Himavanti

Regresing - Dlaczego Leszek Żądło i regreserzy oczerniają Mohandżi i Bractwo Himawanti

Regresing i Leszek Żądło - Kilka słów wprowadzenia 

Prowadzony przez regreserów Leszka Żądło portal nazywający się "cudownym" od wielu lat prowadzi kampanię oszczerstw, inwektyw, pomówień, urojonych insynuacji przeciwko niektórym liderom oraz ruchom duchowym. Ofiarą niewybrednych ataków, pomówień i kłamliwych plotek jest także Bractwo Himawanti oraz w szczególności Mistrz Lalitamohan. Kampania inwektyw i oczerniających pomówień trwa już conajmniej od 2003 roku, co w 2012 roku daje okrągłe 10 lat. Czas najwyższy zareagować i napisać jakieś sprostowania dla rozpowszechnianych z portalu żądłowców formalnie prowadzonego przez uczennicę i organizatorkę zajęć Leszka Żądło niejaką Ewę L. J. Kałuską z miasteczka Nekla pod Poznaniem. 

Portal regreserów i ich regreserowanych pacjentów kipi za sprawą Leszka Żądło jako przywódcy tej hałaśliwej sekciarskiej grupki wyjątkowym jadem nienawiści, a regreserów takich jak występujacy tam łysy karzełek i furiat pod ksywką "Cugol" wielokrotnie przesłuchiwała i upominała policja, a nawet ze dwie prokuratury. Stalking, nękanie, pomawianie, dyskredytowanie, oczernianie - to typowa działalność regreserów jak i ich pacjentów oraz szefów całego tego bałaganu, znanej pary: Leszka Żądło z Tolkmicka (nie mylić ze znanym saksofonistą) oraz Ewy Kałuskiej z Nekla. Ponieważ Mistrz Duchowy, Swami Paramahansa Lalitamohan Dżi jest wielokrotnie atakowany i indagowany przez różnej maści regersingowych oszołomów i trolli netowych na konto oszczerstw rozpowszechnianych przez psychotroniczną sektę regresingu Leszka Żądło, zbieramy wiele sprostowań i wyjaśnień jakie konieczne były w roku 2011 i 2012 i publikujemy tutaj w jednym miejscu. 

Leszek Żądło - regresing


PYTANIE: Mohandżi, Leszek Żądło i jego wspólnicy na swojej stronie o regresingu zarzucają Ci wiele rzeczy, niszczą twoje dobre imię, w wielu wypowiedziach oczerniają Cię. Co o tym sądzisz? 

Odpowiedź: Ludzie produkują oszczerstwa, oczerniają z różnych powodów. Czasem z zemsty, realnej bądź urojonej, czasem z zadrości o pozycję czy dorobek intelektualny, czasem z powodu tego, że są w naturze swej demoniczni i nie potrafią inaczej windować swojej kariery niż cudzym kosztem, kosztem deprecjonowania innych ludzi, takich, którzy ich zdaniem im zagrażają. Podłoże lękowe, poczucie zagrożenia u takich osób bywa na tyle silne, że własne obawy zamieniają w coś, co wykracza poza zwykły poziom wątpliwości czy zdrowej krytyki, a wchodzi na poziom deprecjonowania z pomocą chorobliwych podejrzeń, rzucania cienia w postaci oczernienia, a dalej oszczerstw i niemerytorycznych ataków. Następny poziom to urojenia i szukanie dowodów, że są prawdziwe. A urojenia nigdy nie są prawdziwe. W takie stany popadają ludzie, którzy nie mają pojęcia o ludzkiej psychice, nie rozumieją mechanizmów swoich produkcji, nie mają pojęcia o terapiach umysłu. 

Widać jasno, że osoba czy osoby piszące na tej stronie regreserów Leszka Żądło nie są ani terapeutami ani osobami zaangażowanymi w rozwój duchowy. Takie kółka wzajemnej adoracji na bazie energii oszczerstw i pomówień oraz urojeń są charakterystyczne dla mrocznych, demonicznych dusz z niższych satanicznych rejonów prymitywnej mentalności. Oczywiście zawsze jest szansa, że jak takie osoby coś tam próbują praktykować i zrobić ze sobą, to po latach pracy może się trochę oczyszczą i zrozumieją, że tkwiły w mrocznym demonicznym bagnie i poprawią się, poszerzą swoje horyzonty myślenia o metody i techniki pracy, których na niskich poziomach demonizmu (zamroczenia umysłu) ani nie rozumieją ani może nawet nie potrzebują. Kret musi żyć w podziemiu i nie może za często wychodzić na światło słońca, bo jest kretem. Podobnie dżdżownice czy nawet lisy. 

PYTANIE: Mistrzu Mohandżi, Leszek Żądło i jego towarzysze twierdzą, że to Ty piszesz pod różnymi pseudonimami na wielu stronach w internecie i kojarzą Ciebie z różnymi innymi osobami. 

Odpowiedź: Jeśli dla kogoś Ryszard Zenon Matuszewski z urodzenia, a z imion duchowych Lalitamohan oraz w skrócie Mohan czy bardziej prawidłowo Mohandżi to nadmiar pseudonimów, imion, ksywek czy aków, to zaiste świadomość takich ludzi musi być płytka i bardzo wąziutka, daleka od oświecenia czy zrozumienia. Pseudonimy to pewnie nie jest taki problem, z czasem można się nauczyć wymawiać Lalitamohan nawet z tytularnym dodatkiem babadżi czy swamidżi, problemem jest to, że ograniczeni w swym pojmowaniu ludzie, nie rozumieją, że jakieś inne portale za moją zgodą lub bez mojej zgody przedrukują sobie czyli skopiują i wstawią jakiś z moich tesktów, to niekoniecznie takie strony w internecie mają ze mną czy Bractwem Himawanti jakiś związek. Nawet na stronach Himawanti jest więcej autorów nauk duchowych, ot chociażby tłumaczenia nauk Bo Yin Ra, Swami Premananda, Aurobindo czy Sai Baba. Inne portale także publikują nauki tych wspaniałych Mistrzów i nauczycieli rozwoju duchowego, ale nie mają nic wspólnego z Bractwem Himawanti, może nawet nie wiedzą o jego istnieniu! 

Ludzie niepoważni, tak zwani domorośli "śledczy", jak zobaczą, że na stronie z nazwą Himawanti jest tekst np. Wandy Dynowskiej, to zakrzykną, że wszystkie strony na jakich są artykuły Wandy Dynowskiej, zresztą także wspaniałej i wartej czytania nauczycielki duchowej, zakrzykną, że te wszystkie strony zrobił Mohan i należą one do Bractwa Himawanti. To się inaczej teraz nazywa syndrom smoleńsko-pałacowy. Taki widać jest poziom intelektualny Leszka Żądło i jego ekipy. Nie wiedzą pewnie ile się trzeba choć nad jedną stroną napracować, umieją tylko głupio trolować w internecie, a że każdy poważny administrator portalu ich pomysł wyśmieje, to już tam u nich nawet pewnie nie wolno by było napisać. Zresztą trzeba być niezwykle inteligentnym, żeby na to wpaść. Ktoś kto pracuje całe dnie, prowadzi liczne zajęcia, kursy, obozy, odosobnienia medytacyjne wielotygodniowe, nie ma czasu nawet na prowadzenie własnego bloga porządnie. To jest mój przypadek akurat, a portal Himavanti i kilka innych stron odmienianych przez H prowadzą ich administratorzy lub prywatnie zwykli praktykujący. Jakby ferajna ze stada czy bojówki trollerskiej Leszka Żądło nie wiedziała, istnieją też strony o nazwie Himawanti, które nie są związane z naszym Bractwem, a stworzone przez ludzi obcych nam, którym akurat nazwa się spodobała, bo słowo Himawanti (Himavanti) oznacza po prostu Himalaje. Tak, najwyższe góry świata. Jest to nazwa w oryginalnym języku używana w Indii i Tybecie. Jeśli nie zna się języków innych narodów, znaczenia słów, to potem powstają takie ordynarne pomówienia, ale to jest ignorancja Leszka Żądło i jego współtowarzyszy niedoli zamkniętych ciągle w mrocznym kręgu niewiedzy, a przecież wystarczy zadzwonić do Bractwa Himawanti i zapytać. Oczywiście tacy ludzie mogą wybrać trwanie w mroku ignorancji i palić głupa. 

PYTANIE (Piotr): Leszek Żądło twierdzi o Tobie, że Ty Mohandżi lub twoi ludzie, czyli członkowie z naszej sanghi rozpowszechniają o nim jakieś wredne i szkodliwe ulotki i że nawet jedną ma zachowaną na pamiątkę. Niestety nie chciał ujawnić źródeł tych rewelacji ani podać skąd o tym wie. Co mam o tym myśleć. 

Odpowiedź: Po pierwsze to myśl sobie co chcesz, albo i nie myśl jak nie chesz. Myśleć każdy sobie może co mu się żywnie podoba. Myślenie sobie jednak jest czymś innym od wypisywania bzdur w internecie na widoku publicznym. Skoro ktoś nie może ujawnić swojej wiedzy, a nie zakazał mu ujawniania czegoś sąd lub tajemnica służbowa np. z powodu pracy w Bezpiece takiej jak ABW, to znaczy że zmyśla, fantazjuje albo ma urojenia. Można z dużą dozą prawdopodobieństwa przyjąć, że Leszek Żądło lub ktoś ważniacki z jego otoczenia cierpi na jakiś rodzaj urojeń lub może źle interpretuje jakieś treści, których nie chce pokazać bo się wstydzi zdemaskowania rojeń. Tacy panowie lubią wiele rzeczy badać wahadłem albo różdżką, a że materialnie wyniki są kiepskie, bo nie umieją ani studni wykryć w sposób potwierdzony przez odwiert, ani skarbów znaleźć, ani odróżnić słoika z trucizną od słoika z jedzeniem, jeśli jest w papierowej torebce, to wahadło takim osobom potwierdza ich podejrzenia a nawet urojenia. Takie potwierdzanie własnych urojonych czy zwyczajnie błędnych przypuszczeń czy domniemań powoduje, że osoba wchodzi w zaklęty krąg błędnej wiedzy i z całym swoim autorytaryzmem przekonana jest, że ma rację, bo wahadło tak powiedziało. 

Niestety takie podejście do badań, praktykowane także w odniesieniu do tak zwanych stopni rozwoju duchowego (RD), bez weryfikacji materialnej i poprawiania swoich błędów nieuchronnie prowadzi do stanów psychotycznych i urojeniowych, co każdy lekarz specjalista od psychiki przyzna. Jest to już poziom nieszkodliwego pacjenta psychicznego, który swoje podejrzenia sam sobie potwierdza. To niech wahadłem sprawdzi czy jestem właścicielem osła, kota, psa, chomika, oraz telefonu satelitarnego. Szybko okaże się, że jego trafienia siegają dna, a o mnie nic nie będzie w stanie powiedzieć. Wiem to stąd, że próbuje przypisać mi rzeczy, które nigdy nie miały miejsca. To się nazywa krąg paranoicznej podejrzliwości. Pacjent podejrzewa, sam sobie potwierdza, a w ostatnim stadium psychozy sam sobie produkuje, wysyła i sam sobie wahadłem potwierdza, że to upatrzony przez niego delikwent (w tym wypadku Mohan lub ktoś z Bractwa). Spotkałem się już z takimi paranoicznymi osobami, które nawet pomawiały mnie przed sądem jak pedofil Tadeusz Mynarski i burdelmamcie jego luksusowej pedofilskiej sieci burdeli, ale ich urojone pomówienia padły z powodu niemożności ich udowodnienia. W Polsce niestety można człowieka trzymać w areszcie wydobywczym długo na podstawie pomówień nawet jednej takiej psychotycznej osoby, bez dowodów merytorycznych. Znam ten mechanizm bo byłem już pomawiany przed sądem przez podobnych takich dokładnie czubów, a nie tylko zboczeńców pedofilskich. Przypuszczam, że te trwające przynajmniej od 2003 roku działania Leszka Żądło z jego pomówieniami, okresowo się nasilające, niejako kolejne ataki psychotyczne w postaci kampani oszczerstw, to jakiś rodzaj psychozy, całkiem prawdopodobne, że jest to skutek jego autorskiego wymysłu w postaci regresingu. 

PYTANIE (Marek O.): Leszek Żądło zarzuca ci, że nie przeszedłeś regresingu czyli jego autorskiej metody terapii. Czy byłbyś skłonny poddać się regresingowi, co sądzisz o regresingu Leszka Żądły

Odpowiedź: Terapii regresywnych jest wiele systemów i aktualnie są nawet popularne na Zachodzie. Wszystkie te metody są wyrwane ordynarnie z kontekstu jogi, gdzie należą do grupy ćwiczeń typu Pratyahara, Introspekcja, Przegląd Wsteczny. Bardzo często są zbytnio uproszczone, strywializowane, błędnie lub niewłaściwie stosowane. Joga to tradycja mająca kilka tysięcy lat, a nawet więcej, metody są dobrze sprawdzone. Zachodni "odkrywcy" tych metod zerżnęli je plagiatując z książek teozoficznych, radża jogi lub po części z jogi w wersji buddyjskiej. W szerszym kontekście podążania duchową drogą rozwoju ku przebudzeniu świadomości, ku oświeceniu mają swoje miejsce czas i sens. Stosowane jako zjawiskowa terapia regresywna, w tym regresing Leszka Żądło, bywają stosowane źle, w niewłasciwym kontekście, w niewłaściwym miejscu procesu rozwojowego. 

