Himavanti

Swami Rama Bharati (1925-1996)

Rama, Swami Rama, Śrī Swāmī Rāma, Swami Rama Bharati - ur. 1925, zm. 1996 – indyjski jogin, Swamin, autor wielu książek na temat jogi, zdrowia, medytacji, nauczyciel duchowych tradycji wedyjskiech i hinduizmu. Znany w półnonej Indii i obszarze Himalajów jako Bhole Baba oraz Jogeśwar (Yogeśvara). W 1950 roku otrzymał duchowe imię Dandi Swami Sadaśiva Bharati od Śankaraćarji Swami Vidya Shankara Bharati Kurtkoti (1888-1967). Dr. Kurtkoti był Śankaraćarją Karvirpitham, filii Sringeri Matha w Południowej Indii. Swami Rama jest cudownym himalajskim mistrzem jogi, tantry i medytacji, wielce zasłużonym dla upowszechnienia tradycji jogicznej z Himalajów na Zachodzie, zaraz po takich mistrzach jak Swami Vivekananda, Swami Paramahansa Yogananda czy Swami Sivananda z Rishikesh. Nie należy mylić z innym mistrzem o podobnym imieniu Swami Rama Tirthą (1873-1906), chociaż niektórzy uważają, że to kolejna reinkarnacja pierwszego.

Swami Rama Bharati

Śri Swami Rama urodził się w 1925 roku, w północnych Indiach, w Garhwal w Himalajach. Urodził się jako Brij Kishor Kumar lub Brij Kishore Dhasmana w indyjskim stanie Uttar Pradesh, w Indii, jako syn starszego małżeństwa brahmanów (kapłanów bramińskich). Od prawie najwcześniejszych lat wychowywany był przez swojego mistrza duchowego - jogina z Bengalu (Bengali Baba lub Bangali Baba, także Bangli Baba), który był Guru jego rodziny, szczególnie Ojca. W wieku lat 15, w 1929/30 roku podjął inicjację sannjasina stając się mnichem wedantyjskiej tradycji adwaitystów Bharati Sampradaya. Zdobył także znamienite wykształcenie medyczne kończąc prestiżową szkołę z zakresu ajurwedyjskiej medycyny homeopatycznej oraz samej ajurwedy osiągając w młodym wieku godność i zdolność lekarza ajurwedyjskiego.

Swami Rama Ji (Dźi) Przynależał do Zakonu Swami (Daśanami Sampradaya) tradycji czy linii przekazu Bharati, nazwę której tak objaśnia: Bharati - ten, kto jest miłośnikiem wiedzy i Bogini Bharati Dewi. W młodości podróżował dużo po Himalajach, gdzie spotykał się z wieloma świętymi i filozofami (głównie hinduistycznymi), między innymi z takimi jak Mahatma Gandhi, Anandamaji Ma, Rabindranath Tagore, Ramana Mahariszi czy Śri Aurobindo Ghosh.

Dandi Swami to najwyższy duchowy tytuł wśród Swamich tradycji Adi Śankara. Inicjacja zawiera rytuał uroczystego przekazania Dandy - Kija Dharmy linii przekazu, czego dokonuje trzech wcześniejszych Swamich obdarzonych taką cudowną godnością. Danda to Kij Dharmy, symbol dzierżenia berła wtajemniczeń, nauk i praktyk danej Sampradaji.

Swami Rama otrzymał wykształcenie wyższe na kilku indyjskich uniwersytetach oraz na Oksfordzie w Wielkiej Brytanii. Uzyskał bardzo solidne wykształcenie naukowe w Bangalore, Prayaga, Varanasi oraz na Oxford University w Anglii. W 1949 roku mając zaledwie 24 lata objął czasowo stanowisko Śankaraćarji (najwyższe kapłańskie stanowisko hinduizmu) w Karvirpitham, w północnych Indiach. Jako Śankaraćarja dokonał kilku reform w rytuałach hinduistycznych – między innymi umożliwił kobietom naukę medytacji oraz udostępnił mandiry dla wszystkich osób, niezależnie od pozycji społecznej.

