudny wysiłek ku doskonałości staje się impetem o zestokrotnionej sile i skróconej drodze, pod dotknięciem Jej ręki.

Nic nie może Jej zadowolić, co nie wznosi się do najwyższej ekstazy, do najgórniejszych wyżyn, najszlachetniejszych rozmachów, najszerszych i bezkresnych wizji. Toteż zwycięska moc Boga działa przez Nią wciąż i tylko dzięki łasce Jej promieni i namiętnego pędu, dokonać się może osiągnięcie najwyższe dziś, teraz zaraz, a nie kiedyś, w dalekiej przyszłości.

Mądrość i Moc nie są jedynymi przejawieniami boskiej Rodzicy, istnieje jeszcze subtelniejsza tajemnica Jej natury, a bez niej i mądrość i moc byłyby niepełne, a sama doskonałość nie byłaby doskonała. Oto ponad nimi wznosi się cud wieczystego Piękna, nieuchwytne misterium boskich harmonii, wszystko zniewalająca magia niewymownego czaru, oraz powszechnego przyciągania, które łączy i razem utrzymuje atomy, cząsteczki, pierwiastki, energie, istoty, we właściwych stosunkach i odległościach; co splata je i zbliża i jednoczy, aby ukryta w nich Ananda objawiła swą nieśmiertelną grę spoza tajemnej zasłony i rytmy im swoje nadała i kształty. Jest to potęga najdroższej sercu istot żywych postaci boskiej Śakti – na imię Jej –  Mahalakszmi.

Maheśwari może się zdawać zbyt wielką i nieruchomo spokojną, odległą i niedostępną dla małości naszych natur, byśmy śmieli swobodnie do Niej się zbliżyć i mogli Jej wielkość ogarnąć. Mahakali zbyt potężną i gwałtowną dla naszej słabości, prawie nie do zniesienia w swym pędzie; ale z miłością i tęsknotą zwraca się każdy do Mahalakszmi. Ona to rzuca upajający czar boskiej słodyczy; zbliżyć się do Niej to poznać bezgraniczną szczęśliwość, a gościć Ją w swym sercu – to zmienić życie w nieprzemijający zachwyt i cud. Niewymowny wdzięk, czar, tkliwość, płyną od Niej potokiem promieni, jak światłość słońca. Gdziekolwiek padnie Jej przedziwne spojrzenie, tam duszę ogarnia radość przemożna i zniewalająca i porywa ją w bezdenny ocean szczęścia. Dotknięcie Jej rąk jest miękkie i magnetyczne, delikatne a tajemne; wysubtelnia myśl, udostojnia życie, lot nadaje uczuciom, przepromienia ciało; gdziekolwiek stanie lekką stopą tam wystrzela strumień, niezmiernej, pełnej zachwytu Anandy.

A jednak nie łatwe jest sprostać wymaganiom tej czarodziejskiej Potęgi, ani też wytrzymać Jej obecność. Harmonia i piękno myśli, duszy i ciała, uczuć i pragnień, harmonia i piękno w czynie i w ruchu każdym, harmonia i piękno życia, otoczenia, całej zewnętrzności – oto Jej wymagania. Gdzie jest powinowactwo i bliskość rytmom tajemnej sfery szczęśliwości, i oddźwięk na żywy zew Wszechpiękna, gdzie jest zgoda i jedność i radosny, prosty pęd wielu żyć w boskość – tam chętnie przebywa. Lecz wszystko co jest brzydkie, marne, pospolite, co jest ordynarne, brudne i plugawe, brutalne i nędzne – oddala Ją nieodwołalnie, i wszelką Jej obecność uniemożliwia. Tam gdzie miłość i piękno są nieobecne, lub pojawiają się niechętnie i rzadko, tam nie przychodzi Ona nigdy; a gdzie są spaczone, skalane niższymi elementami, tam jawi się na chwilę i zaraz się oddala, nie darząc hojnością swych skarbów. Jeśli znajdzie się w ludzkim sercu wpośród nienawistnej zazdrości, niechęci, samolubstwa czy chaosu, tarć i dysharmonii; jeśli jad przebiegłości i żądzy wsącza się w boski trunek Jej świętej czary, a brutalność namiętności i niższych pragnień kala czystość żarliwości i samooddania, ta jasna a najłaskawsza Pani z serc takich ucieka. Ogarnia Ją boskie obrzydzenie i cofa się natychmiast, bowiem nigdy nie nastaje i nie narzuca Swej obecności. Albo też przysłaniając Swe oblicze czeka cierpliwie zanim ów gorzki, zabójczy jad zniknie, by mogła na nowo posłać Swój radosny, dobroczynny wiew.

