Himavanti

Antrovis - Edward Mielnik - Shoko Asahara - Projekt Cheops - UFO-świry - NTV - koniec świata, reptilianie i zaburzenia psychiczne

Edward Mielnik - Antrovis, sekta UFO-świrów i jej klony

"Nadzieja" dla 144 tysięcy wybranych Polaków szaleje przed rokiem 2012, a także po roku 2012. Klony i reinkarnacje Antrovisu są i teraz, a koło powrotu zidiocenia oraz ciemnoty i w tym wypadku działa i będzie działać. Współcześni "tropiciele" zagadek Antrovisu "odkryli" całą prawdę ukrytą w działaniach tej tajemniczej sekciarskiej grupy. Okazało się, że są "Oni" zamaskowanymi istotami z planety Hebra, których prawdziwym celem było i jest wprowadzenie naszej planety w strefę antymaterialną kosmosu (anihilacja i samounicestwienie), gdzie jako przynętą kusiły nowe nieśmiertelne ciała satanistyczne ciała gadów reptiliańskich prosto z Oriona. Antrovis to oklepana działalność oriońskich sekt lucyferycznych. Dusze demonicznych ludzi są jak ciemne ptako-gady, latające smoko-węże i podobne mityczne stwory rodem z niższego świata astralnego. 

Sprawa niewyjaśnionych, zagadkowych zaginięć i morderstw osób powiązanych z sektą Antrovis. Stowarzyszenie rozpoczęło swą działalność w Polsce w 1980 roku i miało swoje oddziały w kilku większych miastach, m.in. w Szczecinie, Wrocławiu, Łodzi, Warszawie, Gdańsku. Działalność Antrovisu wzmogła się w latach 90-tych XX wieku, zaraz po tym jak Edward Mielnik i jego zwolennicy zostali dyscyplinarnie usunięci za rozrabianie i wygadywanie głupot z Polskiego Towarzystwa Psychotronicznego, a dokładniej z jego sekcji bioenergoterapii. Należący do sekty Antrovis ludzie wierzą w nadchodząca rychłą zagładę Ziemi, którą przeżyją jedynie ci, którzy wsiądą na statki kosmiczne startujące z góry Ślęża lub z Bieszczad. Pierwszeństwo w ewakuacji będą mieli Polacy, czyli naród wybrany przez Edwarda Mielnika. W 1995 roku prokuratura wojewódzka w Szczecinie oraz UOP prowadziły dochodzenie w sprawie morderstwa Bogusława T., nauczyciela WF oraz członka sekty. Ciało mężczyzny, pozbawione jąder zostało wyłowione z Odry. Jądra według Antrovisu miały posłużyć jako napęd do pojazdów kosmicznych na energię jądrową.

Ostatniemu cyklowi wedle mielnikowców z Antrovisu dał początek Jezus, który był synem Hebrajczyka i Polanki. Wkrótce nastąpi seria katastrof i Ziemia przestanie istnieć. Uratuje się tylko 144 tysięcy wybranych Polaków, którzy obejmą duchowe przywództwo. Takie nauki głosił Edward Mielnik i jego wspólnicy. Raelianie wybudowali świątynię ku czci istot pozaziemskich w Las Vegas. Nazwali ją niezwykle wdzięcznie - Ufolandem. Polacy nie muszą jeździć aż do USA, by oddawać cześć przedstawicielom obcej cywilizacji. Jeszcze kilkanaście lat temu wystarczyło pojechać do Wrocławia. Formalne początki „Antrovisu" byty prozaiczne: na początku 1990-ego roku we wrocławskim Sądzie Wojewódzkim zarejestrowane zostało stowarzyszenie o tej nazwie. Funkcję prezesa pełniła Grażyna Grabowska, jej zastępczynią została Irena Petruk, sekretarzem Władysław Pospolitak, a skarbnikiem była Krystyna Chrzanowska. Trzy lata później te same osoby pod naciskiem UOP (Bepieki) złożyły w sądzie wniosek o samolikwidację, rozpatrzony pozytywnie przez skład orzekający. Grażyna Grabowska została likwidatorką stowarzyszenia i na niej spoczął ciężar spłacenia długów stowarzyszenia, które wynosiły prawie siedemdziesiąt milionów starych złotych (7 tysięcy nowych złotych). Część z nich to nie zapłacone rachunki za noclegi w ośrodkach pod Ślężą. „Antrovis" formalnie przestał istnieć, ale — jak twierdzą wtajemniczeni — zebrania zainteresowanych jego dalszym istnieniem odbywały się nadal.

W latach 90-tych XX wieku członkowie Antrovisu kolportują broszury (np. "Życie bezosobowe", "Tworzenie narzędzi ludzkich"). Dowiadujemy się z nich bredni, że na Ziemi pojawili się przybysze z planety Hebro (Hebrajczycy) z kosmitą zwanym Jahwe (tak zwyrodniała sekta lucyferyczna przerobiła w swoich urojeniach Boga na kosmitę). Lucyferyczna sekta Antrovis głosi rychły koniec świata i początek nowej epoki. Zagładę ma poprzedzić "chaos energetyczny", który spowoduje, że benzyna w samochodach zmieni się w wodę, a uratują się tylko wybrani (członkowie sekty). Uciekną na pokładach statków przysłanych z innych planet w kosmosie. Konkretnie, ewakuacja odbędzie się z góry Ślęża pod Wrocławiem. W ewakuacji pierwszeństwo mają Słowianie, w szczególności Polacy, którzy są narodem wybranym. Z zagłady ocaleje 144 tysięcy ludzi białej rasy i około 400-600 tysięcy z innych ras niż biała. Z broszury Antrovisu: "Z jednostkami ewakuowanymi spoza terytorium Polski będą liczne kłopoty. W rozgardiaszu materii, pomimo dobrych wnętrz, nie zdążą na czas przygotować swoich ciał. (...) Wielu z nich w tych ostatnich dniach odejdzie w strasznych męczarniach psychicznych."

Właśnie we Wrocławiu Edward Mielnik założył Stowarzyszenie Odnowy Ludzi i Ziemi Antrovis. Swoją działalność rozpoczął jednak zdecydowanie wcześniej, bo już na początku lat 80-tych XX wieku, podobnie jak jego przyjaciel Wiesław Kornalewicz z Opola. Po kilku latach ruch Antrovis był dobrze znany nie tylko w samym Wrocławiu, ale również w Warszawie, Krakowie, Olsztynie, Szczecinie i w Katowicach. Dnia 31 lipca 1990 roku Sąd Wojewódzki we Wrocławiu zarejestrował Antrovis jako stowarzyszenie zwykłe. Przez kolejne trzy lata niezwykle intensywnej pracy ruch rozwijał się masowo i zdobywał nowych członków. Wówczas, w 1993 roku nastąpiło niespodziewane rozwiązanie ugrupowania na wniosek UOP (Urzędu Ochrony Państwa). Przyczyna była wedle tłumaczeń Edwarda Mielnika niezwykle prosta i oczywista - stwierdzono bowiem, że wiedza została już przekazana. Głównymi wątkami w nauczaniu Antrovis były zagadnienia z pogranicza teozofii, nauk mesjanistycznych (polskiego mesjanizmu narodowego) i ufologicznych. Po odebraniu odpowiedniej nauki ludzkość miała być dobrze zapoznana ze swoją prawdziwą historią oraz jej przyszłymi losami.