Pratyahara to piąta z ośmiu grup ćwiczeń jogi i z zasady takie praktyki jak Yama, Niyama, Asana, Pranayama powinny być poznane i ugruntowane. Inaczej cała praca jest hodowaniem drzewa bez korzeni, co w końcu kończy się tragedią psychiczną. Przypuszczam, że ci ludzie w jakiś sposób doprowadzili się do tragedii psychicznej. Warto się zastanowić czy praktykują zasady Jama i Nijama, czy znają podstawowe Asany chociaż w tym praktyki lotosowe, czy znają podstawowe ćwiczenia Pranayama, w tym Bandha i Mudra. Zapewne nie lub zbyt mało, żeby mieć korzenie do poważnych ćwiczeń takich jak podróże w kierunku poprzednich wcieleń. To jest taki stan ludzi, że wiedzą, że gdzieś dzwoni, ale nie wiedza ani gdzie ani na co. Ta sytuacja dotyczy wielu wąskich systemów terapii wyrwanych z kontekstu duchowej Drogi Oświecenia, Drogi Rozwoju Świadomości, nawet systemy szersze i poważniejsze, lepiej sprawdzone jak psychoterapia transpersonalna czy psychosynteza mają tego rodzaju problemy, bo taki system wyczerpuje się najdalej po kilku latach i przestaje dawać postęp, a jego mit, że pomaga w duchowym rozwoju zwyczajnie upada. 

W takiej konotacji, metoda regresowania się Leszka Żądło do niczego nie jest mi potrzebna, gdyż to, co oferują terapie regresywne przeszedłem na kilka sposobów w latach 70-tych i 80-tych XX wieku, czyli dawno temu, a teraz praktykuję rzeczy bardziej odpowiednie dla swoich potrzeb duchowych, chociaż czasem do czegoś trzeba wracać. Nawiasem mówiąć, wielu różnych domorosłych wynalazców cudownych patentów przychodziło i jeszcze przychodzi do mnie, żeby ofiarować swoje super najnowocześniejsze, wymyślone, podkradzione lub objawione metody na natychmiastowe oczyszczenie czy oświecenie. Albo szybko wychodzą ze swoich błędów, albo spitalają obrażeni, że Mistrz nie ma humoru, żeby pochwalić ich cudo. Nie chce zabić ich śmiechem, dlatego nie mam dla nich humoru jak widzę kolejny produkt urojeń czy czasem też produkt będący skutkiem ograniczonej świadomości takiego wynalazcy. To są takie same wynalazki jak perpetum mobile, które już tysiące osób wynalazło, ale maszyna jakoś jeszcze nie zaczęła działać. Zwykle był poważny błąd w obliczeniach. Wolę metody, których działanie jest sprawdzone, niż do niczego nie przydatne wynalazki niedowartościowanych osób, które i tak nie maja nic dobrego do ofiarowania. A obłęd wynalazczości, także własnych ścieżek czy autorskich kursów rzekomego rozwoju duchowego, jest też chorobą lub zaburzeniem psychiki, którą trzeba leczyć. 

PYTANIE (Kapalinari): Leszek Żądło i jego kompani z portalu o regresingu, jak miałam nieprzyjemność czytać, zarzucają ci, że jesteś guru, co sugeruje, że bycie guru to coś złego. 

Odpowiedź: Ludzie o niskiej jakości wibracji często mają problemy ze zrozumieniem słów, szczególnie jak są to pojęcia dla nich obcojęzyczne albo jak zostaną zakodowani poprzez powtarzane sugestie lub hipnotycznie aby odczuwać do jakiejś idei awersję. Guru w ogólnie przyjętym na zachodzie znaczeniu to ekspert w jakiejś dziedzinie, specjalista od czegoś. Termin zaczerpnięty z braminizmu i jogi w Indii doskonale przyjął się na zachodzie w technologii komputerowej i programistycznej. Guru IT to prawdziwy specjalista, który pomaga rozwiązać wszelkie problemy z komputerem czy oprogramowaniem. Guru umie rozwiązać problemy w jakiejś dziedzinie, chętnie pomaga, często bezinteresownie, jest specjalistą wysokiej klasy, ekspertem wysokiej jakości. Cenię sobie takich specjalistów i od lat czytuję kilku guru związanych z technologiami opartymi na Linuksie jak Torvalds, Maddog, Knopper czy Gael oraz kilku podobnych. Jeśli ich nie znasz, to znaczy że nie znasz świetnych guru z branży. 

Podobnie, w odwrotną stronę, metodą inżynierii wstecznej, trzeba przypomnieć, że guru z dziedzin takich jak joga czy braminizm, nauki wedyjskie albo tantra jest zwyczajnie świetnym ekspertem z branży. Jeśli osoby z TWA Leszka Żądło nie są w stanie takich prostych rzeczy zrozumieć, to na pewno nie są też w stanie zrozumieć złożoności ludzkiej psychiki czy kształtowania losu z przyczyn karmicznych, bo to wcale nie łatwe zagadnienia branżowe. Proste definicje słów takich jak guru są o wiele łatwiejsze. Sam Leszek Żądło rzekomy twórca regresingu jako autorskiej metody nie powinien mieć problemu w tym, że ktoś nazywa go guru regresingu. A jeśli nie czuje się ekspertem od tego co stworzył, to już nie mój problem, ale jego psychologa czy psychoterapeutów. Ludzie mający problemy elementarne na poziomie rozumienia słów i znaczeń mają zwykle bardzo niski iloraz inteligencji w stosunku do przeciętnej, zatem można szukać wyjaśnienia w tym kierunku. 

Jeśli o mnie chodzi, nie mam problemu ani ze swoimi kompetencjami w branżach, którymi się zajmuję, ani nie sprawia mi żadnych psychicznych problemów, gdy ktoś zwraca się do mnie per "guru", "guru od jogi" czy "guru od wschodu" albo podobnie. Ludzie z nieoczyszczoną psychiką, zagmatwani na poziomie elementarnych pojęć, z problemami używania czy nieużywania słów i pojęć, pokazują niską jakość swojej umysłowości, niską jakość inteligencji i niski, prymitywny poziom ewolucji. Oczywiście to nie dziwi, gdyż na terapie takie jak regresing czy na inne metody uzdrawiania często przychodzi dużo ludzi z problemami, ludzi chorych czy zaburzonych, szukających leczenia i pomocy. Regresing Leszka Żądło to nie jedyna metoda terapeutyczna w której jest to problem, jeśli chce się z pacjentów robić terapeutów. 

W dziedzinie psychiatrii czy psychologii zwykle nie proponuje się pacjentom psychicznym aby zostawali terapeutemi czy lekarzami. Raczej zdrowi studiują medycynę czy psychologię, a procent poważnie zaburzonych psychicznie nie jest wtedy wielki. Kiedy z grupy pacjentów zaburzonych psychicznie i umysłowo zaczynamy produkować terapeutów, wtedy łatwo o wyprodukowanie zaburzonych terapeutów, gdyż nawet pomimo pewnej poprawy u pacjentów, wcale nie musi dojść do remisji ich patologicznych stanów. Sporo jest zaburzeń psychiki, które są nieuleczalne lub okresowo nawracają pomimo okresów remisji. Tacy pacjenci mogą oczywiście prowadzić grupy wsparcia dla innych, ale powinni to robić pod okiem doświadczonych i zdrowych psychicznie terapeutów, psychologów, a nawet lekarzy psychiatrów, a nie w warunkach indukowania psychoz przez grono zaburzonych i chorych współpacjentów chodzących na ów regresing. 

Wiem, że nie każdy lekarz psychiatra czy psycholog zechce opiekować się domorosłymi wynalazkami pokroju regresingu Leszka Żądło, gdyż wyznawcy wiary w reinkarnację to mniejszość w Polsce, ale może być i inny powód, gdyż sam twórca regresingu może być osobą z silnie zaburzoną lub chorą psychiką i może obawiać się kontaktu z fachowcami od tych spraw oraz świadomie unikać takich sytuacji nadzoru i weryfikacji nad jego działalnością. Dobrze by jednak było, gdyby całe to towarzystwo poszukało sobie jakiegoś guru z branż takich jak psychiatria czy psychologia w charakterze profesjonalnych konsultantów swojego chałupniczego grzebania w ludzkiej psychice metodami domowymi. Wszyscy wiedzą jak kończą domorośli saperzy. 

Podkreślę jeszcze, że ta awertywna czy nawet reaktywna awersja do samej idei guru w środowisku regreserów i zresztą w paru innych powiązanych ze sobą środowiskach psychotroniczno-wahadlarskich, to problem z uznaniem ekspertów i specjalistów spoza własnego TWA, fachowców, którzy mogliby zagrażać ujawnieniem poważnych błędów czy wręcz psychicznych patologii u tych ludzi, którzy stopnie duchowego rozwoju raczą mierzyć wahadłem. Reaktywna awersja do guru u Leszka Żądło bijąca z jego tekstów niczym piana na ustach u osoby rozwścieczonej daje podstawę do szukania zaburzeń typu paranoicznego, nawet jak jest to tylko utrwalony defekt osobowości czyli psychopatia paranoiczna, paranoid. 

Rozumiem, że "zarzucanie mi" iż jestem guru czegokolwiek, w tym jogi, nauki o czakramach czy tantry jest z jednej strony uznaniem moich kompetencji w pewnych branżach, a z drugiej strony silnym, panicznym lękiem lub psychotyczną awersją u wyznawców Leszka Żądły i jego wytworów w postaci regresingu. Takie uznanie jak od "żądłowców" można usłyszeć nie tylko w poradniach psychiatrycznych ale i w zwykłych ośrodkach zdrowia: "Taki dobry lekarz, a wygląda jak łachudra". 

PYTANIE (M. H.): Pamiętam jak kilkanaście lat temu Leszek Żądło miał prowadzić zajęcia w krakowskiej Aurze, ale musiał je odwołać, bo za mało ludzi się zgłosiło - za to u Mohana na zajęciach z Laja Jogi w tym samym czasie przez ten sam ośrodek organizowanych tylko w innym miejscu w Krakowie były małe tłumy, kilkadziesiąt osób. Leszek Żądło wkurzał się, że do Mohana przychodzą, a do niego nie, ponoć się nawet sam pokwapił do Mohana na zajęcia zerknąć po odwołaniu swoich. Krystyna i Grzegorz, właściciele ośrodka Aura mówili o Leszku, że daleko mu do Mohana. Może to jakieś tam podeptane czyjeś ambicje do dzisiaj w niesnaskach przebijają?  

Odpowiedź: Pewnie takie żale, a może jest ich więcej, na "dekielek biją" i odpowiadają jako tzw. czynnik reaktywny za zachowania psychotyczne. Skutkiem takiej "traumy" może być rozwój paskudnych psychoz, w tym paranoicznych jak paranoia inventoria, vera czy inna reakcja paranoiczna. Wtedy taki człowiek wszystko interpretuje opacznie, że niby to celowe działania pewnej osoby czy grupy, 'sekty Mohan'. Potem robi się błędne koło psychotycznego uwarunkowania, nawet u regresera, wszak i psychiatrzy też czasem miewają psychozy, a onkolodzy raka. Nie przeszkadza to zbytnio w codziennym życiu, ale powoduje paskudne działania, podejrzenia, pretensje, szkalowanie, gdzie powodem jest schorzała ambicja i zawiedzione nadzieje. Zawodowi właściciele ośrodka Aura mieli nadzieję zarobić na organizacji kilku kursów na raz, tak wiele ośrodków pracuje. Nie ma w tym nic złego, że jest więcej rozmaitych zajęć w tym samym czasie, w tym samym ośrodku. 

Jeśli ktoś ma jaki syndromik chorobowy, być może lekki ale dokuczliwy, to traumatycznie jako porażkę przeżywa, gdy środowisko zainteresowanych rozwojem duchowym i terapią wybiera innego lidera czy terapeutę. Taka reakcja reaktywna wymaga świadomego leczenia, terapii, może w jakimś Laboratorium Psychoedukacji albo w Ośrodku Psychosyntezy, byle inną, alteratywną metodą niż regresing. Mogę się mylić w ocenie, ale obstawiam psychozę o obrazie utrwalonego zespołu paranoicznego typu paranoia inventoria lub jakiegoś podobnego, ale to już specjalistyczne badania w warunkach obserwacji muszą zróżnicować. To najbardziej pasuje, bo zwolennicy Leszka Żądło, włącznie z właścicielką portalu regresingu Ewą L. Kałuską zachowują się jak osoby z paranoją indukowaną przez chorego o silnym wpływie. Paranoików i osoby o paranoicznej osobowości bardzo boli taka odmowa czy potwarz, jak to odbierają, a ocena porównawcza jakości prowadoznych zajęć przez osoby niezależne, które co tydzień organizują inne kursy wielu liderów z różnych szkół i metod rozwoju zapewne zabolała najbardziej, bo osoby paranoiczne są bodaj najbardziej reaktywne na ocenę czy osąd wymierzony w ich działalność czy postępowanie. Latami potrafią obmyślać zemstę lub knuć intrygi, nie bacząc na to, że coś zadziało się spontanicznie i było wyborem wolnych jeszcze ludzi. 