W 1952 roku Dandi Swami Sadaśiwa Bharati zrzekł się jednak tego trudnego do utrzymania stanowiska, z powodu duchowych potrzeb i poszukiwań. Natychmiast powędrował na pustelnię w Himalaje do mistrza swojego Guru, gdzie przebywał na odosobnieniu medytacyjnym przez 11 miesięcy, w małej górskiej grocie o rozmiarach sześć na cztery jardy z małym wlotem dla światła.

Po pewnym czasie okazało się także, że czasowo powrócił do życia rodzinnego, zakochał się i zrzekł czasowo ślubów mnisich oraz wstąpił w związek małżeński. Miał żonę (Lilu Kumar) i dwoje dzieci (syn Mohit Dhasmana i córka Devyani Mungali), jednak po około 16-tu latach (rok 1968) wrócił do praktyki sanjasina i powrócił do pustelni w Himalaje, gdzie praktykował medytację (dhjanę i samadhi). W czasie małżeństwa często wyjeżdżał na medytacyjne odosobnienia, gdyż tak jak wilka ciągnie do lasu, tak prawdziwego sannjasina ciągnie na medytacyjne odosobnienia na długie okresy czasu lub na zawsze. Z czasem także okazało się, co często pomija się w mediach, że po odejściu z klasztornej Mathy, zamieszkał u samotnej matki z dwojgiem dziećmi, którymi się zaopiekował, a dla porządku prawnego, poślubił kobietę, a dzieci adoptował stając się ich ojczymem i pomagając je wychować. Wielu indyjskich Guru w historii adoptowało dzieci-sieroty bądź kobiety z dziećmi jako swoje małżonki, a dawni wedyjscy Ryszi-Guru, najwięksi mistrzowie duchowi mieli także własne rodziny i wiele dzieci, sannjasę kultywując dopiero na starość, bardziej z powodów naturalnych. 

Swój pierwszy Aśram Swami Rama założył na obrzeżach Kathmandu w Nepalu, gdzie dotarł pieszo, a na wyposażeniu była tylko Kamandalu i skóra tygrysia na której medytował. Po zakończeniu praktyk pustelniczych, poznał również różnorodne techniki medytacji, wschodnią i zachodnią filozofię oraz wyjechał do na Zachód, gdzie przez pewien czas pracował i nauczał filozofii indyjskiej.

Później wrócił z Himalajów do Indii i założył tam aśram himalajski w Riszikesz, gdzie został odkryty przez ludzi z Zachodu na fali zainteresowania filozofią i kultami misteryjnymi rodem z Indii w latach 60-tych XX wieku. Co najbardziej przyciągnęło ludzi z Zachodu, to słynne manifestacje cudownej mocy dokonywane przez Swami Rama. Wśród siddhi było ulecznie wielu tysięcy ludzi z trudno uleczalnych chorób, co przyciągało wielu nowych gości do Aśramu. Swami Rama demonstrował od czasu do czasu zdolność zniknięcia ludziom z przed ich oczu, pojawiając się kilkadziesiąt lub kilkaset metrów dalej, co uchodzi za trudniejsze boskie siddhi. Jego ciało potrafiło się rozdwoić tak, że uczniowie widzieli go siedzącego na ziemi, a jednocześnie jako postać wiszącą metr nad ziemią, trochę ponad jego własną głową. Taka bilokacja medytującej postaci, niejako tuż obok siebie, a do tego bardzo realna, gdyż niektórzy z uczniów dotykali obu postaci dłońmi. Od czasu do czasu mistrz ukazywał się także jako szybujący święty, wznosząc się w lewitacji kilka metrów nad ziemię. Ci, którzy widzieli chociaż kilka z licznych cudownych zjawisk pozostali wierni mistrzowi Śri Swami Rama, nawet po jego śmierci. Manifestując cuda, nie zapomniał o pokorze i oddaniu dla Boga. Uczniom mawiał, aby praktykowali Jogę dla połączenia się z Bogiem, a nie dla zdobycia cudownych Mocy bowiem Moce pojawią się same, z woli Boga, gdy uczeń będzie do nich dobrze przygotowany i zdoła je udźwignąć.