Ascetyczna twardość i nagość surowa są Jej obce, równie jak i tłumienie głębszych wzruszeń serca, i wtłaczanie gdzieś w podświadome uczuć i tęsknot duszy, i niweczenie piękna życia. Bowiem przez miłość i piękno zarzuca Ona Swą boską sieć na człowieka i bierze go w Swój nadziemski jasyr. Życie w Jej najwyższej twórczości zmienia się w przebogate dzieło sztuki nadludzkiej, a całe istnienie w poemat najświętszej szczęśliwości i zachwytu. Gromadzi dostatki i bogactwa, układając je wciąż w najwyższą harmonię i ład; najzwyklejsze, najprostsze przedmioty znaczy niewymownym wyrazem piękna, przez Swą intuicję i poczucie jedności, przez tchnienie Swego Ducha.

Przyjęta w serce wznosi mądrość na szczyty zachwytu i odsłania przed nią mistyczne tajemnice ekstazy, przewyższającej wszelkie pojmowanie; wznosi każdą żarliwość w najgorętszy wzlot tęsknoty ku Bogu; uczy wzmacniać i zasilać rytm, który utrzymuje moc czynu w harmonii, w umiarze i w równowadze; a taki rzuca czar na wszelką doskonałość, iż czyni ją trwałą na wieki.

Czwarte Oblicze Macierzy to Mahasaraswati, jest Ona mocą czynu Rodzicy, zmysłem ładu, harmonii, symetrii i doskonałości. Najmłodsza z Jej czterech Postaci jest też najsprawniejszą w zdolnościach wykonawczych i najbliższą fizycznej Przyrody.

Maheśwari wyznacza najszersze linie wszelkim energiom i potęgom wszechświata; Mahakali nadaje im pęd i intensywność; Mahalakszmi wyjawia ich miarę tajemną i rytm; Mahasaraswati rządzi ich układem i działaniem w każdym szczególe, kieruje wzajemnym stosunkiem poszczególnych części, właściwym łączeniem energij i niezawodną precyzją skutków i osiągnięć. Dziedzina ścisłych naukowych wymiarów, rzemiosło, wykonanie i technika rzeczy wszelkiej – oto królestwo Mahasaraswati. Posiada Ona w najwyższym stopniu, i może zawsze przekazać swym wybrańcom – służebnikom i pomocnikom – ścisłą i przenikliwą wiedzę, cierpliwość i akuratność, niezawodną precyzję intuicyjnej myśli, świadomej ręki i bystrego oka, doskonałego badacza i rzemieślnika. Potęga Jej to staranny, silny, sprawny, umiejętny i niezmordowany budowniczy, organizator, technik, administrator światów wszystkich. Gdy podejmuje przebudowywanie, przetwarzanie natury, praca Jej jest żmudna, drobiazgowa, precyzyjna, i nieraz zdawać się może naszej niecierpliwości aż nazbyt powolna; ale za to jest wytrwała, nieustępliwa, wszechstronna i nieskazitelna. Bowiem skupiona wola w Jej dziełach jest czujna, niezmordowana i skrupulatna; pochyla się nad nami pieczołowicie, widzi i notuje każdy szczegół, każdego własnoręcznie dotyka; najdrobniejszy brak, zator, skrzywienie, niecałkowitość, nie ujdą Jej uwagi; waży najskrupulatniej wszystko cokolwiek już było zrobione i co jeszcze do zrobienia pozostaje. Nic nie jest zbyt drobne, nieznaczne, niepozorne czy zbyt małe dla Jej przenikliwej uwagi; nic, jakkolwiek nieuchwytne, utajone, czy pozorem przysłonięte, nie może ukryć się przed Jej wzrokiem. Urabia i przerabia z największym trudem i starannością rzecz każdą i każdą jej cząstkę, aż Jej nada odpowiedni kształt, aż dla niej znajdzie jej właściwe w całości miejsce, by mogła najdokładniej spełnić swe wyznaczone zadanie. W Jej nieustannym a pilnym czuwaniu nad układem, uładzeniem i uszykowaniem rzeczy wszelkiej, nieomylne Jej oko ogarnia naraz wszystkie potrzeby i sposoby, aby uczynić im zadość, a intuicja Jej dobrze wie co trzeba wybrać, a co odrzucić, i wybiera z niezawodną znajomością najlepsze narzędzie, najodpowiedniejszy czas, najdoskonalszy proces i najwłaściwsze warunki dla wykonania we wszechświecie każdej roboty i każdego zadania.