Niestety wśród zwolenników Leszka Żądło w tym wśród pacjentów chodzących na regresing w jego wydaniu, najwięcej osób trzeba banować z powodu złośliwego szkodnictwa paranoicznego typu, jaki uprawiają lub uprawiać próbują na wielu portalach ezoterycznych czy psychotronicznych. Nawet więcej jest tych szkodników regresingowych niż skurwieli popierających czy uprawiających pedofilię. Nie sądzę, żeby Leszek Żądło mógłby mnie szkalować z powodu skłonności pedofilskich jak najczęściej w internecie pod moim adresem bywa, ale w tym też się mogę mylić, a innych powodów generalnie nie ma, chyba, że cyniczne eliminowanie konkurencji, ale to też domena typowa dla zaburzonych osobowości paranoicznych. Pewnie sporo ma tej swojej urojonej traumy. Lata temu w  Katowicach ze mną po wykładzie rozmawiało ze 200 osób, a on tam stał samotnie w pobliżu ze swoją ofertą. To może być trauma, tylko po co ten paranoiczny jad produkuje po szambonurkowym cudownymportalu razem z grupką regreserów i organizatorów zajęć? Portal regresingu i regreserów jest bodaj najbardziej aktywny wśród ezoportali w szkalowaniu zarówno Bractwa Himawanti jak i w atakowaniu mnie pomówieniami personalnymi. 

PYTANIE: Leszek Żądło wypisuje o Tobie Mohandżi, że on wie w 100 %, że na zajęciach Ty i Twoi ludzie szkalujecie jego działalność, że zna nazwiska osób, które to robiły, a należą do Bractwa Himawanti, że osoby te zeznawały o tym przed sądem. Czy coś z tego jest prawdziwe? 

Odpowiedź: Metody terapii i rozwoju duchowego jakie oferuję w swojej działalności nie wymagają wyłączności tak jak w wypadku regresingu, gdzie nie wolno zajmować się niczym innym, tylko słuchać Leszka Żądło jako jedynego autorytetu. Kiedy ludzie przychodzą do mnie przykładowo na Laja Jogę, instrukcja jest jasna: W czasie zajęć, w czasie trwania warsztatu czy obozu jogicznego, praktykujemy Tantra czy Laja Jogę. A co robisz potem, to twoja sprawa. Nie interesuje mnie czy ktoś chodzi do innych liderów na jakieś zajęcia, czy też praktykuje samą Laja Jogę. Nauczyciela matematyki nie interesuje czego uczeń uczy się jeszcze poza lekcjami matematyki. Nauczyciel jednego z systemów Jogi dba o to, żeby nauczyć tego, co jako ekspert w dziedzinie ma do nauczenia. Osoby autorytarne nie trawią takiego podejścia, wydaje im się, że "ich uczniowie" powinni chodzić tylko do nich i słuchać tylko ich. Nie rozumieją, że jest więcej ciekawych dziedzin i umiejętności, które człowiek może chcieć opanować, chociażby spadochroniarstwo czy lotniarstwo, sztuki walki, pływanie albo grę w ping ponga. Sam lubię ektsremalne biegi górskie na 200 kilometrów, trochę dłuższe od popularniejszych maratonów, ciągle ćwiczę sztuki walki, trochę japońskich, a trochę rodem z Indii, takie mam hobby i zainteresowania i nie przeszkadza to w byciu wedyjskim guru ani w graniu w szachy czy kręgle.

Czasem przychodzą na zajęcia osoby z jakimiś problemami, których nie udało się im rozwiązać czy uleczyć ani regresingiem u Leszka Żądło czy innego z regreserów ani wieloma innymi metodami. Jeśli Laja Joga albo oparta na relaksacji terapia dla ofiar przemocy i gwałtu im pomoże, to potem pewnie będą zajęcia u mnie oceniać jako lepsze niż regresing, gdyż im pomogły. Stosunkowo dosyć często słyszę takie opinie, szczególnie od wdzięcznych pacjentów, jak się uda ich z czegoś wyleczyć czy podleczyć. Sytuacja taka oczywiście może zdarzyć się w odwrotną stronę i nie ma w tym niczego nadzwyczajnego. Metody jogiczne mają wielkie możliwości w dziedzinie leczenia i uzdrawiania, chociaż niestety nie zawsze wszystko daje się wyleczyć. Pacjenci nieuleczalni też się zdarzają, ale taka jest natura tego świata, że można ich tylko pocieszyć. 

Problemem jest, że mali ludzie, tacy jak zionący toksycznym jadem oszczerstw Leszek Żądło, nie rozumieją stosunkowo prostych mechanizmów i zjawisk jak wdzięczność uzdrowionych pacjentów, zatem robią sobie ze swojej metody urojone mniemania o swojej wyższości, zawsze, gdy uda im się chociaż trochę komuś w czymś ulżyć albo pomóc. I tak rośnie mit regresingu oraz wynikłe z poczucia wyższości zakazy uczenia się u innych guru niż Leszek Żądło, a także mit jakoby Bractwo czy jego członkowie celowo i złośliwie jakąś kampanię prowadzili przeciwko Leszkowi Żądło. Rzeczywiście organizatorzy z Krakowa, wspomniani już Krystyna i Grzegorz uznali, że Mohandżi wypada znacznie lepiej niźli Leszek. Pewnie ów Leszek uroił sobie, że skoro raz taka opinia padła, to uczniowie Mohana celowo tak robią. Myślenie paranoiczne tak ma, że na podstawie prawdziwych zdarzeń wytwarza błędne wnioski, a przecież to tylko dwóm osobom, które chodziły na regresing Leszka Żądły i na Laja Jogę u Mohana, wydało się, że Mohan lepiej prowadzi zajęcia niż Leszek. 

Paranoik czy osoba paranoiczna potraktuje taką sytuację jednak jako zamach na niego i celową kampanię. On już wie i ma dowody, a cały bajer jaki wciska, że ktoś w sądzie coś zeznawał, to tylko rojenie wspomagające pierwsze rojenie. Można to łatwo udowodnić żądając podania adresu sądu i numeru sprawy oraz nazwisk zeznających. Znam sprawy które miałem wytaczane przez pedofilów i pedofilki z pedofilskiej mafii w Bydgoszczy, Warszawie czy Częstochowie, kilka razy czytałem wszelkie akta i nic tam takiego, co twierdzi Leszek Żądło, nigdy w niczyich zeznaniach nie było. Jest to dla mnie kolejna przesłanka, że Leszek Żądło jest jednak osobą silnie zaburzoną psychicznie i wymaga poważnej profesjonalnej pomocy psychiatrycznej oraz fachowej opieki psychologicznej. Dowodzenie jednych urojeń innymi urojeniami to wyższy poziom paranoicznej patologii, a nie rozwoju duchowego. Zapewne to się mierzy wahadłem jako ów tajemniczy ERD Leszka Żądło i jego oszczerczo nastawionych do otocznia klonów regresingowych. 

PYTANIE: Mohandżi, a jak to jest z tymi skalami etapów rozwoju duchowego, z tym ERD stwierdzanych z pomocą wahadła? Można tak wahadłem zmierzyć rozwój duchowy? 

Odpowiedź: Metody psychometryczne są czasem używane do analizy psychiki, emocji i myśli oraz poziomu energii witalnej czy do diagnozy energetycznej chorób, jednak używanie tych metod do pomiarów boskiej duszy i rozwoju duchowego jest nadużyciem, gdyż mechanizm psychometrycznego psychizmu nie ma żadnej możliwości dokonywania pomiarów duszy, wyższej jaźni czy Boga. Mierzenie stopnia rozwoju duchowego wahadłem w wydaniu Leszka Żądło i podobnych mędrków przypomina mierzenie stopnia rozwoju człowieczeństwa w centrymetrach wzrostu ciała. Jak masz 75 cm wzrostu to jesteś na 75 stopniu rozwoju człowieczeństwa, a jak masz 25 cm wzrostu, to należysz do elity najwyższego stopnia rozwoju człowieczeństwa. Takiego rodzaju błąd z powodu fatalnie błędnych założeń popełniają żądłowcy regreserzy w swoich pomysłach na mierzenie Rozwoju Duchowego. Mam nadzieję, że przykład jest jasny, a jak nie, to weź skalę w kilogramach masy ciała jako ilość człowieka w badanym obiekcie. 120 kilo to dużo człowieka i wysoki stopień rozwoju, 45 kilo, to mało człowieka w badanym obiekcie i niski stopień ERD. Prawda jest taka, że niższe nie może mierzyć ani nawet wykrywać wyższego, zatem aparat podświadomości nie może mierzyć tego, co przynależy do nadświadomości. Cały system wartości duchowych u Leszka Żądło jest zatem produktem błędu i jako tako wszystko, co się z tego wnioskuje to produkt typowo urojeniowy, część choroby, taki sam jak wiara w koniec świata roku 2000 u Edwarda Mielnika i zabranie 144 tysięcy Polaków w pojazdach UFO. Chore produkty chorej umysłowości paranoicznego typu.

Skala ERD nie mierzy żadnych etapów rozwoju duchowego innych ludzi, a jedynie wyobrażenia Leszka Żądło na temat ich rozwoju, a te są myślami i konceptami także w umysłach jego klonów czyli regreserów, skażonych wieloma błędnymi poglądami. Jeśli się wbije ludziom do głowy jakieś koncepcje na temat rozwoju duchowego, starannie przeszkoli kilka osób na przykładach, to oni potem będą zgodne wyniki 'odbierać' na swoich wahadłach. Jest to tandetny efekt zasugerowania wyniku. Jeśli dam ci kilka ciastek do badania wahadłem, ale wcześniej powiem, które ciasteczka są najsmaczniejsze, to jako najsmaczniejsze wyjdą ci te, które ci zasugerowałem. Ludzie umysłowo przytomni nie dają się sugestopatom ani hipnotyzerom nabierać na takie tandetne sztuczki i machinacje. Jeśli powiem ci, że z nauk jakiegoś mistrza wiele skorzystałem, to naturalną koleją rzeczy, twoja podświadomość dokonująca pomiaru psychometrycznego wyda odpowiednio korzystny wynik. Gdyby te osoby ze zmanipulowanej grupki wahadlarskich regreserów miały jakiekolwiek zdolności psychometryczne robiłyby pomiary na tym, co jest weryfikowalne.

Możesz swoim znajomym regreserom dać zdjęcia swoich rodziców, dziadków i poprosić żeby w kilkunastu przypadkach podały wiek każdej z osób, a najlepiej dokładną datę urodzenia. Życie to też rozwój, skala pomiarowa idzie w latach, zatem psychometra nie będzie miał problemu z ustaleniem ile lat temu miał miejsce początek ich wcielenia. Cudaki mierzą to, czego nie można sprawdzić, a dla naszych postępów w treningu umysłu i rozwoju duszy istotne są miarodajne, konkretne wyniki. Zatem jak wywahadłują daty urodzin twoich rodziców i dziadków, a także innych nieznanych im ludzi, jeśli na 100 prób będzie nie więcej niż kilka procent poważnych pomyłek, to można uznać, że mają jakieś zdolności. Podobnie sprawdza się zdolności psychometryczne określając wiek rozmaitych przedmiotów, pod warunkiem, że ktoś jest w stanie oczywiście to zweryfikować.

Można na wiele wspaniałych sposobów ćwiczyć, rozwijać zdolności psychometryczne, ale trzeba to robić rozumnie, a nie na rzeczach, które nie są ani sprawdzalne ani nawet mierzalne metodami psychometrii. Kalendarz to doskonała miarka psychometryczna. Taki psychometra powinien na odcinku kalendarza wskazać w którym roku, pomiędzy 1962-gim, w którym się urodziłem, a aktualnym, Mohandżi znany też jako Rychu miał pierwszą dziewczynę. Takie fakty są niezapomniane, mogę rok i dokładniejszą datę zapisać na kartce, niech leży w kopercie, a oni niech wahadłem podadzą chociaż rok w którym sobie pierwszy raz kochałem i pobzykałem. I zaraz się okaże, że nic nie umieją, bo się urojeniami regreserzy zajmują i cierpią mniej lub bardziej na psychozę indukowaną im przez Leszka Żądło. 

Kiedy byłem w szkole podstawowej mój ojciec uczył mnie trochę psychometrii. Pilarze ścinali drzewa, a moim zadaniem było określić jakie wysokie jest drzewo. Po ścięciu drzewa z ojcem mierzyliśmy długość drzewa. Ojciec miał na swojej kartce swoje wyniki, a ja miałem swoje, przewidywane oraz faktyczne pomiary. Wieczorem porównywaliśmy przewidywane z faktycznymi, zwykle moje pomiary miały większy błąd od rzeczywistej wysokości drzewa, ale z czasem się poprawiłem. Można się wprawić po ćwiczeniu na kilku tysiącach pomiarów.

Mam szafę na książki w pokoju w którym teraz jestem. Niech mi regreser zmierzy psychometrycznie jaka jest jej wysokość od podłogi licząc. I koniec, śmierć regreserów mierzących poziom wysokości czegokolwiek. Okaże się, że nic nie umieją i żadnych zdolności nie mają, chociaż przypadkowo czasem może się im zdarzy jakieś pojedyncze trafienie. Ile cali ma przekątna ekranu mojego monitora od komputera? Mogą mi też policzyć ilość schodków z podwórka do mieszkania. Ile mam półek z książkami w domu? To przecież łatwe do policzenia dla wszystkowiedzących wahadełek. Wielu ludzi, prawdziwych psychometrów, zaskoczyło mnie podając prawidłowe odpowiedzi na takie pytania, chociaż czasem i kilka dni pracowali aż poczuli dobry moment na uzyskanie dobrego wyniku. To są delikatne sprawy. 