— Oni spotykali się na długo przed rejestracją, i o ile wiem — czynią to nadal — mówi pani AO z wrocławskiego Osiedla Gadów (ładna nazwa reptiliańska), prosząc o zachowanie anonimowości. — Należeliśmy do tej grupy wraz z mężem i mogę powiedzieć, że kierownictwo „Antrovisu" posługiwało się formami bardzo silnej presji psychicznej, której celem było podporządkowanie sobie wszystkich szeregowych członków. To były oddziaływania z zakresu psychotroniki, po prostu pranie mózgu, sterowanie umysłami i emocjami. Przeżyłam bardzo ciężkie chwile i w konsekwencji wylądowałam w szpitalu psychiatrycznym. Do tej pory miałam racjonalne podejście do świata i nie wierzyłam w parapsychologię. Nie wiem dokładnie, na czym to polegało, ale nie chce mieć z tymi ludźmi więcej do czynienia. W relacjach osób, które uczestniczyły w „warsztatach" tego ugrupowania przewijają się relacje o silnym oddziaływaniu na psychikę, wywołujące stany lękowe i depresje.

— Poszedłem z ciekawości — relacjonuje Mariusz Leśniewski - zaintrygowały mnie plakaty, które ktoś zawiesił w "Instytucie Historii Uniwersytetu Wrocławskiego". ''Antrovis" zapraszał na spotkania do kina „OKO". Kino mieści się w kompleksie gmachów dowództwa Śląskiego Okręgu Wojskowego. Pokaźna sala wynajmowana była przez rozmaite organizacje na spotkania i imprezy. — Na pierwszym spotkaniu — wspomina Mariusz Leśniewski — jakiś mężczyzna, tytułowany przez innych doktorem, opowiadał o potrzebie ratowania Ziemi. To było nawet interesujące. Później prezentowano idee odnowy psychicznej przez medytacje i łączenie się z energią kosmosu. Nabrałem wątpliwości, kiedy pierwszy raz wspomniano o kosmitach.

— Byłem tylko zwykłym uczestnikiem otwartych spotkań Antrovisu i poza nimi nie spotykałem się z żadnym z ich przedstawicieli. Kim oni byli w rzeczywistości mogli przekonać się na własnej skórze tylko ci, co odwiedzali ich mieszkanie na ul. Krasińskiego we Wrocławiu. Była też działka dla wybrańców pod Warszawą i sławne kursy I i II stopnia na zamku w Sobótce Górce i Jahrance. Mistrz - biskup wyróżniał kobiety, bo one według niego miały lepszy kontakt z zaświatami i kosmitami. Jedno jest pewne to oni poprawili turystykę w rejonie masywu ślężańskiego i wyróżnili Słowian jako opiekunów najważniejszych rzekomych czakramów ziemskich oraz wybrańców kosmosu. Wielu do dzisiaj jest pod wrażeniem ich nauk i przekazów. Planeta Ziemia umieszczona na nowej orbicie miała przyjąć nazwę "Polania" - planeta nieśmiertelnych. Ślęża do dzisiaj pełni ważną rolę w ich działaniach, wielu z nich zamieszkało i pewnie jeszcze zamieszka w tym rejonie. Lepiej wcześniej dokładnie poznać działania takich ugrupowań, zanim "skusimy" się na bliższe z nimi spotkania. Szczególnie nie brać udziału w piciu przyrządzanych przez nich "herbatek" czy innych naparów, bo możemy obudzić się w innym wymiarze rzeczywistości, z którego będzie trudno powrócić. Stracimy dotychczasową wolność a tzw. przywódca stanie się wówczas jedynym prowadzącym nas w życiu i nie tylko. Projekt "Cheops" miał podobne działania, i nawet stworzył w Chicago nową religię , z bogiem Enki na czele. O dziwo do dzisiaj istnieją jego dwa oddzielne ugrupowania "łapiące" na lep ich wymysłów, nowych naiwnych. Poważna rada: trzymajmy się jak najdalej od takich "nawiedzonych" ugrupowań i ich "mistrzów". - pisze w internecie swoje wspomnienia niejaki Janusz. 

Mistrzowie z „Antrovisu" w latach 1995-1996 twierdzili, że mają kontakty z cywilizacjami pozaziemskimi. Mieli spotkać się z istotami przybyłymi na ziemię z kosmosu: „Wylądowało pięć pojazdów. Dowódcy mieli na sobie srebrzyste skafandry, na klatce piersiowej i brzuchu widniały emblematy w kształcie dużego złotego trójkąta. Podeszli aby nawiązać z nami kontakt Wszyscy otrzymaliśmy drogą myślową informację, że przybyli z pięciu różnych planet. Celem ich przybycia było poinformowanie nas, że na tych terenach w ciągu najbliższych lat będą się odbywać ewakuacje ludzi na inne planety. Dostaliśmy informację, że przyszłymi lądowiskami pojazdów ewakuacyjnych będą tereny w pobliżu wsi T. i G. Pojazdy, jakie będą lądować w T., będą mogły pomieścić do 6 tysięcy ludzi. Podano nam, że ludzie będą ewakuowani m.in. na planety; Wenus, Gemini, Gamma i Wegę. Przekazano nam drogą myślową, że w kosmosie trwają przygotowania, by pomóc Ziemianom przetrwać czas katastrof, jaki nadchodzi. Ludzkość, zanim ten czas nadejdzie, musi pogodzić się z myślą, że nie tylko na Ziemi istnieje życie. Nawet najbliższe planety mają swoich mieszkańców". To spotkanie z kosmitami miało — według autorów „Nowego Kosmosu" — miejsce pod Olsztynem. „Antrovis" wydał także książkę „Środki ewakuacyjne w latach 1994-97". Harmonogram ewakuacyjny przewiduje dwa etapy „wzięć." Pierwszy odbywa się już teraz. Ewakuacja pojedynczych jednostek odbywa się małymi pojazdami operacyjnymi. Są to załogowe pojazdy typu SENS. Będą one pracować w aglomeracjach miejskich, mogą lądować w parkach, na skwerach, a nawet podwórzach. Drugi etap, późniejszy, to ewakuacje zbiorowe. Ewakuowana zostanie większość Polaków, którzy jako Słowianie są narodem wybranym, a spośród Słowian są najbardziej predysponowani do przejścia na inne planety, gdyż w Polsce właśnie znajdują się dwa czakramy (zbiorniki energii), jeden pod Wzgórzem Wawelskim w Krakowie, drugi we Wrocławiu na Ostrowiu Tumskim. Ten ostatni jest czakramem o najwyższej częstotliwości— czakramem Świadomości.