W 1969 roku ponownie pojechał do USA, aby nauczać w Ameryce wschodniej wiedzy duchowej. Założył tam również Międzynarodowy Himalajski Instytut Jogi i Filozofii. W latach 1970 i 1971 uczestniczył jako indyjski Siddha Jogin w badaniach nad zdolnościami paranormalnymi organizowanymi na sposób akademicki przez Fundację Menningera w Topeka w Kansas City w USA. Potrafił kierować falami mózgowymi i wprowadzić się nawet w stan delta, normalnie pojawiający się w czasie głębokiego snu. Potrafił wstrzymywać pracę serca, dosłownie zatrzymać akcję serca, w eksperymentach powtarzalnych, na 17 sekund, co naukowców wprawiało w popłoch, bo normalnie oznacza to, że pacjent zmarł. Demonstrował także silne zdolności telekinetyczne, unosząc siłą myśli i zmuszając do szybowania igły, cerówki oraz druty dziewiarskie (do robienia swetrów). Na fali popularności w środowiskach naukowych, założył Himalayan Institute w stanie Illinois w USA w 1971 roku. W latach 70-tych w Japonii był inspiracją i natchnieniem dla twórcy mistycznego systemu Mahikari, Yoshikazu Okady sensei. 

Dandi Swami Rama Sadashiva Baharati

Aśram w Górach Pocono i prześladowania Swami Rama w USA 

W 1977 roku, Instytut Himalajski zakupił budynki po katolickim seminarium duchownym w dzikim zakątku Gór Pocono i utworzył w nim jogiczny Aśram mający ponad 100 miejsc na praktyki pustelnicze czyli odosobnienia medytacyjne. W aśramie tym jest także biblioteka, wydawnictwo i administracja Instytutu. Wszelkie późniejsze pomówienia oczerniające dobre imię Instytutu Himalajskiego i samego Swami Rama pochodzą od aktywistek (Megan, Carolyn, Rose, Karen, Susen) i działaczy jezuickiej administracji katolickiego z The University of Scranton (taki jezuicki KUL w USA) - zatem mają charakter katolickiej zemsty inkwizycyjnej za to, że Joga i Medytacja za sprawą Swami Rama cudownie rozkwitły w USA, a katolickie szkółki uczące demagogicznej teologii upadały, tak nawet, że jedną sobie Swami Rama i jego uczniowie kupili na wspaniały Aśram Jogi.

Nie jest to pierwszy w historii przypadek, gdy zagorzałe działaczki katolickie używane są przez kościół katolicki do oczerniania wschodnich mistrzów duchowych i wszelkiej konkurencji, wchodzą do ruchu duchowego aby potem pomawiać i uprawdopodabiać swoje pomówienia celem siania oszczerstw publikowanych zresztą głównie w katolickich pisemkach i brukowcach. Już Buddha z powodu takich demonicznych skłonności kobiet nie przyjmował do początkowej buddyjskiej sanghi kobiet wogóle i generalnie zabronił przyjmować kobiet do sanghi jako mniszek. W krajach o silnych wpływach katolicyzmu i działającego podobnie islamu, najpierw trzeba zaangażować takie kobitki do działalności wymierzonej w zwalczanie kościoła katolickiego lub odpowiednio islamu - co znacząco zmniejsza ryzyko spreparowania oszczerczych pomówień i insynuacji. Niektóre wschodnie ruchy duchowe (jak Anandamarga) z takich powodów niedopuszczają kobiet do bardziej wewnętrznych kręgów duchowych, wymagają aby przebywały osobno, w osobnych pomieszczeniach. Część liderów duchowych na Zachodzie po takich incydentach preferuje tylko grupowe nauczanie, a Mistrz i główni nauczyciele, nigdy nie zostają sam na sam z początkującymi praktykantkami czy wielbicielkami. I kłamliwe pomówienia katolickie się kończą. Swami Rama wedle niektórych komentatorów oceniany był jako zbyt umistyczniony, z głową w chmurach, bez znajomości reliów zachodnich gier nieczystych w tematyce zwalczania konkurencji religijnej przez kościoły chrześcijańskie.