Prawdziwi mistrzowie psychometrii potrafią robić takie rzeczy, a zresztą u takich konkretnych ludzi się miałem zaszczyt uczyć i dlatego nie mam psychiatrycznego problemu z tym, żeby w jakieś święto typu guru purnima uklęknąć przed mistrzem duchowym, pokłony zrobić i dziękczynienie za to, czego się nauczyłem. Nawet coś tak prostego może być za trudne tak dla Leszka Żądło jak i dla jego nawiedzonych regreserów. Jak chcą poćwiczyć mogą się pofatygować do mnie na treningi w tym zakresie. Najpierw oczywiście muszą opanować prawidłowe podstawy rozwoju duchowego i podstawowe zasady treningu psychometrycznego. Ale jak jakiś regreser chce się nauczyć jak zostać psychometrą, to niech się zacznie pilnie uczyć u tych, którzy to potrafią, zamiast na rzeczach niemierzalnych u pacjentów z urojeniami paranoicznymi, którzy w ramach psychozy chcą uchodzić za wysoko uduchowionych. 

PYTANIE: Mohandżi, to na jakim poziomie rozwoju duchowego jest Leszek Żądło? 

Odpowiedź: Myślę, że na etapie pomylenia umysłowego i chorobliwego nawiedzenia. Nie wiem który to u nich numerek i nie interesuje mnie to. Z samej demonicznie satanicznej wibracji imienia Leszek wynika, że jak osoba będzie dalej identyfikowana przez takie imię, to w tym życiu zawsze będzie należeć do niskich, mrocznych, ściemniających poziomów. Jest to dość mocna wskazówka znana od wieków, jeśli personalia osoby są autentyczne i niezwykle rzadko taką interpretację trzeba zmodyfikować z powodu jakiś specyficznych okoliczności. Inaczej mówiąc jest to psychik, który ścieżki duchowego rozwoju najpewnej jeszcze nie rozpoczął, chociaż jak każdy mógł się książek na ten temat naczytać i ma jakieś koncepcje o czymś, o czym nie ma w praktyce pojęcia. Sporo takich osób spotkałem w środowiskach psychotronicznych, zatem jeden więcej czy mniej mnie nie dziwi. Oczywiście, mroczne, demonicznej jakości byty czy osoby będą lgnąć do nieco bardziej mrocznej osoby jako do swojego naturalnego przywódcy. Taki psychik może być dobry jako uzdrowiciel czy jakiegoś rodzaju terapeuta ale nie powinien wykraczać poza ścisłe ramy terapeutycznych zastosowań danej metody. Wtedy wszystko będzie dobrze. 

PYTANIE: Na swoim cudownym portalu Ewa Kałuska z Leszkiem Żądło wyznawcom swojej teorii o ERD wmawiają usilnie, że wedle ich skali miałeś kiedyś wyższy poziom rozwoju duchowego, a potem spadłeś i teraz masz niski poziom wedle ich ERD. 

Odpowiedź: Jak powiedziałem w innym miejscu, oni mierzą nie etap rozwoju duchowego tylko swoje wyobrażenia o innych ludziach, a ściślej rojenia Leszka Żądło o innych liderach i osobach. Muchy, osy czy ćmy wlatujące przypadkowo do mieszkania Leszka Żądło zapewne mają wyższy stopień czy tam etap rozwoju duchowego niż każdy, kogo Leszek Żądło z jakiegoś powodu nie lubi. Śmiejesz się, ale u paranoików takie są zasady oceniania i osądu. I indukuje swoje wypociny zaufanym zespołom badawczym, które znowu mierzą co Leszek Żądło myśli i sugeruje. Tak jest w totalitarnych grupach prowadzonych przez osoby z osobowościami paranoicznymi lub z mniej lub bardziej poważnymi syndromami paranoicznymi, przewlekłymi czy utrwalonymi. Urojenia utrwalone w przebiegu zespołów paranoicznych bardzo trudno się leczy i nawet specjaliści psychiatrii oraz psychologii klinicznej unikają dyskutowania z paranoikami treści, które są objęte władztwem urojeniowego myślenia.  

Szczerze mówiąć na skali etapów rozwoju u paranoików wolałbym mieć poziom ZERO, a nie 35 jak Leszek Żądło, a jak mi dali aż ze 20 punktów, to zaczynam się poważnie martwić o swoje zdrowie psychiczne. Musi być bardzo źle ze mną! Nie chcę być czubem produkującym chorobliwe urojenia z powodu paranoicznej psychozy urojeniowej tak jak owo towarzystwo regreserów Leszka Żądło! Ale i tak pozostaje się cieszyć, że nie dali mi więcej niż Leszkowi Żądło, bo byłbym większym czubem od NIEGO samego! 

Odnośnie rozwoju duchowego, to nawet w ich regresingowym ERD powinni nauczyć się, że niezawinione trudne przejście (kryzys) w życiu innych ludzi bywa intensywną redukcją dawnego karmana, a wtedy osoba po takich przejściach jest znacząco czystsza niż przedtem. Ale jak się nie uczyli od guru na temat karmana, to pewnie nie są w stanie policzyć o ile etapów rozwój duchowy takich osób wzrasta. Tym bardziej trzeba uznać ich skalę ERD za rodzaj szkaradnego błędu w metodzie. Pewnie też nie wiedzą jakie są rodzaje karmana, a już szczególnie nic nie wiedzą o "Na krishna Na Śukla Karmah" czyli o karmanie "Ani ciemnym ani jasnym". Praktykanci Jogi często mają taki rodzaj karmana, jeśli reprezentują starożytne tradycje, są w nich sukcesorami, spadkobiercami dharmy czy głównymi mistrzami w sposób prawidłowo wyuczonymi i wyświęconymi przez autentycznych dobrych mistrzów Jogi. Karman ani ciemny ani jasny ma taką cechę, że się nie zmienia, ani nie pogarsza ani nie polepsza, gdyż jest karmanem adhikary - boskiego celu, dla którego Jogin żyje na ziemi. Nieuctwo regreserów prowadzi do bardzo wielu błędnych wniosków i wzmaga paranoiczny poziom urojeń w tym środowisku. 

Pozycje kilku postaci w tych ERD u Leszka Żądło to ordynarny zabieg marketingowy mający na celu przyciągnięcie potencjalnych klientów z pewnych środowisk. Wedle Leszka Żądło, Budda miał ERD 36, Jezus miał ERD 34, Sai Baba miał ERD 36, Leszek Żądło ma ERD 35, a to jest takie przesłanie do potencjalnych klientów: "Patrzcie, jestem większy od samego Jezusa, mogę chodzić po wodzie i wskrzeszać umarłych, a do tego Buddha i Sai Baba są zaledwie szczebel wyżej, zatem możecie do mnie przychodzić jako do ich zastępcy na tej Ziemi". Przekaz z takich spreparowanych, acz idiotycznych parametrów jest jasny. Widać w tym jasno zabieg mający na celu przejęcie jak największej ilości adeptów buddyzmu oraz ruchu duchowego Sathya Sai Baba. Leszek Żądło postanowił wybawić uczniów Buddy i Sathya Sai Baba. W czasach kiedy te pomysły Leszek Żądło produkował akurat grupy buddyzmu rozkwitały w Polsce, podobnie i ruch wielbicieli Sathya Sai Baba. Zabieg marketingowy, żeby się postawić na wysokim stopniu rozwoju jest sprytny ale prostacko naiwny, gdyż każdy, kto ma pojęcie o rozwoju duchowym wyśmieje taki śmieszny i naiwny marketing, a nawet samo podejście do procesu rozwoju duchowego, podróży życiowej ku oświeceniu. To już bardziej miarodajna w temacie rozwoju jest skala etapu ERD w latach, jeśli się praktykuje ciągle w tej samej organizacji, czy tradycji mistycznej. 

W tradycjach mistyczno-duchowych służących rozwojowi duchowemu, w tym w Jodze czy Sufi, jakiś pierwszy poziom wzrostu duchowego liczy się materialnie w DNIACH realnej nauki, praktyki i służby duchowej wobec mistrza i wspólnoty. Nowicjat jako odbyty czyli uznanie, że ktoś wszedł na drogę duchowego rozwoju jako początkujący nowicjusz uznaje się u Sufich po 1000 (tysiącu) Dni takiej trójstronnej pracy duchowej. W tradycyjnym systemie Bramińskim Pełnym Uczniem zostaje ten, kto odbywa taki staż przez 12 lat (Cykl Jowisza), a sam Nowicjat wstępny to zwykle 3-5 lat. Trzy lata to także ponad tysiąc dni pracy, a w solarnym systemie 3 razy 360 dni czyli 1080 Dni Pracy Duchowej. Owe DNI pracy zajęte nauką, praktyką i służbą (sewą), to dni liczone od świtu do nocy czyli całe dni, takie jak wtedy, kiedy jest się na kilkutygodniowych obozach czy kiedy praktykuje się przebywając w świątyni typu aśrama. Zatem na warsztatach w łykendy mamy co najwyżej półtora dnia, jeśli są dosyć intensywne. Warsztaty łykendowe często nie zawierają elementu służby duchowej (sewy), zatem nie będą wystarczające dla zaliczenia podstaw wymaganych Nowicjatem Drogi Duchowego Rozwoju. Jeśli bierzesz udział w bardzo intensywnych łykendowych warszatatach rozwoju duchowego co miesiąc, to przez rok masz zaledwie 12 razy 1,5 czyli aż 18 Dni realnej praktyki rozwoju duchowego. Aby przejść w ten sposób Tysiąc Dni Stażu zwanego Nowicjatem potrzeba ponad 55 lat co miesiąc brać udział w intensywnym treningu. Jogiczne 1080 Dni czyli 3 lata pracy zajmie dokładnie 60 lat ziemskich. Praktykowanie u paranoika, księdza pedofila czy satanisty, to nie tylko zmarnowany czas, ale i uwstecznienie, czyli dokładnie to co mamy w spolszczeniu jako regresing, gdyż słowo to dosłownie znaczy "cofanie się w rozwoju", "uwstecznienie". Całkiem możliwe, że nazwa metody jest idealnie adekwatna do zawartości tego, co się w niej robi. 

Okres edukacji u guru, w tradycyjnej wedyjskiej aśramie jogicznej z nauką, praktyką i służbą trwa 12 lat, a zatem mamy pełny okres podniesienia człowieka w jego rozwoju duchowym na etap bezpośrednio wyższy niż średnio ogół zwykłego społeczeństwa zdobywany intensywnie w ciągu 4 320 Dni nauki, praktyki i służby w obecności i w pobliżu Mistrza Duchowego. Metodą na łykendy trwałoby to 240 lat ziemskich, zatem regreserzy łatwo sobie wyliczą ile im jeszcze wcieleń brakuje, żeby wejść na duchową drogę rozwoju warsztatami u Leszka Żądło, a nawet zrobić jeden etap, ale taki poważny, z tych, jakie ludziom są dostępne. Całkiem możliwie, że Leszek Żądło nie widział nigdy osobiście żadnego Mistrza Duchowego ani Bóstwa na miarę Jezusa, Buddy czy Sai Baba, nigdzie nie praktykował, a jedynie poczytał bardzo kiepską literaturę niskiej jakości o rozwoju osobistym, z której kompilował swój wymysł w postaci regresingu i jego ERD. 

PYTANIE: Leszek Żądło chełpi się z regreserami, że z Twojej działalności ledwie niedobitki zostały i że nikt już nie przychodzi na Twoje zajęcia.  

Odpowiedź: Mistrz działa jawnie gdy może, a tajnie gdy musi. Skoro są takie okoliczności, że pedofilskie media i sami pedofile w internecie (oraz trochę pomyleńców jak żądłowcy) brzydko atakuje i dyskredytuje wszelką moją działalność, wypada mniej się reklamować otwarcie, a działać bardziej sekretnie i dyskretnie. Jest to nawet pożyteczniejsze, bo przychodzą bardziej wartościowi ludzie, a i wcale nie jest ich mniej, tylko więcej, tyle, że mniej jest informacji dostępnych publicznie na temat miejsc trenigowych czy ośrodków prowadzących regularne zajęcia. Jeśli chodzi o terapię dla ofiar księży pedofilów, to nigdy nie była ona zbytnio nachalnie reklamowana publicznie, a pacjenci w tej materii najpierw spotykają się z naszymi terapeutami indywidualnie. Trudno na drzwiach jakiegoś biurowca napisać: "Terapia ofiar gwałconych w dzieciństwie przez księży pokój 132, I piętro". Wyobrażasz sobie przyjść na taki warsztat terapeutyczny? Tefałen na pewno by zaparkował pod bramą i zaczepiał chętnych, nie mówiąc o bojówkach parafialnych z moherem w godle. 

Jeśli to Leszka Żądło interesuje, to na moich ostatnich zajęciach jogiczno-tantrycznych w Krakowie było nawet więcej osób, niźli wtedy, kiedy to Leszek Żądło miał odwołany trening w Aurze z powodu zbyt małej liczby chętnych. Wtedy było u mnie około 40-50 osób, a na ostatnich zajęciach ze mną jako prowadzącym w Krakowie było ponad 70 osób. Jak na skatoliczały do nieprzytomności Kraków opanowany przez dominikańskie czarne siły, to i tak niemożliwie dużo. Inna drobna różnica to taka, że plakaty z moją wredną gębą i niewyparzonym jęzorem nie wiszą na każdym słupku i przystanku. Ach, i jeszcze jakoś regreserów nie spotykam. Być może akurat tam się nie klonowali należycie, tylko wyginęli w ramach skruchy za błędy swego herszta z dawnych lat czy z powodu apoptozy. Nieuzasadniona zemsta z odrobiną psychotroniki czy magii może spowodować apoptozę albo przyśpieszyć telomerazę, nawet u Leszka Żądło. Takie są prawa ogólne magii i nic ich nie zmieni. 