W 1996 roku kraj poraziła makabryczna wiadomość: sekta „Antrovis" morduje ludzi i wycina im jądra. Media i politycy nie zostawili na bestiach suchej nitki. Przez kolejne cztery lata było cicho. Aż do 7 listopada 2000, kiedy to w telewizyjnej „Panoramie" powiedzieli, że sekta Antrovis powróciła. - Już dłużej nie wytrzymamy, szkalują nas, tak się dłużej nie da żyć - mówią dwie „antrovisanki". - A poszły w cholerę na Łysą Górę, wredne diablice - chciałoby się powiedzieć, jednak ciekawość i dziennikarski obowiązek powstrzymują przed natychmiastową ucieczką. Słuchamy więc spowiedzi szatana, drżąc o własne jądra, choć i tak wiemy, że każde ich słowo to wierutne kłamstwo. Anna i Grażyna Mielnik, bo tak się nazywają, próbują za wszelką cenę przekonać, że diablicami nie są. Wspólne nazwisko, Mielnik, z pozoru normalne, to kamuflaż, mający na celu zwabienie zbłąkanych duszyczek. Obie diablice przyjęły je od swojego nieformalnego przywódcy, uznanego przez prasę za biskupa sekty satanistycznej, Edwarda Mielnika. Stowarzyszenie Antrovis jako osoba prawna powstało w 1990 roku. Skupiło przede wszystkim ludzi niewierzących, zwalczających religię i samego Boga, acz ruch nieformalny istnieje od 1980 roku.

Kanał absurdów głoszonych przez Edwarda Mielnika to nie tylko paliwo do statków kosmicznych z męskich jąder (panowie mieli oddawać owe męskie jądra dobrowolnie, a jeśli nie, należało je zdobywać na nie-wyznawcach Antrovisu, na członkach rodzin. Na szczęście koniec świata nie nastąpił, UFO nie przyleciało i jakoś jądra przestały być pilnie potrzebne. Matka Boska objawiała te wszystkie brednie, zresztą podobnie jak w Medjugorie, gdzie też są kanały ścieków w rzekomych objawieniach. Polska miała być narodem wybranym, a 144 tysiące miało zostać wziętych w statkach kosmicznych. Tyle, że dawne objawienia prorockie powiązane z tematyką ascencji, wzniebowzięcia, nie zawierają informacji ani o statkach kosmicznych ani o latających maszynach, a anioły Boga pojawiają się i znikają wznosząc w wyższą sferę bytu, a nie na inne planety materialnego świata. To typowy błąd materialistycznego lucyferyzmu, podobny jak chora ideologia płaskiej ziemi rodem ze średniowiecznej ciemnoty.

Edward Mielnik i jego wspólnicy zabraniali rodzenia dzieci już od 1984 roku, doradzając najbardziej zaangażowanym wyznawczyniom usuwanie ciąży, gdyż rzekomo już od początku 1984 roku miały się z kobiet rodzić same bioroboty, które nie są ludźmi, a maszynami biocybernetycznymi, lecz jakoś jak dotąd nie widać wyraźnego odczłowieczenia ani biorobotyzacji pokoleń (roczników od 1984), z wyjątkiem może zniewolenia nadmierną pracą w systemie kapitalistycznym oraz zamiłowania do komputerów i smartfonów, chociaż roczniki pokoleń od roku 2000 nie będą miały wysokich wibracji takich jak liczba (22) w liczbie roku urodzenia, aż do 2299 (pierwsze 22 w roczniku urodzenia trzeciego tysiąclecia). Edward Mielnik wielu kobietom nakazywał usuwać ciąże z powodu noszenia złego płodu będącego biorobotem, a wiele kobiet z jego sekty panicznie boi się ciąży i urodzenia biorobota (tłumiąc naturalną potrzebę macierzyństwa). I taki to poparany ten Mielnik, rzekomy prorok czarnoksięskiego lucyferycznego Gottlieb'a. Projekt Cheops powstał jako kontynuacja Antrovisu w 2001 roku, w nieco zmodyfikowanej działalności, dla niepoznaki zbierając ogromne pieniądze na rzekome badanie piramid w Egipcie, poniekąd na fali mody ponownego zainteresowania tematem w Polsce, a kolejne mutacje Projektu Cheopsa to mutacje Antrovisu wzbogacone o nowych członków zwerbowanych do tej sprytnie klonującej się sekty.

Ryc.: Bafomet - Władca demonów reptiliańskich, król demonów-gadów

Ludzie, którzy na dłużej byli związani z „Antrovisem" są we Wrocławiu nieuchwytni. Dotyczy to zwłaszcza kierownictwa byłego stowarzyszenia. Mieszkanie Grażyny Grabowskiej znajduje się w potężnej secesyjnej kamienicy przy ulicy Krasińskiego. Nienaturalnie powolny kobiecy głos oznajmia przez domofon, że byłej prezes nie ma i trudno przewidzieć, kiedy będzie. Na wszelkie pytania pada jedna odpowiedź — nie wiem. Reporterowi „Expresu Wrocławia" udało się wśliznąć do wnętrza kamienicy pod drzwi mieszkania. Przez zabezpieczone łańcuchem drzwi sennie spogląda kobieta lat około trzydziestu. Wygląda, jakby była pogrążona w somnambulicznym śnie. Opierając się o drzwi powtarza, że „pani Grabowska zjawi się nieprędko". Milczą telefony kilku innych osób, blisko związanych z „Antrovisem". Kobieta, która podnosi słuchawkę w mieszkaniu byłej skarbnik, Krystyny Chrzanowskiej, stwierdza, że tej pani nie ma i będzie nieprędko. Na żartobliwe pytane, czy może udała się w inny wymiar, rozmówczyni reaguje nagle drżącym, histerycznym głosem, mówiąc — Nie chcę mieć z tym nic wspólnego! A potem słychać tylko trzask odkładanej słuchawki. Zapewne bliska rodzina nie chce rozmawiać, a czasem sami zainteresowani podając się za własną rodzinę udają, że nie wiedzą o kogo chodzi.