Wedle prasy brukowej Śri Swami Rama Yogeśvar dorobił się także rzekomo kolejnego syna, znanego jako Robert Walter (który chwali się tym pochodzeniem, chociaż brak podobieństwa do Ojca), jednak nie ma genetycznej pewności, czy aby jego matka Shirley Walter nie pomawiała Swami Rama złośliwie z powodu gorliwego katolicyzmu, odrzuconych zalotów do Guru, chorobliwej nimfomanii i usunięcia z Aśramu za nadużycia finansowe czyli za podkradanie oraz za ćpanie, a także z powodu zboczonej mody na pomawianie znanych publicznie osób przez nimfomanki wskutek tzw. rewolucji seksualnej lat 60-tych XX wieku w USA, wskutek której USA uległy barbarzyńskiemu zwyrodnieniu seksualnemu i licznym dewiacjom. Ową zboczoną modę na seksualne pomówienia wykorzystywały katolickie uczelnie jezuickie w USA do niszczenia wschodnich ruchów religijnych i duchowych, w tym jogi. Ofiarą takich działaczek katolickich był także Osho Rajneesh. 

Aż do końca lat 90-tych XX wieku wskutek wadliwego prawa z lat 60-tych XX wieku, kobiety mogły w praktyce bez przedstawienia jakichkolwiek dowodów bezkarnie pomawiać mężczyzn o kontakty seksualne, gwałty, molestowanie, wmawiać zrobienie dzieci. Dopiero badania genetyczne i prawo wymagające genetycznego udowodnienia ojcowstwa przed sądem ukróciły znacząco zboczony i zbójecki proceder pomawiania o ojcowstwo na przełomie lat 80-tych i 90-tych, a ostatecznie z nawyków sądownictwa do uznawania za prawdziwe wszelkie pomówienia chorych na erotomanię nimfomanek i narkomanek, wyleczyły z początkiem XXI wieku. Aktualnie nadużycia w tej sferze dotyczą tak zwanego molestowania w postaci prób przytulania czy klepnięcia w zadek - na stosunek seksualny czy gwałt potrzebny jest już jednak dowód z obdukcji w postaci stwierdzenia nasienia mężczyzny w pochwie kobiety, inaczej zarzut zostanie oddalony jako pomówienie. 

Inny sprawdzony katolicki i protestancki sposób niszczenia konkurencji duchowej oprócz pomawiania o wykrzystywanie seksualne to pomawianie mistrzów duchowych ze Wschodu o zażywanie i handel narkotykami, co dotykało nawet tych ruchów i liderów duchowych, którzy radykalnie zwalczają zażywanie narkotyków. Zresztą w 1971 roku działacze kościoła katolickiego wysokiego szczebla w USA wystosowali do FBI petycję w której domagali się wydalenia Swami Rama z USA pod możliwymi do łatwego spreparowania zarzutami: posiadania narkotytyków, niemoralności seksualnej, oszustw finansowych, objawów osobowości psychopatycznej. FBI, po dłuższym śledztwie trwającym dwa lata, nie stwierdziło nic niepokojącego ani u Swami Rama ani w jego organizacji, która została dokładnia sprawdzona, a petycja przypadkiem wyciekła do prasy obnażając prawdziwe oblicze demonicznego potwora jakim jest kościół katolicki z jego zwalczającymi wszelką konkurencję duchową paranoicznymi działaczami inkwizycyjnymi. I tak Śri Swami Rama Sadashiva Baharati ostał się w USA razem z wielkim Instytutem Himalajskim, chociaż nimfomańskie suki katolickie poszczute przez kościół wojtyłowy skażony masową pedofilią kleru (lata 1978-2005) jeszcze nawet po śmierci go zwalczały szkalując jego dobre imię i prawdziwą świętość jaką reprezentował. W znacznym stopniu wyleczył się także z pomysłów na równouprawnienie i wspieranie kobiet z lat 40-tych i 50-tych, gdyż pod koniec życia przestał wpuszczać kobiety do najwyższego wewnętrznego kręgu uczniów duchowych, tak jak robił to wcześniej, sugerując, że większość ma nieczyste intencje przykryte maską duchowości. 