PYTANIE: Regreser "Cugol" uczeń Leszka Żądło z cudownego portalu pod tą ksywką szkaluje Ciebie Mistrzu na wielu innych portalach, w dodatku ukradł tę ksywkę, komuś co bronił Bractwo przed oszczercami na internetowych forach kilka lat wcześniej. W dodatku pomawia Cię, że piszesz pod innymi nazwiskami, namiętnie wymienia pewną osobę i identyfikuje ją z Tobą. Czy można coś z tym zrobić, złapać go jakoś? Ukarać? 

Odpowiedź: Możesz "łapać zająca na polu", to dobre ćwiczenie zręcznościowe i skoczność poprawia. Znam tę regreserską ksywkę, słyszałem już o osobie, zresztą jest autorem produktu na portalu wykop.pl, gdzie namiętnie ogłaszał te urojone "rewelacje", pewnie produkt regresingu. Ma tam także ksywkę old_spirit - to pewnie też z regresingu u Leszka Żądło i z badań ERD mu wyszło. Trzeba raczej sądzić, że to prawa ręka, jakiś klon psychiczny Leszka Żądło, jak to w sektach rządzonych przez jednostki zwichrowane, psychopatyczne bywa, ale może to być sam Leszek Żądło, który pod wieloma ksywami sam tworzy swoje rewelacje, a potem się do nich przychyla pod nazwiskiem oficjalnym. Rewelacje "Cugola" ala old_spirit z portalu wykop.pl są przepisywane przez kilku, a może kilkunastu regreserów i idiotów z ośrodków antysektowych pedofilskiej odmiany wojtylizmu broniącego zaciekle prawa księży do ruchania dzieci kutasami. Widać takie same to czy podobne jakościowo wibracje mają zboczeńcy seksualni z pedofilskiej mafii jak i działacze szajki internetowych trolli występujących pod zbiorową nazwą regreserów albo lepiej uczniów-klonów, zombie spreparowanych hipnotycznie przez Leszka Żądło. 

Paranoicy mają silny wpływ na osoby w bliskiej relacji, szczególnie uczuciowej, potrafią elokwentnie infekować swoimi urojeniami osoby o psychice generalnie słabej z gatunku bierno-zależnych ale ze skłonnościami do myślenia urojeniowego. Wygląda to na dar przekonywania czy charyzmatyczny wpływ, ale nim nie jest i wcale nie jest łatwo rozróżnić pomiędzy rzeczywistą charyzmą, a obłędem. Uczył o tym już Hipokrates, zatem w medycynie jak i w uzdrawianiu nie jest to problem nowy, a raczej bardzo stary. Paranoik zwykle potrafi zjednywać sobie ludzi wytwarzając relacje bliskości, a potem uprawiając komunikację w jedną stronę. Nie przyjmuje tego co ty do niego mówisz, tylko urabia ciebie, aż będziesz myśleć to co on. Niby wygląda to na zwykły proces nabywania wiedzy i kompetencji czyli relację nauczyciel i uczeń, ale problem jest w tym, że system wartości paranoika nie pochodzi ani z rzetelnej nauki od jego mistrzów, ani z duchowego objawienia od dobrych i światłych istot, tylko z urojeń chorobowo zmienionej psychiki oraz mózgu. W praktyce nie jest łatwo odróżnić paranoika od normalnie wykształconego specjalisty, a tym bardziej od osoby uduchowionej, której wiedza pochodzi z boskiego źródła poprzez objawienie. Medycznie możemy jednak badać różnicę pomiędzy wiedzą materialną a wiedzą paranoika i obserwować jakie oszczerstwa czy pomówienia preparuje. I tutaj łapiemy paranoika i jego zespół psychotycznie zainfekowanych zombie za rękaw, gdyż szerzą szereg nieprawdziwych informacji próbując je zracjonalizować tak, żeby były jak najbardziej wiarygodne w odbiorze wszystkich przypadkowych czytelników cudownego portalu, tej w zasadzie destrukcyjnej, bo opartej na urojeniach, sekty regresing (tm). 

PYTANIE: Przeglądałam te strony z wynurzeniami Leszka Żądło i jego ekipy, ale po 4 godzinach pojawił się u mnie ból głowy. Nie miewam normalnie bólów głowy, nawet w stresowych sytuacjach. Czy to może być, że taka negatywna energia bije z tego forum, z wpisów, że może głowa rozboleć? 

Odpowiedź: Jeśli grupa ludzi od wielu lat szerzy nienawistny jad z powodu urojeń w jakie popadła, to ten jad staje się toksyczną, a czasem wręcz demoniczną wibracją takiej grupy. W Jodze taka trucizna psychiczna jest nazywana Halahala. Wtedy mogą się pojawić symptomy chorobowe takie jak ból głowy czy rozwolnienie, zaburzenia równowagi, ciężki i bolesne łydki, nudności, jakieś zawirowanie w głowie, zaburzenia rytmu serca, duszności, trudności z patrzeniem, bóle stawów, bóle nieokreślone czy wędrujące, lęk fobiczny, sińce czy swędzenia. Takie są bodaj najczęściej spotykane objawy kontaktu z atakiem psychicznym, z nienawistną i brudną energią, z patologiczną, nawarstwioną złośliwością, ze skrywaną pod PR-maską uprzejmości szczerą wrogością, zazdrością czy jadowitą nienawiścią. Podobnie można odczuć dokonywane z premedytacją ataki czarnych magów, w tym satanistów, lucyferycznych lightworkersów czy kościelnych egzorcystów, jeśli jakiś księżulo zacznie cię egzorcyzmować na odległość. Wrażliwsze osoby takimi reakcjami odczuwają także niechciane wpływy mające na celu zmodyfikowanie ciebie w jakiś sposób, nawet jak jest to modlitwa o nawrócenie na cośkolwiek. 

Zielonoświątkowcy i baptyści oraz wojtyłowe mohery, kiedy się modlą intensywnie o nawrócenie kogoś bardziej sensytywnego, mogą go do mdłości lub migreny przyprawić przez taką w swej istocie czarną magię i czarnoksięstwo jakie uprawiają. Praktykujący rozwój duchowy, medytację, wobec bezinteresownej nienawiści różnych środowisk powinni praktykować ochronę psychiczną i magię psychiczną. Czarną magię i czarnoksięstwo, wszelkie wpływy psychiczne na innych, trzeba praktykować z umiarem i bardzo rozsądnie, nawet jak się jest czarnym magiem czy psychotronikiem, ale nawiedzeni naruszają bezmyślnie cudzą wolę i myślą, że czynią dobro stając się szatanami tej ziemi. Z atakami tego rodzaju spotyli się liderzy BZH oraz praktykujący nie tylko ze strony nawracaczy chrześcijańskich i ich bezmyślnych modłów ale i ze strony patologicznych organizacji takich jak Antrovis Edwarda Mielnika. Stara to historia, ale potem się idzie do psychiatryka na długie lata jak kilka osób, co szkodziło Bractwu, bo karman zwrotny działa, albo tonie przypadkiem w Odrze jak prawa ręka Mielnika ze Szczecinka, synalek, co miał mnie zabić rozpuszczając tajemnym promieniowaniem z UFO, a Bractwo Himawanti zdezintegrować. Antrovis rozpuścił się w trzy lata po tych atakach jawnych w Szczecinku i Wrocławiu, a Edward Mielnik poszedł do lamusa zapomnienia jako lokalny ezo-świrek. Tradycyjne Bractwa Jogi i Tantry, takie jak Himawanti Sampradaya są ochraniane przez wyższe siły duchowe boskiej natury, przez Anioły Boga (Dewa, Dewi) i bezmyślne demoniczne szkodzenie zawsze skończy się ostatecznie źle dla tych, którzy go dokonywali, nawet jak robili to nieświadomie, bo zostali przez kogoś zmanipulowani czy owładnięci z pomocą hipnozy. 

PYTANIE: Mohandżi, czy wiesz może kto tak naprawdę stworzył regresing, kto jest rzeczywistym twórcą tej metody terapii? 

Odpowiedź: Pytasz o to, kto pierwszy zajmował się badaniem i terapią osób w oparciu o idee zaglądania w dawne wcielenia. Niewątpliwie Joga ma w tej kwestii bardzo długą tradycję. Druga kwestia, to pojawienie się terapii regresywnych (Regression Therapy) w kilku formach koncepcyjnych w USA w latach 50-tych XX wieku. Terapia regresywna czy reinkarnacyjna wspominana jest już w Upaniszadach, jogicznych pismach starożytnej Indii. Patańdżali w Jogasutrach opisuje wszystko, co teoretycznie trzeba wiedzieć na temat tworzenia karmana i jego przejawiania w kolejnych wcieleniach. Patańdżali i inni wielcy Jogini Indii nazywają metodę Przeglądu Wstecznego z sięganiem do poprzednich żywotów terminem Pratiprasava. Metodę taką znają wszyscy profesjonalni Nauczyciele i Mistrzowie Jogi, także Hatha Jogi, nie tylko mniej znanych jak Laja, Krija czy Radża Joga. Na tej podstawie w Jodze od tysięcy lat praktykuje się to, co dziś wyrwane z kontekstu Jogi nazwane zostało terapiami regresywnymi. Powinno się używać oryginalnej nazwy Pratiprasava, a nie tylko angielskich odpowiedników jak Terapia regresywna czy regresyjna.  

Na Zachodzie, w Ameryce, podstawy tej wiedzy przeniosła po raz pierwszy Madame Helena Pietrowna Bławatska. W kręgach teozoficznych praktykowano oryginalne metody Pratiprasava przynależne do systemu Radża Jogi, którą Bławacka była zafascynowana. Idee te rozpowszechnił w swoich dziełach także Allan Kardec, w swoich książkach jak "Księga Duchów" czy "Niebo i Piekło". Swój wkład w badanie poprzednich wcieleń i terapie regresywne miały takie osobistości jak twórca psychosyntezy Roberto Assagioli, Paul Brunton, Edgar Cayce, Wilhelm Reich, Stanislav Grof. W latach 50-tych XX wieku i później wielu liderów budzącego się Ruchu New Age zaczęło tamte ideały publikować próbując podróży w przeszłość i sięgania do dawnych żywotów, w tym Denys Kelsey, Joan Grant, J.L. Moreno, lek. med. Morris Netherton, duński lekarz Hans Tendam, brytyjscy lekarze Roger Woolger i Andy Tomlinson, portugalski prof. Mario Simoes, japoński lekarz prof. Terumi Okuyama M.D., rosyjski lekarz dr. Pavel Gyngazov, indyjski lekarz dr Newton Kondavati, brazylijski lekarz dr Julio Peres, Helen Waumbach (1978), Edith Fiore, Thorwald Dethelfsen. Kolejnymi badaczmi, którzy dali swój wkład w terapie reinkarnacyjne oraz regresyjne byli m.in. Hazel Denning, Ronald Wong Jue, Ernest Pecci, Helen Wambach, Chet. B Snow, Roger Woolger and Hans TenDam, Ian Stevenson, Dr. Brian Weiss. Terapia regresywna jest zatem wyrwanym z kontekstu Jogi produktem New Age z jednej strony ale i obiektem poważniejszych studiów i badań w zakresie psychologii i psychoterapii transpersonalnej. Mamy zatem pewną tradycję poszukiwań, badań, refleksji i wniosków, opracowań naukowych. Z tego warto korzystać, ale od wyroczni jednoosobowych takich jak Leszek Żądło, który zawsze wie lepiej, lepiej się trzymać z daleka, a co najwyżej potraktować jako mały przyczynek w kontrybucji do terapii regresywnych czy reinkarnacyjnych, opartych na przypominaniu czy cofaniu się świadomością do poprzednich wcieleń. 

Normalnie to się oryginalną Jogę z Indii czy Himalajów praktykuje, a nie tworzy wąskie fragmentaryczne pseudometody, które same w sobie na pewno nie prowadzą do rozwoju duchowego czy oświecenia, a czasem w nieodpowiednich rękach mogą zaszkodzić. Nad rozwojem terapii regresywnych w Ameryce i Europie pracowali fachowcy, w tym psycholodzy i psychiatrzy, nie tylko media spirytystyczne i parapsycholodzy. Bardziej niż wytworowi Leszka Żądły ufałbym lepiej sprawdzonym w praktyce klinicznej terapiom regresywnym z USA, ale nic mi nie wiadomo o tym, czy Leszek Żądło uczył się u realnych, już istniejących fachowców. Polski regresing Leszka Żądło, podobnie jak polskie drogi to moim zdaniem produkt jakościowo gorszy. W USA przynajmniej osoby znające się na terapii regresywnej mają zdecydowanie lepsze przygotowanie i możliwość praktyki w warunkach klinicznych, a przy metodach terapeutycznych takie sprawdzenie metody jest ważne, nawet pomimo jej ewentualnej skuteczności w jakimś zakresie.  