Edward Mielnik, bioenergoteraputa, hipnotyzer, psychotronik i bajerant, formalnie był zameldowany we Wrocławiu przy ulicy "Na Ostatnim Groszu 56/18". Od połowy 1994 roku przez półtora roku jest nieuchwytny. Jak się okazało, rzekomo nigdy nie przebywał pod wspomnianym adresem, nikt nie jest też w stanie stwierdzić, gdzie rzeczywiście mieszkał. Krążą o nim różne apokryficzne opowieści: nie żyje, przebywa w Warszawie na ulicy Długiej lub pod innym adresem, wyjechał za granicę. Nikt tylko nie stwierdził, że były biskup sekty wyemigrował na inną planetę. A być może odjechał pociągiem z peronu 9 i 3/4 do Hogwardu na bardziej magiczne studia. Prawda jest taka, że ideologia nauczana przez Edwarda Mielnika jest z gruntu podobna do tej jakiej nauczał w Japonii słynny Shoko Asahara z grupy Oumu Najwyższa Prawda, także powołujący się na objawienie od Matki Boskiej. Trudno jednak rozeznać na ile nauki Edwarda Mielnika były jego produktami podobnymi do wymysłów Shoko Asahara, a na ile były to tłumaczenia ściągnięte od japońskiego proroka straceńca, skazanego na śmierć z powodu podejrzenia o zamach terrorystyczny w tokijskim metrze. Jedno jest pewne, atak służb specjalnych na sektę Edwarda Mielnika miał miejsce w tym samym czasie, co atak w Japonii na Shoko Asaharę i sektę Oumu Najwyższa Prawda, tyle, że w Polsce chodziło o wycięcie jąder męskich w celu napędzania rakiet kosmicznych, a nie o produkcję i rozpylanie sarinu na stacjach kolejowych. 

Lądowanie UFO na Mazowszu przed powstaniem Ziemi 

Początek, czyli osiem miliardów lat temu, chociaż Ziemia istnieje od 5 miliardów lat. Lądowanie - Słowian z planety Atlanta. Gdzie? U stóp góry Ślęza. Inna cywilizacja - Hebrajczycy, pochodzący z planety Hebra, obrali kurs na Mazowsze. Na niezbyt rozległym obszarze pojawiły się również rasa czarna, żółta, czerwona i zielona. Tak powstała ludzkość. Ta ostatnia jednak już wyginęła. Prawdopodobnie to samo czeka każdą kolejną. Ich los jest przesądzony. A już za kilka lat dojdzie do serii katastrof. W ich wyniku Ziemia przestanie istnieć. 

Do 1993 roku ruch Antrovis oficjalnie ogłaszał, że cała ludzkość zostanie zgładzona, nawet konkurencję straszył, że za swoją działalność wszyscy zostaną straceni, najpierw w 1995 roku, potem w 1999 roku, potem w 2004 roku, a w końcu dołączyli się do pomylonego orionisty od pomylonych majańskich czannelingów Patrycka Geryla i straszono zagładą w 2012 roku (wszystkie te zagłady autorzy artykułu jakoś przeżyli i są zdrowi oraz w całości). Niektórzy podejrzewają, że Patryck Geryl to jakiś zachodni uczeń Edwarda Mielnika, chociaż bardziej prawdopodobne, że tylko podobnie pomylony umysłowo. Wszyscy mieli zginąć, za wyjątkiem oczywiście wybranych, 144 tysięcy Polaków, mielnikowców i ich przyjaciół. Oni bowiem mieli odlecieć na planetę Mirinda dzięki specjalnym statkom kosmicznym (i nie chodziło o fabrykę napojów). Obecnie ideolodzy organizacji nadal głoszą podobne wieści, tyle że poza strukturami nieistniejącego stowarzyszenia, ale mają nawet swoje internetowe telewizje.

Słowianie i Hebrajczycy, zanim wylądowali na terenie dzisiejszej ziemi polskiej, przemierzyli wspólnie siedem ziemskich cykli. W ostatnim z nich, trwającym ponad dwa tysiące lat, Hebrajczycy skrzyżowali się z Polanami, Czechami i Słowakami. W tym okresie najwidoczniejsza była walka prawa z wolną wolą. Nietrudno domyślić się jakie wydarzenie dało początek ostatniemu cyklowi, w którym również i my żyjemy. Otóż ponad dwa tysiące lat temu na świat przyszedł Jezus. Wedle nauczycieli ruchu Antrovis, był on synem Hebrajczyka Gotlieba oraz Polanki, uprowadzonej przez Hebrajczyków spod góry Ślęży. Nazwisko Gottlieb tylko jakieś takie dziwnie niemieckie jest zamiast hebrajskie.

"W zamierzeniach hebrajskich miał wprowadzić wolną wolę do zamysłu praw; a stał się pomostem łączącym Hebrajczyków ze Słowem (Słowianami). [...] Misji Jezusa w dziejach niepodobna porównać z rolą jakiegokolwiek innego mistrza. Tylko Jezus wzniósł pomost pojednania między skrajnie opozycyjnymi pierwiastkami Wszechświata."

Siódma w dziejach świata cywilizacja miała zakończyć się w roku 2000, a że podobno jest ona ostatnią, Ziemia powinna przejść w nową fazę, w której już jako Polania poruszać się będzie po torze ósemkowym (co jest absurdem jeśli chodzi o prawa fizyki). Również na nowo nazwanej planecie dojdzie do pojednania narodów. Duchowe przywództwo w tym procesie obejmą Polanie. Wszystko po to, by wypełniło się słowo - narody podzielone u zarania dziejów muszą w finale starej ery zasiąść przy wspólnym stole.

Nic się jednak nie wydarzyło, ale część antrowisowców nadal głosi przejście Ziemi w wyższy wymiar, 4D, 5D, rychłą transformację w wyższe gęstości, nowe energie, nową fazę, przebudzenie ludzkości, płaską ziemię, zwalczanie szczepionek i akademickiej medycyny, przybycie bogów-kosmitów - z prawdziwych nauk duchowych nic nie rozumieją, za to z dużą paranoiczną siłą promują swój bełkot pomylenia umysłowego na nowoczesnych platformach społecznościowych.

Romantyczny prorok uwodziciel, zwodziciel i hipnotyzer 

Mesjańskie proroctwo dla Polski jako pierwszy bodaj głosił Wieszcz Adam Mickiewicz. Lider Edward Mielnik twierdził więc za wieszczem, że kluczem do historii jest kwestia słowiańska. Miejsce, w którym Słowianie wylądowali bynajmniej nie było przypadkowe. Wybrano je, ponieważ odgrywało rolę duszy planety, skupiając w sobie rzekomych pięć zbiorników energetycznych. Skoncentrowana była więc potężna dawka energii antymaterialnej, emanującej określonymi barwami. Słowianie przybyli z kosmosu i byli istotami szczególnymi, również ze względu na swój wygląd zewnętrzny, fizyczność. Ich ciała były wzorcowo stworzone. Mieli oni strzec kanonu "dwunastu praw uniwersalnych". Przybyli Hebrajczycy strzegli zaś wolnej woli. Ze starcia tych dwu sił - prawa i wolnej woli - miała powstać zupełnie nowa jakość, coś wiecznie doskonałego. O tym, że antymateria anihiluje się w zetknięciu z materią, mielnikowcy zapewne nie słyszeli w szkole. 