Ciekawym jednakże jest, że jednym z tych, co stali za szczuciem "głupich panienek" (jak nazwała je bardziej rozsądna część mediów) i całą nagonką przeciwko Świętemu Bożemu Śri Swami Ramie oraz jego działalności w USA, był znany homoseksualista, działacz gejowski, a do tego prominentny aktywista katolickiej organizacji antykultowej w USA (Cult Awareness Movement) dopiero około 2010 roku skompromitowany przed sądem jako działacz gejowski a do tego pedofil kościelny (skazany za molestowanie młodych chłopców na podstawie niepodważalnych dowodów, ale po 10 lat trwających procesach sądowych). 

Zarówno ojciec jak i matka rzekomego syna Roberta Waltera byli amerykańskimi alkoholikami i narkomanami, szczególnie ojciec typowy pijaczyna moczymorda, a matka z silnym zespołem współuzależnienia oraz zaburzeniami charakterystycznymi dla nimfomanii, którzy u Swami Rama chodzili na odwyk od alkoholu (ojciesz szybko zrezygnował i pogrążył się w alkoholizmie a potem zwalczał żonę za to, że dalej chodzi na terpie odwykowe lecząc się z alkoholizmu). W początku lat 70-tych XX wieku nie było jeszcze badań genetycznych, co bardzo ułatwiało pomawianie osób o wysokiej pozycji społecznej o zrobienie dziecka i podobne ekscesy. W USA był to bardzo popularny sposób na wyłudzanie alimentów i wysokich rekompensat finansowych, także dla pozaprawnego szantażowania bogatych mężczyzn lub szefów firm i instytucji. Dobra passa dla oszustek matrymonialno-finansowych tego rodzaju skończyła się wraz z upowszechnieniem badań genetycznych w USA. Wszelkie dane w temacie wskazują, że to Śri Swami Rama był ofiarą cwanej oszustki-matrymonialnej, nimfomanki i wyłudzicielki pieniędzy na rzekomego syna, tym bardziej, że mąż kobiety chętnie czerpał korzyści z wyłudzanych na konto pomówienia pieniędzy (upijał się za pieniądze żony), a swojego syna traktował normalnie, jak ojciec pijak traktuje syna. 

Swami Rama osobom pytającym go o rzekome dzieci i ojcostwo w USA oraz podobne zarzuty, opowiadał znaną anegdotę o pewnym Mistrzu Zen (Roshi) imieniem Hakuin pomawianym przez uczennicę o zrobienie jej dziecka. Swoim uczniom często powtarzał: "Nie musicie mnie bronić! Nie ma to dla mnie znaczenia o co mnie pomawiają!" Wielką duchową pracę nauczania Sanatana Dharmy trzeba bowiem wykonywać bez względu na okoliczności, bez przejmowania się pomówieniami, zarzutami czy oszczerstwami, chociażby najdurniejsze czy najplugawsze były. Siły ciemności zawsze znajdą jakiś sposób aby gnębić i znieważyć Mistrza Dharmy. Po chrześcijańsku mówiąc, szatani (diabły, demony, asury) to z natury rzeczy kłamcy i oszczercy, szczególnie chętnie znieważający świętych i mistrzów duchowych w szkodliwy dla Dharmy sposób. Opowieść o Mistrzu Zen Roszim Hakuinie jest w tematyce bardzo pouczająca, pokazuje także, że problem z pomówieniami wobec mistrzów i świętych występuje już od dawniejszych czasów i nie jest czymś współcześnie nowym (chociaż jest zjawiskiem masowym w USA od początku lat 70-tych XX wieku, głównie jednak jako katolicka technika niszczenia konkurencji). 