W taoizmie i mistyce z Chin mamy taką Boginię o imieniu Meng Po, "Władczynię Zapomnienia". Odpowiada ona za wymazanie wspomnień z poprzednich żywotów w czasie, kiedy dusza wchodzi w nowe wcielenie. Mitologia opowiada historię o tym, jak Bogini daje "Napój Zapomnienia" duszy, zanim wejdzie ona w nowe ciało. W Indii podobną funkcję pełni jogiczna Bogini Kaalii lub któraś z jej Form, zwykle mająca wieniec z czaszek jako naszyjnik na szyi, który jest symbolem władzy nad wcieleniami ludzi. Joga, szczególnie nauki siddhów wspominają, że do poznawania poprzednich wcieleń potrzebne są paranormalne zdolności, siddhi przypominania lub siddhi wglądu w poprzednie wcielenia. Abhijńa, wyższa, boska wiedza jest potrzebna, zatem wiele eksperymentów z odczytywaniem poprzednich wcieleń na Zachdozie, w tym w regresingu jest pod wielkim znakiem zapytania, gdyż siddhi nie może się nauczyć każdy, kto ma na to ochotę. Warto pamiętać, że z punktu widzenia Jogi, zjawisko takie jak hipnoza, należy do gatunku siddhi pozwalających na wglądanie w to, co zakryte w jakimś stopniu. Terapie regresyjne z użyciem hipnozy należą zatem do metod z wykorzystaniem ponadnormalnych zdolności, bo nie każdy może hipnotyzować, nawet jak bardzo tego pragnie. Najlepsze efekty będą miały, jak to w wypadku siddhi, osoby z naturalnym darem w postaci hipnozy, zdolności hipnotyzowania i przesłuchiwania osoby pod hipnozą. Zatem do rewelacji z regresji do poprzednich wcieleń można mieć zaufanie bardziej wtedy, gdy terapia była prowadzona pod hipnozą, a nie do metody regresji niehipnotycznej jaką opatentował sobie Leszek Żądło pod nazwą regresing. Ogólny pogląd Jogi jest taki, że Pratiprasava (Regress do poprzednich wcieleń) nie jest możliwy w stanie Dżagrat, czyli zwykłej świadomości "na jawie". Zatem regresing niehipnotyczny nie istnieje lub bardzo rzadko się wydarza, a cały system opracowany przez Leszka Żądło jest delikatnie mówiąć fantasmagorią i OSZUSTWEM. Jedyny z niego pożytek, to być może sugestopedia z afimacjami, o ile komuś to w czymś pomogło. 

Profesor psychologii Nicholas Spanos stwierdził, że 40% osób, gdy pod hipnozą cofnąć je do poprzednich wcieleń, używa innych imion i innej tożsamości, a nawet zmienia barwę i ton głosu. Wyniki eksperymentów opublikował w 1976 roku, a takich badań prowadzonych przez profesjonalnych psychologów i hipnotyzerów zarazem jest dużo wiecej. Wynik takiego badania może sugerować, że zaledwie około 40 % osób rzeczywiście przeżywa wspomnienia z poprzednich wcieleń, nawet jeśli są wydobywane prawidłowymi ku temu metodami takimi jak hipnoza, czyli z pomocą siddhi. Nie ma przypomnień na jawie na trzy, dwa, jeden - jesteś Napoleonem! I bez regresingu w każdym szpitalu psychiatrycznym siedzi jakiś Jezus, jakaś Maryja, a czasem kilka na raz i trzeba bardzo pilnować, aby pacjentki - Maryje z różnych oddziałów się nie spotkały! Z niewłaściwego stosowania metod takich jak regresing mamy potem grupkę kilkaset osób "zrobionych w Napoleonów" i wymagających odpowiedniej terapii, ale być może w  szpitalach psychiatrycznych, gdyż prawie wszystkie ich przypomnienia to fikcja, urojenia indukowane metodycznie przez psychotycznego Leszka Żądło. Bogini Zapomnienia ma jednak większą MOC i WŁADZĘ, niż dyletanci z regresingu Leszka Żądło sobie wyobrażają. 

W praktyce klinicznej, na terapię regresywną pod hipnozą bardzo dobrze reaguje nawet 68 % pacjentów psychicznych z omamami głosowymi i wzrokowymi, co jest bardzo dobrym wynikiem terapeutycznym. Na 32 % pacjentów terapia nie działa w ten sposób, że nie daje się ich cofnąć do poprzednich wcieleń nawet pod hipnozą. U 25 % pacjentów, po sześciu miesiącach terapii cofnęły się wszelkie zjawiska typu głosy czy nękające halucynacje, pozostali uzyskali częściową poprawę. Eksperymenty wykonywano na pacjentach na których nie działają standardowe metody leczenia, a głosy czy halucynacje miały uporczywy i przewlekły charakter. Badania prowadził w Amsterdamie psycholog kliniczny Ron Van Der Maesen. 

PYTANIE: Czytałam notki autobiograficzne i biograficzne o Leszku Żądło. Zastanawia mnie, dlaczego nie ma tam ani daty urodzenia, ani miejsca urodzenia, nie wiadomo do jakich szkół chodził, nie wiadomo gdzie i czy pracował w swoim życiu, u kogo się uczył. Podobno w jakiejś szkole pracował. 

Odpowiedź: Takie to są życiorysy panów NIKT, czyli ludzi z demonicznej nicości i świata. Brakuje wszystkich faktów, co wskazuje, że być może nawet z podstawówką były problemy. Jeśli nie ma się czym pochwalić, to oczywiście człowiek zakompleksiony i zafiksowany wstydzi się ujawnić to o sobie. Sam pamiętam jak na początku moich pierwszych studiów na astronomii w Toruniu, w październiku 1981, czyli świeżo po rozpoczęciu pierwszego roku dopadł mnie opiekun "pierwszaków" i zapytał przy łączonej grupie fizyki i astronomii, około 40 kilka osób, jakie jest moje pochodzenie. Zrobiłem zdziwioną minę, to zapytał czy mam pochodzenie chłopskie, czy ze wsi jestem. Grupa zarżała ze śmiechu, a ja mówię nie, nie jestem ze wsi. No to pytał dalej, czy jestem z miasta. Powiedziałem, że nie jestem z miasta. No to skąd, zapytał wyraźnie już zakłopotany opiekun roku, a ja powiedziałem, że "z lasu". Grupa już się pokładała śmiechem po podłodze, a on się pyta jak to z lasu? Nie mieszkasz na wsi? Nie, mówię, w lesie mieszkam. Załapał w końcu, że w jakiejś gajówce leśnej się musiałem chować. Pytał czy rodzice są robotnikami, a ja na to, że nie. No to chłopami, spytał, a ja na to, że też nie. No to czym pytał, a ja na to, że rodzicami, co grupę znowu rozpłakało ze śmiechu. A on na to, że o zawód mamy i taty pyta. Ja na to, że mama jest gospodynią domową, a tata leśnikiem. W końcu zapisał jako pochodzenie "Inne", co też wywołało wesołość, bo nikt wcześniej czegoś takiego nie słyszał. Pochodzenie było chłopskie, robotnicze albo inteligenckie. A ja miałem ksywkę "Inny", czasem ktoś nieznajomy powiedział "Cześć Leśnik!", poczta akademicka podziemna działała, rozniosło się. I pierwszy raz ktoś mnie pytał w życiu o pochodzenie. Nie jarzyłem o co mu chodzi. Ogólnie była to dość długa rozmowa, bardzo wesoła dla całej grupy. I wiemy dość dokładnie, gdzie, kiedy i co się wydarzyło. Tak to wygląda u ludzi normalnych, nawet jak zdarzenie biograficzne jest wesoło-traumatyczne. U nawiedzonych zaburzeniami psychicznymi brakuje wszelkich faktów, nawet daty i miejsca urodzenia. 

Niestety osoby zaburzone psychicznie zapominają podawać istotnych, kluczowych faktów tyczących swojego życia. Nie ma miejsca ani daty urodzenia, nie ma nic do jakiej szkoły chodził, wiadomo, że pracował w szkole i miał kontakt z młodzieżą, ale to może oznaczać, że był tam woźnym, palaczem albo portierem, niekoniecznie nauczycielem. Nie wiadomo jakiego przedmiotu uczył, ale woźny nie uczy żadnych przedmiotów, za to kontakt z młodzieżą ma na pewno. Jednym z problemow psychologów i psychiatrów jest wyciągnąć z pacjenta konkretne fakty z jego życia, wszystko co, gdzie i kiedy. Zdarza się, że pacjenci nie pamiętają albo nie chcą wspominać części swojej przeszłości. Leszek Żądło wspomina, że ponoć wyleczył się z jakiejś choroby i tak poświęcił się uzdrawianiu, magii, hunie, psychotronice. Inni uzdrowiciele, których spotykałem szeroko opisują kiedy i z czego oraz jak się wyleczyli w swoim życiu. Opis Leszka Żądło jest tak lapidarny, że można mieć wątpliwość czy rzeczywiście taki fakt miał miejsce.

Prawdziwa osobistość od sztuki afirmowania Louise Hay dokładnie opisuje swoją walkę z chorobą nowotworową przy pomocy afirmacji. Można podejrzewać, że wpis Leszka Żądło na temat rzekomego uzdrowienia się jest marketingową formułką, inaczej odesłał by do książki czy artykułu, gdzie byłoby więcej na temat. Pewnie gdyby miał syfilis, rzeżączkę, chlamydię czy HIV, to nie dzieliłby się wyleczeniem, nawet cudownym z takiej choroby, co można by zrozumieć. Zatem można przyjąć, że jest tam coś bardzo wstydliwego u Leszka Żądło, ale wtedy byłby to wyjątek na tle innych podanych faktów. U Leszka Żądło nie ma życiorysu, nie ma faktów, jest kilka marketingowych sloganów zamiast notki biograficznej. Wygląda jakby go UFO wysadziło i kazało regresing z pewnymi śladowymi dodatkami huny i reiki czy psychotroniki rozpowszechniać. 

Takie są życiorysy, autobiografie osób w rzeczywistości silnie zaburzonych psychicznie. I niestety nie jest to żadne uduchowienie ani urzeczywistnienie czy przebudzenie, tylko wiele możliwych poważnych chorób psychicznych, w przebiegu których pojawiają się także treści metafizyczne, tyle, że jako zjawiska urojeniowe, halucynacyjne, a nie jako realne doświadczenia duchowe. Autobiografie jakie prezentuje Leszek Żądło nie są faktograficzne tylko halucynacyjne, oderwane od miejsca, czasu, pozbawione elementarnych materialnych faktów. Brakuje także podstawowych informacji od kogo uczył się regresingu, psychotroniki, huny i podobnych rzeczy. Wiedza systemowa nie bierze się "z kosmosu", gdyż nawet jak pochodzi z kosmosu, to już była objawiona. Nie ma powodu, żeby objawiać ludziom to, co już jest objawione i czego można się nauczyć od istniejących mistrzów, nauczycieli, specjalistów.

To, co o sobie napisał reklamowo jako życiorys czy notkę autobiograficzną Leszek Żądło, to często tak wygląda jak w szpitalach psychiatrycznych psycholog każe napisać życiorys pacjentom. Piszą wtedy: "10 lat robiłem na budowie', "po szkole poszedłem do pracy", "interesowalem się czytaniem książek", "dużo grałem w piłkę", "starzy kazali mi iść do pracy to poszedłem i dotąd nie wróciłem do domu", "po studiach wyjechałem do pracy zarobkowej, jeździłem z brygadą po Polsce", "jak się urodziłem to matka poszła w tango", "dawno temu coś na mnie zstąpiło i stałem się Buddą", "Jezus z Maryją do mnie przychodza i wtedy mnie paraliżuje"... I właśnie po takich życiorysach, w których praktycznie nie ma żadnych materialnych faktów pozwalających na identyfikacje miejsca, czasu, osób i faktów (kto, co, gdzie, kiedy, ile, jak długo, odkąd, dokąd), rozpoznaje się zaburzenia i choroby psychiczne. W rozwoju duchowym, jest to jeden z ważnych punktów po których odsiewamy ziarno od plew, odróżniamy mistrzów duchowych od pomyleńców. Osoby o takich tendencjach zwykle nadają się na pacjentów psychicznych, ale nie nadają się na terapeutów ani tym bardziej na ścieżkę rozwoju duchowego. 

*****

PYTANIE: Mnie interesuje jak to z tym Edwardem Mielnikiem i grupą Antrovis było. To też tacy psychotronicy jak Leszek Żądło, gdzie rozwoju duchowego raczej nie ma. Leszek Żądło jak czytałem wspomina jakieś akcje wymierzone dawni chyba temu przez Antrowis lub Mielnika. Czemu o tym nie wiedziałem, za krótko praktykuję? 

Odpowiedź: Edward Mielnik czyli psychotroniczny i sekciarski kolega Leszka Żądło z dawnych lat, 80-tych i 90-tych XX wieku. Stowarzyszenie Antrovis to właśnie coś takiego jak Stowarzyszenie Regresingu, tyle, że Leszek Żądło publicznie nie obwoływał, że w 2000 roku przejmie władzę i zjednoczy ludzkość pod wodzą Słowian ze stolicą na Ślęży jako świętej górze UFOludków. A przynajmniej nic o tym nie wiem, gdyż oprócz starannej fryzjerskiej stylizacji się na popularnego na przełomie lat 80-tych i 90-tych w Polsce Maharishi Madesh Yogi, nie zauważyłem innych roszczeń do bycia guru i mistrzem duchowym dla ludzi, przy jednoczesnej negacji tego istotnego pojęcia. Poza tym, konkurencyjna zawiść, próby rozrabiania na zajęciach czy jakieś szerzenie personalnych plotek w kuluarach zajęć zdarzały się w podobnym wymiarze. Zabiegi typu przychodzi antrovisiątko na zajęcia do Mohandżi i z pomocą wahadła próbuje paru ludziom w kuluarach wmówić, że Mohan cofa się w rozwoju albo że Mohanowi opadł stopień duchowego rozwoju wzbudzały śmiech i politowanie od początku jak tylko szerzej działalność rozwinąłem. Po części wynika to z mentalnej polskości, czyli z durnowatego udupiania każdego, kto ma w czymś osiągnięcia i dobre wyniki, a po części z chorego, wynaturzonego ego, z chorej psychicznie jaźni takich pseudoliderów jak Edward Mielnik. Jego pogrobowcy, po likwidacji Stowarzyszenia Antrovis założyli kilka innych, związanych ze Ślężą, UFO, Cheopsem, rokiem 2012 oraz Świadomością Ziemi, zatem kolejne kompromitacje całe to pomylone towarzystwo na pewno spotkają. 