Członkowie sekty Antrovis są poddani swoistej psychicznej torturze i praniu mózgu. Wierzą, że są obserwowani przez kosmitów, że tzw. „szaraki” (niższe stworzenia z kosmosu) mogą ich porwać i pobrać od nich organy (szczególnie jądra). „Szaraki” jako istoty zdegenerowane genetycznie wręcz potrzebowały ludzkich narządów do leczenia. Ludzie od Mielnika uwierzyli, że handel narządami ludzkimi w kosmosie jest czymś zwyczajnym i popularnym, co wzbudza dodatkowy strach. Oczywiście dodatkowo ludzie wierzyli, że znają wiedzę tajemną, elitarną, niedostępną dla innych, np. mają wiedzę na temat Wszechświata. Wydaje się, że ta tajemna wiedza bardzo przyciąga ludzi ciekawych, poszukujących odpowiedzi i stanowi wabik, swoisty haczyk wciągający naiwne umysły. Ludzie czuli ekskluzywny i elitarny charakter grupy antrovisowej. Edward Mielnik wmówił, tym którzy chcieli odejść, że umrą, ponieważ odetnie ich od życiodajnej energii. W sekcie Antrovis panowała rozwiązłość seksualna, aczkolwiek dostępna tylko dla przywódców sekty. Wiele osób z tego ugrupowania domagało się seksu od liderów i liderek innych podobnych ugrupowań, jeśli na takowe trafili po rozpadzie formalnych struktur mielnikowców.

Edward Mielnik używał seksu jako metody zniewalającej kobiety, które pełniły wysoką rolę w sekcie Antrovis. Wręcz otaczał się kobietami i zjednywał je poprzez wyrażanie czułości i adorację. Natomiast szeregowym członkom sekty wmawiał, że seks jest niepotrzebny a młodych członków sekty zmuszał do ciężkiej pracy fizycznej (zakładają firmy takie jak Forex aby pracować na przywódcę, mesjasza, wieszcza). Uważał kobiety za swoje oczy i uszy. Ciągły strach przed końcem świata sprawił, że niektórzy pozbyli się majątków na rzecz Mielnika, w tym domu, mieszkania, samochodu. Totalitarny charakter sekty Antrovis sprawił, że Edward Mielnik przejął całkowitą kontrolę nad życiem jej członków i mógł żyć wygodnie na koszt swoich wyznawców. Wmawiał ludziom, że nie będą mieli do czego wrócić, co częściowo mogło być prawda, bo dotychczasowe ich życie legło zazwyczaj w gruzach. Ludzie zakładali różne zakłady pracy np. remontowe, dzięki którym Mielnik mógł dobrze żyć na ich koszt. Oficjalnie utrzymywał się z renty, psychiatrycznej zresztą, bo leczył się w szpitalu psychiatrycznym i w poradni zdrowia psychicznego (urojenia paranoiczne). Bali się odejść, ponieważ wierzyli że po odejściu odetnie im życiodajną energię, i tym sposobem pozbawi ich życia albo naśle kosmitów, którzy nocą zabiorą im organy wewnętrzne. Przed tzw. końcem świata w 1995 roku ludzie oddawali swoje majątki Edwardowi Mielnikowi, sprzedawali je, rezygnowali z pracy, niektórzy po cichu popełnili samobójstwa (jak pewna Jola z Opola, która przez mielnikowców została zastraszona za to, że przychodziła ćwiczyć jogę).

Oczywiście ludzie naiwni, w tym kilku polityków, wierzyli, że kosmici mogą być między nami, przechodzić przez ściany, rysowano ich postacie na podstawie „spotkań z kosmitami”. Werbowano poprzez różne kursy, a zapraszano na takie kursy jak nauka koncentracji psychotronicznej, szybka nauka języków obcych, konferencje na temat światów równoległych, kursy Silvy, NLP. W sekcie Antrovis stosowano stopnie wtajemniczenia określane czy kwalifikowane wahadełkiem. Organizowano trzystopniowe kursy o charakterze pseudo ezoterycznym. Po zwerbowaniu określonej liczby ludzi zaprzestano werbunku w sposób jawny z obawy przed prokuraturą i UOP. Najlepsi ludzi zostali wybrani, jako że o zaliczaniu następnych kursów decydowali nie adepci a członkowie sekty z pomocą snów lub wahadełka. Kursy odbywały się najczęściej w Sobótce pod górą Ślężą, tam gdzie potem zorganizowała się telewizja internetowa NTV. Na jednym z kursów miał się zmaterializować przybysz z kosmosu. Oczywiście nic takiego nie nastąpiło, a kobiety spirytystki po połączeniu z dowódcą floty kosmicznej twierdziły, że to oczywiście wina złej „energii” panującej na ziemi. A więc jak zwykle w sekcie destrukcyjnej winę za niespełnione proroctwa, zapowiedzi, zdarzenia ponosiła jednostka, co oczywiście wywoływało poczucie winy u członka sekty. Pewna dziewczyna zwerbowana została nawet podczas pielgrzymki na Jasną Górę. Adepci bez zastrzeżeń wykonywali takie polecenia Mielnika jak rozebranie się całkiem do naga i dotykanie przez E2rda (oddziaływanie) na oczach zaproszonych gości.

Córki biskupa lucyferycznej sekty Antrovis Edwarda Mielnika były regularnie bite. 13 i 14 latka poddawane były psychicznemu i fizycznemu terrorowi celem wbicia ideologii sekty do głowy. W celu ukrycia śladów po biciu członkini sekty doktor chirurgii wystawiała dzieciom zaświadczenia zwalniające z lekcji wf-u, żeby nie było widać śladów pobicia. Doktryna sekty głosiła, że urodzeni po 1993 roku (co w praktyce oznaczało wszystkie dzieci) nie mają aury, a więc są gorsze, sztuczne, nieludzkie. W 1995 roku członek sekty Antrovis odłączył swoją córkę od respiratora ponieważ wierzył, że nie spotka jej po śmierci.

Dziwaki z Antrovisu 

...To byli dziwni ludzie: na pozór spokojni, inteligentni, ale przy bliższym kontakcie okazywało się, że mają „odpały". Twierdzili na przykład, że utrzymują kontakty z kosmitami. Tam — Radosław Korsak wskazuje ukryty w chmurach szczyt — miało być ich lądowisko...