Mistrz ZEN Roshi Hakuin żył w pewnym mieście w Japonii. Był bardzo szanowanym człowiekiem i wielu ludzi przychodziło do niego po duchowe nauki. Sąsiedzi chwalili Mistrza Zen Hakuina za to, że wiódł cnotliwe życie. Obok niego mieszkała piękna japońska dziewczyna, której rodzice byli właścicielami dużego sklepu spożywczego, która uczęszczała raz w tygodniu na medytacje do Hakunina. Nagle, ni stąd, ni zowąd, odkryli, że ich córka spodziewa się dziecka. Rozzłościło to ich. Córka nie chciała zdradzić, kto był ojcem dziecka, ale po długich namowach wymieniła w końcu imię Hakuina. W wielkiej złości rodzice poszli do Mistrza Zen z siarczystą awanturą. - Naprawdę? Tylko tyle powiedział Mistrz Hakuin. Po narodzinach dziecko zaniesiono Roshi Hakuinowi. Utracił już swoje dobre imię, wielu uczniów się odeń odwróciło, co go jednak wcale nie zmartwiło, i otoczył dziecko bardzo troskliwą opieką. Od uczynnych sąsiadów litujących się nad dzieckiem porzuconym przez matkę i jej bogatych rodziców, otrzymywał mleko i wszystko, czego maleństwo potrzebowało. Po trzech latach (wedle niektórych wersji opowieści po roku) matka dziecka nie mogła już dłużej tego znieść, dręczyło ją sumienie. Wyznała rodzicom, że prawdziwym ojcem dziecka jest młody mężczyzna, który pracuje na targu rybnym (rybny rzeźnik), ale jest z rodziny przestępczej i do tego pijak oraz kurwiarz mający wiele kobiet na libacjach - czego najbardziej się wstydziła przed rodzicami. Matka i ojciec natychmiast poszli do Roshi Hakuina, by błagać go o wybaczenie, szczerze go przeprosić i zabrać dziecko do domu. Hakuin nie miał nic przeciwko temu. Oddając dziecko, zapytał tylko: - Naprawdę? Wielu dawnych uczniów chciało do Mistrza Hakuina powrócić, jednak Hakuin im powiedział wymijająco, że ma już nowych uczniów w ich miejsce i nie ma czasu się nimi zajmować. Odmówił przyjęcia ich spowrotem (niektóre źródła podają, że dla kilku byłych uczniów Hakuin zrobił wyjątki, ale po bardzo długich, wieloletnich i bardzo usilnych staraniach z ich strony - np. jeden z tych ówczesnych odpadów uczniowskich, ufundował mu w prezencie wielki klasztor medytacyjny). Trzeba się wyjątkowo zatem zasłużyć aby móc powrócić do Mistrza od którego niczym śmieć odeszło się w czasie, gdy Mistrz był znieważany, pomawiany i oczerniany przez podłe plotki z ust zwykłych puszczalskich kurwiszonków. Dobrzy uczniowie w tamtej sytuacji podziwiali jak Mistrz Dharmy godzi obowiązki mnicha pustelnika i nauczyciela z obowiązkami ojca i matki dla niemowlęcia...

Swami, Swamin, jest Mistrzem władającym ciałem, energiami witalnymi, emocjami i umysłem. Swami zwykle nie spożywają alkoholu (jeśli już to bardzo rzadko na zasadzie wyjątku), są wegetarianami (nie spożywają mięsa ssaków, ptaków ani ryb, chyba że wyjątkowo, np z powodu głodu czy suszy), nie lgną do pożycia seksualnego (chociaż czasem mają żony i dzieci, bowiem małżeństwo to słuszny wyjątek). Zwykle Swami jest mistrzem dla Sannjasinów - mnichów uprawiających ćwiczenia ascetyczno-mistyczne czyli ascezę i abstynencję oraz duchowe praktyki medytacyjne. Najważniejsze są praktyki z Nadświadomością, z Wyższą Jaźnią czyli z Atmanem. Generalnie, Swami to Atman żyjący na Ziemi czyli Dusza Urzeczywistniona, Wyższa Jaźń przejawiona w życiu człowieka, który staje się Człowiekiem Bóstwem, Iśwarą. Swami (Swaa-Mii) dosłownie to człowiek "wolny od trucizn ego", taki, którego trucizny ego nie znoszą na manowce, nie zatruwają, ktoś kto nie powraca do ciemności, a trzyma się Światła Prawdy.