Opieszałość, niedbalstwo, gnuśność i niestaranność są dla Niej wstrętne; brzydzi się robotą pośpieszną, niezgrabną, nieakuratną, źle dopasowaną i nie wykończoną; robienie aby zbyć, wybór niewłaściwych narzędzi, nieodpowiednie zastosowanie zdolności, pozostawianie zaczętej, lub niedokończonej pracy, jest Jej nad wyraz przykre i obce Jej naturze. Gdy Jej dzieło jest skończone, nic nie pozostaje zapomniane lub niedorobione, żadna cząstka nie jest pominięta, lub niedokładnie ułożona, czy dopasowana; wszystko jest mocne, solidne, całkowite, wspaniałe. Nic co nie wyraża pełni doskonałości nie może Jej zadowolić; gotowa jest podjąć na nowo każdy trud, i trwać w nim choćby przez wieczność całą, jeśliby tego potrzeba dla doskonałości Jej twórczego dzieła. Toteż ze wszystkich Potęg Rodzicy Ona jest z człowiekiem najcierpliwsza, najbardziej wyrozumiała dla jego tysięcznych uchybień, słabości i niedociągnięć.

Łagodna, uśmiechnięta, bliska i pomocna, nie zniechęcająca się, ani łatwo dająca się oddalić, wciąż nalega i dodaje odwagi do podjęcia nowych prób, choćbyśmy po raz setny potknęli się i nie podołali; ręka Jej podtrzymuje każdy nasz krok, pod jednym tylko warunkiem – że wola ku doskonałości będzie w nas szczera, prosta i rzetelna. Bowiem dwulicowości nie znosi, a Jej bezlitosna ironia chłoszcze i zrywa zasłony z wszelkiego udawania, samooszukaństwa, sztuczności, „układania dramatu”, grania jakiejś roli.

Głęboko macierzyńska w stosunku do naszych potrzeb, przyjaciel we wszystkich trudnościach, jest doradcą stałym, rozumnym, spokojnym, nauczycielem łagodnym a czujnym, rozpraszającym swoim promienistym uśmiechem wszelkie troski, cienie i ciężkie mgły przygnębień, niepokojów i smutków; przypomina nam wciąż o zawsze bliskiej pomocy, o wszechobecności słonecznego światła; jest mocna, wytrwała i niezmordowana w zasilaniu w nas wciąż żywego impulsu i głębokiego dążenia do całkowitości i pełni naszej wyższej natury.