Pamiętam rozrabiających antrowisowców na moich zajęciach we Wrocławiu, gdzieś około 1992/1993 roku, pamiętam rozrabiającego antrowisowca na zajęciach w Szczecinku czy Krakowie. Potem Antrovis padł, pewnie krishna karman dojechał pomyleńców. Po likwidacji zarazy we Wrocławiu, Edward Mielnik rzekomo przeniósł się na Mazury, gdzie zaczął swoje dzieło od nowa, ale pod innym nazwiskiem, pod którym jako bodaj tylko pseudonimem działa po dziś dzień, ale środowiska dawne chyba nie zdają sobie z tego sprawy albo go celowo kryją. Osobiście odwiedzał jedną z liderek Antypedofilskiego Bractwa Himawanti pod nowym nazwiskiem-ksywką w 2007 roku, żeby siłami psychotronicznymi oraz z pomocą swoich demonów opętujących zmusić ją do rezygnacji z działalności w Bractwie. Niestety, nie wiedział, że kobieta jest dwa razy dłużej egzorcystką i szamanką niż członkinią i liderką Bractwa Himawanti, a nasłanych na mieszkanie duchów stukających się nie boi, bo widuje takie naturalnie od dziecka i wygania z wielką mocą. Może gdyby wybrał jakąś początkującą kandydatkę na liderkę tantrycznej jogi, to by mu się udało, ale doświadczonych ludzi nie udaje się zniszczyć takimi szkodliwymi metodami satanicznego pochodzenia, jak nasłanie ducha, żeby szalał i stukał, zawsze jak osoba mantrować zacznie. Moim zdaniem tylko czuby i idioci rzekomo psychotroniczni posuwają się do takich metod w walce o klienta, w celu wyimaginowanego udupienia czy anihilowania konkurencji. 

Leszek Żądło chwaląc się taką wiedzą na temat tego, co potworki od Edwarda Mielnika próbowały robić przeciw wielu ruchom wschodnim, w tym Bractwu Himawanti, pokazuje jedynie, że czyta poufną literaturę Edwarda Mielnika, którą ten rozsyła tylko do swoich uczniów. Ze trzy takie marne biuletyny wpadły mi kiedyś w ręce, gdyż jego adepci podarowali je uczestnikom moich zajęć, to miałem okazję poprzeglądać. Można było się pośmiać, ale widać, że Leszek Żądło jest bardziej na bieżąco w temacie, nawet w roku 2012, zatem może być tak, że należy do ścisłego kręgu przyjaciół a nawet uczniów Edwarda Mielnika, który jak wielu psychotroników z lat 80-tych XX wieku działał zarówno pod ochroną jakiegoś prominentnego księdza jak i pod ścisłą kontrolą eSBecji, do czasu jak zaczął prorokować rychłą smierć papieża w 1994 roku. Pamiętam czasy jak wszyscy psychotronicy i radiesteci w latach 80-tych XX wieku byli naukami Edwarda Mielnika zafascynowani, ale tylko do czasów, gdy jego przepowiednie, także o zabraniu 144 tysięcy wybranych psychotroników i jego uczniów zostanie przez UFO w roku 2000 zabrane na inne planety przy końcu świata. Niektórzy pewnie umarli przez ten czas, ale to normalne, z powodu starzenia. Niektórzy przesunęli koniec świata i UFO inwazję na 2012 rok i dalej świrują tym objawem choroby psychicznej schizofrenicznego typu. 

Fajnie dla zdrowia i nastroju pomedytować na górach z tradycjami takich jak Ślęża, ale ideologiczne robienie z takiej góry Osi Wszechświata i kosmodronu dla UFO pokazuje mentalność wierzących w płaską ziemię i podobne bzdety w które jednak wierzy kilka procent ludzi w Polsce. Mieszanie "objawienia" Matki Boskiej czyli Maryji katolickiej z psychotroniką, lucyferyzmem i wybiórczo potraktowanym rozwojem duchowym częściej daje takie szkodliwe rezultaty. Jednym z przykładów jest Shoko Asahara, któremu objawiła się Maryja Matka Boska w czasie podróży po Indiach. Edward Mielnik wszystko od 1983 roku spisywał jako słowa Maryji, Matki Boskiej, podobnie jak jeden psychotronik z Oławy, który chciał pogodzić kościół katolicki ze spirytyzmem i psychotroniką. Ludzie ci nie chcą przyjąć do wiadomości, że zjawisk demonicznych takich jak Medjugorje, Fatima, Oława, Mielnikowo, Asahara czy Gwadelupa nie da się pogodzić ani z Bogiem ani z rozwojem duchowym. Nie można iść jednocześnie w piekielną nicość Avići z piekielnymi demonicami i do bram raju z boskimi istotami. 

Jeśli o Edwarda Mielnika chodzi, to nie był on jedynym z psychotronicznych i uzdrowicielskich kręgów, który wyznawał i głosił doktrynę lucyferyczną. Wedle Edwarda Mielnika, Maryja Matka Boska objawiła mu, że Lucyfer jest posłańcem Boga dla ludzkości i Lucyfera uważał za światłość. Robi tak wiele osób z kręgów psychotronicznych, jednak większość się tym ani nie afiszuje ani nie naucza tego tak jawnie jak robił to Edward Mielnik. W pewnej mierze był to człowiek szczery o tyle, że nie ukrywał swoich prawdziwych poglądów, wyjaśniał je i szerzył na masową skalę, czego obawiał się kościół katolicki oraz Bezpieka, w tym katoliczejący z początkiem lat 90-tych XX wieku UOP. Sataniczne sekty lucyferyczne istniały już przed chrześcijaństwem na Bliskim Wschodzie czy Grecji, a także istnieją współcześnie, tak, że nawet ruchy tak zwanych Lightworkers są silnie powiązane z Kościołem Lucyferycznym w USA. To, co wyznawcy Lucyfera biorą za światło jest w swej istocie wibracją szarości zwanej także w radiestezji zielenią ujemną. Słabe natężenie jasnej szarości, jasnej zieleni ujemnej, miewa pomocne zastosowania, ale silniejsze dawki oraz ciemniejsza frakcja zieleni ujemnej są nawet zabójcze, w tym rakotwórcze czy demencjogenne. Niektórzy radiesteci o tym uczą, a niektórzy programowo promują lucyferyzm i w temacie niewygodnym mataczą jak mogą.  

Lucyfer to duch udający anioła światłości, sataniczny archont i władca piekieł, a kto się nie zna na demonologii, demonów na oczy nie widział, nie wypędzał, wierząc, że Lucyfer jest światłością idzie prosto w demoniczne pomylenie umysłowe, w szaractwo (szaraki, rodzaj demonów typu UFO), i tak kończy jak Edward Mielnik czy Shoko Asahara z polityczno-wojskowego klanu Matsumoto marzącego o odzyskaniu władzy w Japonii. Wszyscy co byli chociaż raz w sektach satanicznych takich jak Antrovis czy jego późniejsze mutacje ślężowo-cheopsowe, powinni przejść gruntowne oczyszczanie i egzorcyzmy od wszelkich wpływów lucyferycznych. Lucyfer skaża umysły błędnymi ideami, które w szczególności uniemożliwiają rozwój duchowy, oświecenie i wyższą świadomość czy tam duchowe przebudzenie, zbawienie. Natężenie tego skażenia może być niewielkie, ale wystarczy, żeby człowiek zatrzymał się i nie postępował naprzód w drodze duchowej ku boskości, oświeceniu, wyzwoleniu. Nauki Leszka Żądło podobnie jak nauki Edwarda Mielnika są naszpikowane takimi lucyferycznymi, fajansiarskimi i szkodliwymi poglądami uniemożliwiającymi nawet minimalne postępy na drodze duchowego wzrostu ku wyższej boskiej jaźni i ta treść z lucyferycznymi wtrętami pozwala postawić tezę o satanicznym pochodzeniu urojeniowej ideologii Leszka Żądło, przy czym on sam może być nieświadomy ulegania demonicznym wpływom złego ducha, gdyż jeszcze nie wszedł na drogę duchowego rozwoju. 

Edward Mielnik był dla odmiany świadomym głosicielem chwały Lucyfera, w tym Maryji Matki Boskiej czyli bardziej satanistą niż psychotronikiem lub uzdrowicielem. Proroctwa Edwarda Mielnika szerzone w różnych środowiskach nigdy się nie spełniły, a przecież zapowiadał dumnie śmierć papieża Karola Wojtyły aka Jana Pawła II na rok 1994. Mielnikowcy po śmierci papieża głosili, że skoro papież umarł kilka lat później niż Mielnik "widział", to z końcem świata też tak będzie. Obłąkani satanizmem dobrze się w Polsce i USA miewają, a Pan z Mazur musi przecież z czegoś żyć.  Ciemne moce są łatwiejsze do uaktywnienia i wielu ludzi im ulega, bo chcą szybkich efektów w pracy nad sobą i ze swoimi problemami, a reklamowa strona internetowa nie musi zawierać zdjęcia miłego z usposobienia jegomościa do którego ludzie się udają w nadziei na uzdrowienie i przemianę. Zresztą córka Edwarda Mielnika może mieć po mężu inne nazwisko i publikować nauki tatusia z powodzeniem zaliczając się do najlepiej czytanych autorek w Polsce i nikt jej nie podskoczy, chyba że ABW. Publikowanie pod pseudonimem, szczególnie we własnym wydawnictwie, które nigdzie nie podaje kto jest jego szefem, to też świetny kamuflaż, a siły lucyferyczne kamuflować i łudzić to akurat potrafią lepiej niż ktokolwiek inny. 

PYTANIE: Dlaczego wynalazki takie jak regresing mutują w postać czegoś w rodzaju terapeutycznej sekty. Jest więcej takich wynalazków, które z jednej storny trochę w czymś pomagają, a z drugiej strony szkodzą swoim nawiedzeniem i sekciarstwem. Skąd się to bierze? 

Odpowiedź: Zjawisko przemiany generalnie dobrej w założenich terapii w coś co kojarzy się potocznie z sektą, doktrynalnym praniem mózgu, formacją, autorytarnym kierownictwem opiera się generalnie na chorobliwym egotyzmie lidera czy liderki, na dewiacjach psychiki, wadach osobowości, które zamiast ulec zniwelowaniu ulegają eskalacji i nadęciu oraz gloryfikacji. Mamy tutaj egocentryzm, mamy narcyzm oraz erotomanię, mamy rojenia, mistyfikacje i podobne objawy zaburzeń osobowościowych oraz psychicznych. Sławne są zapowiedzi Leszka Żądło iż będzie pokazywał chodzenie po wodzie, które szybko odwołuje z powodu złej pogody i zbyt wysokiej fali. Przecież w swym narcystycznie chorobliwym mniemaniu uważa, że ma o jeden etap wyższy rozwój duchowy niż sam Jezus Chrystus, zatem powinien lepiej i częściej chodzić po wodzie, rozmnażać chleb i ryby czy tam winogrona jak sądzą gnostycy. To przebił pewnego miłego pana i udrowiciela z Opola, który sam ogłosił się kolejnym wcieleniem Jezusa Chrystusa, zatem się chorobliwie nie wywyższa, a tylko sugeruje zjednoczenie ze swoim ideałem, co chyba jest zdrowsze i mnie chorobliwie ambicjonalne. 

Ludzie nieoczyszczeni zaczynają pracować z silniejszymi energiami typu Chi (Qi), Ki, Mana, Prana i energizują swoje nieczystosci i zaburzenia, które identyfikują jako siebie, swoje ja. W tantrycznej jodze, w pracy z ćakramami wedle oryginalnych nauk Jogi, a nie wedle wymysłów domorosłych psychotroników, najpierw człowiek przechodzi gruntowne oczyszczenie, a dopiero później aktywuje się dostęp do pracy z silniejszymi energiami, które wzmacniają funkcje jaźni. W ten sposób mamy czystą, a przynajmniej znacznie czystszej jakości duchowego lidera czy uzdrowiciela. Szybkie kursy czyniące uzdrowicielami oraz liderami czegokolwiek na Zachodzie powodują, że ludzie nieoczyszczeni, prymitywni są wzmacnani w swych patologiach, odchyłach i zaburzeniach psychicznych, wzmacniani silnymi duchowymi energiami, które probują przez siebie przesyłać. Wiele jest takich osób z tych kręgów, które wprost mówią, że ich nie interesuje oczyszczanie czy uduchawianie tylko możliwość robienia cudów i zarabiania na tym, uzdrawiania z pomocą Boga dla zarobku. Takich klientów-pacjentów, jak nie rokują dobrze na zmianę postawy życiowej, trzeba wyganiać z treningu energetyczno-duchowego czy magicznego. 