Śri Pandit Rajmani wspomina, że oszczercze pomówienia wobec Swami Rama nie sprawdziły się, gdyż przynajmniej jedna z katolickich działaczek rozpowszechniająca oszczercze insynuacje bardzo źle trafiła z umiejscowieniem ich w czasie. Akurat w czasie jak Swami Rama miał być sam na sam z ową katoliczką działaczką czy raczej suką w łóżku, Pandit Rajmani przez całe wieczory, aż do drugiej godziny w nocy otrzymywał od Swami Rama w jego pokoju szczegółowe instrukcje nauk i praktyk w postaci indywidualnych lekcji zaawansowanych metod Jogi, o czym owe przybyłe na gościnne wycieczki do Instytutu Himalajskiego celem szybkiego spreparowania pomówień seksualne nimfomanki katolickiej inkwizycji zwyczajnie nie wiedziały myśląc, że jak Swami jest sam w swoim pokoju, to można doń przypiąć jakieś kłamliwe insynuacje katolicko-seksualne. Każdy Guru musi być ściśle chroniony przez wewnętrznych krąg uczniów duchowych przed zakusami inkwizycyjnych katolickich, a w krajach muzułmańskich także islamskich, nimfomanek i erotomanek zajmujących się preparowaniem oszczerstw i pomówień wobec konkurencji religijnej, duchowej i mistycznej z Indii. 

Nimfomania to rodzaj zaburzenia umysłowego dotykającego głównie kobiety mówi w sprawie Swami Rama dr Ballentine. Szczególnie niebezpieczna jest gdy połączona z silną wyobraźnią lub technikami wizualizacyjnymi. Osoba swoje imaginowane przeżycia erotyczne łączy z tymi którzy są w pobliżu, szczególnie z osobami mającymi wyższą pozycję w hierarchii grupy i uważa, że to co się wydarzyło w jej snach lub w czasie chorobliwego fantazjowania jest rzeczywistością. Z nimfomanii trudno jest leczyć pacjentki, gdyż terapeuci oraz liderzy grup medytacyjnych często stają się częścią choroby pacjentki. Stąd seksualne pomówienia wobec psychoterapeutów, psychiatrów czy rozmaitych guru (w formie plotek, bez poparcia dowodami jak nagrania z kamer monitoringu czy badania genetycznego potomstwa). Często także wzbogacone o motyw urojonej ciąży lub przypisanie ciąży nie temu mężczyźnie, który rzeczywiście jest ojcem dziecka z chwilowego puszczalstwa, a jakiejś sławnej czy bogatej osobie. Nimfomanki podobnie i rzadziej spotykane nimfy męskie, często nie pamiętają nawet imienia swoich chwilowych przygód seksualnych. Skala nimfomanii i jej szkodliwości w USA została ujawniona dopiero w czasie, gdy pojawiły się ogólnodostępne badania genetyczne oraz dyskretne kamery na które terapeuci i doradcy duchowi nagrywają swoje spotkania z pacjentkami. Nimfomanki parafialno-oazowe, a także seksoholiczki, prostytutki i erotomanki, często są przez inkwizycję katolicką wykorzytywane do moralnego pogrążania konkurencji (religijnej oraz politycznej) z pomocą spreparowanych oszczerstw, a w zamian za usługę nimfomanka, erotomanka czy prostytutka dostaje rozgrzeszenie ze swoich skłonności (plus seks z księdzem i biskupem) zamiast skierowania na przymusowe leczenie psychiatryczne ze swojej choroby. 

Nieczyste ego osób oczerniających czy oskarżających jakiegokolwiek Mistrza Duchowego swoimi obawami, urojeniami czy wymysłami uniemożliwia rozwój duchowy takiej osobie, która z czasem ulega degradacji duchowej i społecznej, a na koniec trafia do straszliwych piekieł typu raurava opisywanych w puranach na przynajmniej 500 lat. 

Śri Swami Rama Sadashiva Bharati Yogeśvara odszedł pogrążywszy się w Oceanie Wieczności, co w przypadku Wielkiego Jogina i Guru zarazem, oznacza wejście w mahasamadhi, dnia 13 listopada 1996 roku. 

Dandi Swami Rama Sadashiva Baharati

 

Zobacz także