Praca poprzednich trzech Potęg boskiej Rodzicy wspiera się niejako w swym dążeniu do pełni na Niej – cudnej Mahasaraswati – bowiem Ona to stwarza fundament, konkretną dla niej podstawę; Ona też przygotowuje i urabia materiał, wykańcza szczegóły i cementuje całą budowę.

Istnieją i inne wielkie Postacie boskiej Macierzy, ale trudniej Im było zstąpić tak nisko, aż w nasz świat, nie zajęły też równie wyraźnego i wybitnego miejsca w tej ewolucji Ducha-ziemi. Są wśród nich Postacie których pomoc jest nieodzowna w procesie ponad-myślowych osiągnięć, wewnętrznego rozkwitu – zwłaszcza jedna Jej Postać która wyraża tą tajemniczą potężną ekstazę – Anandę – płynącą z najwyższej boskiej Miłości; tylko ta Ananda jest w stanie przerzucić pomost pomiędzy najwznioślejszą wyżyną Ducha, a najniższą otchłanią materii i uleczyć bolesną tej przepaści ranę; Ananda, która dzierży klucz od tajemniczych wrót pełni i cudu boskiego Życia i nawet dziś z tajemnych dziedzin swego królestwa zasila działania wszystkich innych Potęg wszechświata.

Ale natura ludzka w jej obecnym stanie – ciemnoty, egoizmu, niewoli – nie jest zdolna przyjąć łaski tych wielkich Postaci Macierzy, ani współdziałać z ich potężnymi ruchy. Dopiero gdy cztery poprzednie Postacie Rodzicy utrwalą swój wpływ, harmonię i swobodny ruch w przemienionej naturze człowieka, w jego odnowionym organizmie – myślowym, uczuciowym, fizycznym – te inne, rzadsze i dalsze, a ponad-myślowe Potęgi będą się mogły objawić rytmem na ziemi, a ich działania stać się możliwe. Bowiem Pramacierz objawić się może jako boska Mahaśakti w dziedzinach czystego Ducha dopiero, gdy owe Jej cztery Postacie zjednoczą się w Niej i złączą, i razem przejawią, gdy ich oddzielne ruchy spłyną w harmonię jedności i wzniosą się w swą czystą boskość. Wówczas to przenajwyższa Mahaśakti ze swych górnych, niewysłowionych przestworów eteru, zsyła deszcz świetlisty swych najwznioślejszych łask; wtedy natura ludzka jest w stanie zmienić się w dynamicznie boską, bowiem wszystkie zasadnicze struny prawdo-świadomości i prawdo-mocy są razem harmonijnie naciągnięte, a harfa życia jest gotowa do przyjęcia rytmów wieczystego.

Jeśli pragniesz takiego przeistoczenia oddaj się w ręce boskiej Rodzicy i Jej Potęg, bez wahań ni zastrzeżeń, i niechaj Ona wypełnia w tobie Swą pracę, bez przeszkód ni oporów. Ale musisz posiadać trzy cechy aby się to stało możliwe: świadomość, giętką podatność i całkowite samooddanie. Świadomi musimy być duszą i myślą, sercem i życiem, a nawet każdą komórką ciała, świadomi wpływów boskiej Rodzicy i działania Jej Potęg; albowiem choć i wśród ciemnoty naszej i nieświadomości, i w mrocznych chwilach i w ukrytych złogach naszej istoty, siła Jej działa i praca dokonywa się również, przecie znaczenie jej jest zgoła inne gdy się odbywa w ciągłym z Matką zjednoczeniu, w żywym i bliskim z Nią obcowaniu.