Nauka pracy z energiami z pomocą różdżki czy wahadła podlega tym samym prawom co Mana, Chi czy Pranah, zatem liderzy różnych organizacji radiestezyjnych i psychotronicznych powinni podobnie jak szkoleniowcy ruchów duchowych, białej magii oraz Jogi zadbać o JAKOŚĆ LIDERÓW. W wielu ruchach podobnego typu co regresing Leszka Żądło mówi się już od lat, że dzieje się coś złego, ponieważ jest coraz mniej liderów oferujących wysoką jakość usług oraz wysokie standardy moralne. Amerykanizacja tempa kształcenia uzdrowicieli i liderów duchowości nieuchronnie powoduje wyraźny spadek jakości, także w terapiach takich jak rebirthing czy regresing oraz fitness-joga, szczególnie jeśli głównym motywem prowadzenia takich zajęć staje się zysk, jak można to zauważyć. Ci sami ludzie pytają czasem jak tu dobrze zarabiać nie będąc pazernym na zysk, co pokazuje, że nie rozwiązali jeszcze swoich podstawowych i niebezpiecznych w rozwoju duchowym fiksacji. 

Edward Mielnik na prowadzonych przez siebie zajęciach uczył delikatnej autohipnozy, polegającej na wielokrotnym powtarzaniu pewnych haseł połączonych z odpowiednim oddechem. Podobnych technicznie metod używa Leszek Żądło, z podobnym odliczaniem i hasłami, ale starannie wypiera się kojarzenia regresingu z autohipnozą czy hipnotycznym wpływem regreserów na regresowanych. Podejrzał pewnie techniki Edwarda Mielnika, a może był uczestnikiem jego zajęć lub uczniem. Niektóre informacje wskazują, że obaj panowie mają ze sobą wiele wspólnego, przynajmniej od strony technicznej wpływania na ludzi, ich hipnotyzowania i przerabiania na demoniczne zombie szczekające i pomrukujące na wszystkich, których w swym  nawiedzeniu czy chorobie uznają za konkurencje bądź co gorsza za zagrożenie dla ich interesów czy lucyferycznego wpływu.

Nauki Antrowisu i Edwarda Mielnika gorliwie propagował krąg osób związanych z czasopismem "Nie z tej ziemi", które działa dalej pod nazwą "Czwarty Wymiar" i dalej zieje lekkim jadem i niechęcia do wszelkiej duchowości wschodniej, co może być samo w sobie oznaką satanistycznych wpływów nabytych od Edwarda Mielnika, który rzeczywiście do ruchów orientalnych takich jak Bractwo Himawanti czy inna Joga zionął toksyczną nienawiścią. Opluwanie wszystkich wschodnich guru, wedyjskich bóstwa, jogi, praktyk duchowych rodem z Indii - to szkaradna, lucyferyczna działalność Edwarda Mielnika i jego wyznawców z Antrovisu, ale także ciągle takie publikacje pojawiają się w miesięczniku "Czwarty Wymiar", wskazując na pogrobowców tej satanicznej sekty lucyferian z psychotroniką i wahadłem jako atrybutami. 

PYTANIE: Leszek Żądło na swoich zajęciach w których uczestniczyłam oraz na cudownymportalu z Ewą Kałuską twierdzą, że jesteś opętany. Widać tam jego wpisy jeszcze z 2005 roku. Czy to tylko złośliwe i oszukańcze zwalczanie konkurencji czy może miałeś jakieś doświadczenia z duchami, próby opętania, itp.? 

Odpowiedź: Z duchami opętującymi oraz wpływającymi niewątpliwie miewam do czynienia z tej racji, że już w szkole podstawowej i liceum, w latach 70-tych XX wieku zetknąłem się z problemami osób opętanych i pomagałem w egzorcyzmach. Moja matka była zielarką i taką lokalną szamanką, zatem wiele razy widziałem jak egzorcyzmuje i pomagałem w takich zabiegach. Jest to z jednej strony wiedza i umiejętność uwalniania ludzi od wpływów z zaświatów wyniesiona z domu, a z drugiej strony wzbogacona i wzmocniona w czasie praktyk tantrycznych wschodniego typu, gdzie uczy się bardziej precyzyjnie i ćwiczy rozwój mocy w kierunku wzmocnienia takich zdolności naturalnych. Po dziś dzień wykonuję egzorcyzmy, uwalnianie od dusz zmarłych, także od złych duchów i demonów. Miesięcznie zdarza się pracować nawet z kilkoma osobami, które czują się dręczone przez niewidzialne istoty. W niektórych wypadkach wystarczy jedna czy dwie kilkugodzinne sesje egzorcystyczne, a w niektórych wypadkach jest to wielomiesięczna długotrwała walka o uwolnienie od opętania a także od wpływów złego ducha, który może chcieć wrócić do swojego pacjenta. 

Zdarza się, że złośliwa bestyja ze świata astro-mentalnego próbuje atakować osoby prowadzące egzorcyzmowanie. Już w dzieciństwie, moja mama najpierw nauczyła mnie ochrony i obrony przed takimi atakami, a dopiero potem pozwoliła sobie pomagać w oczyszczaniu czyli w egzorcyzmowaniu. Nie jest to zajęcie dla ludzi słabych psychicznie ani dla psychotroników takich jak Leszek Żądło, gdyż ludzie działający w oparciu o siły czysto energetyczne lub astralno-mentalne bardzo łatwo zostają owładnięci i opętani przez demony, złe duchy. Jedną z cech osób opętanych jest wszelkiego rodzaju nienawiść, awersja, niechęć do idei duchowych wyrażanych słowami Bóg, Jedyny Bóg, Jahwe, anioły, dewy, mistrzowie duchowi, guru, zatem widać z pseudointelektualnych produktów ekipy Leszka Żądło, że on i jego ferajna są w jakimś stopniu opętani. Tacy ludzie nienawidzą także egzorcystów za którymi stoi duże doświadczenie, wiedza i umiejętności, a także moce duchowe przekraczające zdolność ich percepcji. 

Niektórzy opętani gwałtownie reagują także, gdy mówi się o istnieniu piekła i demonów, a przecież od wieków wiadomo, nawet z literatury okultystycznej (ezoterycznej), a nie tylko duchowo-religijnej, że tak reagują właśnie osoby opętane przez demony o piekielnej mentalności. Demony twierdzą, że piekła ani sił zła nie ma, bo wtedy najłatwiej się im ukryć i działać przez moralnie zepsute osoby. Jeśli ktoś chce wędrować drogą rozwoju duchowego, nawet jak startuje z punktu świadomości agnostyka, powinien się liczyć z tym, że prędzej czy później zdarzy mu się doświadczyć tego o czym uczy wiele autentycznych duchowych tradycji, kontakt z niewidzialnymi siłami i istotami, zarówno dobrymi jak i złymi. Znam wiele osób, które przez lata były tak zamknięte na duchową stronę życia jak regreserzy Leszka Żądło, ale w końcu doszły do punktu, gdzie konieczność zmusiła ich, aby przyjść do mnie na egzorcyzm czy naukę ochrony przed siłami demonicznymi, tak silnych doświadczały ataków, ale nie chciały poddać się opętaniu. Całkiem możliwe, że Leszek Żądło i jego klony zakodowane energetycznie na podobieństwo sekt terapeutycznych usiłują się swymi pomówieniami zemścić na mnie za to, że uwolniłem trochę ludzi związanych z ich środowiskiem od owładnięć i opętań. 

W pracy egzorcystycznej nie jestem sam jak Leszek Żądło, utrzymuję realne kontakty z kilkunastoma świetnymi egzorcystami z całej Europy oraz Indii i Ameryki Południowej, zatem w razie potrzeby, wypadku przy pracy, z którym zawsze należy się liczyć, mam do kogo zwrócić się o pomoc. Raz na dwa lata uczestniczę w zjazdach i wymianie doświadczeń z egzorcystami stosującymi techniki orientalne pochodzące z tantrycznej jogi, a wtedy wszyscy sprawdzają, czy kogoś "diabli nie porwali". Ćwiczenie egzorcystycznych rytuałów na sobie wzajemnie, a wschodnie, indyjskie i tybetańskie są o wiele silniejsze niż chrześcijańskie, wywali każdego opętującego ducha czy demona. Profilaktyczne przebadanie przez poważnych specjalistów, a nie przez domorosłych niby psychotroników z sekty pseudoterapuetów Leszka Żądło, nigdy nie zaszkodzi, a także pozwala zapobiec ewentualnej katastrofie jaką jest opętanie. Zresztą niektórzy z tych moich znajomych egzorcystów potrafią zadzwonić i uprzedzić, że zajmuję się jakimś ciężkim przypadkiem, a duch jest wyjątkowo złośliwy i próbuje się zemścić. Takim demonom pewno łatwo opętać Leszka Żądło i powolne mu zombie w postaci regreserów, żeby mnie szkalowały na demonicznym czy raczej satanistycznym portalu Ewy Kałuskiej z Nekla pod Poznaniem. Tyle złego demony niezadowolone z wypędzenia ich z jakiegoś miejsca czy osoby są wstanie zrobić. Poszczekają z dużej odległości i publicznie ośmieszają siebie i swoich zombie-nosicieli niekompetencją oraz głupotą. 

PYTANIE: Mohandżi, nie przeszkadza ci, że członkowie sekty regresingu i sam Leszek Żądło tak ciebie okrutnie szkalują, oczerniają, pomawiają, etc? 

Odpowiedź: Wiesz, ziemia to mała planeta. Trzeba być przygotowanym i odpornym na to, że ktoś w towarzystwie obok ciebie puści śmierdzącego bąka. Są i tacy, co specjalnie staną obok ciebie, że niby są blisko i bliscy, ale tylko po to, żeby trzymanego w dupie bąka puścić cichaczem tak, aby cię zemdliło, a potem jeszcze twierdzą, że to nie oni, tylko Ty pierdłaś. Jak ktoś za dużo bąków puszcza na imprezie zwykle trzeba go wyprosić. Ludzie tego pokroju co Edward Mielnik czy Leszek Żądło ze swoimi rojeniami czy wręcz urojeniami paranoicznymi jak w wypadku Leszka Żądło nie powinni być wpuszczani na żadną duchową imprezę z uwagi, że pierdzą śmierdząco notorycznie i udają, że piardnął ktoś inny! Tacy zatruwają wszystko co ma związek z rozwojem duchowym i doskonaleniem człowieka! 

...............................................................

Historia o ślepcach i słoniu

Pewien Mistrz Duchowy (Vedarishi) opowiedział historię, na jaką patrzył siedząc pod drzewem przy którym zwykł był medytować. 

Kilku ślepców, którzy nigdy nie widzieli słonia, pewnego dnia napotkało na swojej drodze coś bardzo dziwnego. Od przechodzącego obok małego chłopca dowiedzieli się, że to coś, nazywa się Słoń. Jako, że byli ślepi- zabrali się za obmacywanie słonia, aby go poznać. Mędrzec obserwował tylko całą sytuację. 
- Słoń to ostry, twardy szpikulec - rzekł ślepiec, który złapał słonia za kieł. - Chyba nigdy nie miałeś do czynienia ze słoniem! - wykrzyknął ślepy, który trzymał słonia za trąbę. Słoń jest długą, pokręconą rurą!- Co ty opowiadasz! - odparł ślepiec, który chwycił słonia za nogę - Słoń, to gruby, stabilny słup!- Nie macie racji! Słoń jest cienką liną zakończoną frędzelkami! - powiedział ślepiec trzymający słonia za koniec ogona. - Nieprawda! Mylisz się! To ty jesteś w błędzie! Ja mam rację, a Ty racji nie masz!... i wybuchła między nimi wielka kłótnia. 

Mistrz widząc to tak pouczył swoich uczniów: 

- Widzicie, że kiedy ludzie są ślepi, a słyszą o czymś, próbują tego dotknąć i każdy ma inne wrażenia, a między nimi powstaje kłótnia o to, czego nie znają. Dobrze jest mieć widzące OKO i spoglądać jak inni doświadczając niewielkich fragmentów wyższej Rzeczywistości popadają w czcze spory i kłótnie oraz dysputy. Każdy z tych ślepców ma kawałek swojej racji w ręce, a pozostając ślepymi nigdy nie będą mieli obrazu tego czym jest SŁOŃ. Nawet tłumaczenie im jak wygląda słoń nie zmieni ich przekonań i poczucia prawdy jaką nabyli. Mędrzec widząc tłumy ślepców może rzucić jakieś hasło (ideę) i po odpowiedziach oraz wrażeniach pozna czy i jaką część wyższej rzeczywistości owi ślepcy pojęli oraz w jakim są stanie. Mędrzec po naukach pochodzących od osób ślepych duchowo pozna o czym mówią i jak wielka jest ich niewiedza oraz pomylenie. Trzeba widzieć całego Słonia, aby wiedzieć! 

***** CDN. ******

LINKI: 

O osobowości paranoicznej i paranoji w rozwoju duchowym poczytasz: 

http://www.himavanti.org/pl/c/uzdrawianie/paranoid-osobowosc-paranoiczna-egocentryk-i-narcyz-we-wspolnocie-duchowej

O terapiach regresywnych w wydaniu profesjonalnym poczytasz tutaj: 

http://www.himavanti.org/pl/c/uzdrawianie/terapie-regresywne-hipnotyczne-i-nie-hipnotyczne

 

Rozmowy spisali, zredagowali i opublikowali: Angelika & Thomas Burton 

Zobacz także


Polub nas na Facebooku