Radosław Korsak kierował bazą Komendy Hufca ZHP we Wrocławiu, usytuowaną na stokach góry Ślęży. Ten „śląski Olimp" był kultowym ośrodkiem ludów prasłowiańskich, Celtów i całej zachodniej słowiańszczyzny. Do dziś na stokach i wierzchołku zachowały się magiczne kręgi z kamiennych głazów i tajemnicze rzeźby z wyrytym ukośnym, solarnym krzyżem. Góra odgrywała także istotną rolę w okultystyczno-mesjanistycznych praktykach sekty "Antrovis".

— Przyjeżdżali tu z całymi rodzinami — wspomina Radosław Korsak — byli spokojni, ale izolowali się od innych grup. Często wynajmowali cały ośrodek. Wtedy główny budynek był wieczorem zamknięty od wewnątrz. Kiedyś moi chłopcy z grupy survivalu zauważyli, że tamci medytują, wewnątrz jednego z kamiennych kręgów.

— U nas byli krótko — opowiada pani Grażyna ze stojącego opodal harcerskiej bazy schroniska PTTK „Pod Wieżycą" - zachowywali się dziwnie, gotowali w kuchni jakieś trawy. Odstraszali innych gości.

Członkowie Międzynarodowego Centrum Odnowy Ludzi i Ziemi „Antrovis" upodobali sobie okolice Ślęży. Kolportowane przez nich broszury głosiły, że na tej górze wkrótce wylądują kosmiczne statki z innego wymiaru, które ewakuują wybrańców, ratując ich od niechybnej zagłady na niszczonej kataklizmami Ziemi. Anna Kujawa z Ośrodka Kolonijno-Wczasowego Kopalni Węgla w Wałbrzychu, malowniczo usytuowanego w starym pałacu we wsi Górka stwierdza, że po 1993 roku, kiedy to stowarzyszenie się rozwiązało, nadal przyjeżdżali pod Ślężę byli członkowie „Antrovisu", jako indywidualni turyści. Pozostały po nich broszury, ulotki i przypięte na ścianach dziwne wizerunki nieziemskich twarzy. — To chyba ci kosmici — konkluduje pani Anna.

Podobno ci ludzie mogli zmaterializować tych ufoludków na Ziemi, ale jakoś nigdy im się nie udało. Przestałem chodzić na spotkania po tym, jak raz podano „uspokajającą" herbatę. Miałem po niej barwne wizje jakichś niesamowitych krajobrazów. W nocy czułem lęk, który ustąpił dopiero po kilku dniach. Wyrzuciłem wizerunek twarzy kosmity, który miałem kontemplować. Od tego czasu dałem sobie spokój z tymi mielnikowcami.

Bóg oszustem, a UFO-świry rządzą i bredzą! 

Ufolodzy, początkowo zainteresowani ruchem Antrovisu, dosyć szybko się od niego odcięli. Nie byli zainteresowani głoszeniem swoistej religii. Sądzili, że grupa zajmie się zjawiskiem UFO naukowo, lecz tak się nie stało. Mielnik chętnie powtarzał, że Bóg to kosmita-oszust, którego jedyną "zasługą" jest zniewolenie ludzkości. Jezus miał natomiast przebywać u swego ojca, Gotlieba, który uczył go takich umiejętności, jak np. latanie pojazdami międzyplanetarnymi. Chciano go zwabić wizją manipulowania jednostkami ludzkimi i całkowitego panowania nad nimi. Jednak Jezus głosił wśród Hebrajczyków, zwłaszcza dwunastu przez siebie wybrany, kodeks praw uniwersalnych. Nie został ukrzyżowany, lecz ożenił się i miał dzieci. Wśród członków Antrovisu wierzono, że Jezus weźmie udział w procesie zjednywania narodów. Po odlocie na Mirindę, kolejną egzotyczną planetę w odległej galaktyce, ocaleni ponownie otrzymają ciała dwudziestoparolatków. 

Ryc.: Byty astralne, demony inwokowane przez liderów Antrovisu... 

Mielnik uczył podopiecznych autohipnozy. Polegała ona na wielokrotnym powtarzaniu pewnych haseł połączonym z odpowiednim oddechem. Organizowane były również liczne wykłady i kursy. Poprzez takie formy spotkań z ideologią ruchu spotkało się wiele tysięcy osób w całym kraju. Antrovis podobnie jak jego klon Projekt Cheops powstał we Wrocławiu. Obie grupy miały za zadanie ratowanie Ziemi i zamieszkujących ją ludzi przed rzekomo zagrażającym kataklizmem oraz końcem świata. Przygotowywali też ziemian do zbliżających się zmian energetycznych. I jedni i drudzy podzielili się, a ich działalność straciła siłę oddziaływania na istniejących kiedyś zwolenników. Antrovis zakończył oficjalnie swoje istnienie w 1994 roku, ale urazy i antypatie międzyludzkie pozostały i nadal trwają, a zwolennicy zmutowali w kilka kolejnych ruchów i organizacji, w tym w słynną wrocławską szkołę psychotroniczną. Antrowis może nie był by nawet zły gdyby jego jednym z celów nie było wyszukiwanie nosicielek dla różnej maści mrocznych bytów astralnych, rzekomych kosmitów. O czym szeroko pisała pewna forumowiczka Laguna, pisała z autopsji, zatem jest bardzo wiarygodna. Zresztą te wszczepione byty astralne nadal siedzą w swoich nosicielkach (głównie chodziło im o kobiety), a o tym Laguna też pisała. Jest to typowy sposób w jaki demony astralne przejmują władzę nad ludzką populacją, szczególnie w grupach pseudo rozwojowych zainteresowanych zdolnościami parapsychicznymi i magią, ale nie posiadającymi należytej wiary w Boga Stwórcę, Wielką Boginię, anioły (bóstwa) i ludzi zdolnych do egzorcyzmowania, usuwania demonicznych istot.