Cała nasza natura musi być giętka i poddająca się dotknięciu Jej ręki; bez żadnych wątpień, ni pytań jakie lubi zadawać płytka, zarozumiała a pełna samozadowolenia myśl, wciąż gubiąca się w wahaniach i sprzeciwach, stając się wrogiem swej własnej przemiany i oświecenia. I nie domagaj się, ani pragnij osiągania swych indywidualnych celów na własnych drogach, jak tego żąda zazwyczaj uparcie ukryta w człowieku namiętność, z całą zaciętością przeciwstawiając swe żądze i pragnienia, każdemu wpływowi górnej łaski. I nie przeszkadzaj jej też swoim bezwładem, jak to zwykle czyni „tamasowa” fizyczna natura człowieka, trzymająca się ślepo, a przecie namiętnie, swoich małości, przyjemnostek, zachcianek, protestując głośnym krzykiem wśród ich mroku przeciw każdemu dotknięciu, które narusza jej bezduszną rutynę, lub przerywa gnuśną drzemkę, czy martwą biernotę.

Bezwzględne i całkowite oddanie boskiej Macierzy swej wewnętrznej i zewnętrznej istoty nada wkrótce tę pożądaną giętką plastyczność wszystkim cząstkom twej natury; a wszechstronna świadomość zbudzi się w tobie wkrótce przez owo całkowite otwarcie się na światło i mądrość, moc i piękno, harmonię i doskonałość boskiej Rodzicy, które spływają nieustannie potokiem z góry. Nawet komórki twego fizycznego ciała obudzą się i nareszcie połączą swą świadomość z górną nadświadomą energią, i poczują jej potęgę przenikającą je na wskroś, z góry i z dołu, i z boku, i zewsząd, i zadrżą zachwytem w harmonii z najwyższą miłością i Anandą.

Ale musimy być czujni i ostrożni. Nie starajmy się mieć jakiekolwiek zdanie, nazywać, czy też rozumieć działania boskiej Rodzicy naszym małym, ziemskim rozumem, który lubi poddawać swej krótkowzrocznej analizie, swym zwykłym normom myślenia i ciasnym roztrząsaniem nawet rzeczy najświętsze; lubi wtrącać się z bezgraniczną zuchwałością ignorancji, w swej płytkiej a pysznej wiedzy, w rzeczy górne i na zawsze dlań niedostępne. Umysł ludzki ograniczony więziennym murem swej ledwie odrobinę rozświetlanej ciemnoty, nie jest w stanie podążać za wielostronną, wspaniałą swobodą działań boskiej Śakti.

Szybkość Jej ruchów, bogata złożoność Jej wizji twórczej jak i prac, przewyższają niepomiernie słabe i wątłe rozumienie człowiecze. Miara i rytm Jej ruchów są ponad jego pojmowanie. Szybkie, niemal nagłe zmiany Jej różnorodnych Postaci, wprowadzanie coraz to nowych rytmów, łamiąc poprzednie, przyśpieszanie, to znów zwalnianie pędu Jej ruchów; wielokrotnie odmienne traktowanie takich samych zagadnień i sytuacji, to znów odrzucanie takiej lub innej linii działania, lub łączenie ich razem, przeraża i obezwładnia umysł człowieka. Nie jest on w stanie rozpoznać tych różnorodnych dróg Najwyższej Potęgi, gdy wznosi się w kręgach i spiralach coraz wyżej, poprzez bezład i chaos ciemnoty, sięgając w Światłość Przenajwyższą. Zamiast zastanawiać się nad tym czego nie możemy ogarnąć, otwórzmy duszę ku Niej, starajmy się Ją odczuć całą naszą wewnętrzną naturą, ujrzeć Ją najgłębszym wzrokiem ducha, bo tylko on odpowiada prosto na Prawdę. A wówczas Ona Sama oświeci przez najsubtelniejsze wewnętrzne czynniki, naszą myśl, serce i życie i fizyczną świadomość, a nawet objawi im swe drogi, swą prawdziwą Istotę.