Ludzie z Antrovisu jak najbardziej zajmowali się bioenergoterapią, choćby tzw. trójki energetyczne stosowane przy rozpoznaniu i leczeniu różnych chorób. We Wrocławiu mieli swoje gabinety na ul. Pretficza. Uważali tylko, że jeden terapeuta nie wyleczy danego pacjenta, musi być ich kilku. Artykułem pt. "Uzdrawiaczy jak grzybów po deszczu" zadarli z elitą bioterapeutów polskich, w tym z warszawskim Stowarzyszeniem Psychotronicznym. Mówili o różnych rzekomych cywilizacjach, ale w kontekście zagrożenia z ich strony, oraz pomocy niektórych z nich w ratowaniu naszej planety. Organizowali kursy dotyczące poznania świata energii, tyle, że mieli o energiach niewielkie pojęcie, nawet skale kolorów źle opracowali. Na każdym z wykładów informowali o schodzących w danym miesiącu energiach z kosmosu i ich działaniu na człowieka, co jest brednią, chyba że tyczy prognoz astrologicznych. To Oni określali skąd przybyli na Ziemię rzekomi Hebrajczycy (Hebra) a skąd Słowianie (Atlanta), tworząc absurdalnie durny podział w oparciu o astralne sfery wpływów demonów nie mające przełożenia na ludzkie rasy ani plemiona. Oświadczenie, że "Człowiek Uniwersalny" - "nieśmiertelny w ciele", powstanie (na naszej planecie), przez zebranie doświadczeń w ciele hebrajskim (wolna wola) oraz ciele słowiańskim (strażnicy praw), spowodowało powstanie wielkiego rozłamu i niezgody w tej grupie, a samo w sobie było tylko urojeniem Edwarda Mielnika. Konflikt trwa do dzisiaj, a tzw. "wykrywanie" kto jest Słowianinem a kto Hebrajem śmieszy wielu zewnętrznych obserwatorów i ogłupia co mroczniejsze osoby. I tak przez "głupotę" mielnikowych demagogów "straciliśmy" jedną z szans na nieśmiertelność.

Z tymi paniami od kosmicznych demonów z astralu było także jeszcze trochę inaczej, nie tylko astralne byty je opanowywały. To były także rzekomo jasnowidzące "dziewczyny Antrovisu (byt już był wcielony od urodzenia), które wyłapywały tajne informacje demonów kosmitów (z Hebry) mających złe plany wobec Ziemian. Wszystkie rzekome przekazy były opublikowane w książeczkach (cena 5-10 zł sztuka) wydawanych przez tą pomyloną umysłowo i opętaną demonicznie grupę. Do czołowej elity Antrovisu należała mała drużyna wybrańców (koledzy i koleżanki), reszta to uczestnicy ich wykładów, dla których pseudo wiedza przekazywana na otwartych spotkaniach, była niekiedy szokującą nowością dla nawiedzonych acz naiwnych dusz. Wielu ponoć nie mogło się z nią pogodzić i miało z tego powodu problemy zdrowotne, psychiczne i ataki demoniczne. Nikt nie był na "siłę" zapraszany na spotkania, każdy przychodził z ciekawości poznania nowego i nieznanego, na fali mody New Age z USA. Jak widać "odbiory" były różne, najczęściej bełkotliwe i pomylone, ale to zależało także od osobistej, dotychczasowo zdobytej wiedzy uczestników. Pseudo jasnowidzące dziewczyny Antrowisu to jedno, a rytuały z medalikami i przysięgami przekazania swojego ciała jako "domu" dla jakiegoś astralnego bytu demonicznego, to drugie. O tych przysięgach i medalikach czasowo noszonych właśnie pisała na forach Laguna, bo brała w tym udział. Może nie o wszystkim wiedzą ci, co byli tylko na pierwszym stopniu Antrovisu, bo tacy nie byli wtajemniczeni we wszystko co oni robili z ludźmi. Wiemy, iż w niektórych kobietach te astralne byty demoniczne nadal rezydują i mają się dobrze, czego nie można powiedzieć o życiach tych pań, które są zniewolone i wyniszczone. Faceci z Antrovisu też są nosicielami astralnych demonów, ale astralnym demonom bardziej zależało na kobietach ze względu na inność energii, a tym samym różnych możliwości magicznego uwodzenia. Polski Antrowis jest tylko jedna z odnóg zagranicznych grup lucyferycznego zwiedzenia, one są do dzisiaj połączone i nadal istnieją, niektóre z nich są zbrodniczymi sektami, jak japońska grupa Shoko Asahary. Pewnie spora grupa osób z Antrowisu miała pozytywne intencje ale zaświatowi kuglarze demoniczni, którzy usiłowali przez nich kręcić swoje lody i interesy już nie. Opętanie przez demoniczne byty Antrovisu i podobnych ognisk zakaźnych jak Oriin uniemożliwiają ludziom zainteresowanym rozwój duchowy wciągając ich w ślepe uliczki na manowce rozwoju duchowego, czyniąc z opętanych nosicielek i nosicieli zwyczajne ludzkie zombie.

Wielu wrocławian uczestniczyło w otwartych spotkaniach przez Antrovis organizowanych, co nie świadczy o byciu, czy staniu się antrovisowcem, chociaż wszyscy byli kodowani na antrovisowców psychotronicznie i często wykonują nieświadomie owe kody. Samo czytanie wydanych przez nich książek nie spowodowało u wielu ludzi chęci wstąpienia w ich szeregi, jednak wkodowało, wgrało czy wdrukowało w nich antyduchowe kody uniemożliwiające rozwój duchowy, podobnie jak czynią to publikacje klonów Antrovisu, chociażby Leszka Żądło i regresingu, który jest mutacją diabolicznego antrovisowego szkodnictwa. Wiele demonicznych channelingów od plugawego rodzaju astralnych bytów demonicznych pochodzi i w podobny sposób działa na tych, co bezmyślnie łykają jak leci, a nie mają dobrych podstaw w wiedzy ezoterycznej i duchowej.

W poszukiwaniu sponsora dla Antrovisu 

Pani Grabowska zadzwoniła do mnie nieoczekiwanie — Aleksandra Spiż opiera głowę na dłoni — to było trzy lata temu (w 1992 roku). Przedstawili swoje szczytne ideały, zaprosili do swojej siedziby na Krasińskiego. Przy herbacie oznajmili, że bardzo chcą wydać zapomniane dzieła Adama Mickiewicza. To byli inteligentni ludzie, spokojni, kulturalni. Poczułam się trochę jak mecenas kultury — śmieje się pani Aleksandra — postanowiłam spełnić ich prośbę; o sponsorowanie wydania. Pani Aleksandra jest małżonką Bogdana Spiża, właściciela firmy „Legpol" i wrocławskiego minibrowaru „Spiż", jednego z najbardziej majętnych biznesmenów na Dolnym Śląsku. Kwota kilkunastu milionów (starych złotych), o,który prosiło stowarzyszenie, nie była dla firmy żadnym obciążeniem. Broszurę, zawierającą mesjanistyczne idee wieszcza z okresu fascynacji Towiańskim, wydano w niewielkim nakładzie, ze stosowną wzmianką o sponsorze. Resztę pieniędzy poszło na inne cele stowarzyszenia.