Unikajmy również błędu nieoświeconego umysłu, który żąda i spodziewa się iż boska Potęga będzie działać zgodnie z jego własnymi powierzchownymi, płytkimi pojęciami o wszechwiedzy i wszechmocy. Cała nasza umysłowość pożąda niezwykłości, lubi spotykać na każdym kroku sensacyjne i cudowne zjawiska, łatwe powodzenia, olśniewające wspaniałości; a bez tych zewnętrznych oznak często nie jest skłonna do uwierzenia w obecność boskiej Potęgi. A Rodzica spotyka ciemnotę w jej własnym świecie i działa na nią w jej własnej dziedzinie, Sama w nią zstępuje, a nie tylko działa na nią z górnych stref. Częściowo ukrywa, a częściowo odsłania, swą wiedzę i moc, nieraz je powstrzymuje, oddala od swych służebników, a nawet własnych Postaci, a obiera inną drogę, tą którą podąża szukająca myśl, aby tym lepiej móc ją oświecić i przetworzyć; lub drogę niespokojnej szukającej duszy, czy też wzburzonych, ścierających się uczuć, lub uwięzionej i cierpiącej fizycznej natury, by im pomóc i przepromienić.

Istnieje wiele warunków ustanowionych przez Wolę Najwyższą, a także niejeden węzeł splątany, który trzeba rozluźnić, zanim będzie go można rozwiązać, a w żadnym wypadku nie wolno go gwałtownie przeciąć. Asury i Rakszasy trzymają w tej chwili w swej władzy rozwijającą się ziemską naturę; trzeba je spotykać i zniewalać do posłuszeństwa na ich własnym terenie, który przez długie zabiegi uczynili sobie podległym, jako lenne państwo; a naszą ludzką naturę trzeba przygotowywać i prowadzić powoli do przekroczenia swych ograniczeń, bowiem zbyt jest jeszcze słaba i ciemna by móc ją nagle wznieść w o wiele wyższe formy bytowania.

Boska Świadomość i Energia czuwają wciąż i czynią w każdej chwili to, co jest najbardziej potrzebne w trudnym procesie stawania się; obierają zawsze najwłaściwszy a z dawna wyznaczony dostępny krok, i wśród mroku i ułomności urabiają i kształtują doskonałość, która ma się ziścić w przyszłości.

Ale dopiero gdy Duch w nas zstąpi, boska Rodzica będzie mogła oddziaływać bezpośrednio, jako czysta duchowa Śakti, na naszą duchową naturę. Lecz jeśli pójdziemy za naszym analitycznym intelektem, ten nie pozna Rodzicy nigdy, nawet gdyby w tej chwili stanęła przed nami. Idźmy za głosem duszy, a nie intelektu, duszy która oddźwięka na Prawdę, a nie umysłu, który goni za pozorami; zaufajmy boskiej Potędze, a wyzwoli w nas to, co jest boskie, i tak urobi całą naszą naturę, że stanie się ona doskonałym wyrazem boskości.

Wielka ponad-myślowa przemiana – zwrot ku duchowi – jest rzeczą przeznaczoną, więc i nieuniknioną w ewolucji świadomości tej ziemi; bowiem wznoszenie się jej bynajmniej się nie skończyło, a myśl nie stanowi wcale jej szczytu. Ale aby ta wielka przemiana mogła się dokonać i przybrać wyraźną formę i utrwalić się, potrzeba tu w dole spokoju, oraz woli, by przyjąć, a nie zaprzeczyć Światłości, gdy się ta objawi; potrzeba też i zatwierdzenia Najwyższego, by Światło z góry spłynęło. A mocą, która pośredniczy pomiędzy sankcją najwyższą, a wezwaniem duszy, jest obecność i potęga boskiej Rodzicy. Tylko Jej moc, a nie ludzkie wysiłki i umartwienia – jakkolwiek szczere – może odwalić przytłaczający „kamień” i rozedrzeć zasłonę, i ukuć świętą czarę i sprowadzić w ten świat ciemnoty, fałszu, śmierci i cierpienia, Prawdę i Światłość boskiego Życia i Anandę nieśmiertelnych.

Zobacz także


Polub nas na Facebooku

Artykuły w tej kategorii