Telefon u pani Spiż odezwał się jednak znowu. Tym razem zaprosili mnie na spotkanie, nie podając konkretnego powodu — opowiada pani Aleksandra — rozmowa przy kawie toczyła się mile, kiedy nagle usłyszałam coś o kosmitce, która pojawiła się na parapecie okna jednego z członków tej grupy. Dalsza rozmowa kontynuowana była w tym duchu. Dałam sobie spokój z kontaktami i teraz, z perspektywy tych kilku lat, uważam, że uczyniłam właściwie. „Antrovis" zniknął z Wrocławia. Pozostał strach i niechęć ludzi, którzy mieli do czynienia z „odnową ludzi i Ziemi", garść pełnych czarnoksięstwa broszur i zmowa milczenia osób ze ścisłego kierownictwa tego ugrupowania. Nie wiadomo, czy tajemnicę rozwiążą działania policji i UOP-u, które podobno interesują się funkcjonowaniem byłego stowarzyszenia. Może zdążą przed lądowaniem kosmitów, które — jak głosił Edward Mielnik - ma nastąpić wkrótce. I ciągle to "wkrótce" oraz "rychło" w sekcie Antrovis obowiązuje, jak u Świadków Jehowy.

"Firma w której pracowałem kiedyś, była bogata, wynajęła pałacyk chyba w Sobótce i zorganizowała nam kilkudniowe szkolenie. W jeden wieczór byli ludzie z Antrovisu. Oni mają jakieś demoniczne siły na usługach, autentycznie odczułem fizyczne działanie na sobie. Z daleka od tego, panowie, z daleka. Są pogłoski, że z Antrovisem jest związana Barbara Labuda. W ogóle to jest ciekawy okres początku lat 90-tych XX wieku, na Ukrainie wtedy szalało rzekome Białe Bractwo, prawdopodobnie utworzone na bazie psychotronicznych doświadczeń KGB." - pisze anonimowo niejaki Janusz na internetowym portalu jako wspomnienie.

Wokół Antrovisu i jego klonów 

"Międzynarodowe Centrum Ludzi i Ziemi Antrovis, było zarejestrowane w Sądzie Wojewódzkim we Wrocławiu od dnia 1 lipca 1990 do 28 luty 1994 na prawach stowarzyszenia ze stałą jawną siedzibą we Wrocławiu. Stowarzyszenie liczyło 26 członków założycieli i 15 członków zwyczajnych. Nie przyjmowaliśmy dodatkowych członków. Prowadzona w tym czasie działalność była zgodna ze statutem. "Antrovis" był stowarzyszeniem o charakterze całkowicie antyreligijnym. Zajmował się zbieraniem, i popularyzowaniem wiedzy z różnych dziedzin, naukowych i alternatywnych. Propagował wiedzę o: energiach jako podstawie istnienia człowieka i funkcjonowania wszechświata, o egzystencji człowieka w zgodzie z naturą, o zjawiskach UFO. Zainteresowanym przekazywaliśmy umiejętność bezemocjonalnego, bezstresowego bycia w codzienności. Wiedza pochodziła od naukowców i badaczy tej tematyki z wielu krajów. Działalność "Antrovisu" pobudzała ludzi do samodzielnego myślenia, opierała się na wiedzy i doświadczeniu, nie miała nic wspólnego z wiarą.

Wykłady i kursy były jawne i powszechnie dostępne, a wydawnictwa do nabycia w publicznych księgarniach. Od chwili likwidacji stowarzyszenia byli członkowie "Antrovisu" nie prowadzą żadnej działalności. Nie mamy nic wspólnego z tragiczną śmiercią Bogusława T., z zaginięciami innych osób, handlem organami ani ubezwłasnowolnieniem ludzi. Nie stosowaliśmy hipnozy. Wobec żadnego z byłych członków „Antrovisu" nie jest prowadzone postępowanie prokuratorskie, nikt nie jest poszukiwany przez policję. W związku z łamaniem praw człowieka przez środki masowego przekazu zwróciliśmy się o pomoc do rzecznika praw obywatelskich, posłów RP i Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka." - pisze w odezwie GRAŻYNA GRABOWSKA - były prezes Antrovisu. 

Foto.: Apokaliptyczne wizje typowe dla Antrovisu 

Antrovisem rozczarował się aktor Emilian Kamiński, który na temat Edwarda Mielnika (ksywka E2, E2rd) powiedział: „To chory na władzę hochsztapler. Za wspólne pieniądze jeździł po świecie na jakieś sympozja i przybierał na wadze. Kobiety traktowały go jak Boga”. Zainteresowanie na szeroką skalę zaczęło się od niezwykłych zniknięć członków sekty Antrovis. Wszystko zaczęło się od przypadku osiemnastoletniego Andrzeja z Warszawy, który był ponad rok związany z sektą Antrovis. Uważał, że „kosmita” z długimi włosami chciał go kiedyś otruć zatrutymi mandarynkami. Często zamykał się w pokoju i godzinami wpatrywał w maski rzekomych przybyszy z Kosmosu (w istocie to rysunki postaci mitologicznych demonów astralnych). Pewnej nocy zamknięty w pokoju czekał na rzekomych „kosmitów”, ale nie przylecieli. Kilka miesięcy później zaginął bez wieści. Bogusławowi ze Szczecina (38 lat) Mielnik zlecił szczególną misję, gdyż jako jeden z trzynastu miał budować statek kosmiczny. Od tego czasu zaczął się czegoś panicznie bać i żył w stanie ciągłego napięcia. Skarżył się żonie, że rzekomi kosmici prześladują go nawet w snach (w istocie wywołał astralne demony z obrazków). Na rzekomych „kosmitów” czekał w połowie grudnia 1994 roku. Cztery miesiące później znaleziono w Odrze jego ciało pozbawione jąder (jądra miały być potrzebne na paliwo do rakiety). Od tego czasu wysypała się Puszka Pandory dla sekty Antrovis. Zaczęli się ujawniać ludzie związani z Antrovisem, którzy mieli koszmary, stany lękowe, czuli jakby „coś za nimi chodziło” - a to wszystko skutki lucyferycznego kultu astralnych demonów i diabłów oglądanych na antrovisowych kursach w formie obrazków rzekomych kosmitów.

W przebadanych materiałach Antrovis niewiele mówi o swojej działalności. Praktycznie można w nich wyróżnić trzy rodzaje działalności: wykłady propagujące doktrynę Antrovisu, zajęcia terapeutyczne oraz wydanie kasety relaksacyjnej. Wykłady były prowadzone przez „Wszechnicę Antrovisu” we Wrocławskim kinie „Oko” na ul. Pretficza 24 w każdą wolną sobotę od godz. 9.00 – 13.00 począwszy od 5 października 1991 roku. Miano tam przekazywać wiedzę dotyczącą aktualnej roli Ziemi w kosmosie i zachodzących przemianach, energetycznej budowy człowieka, kosmosów i wszechświata, oraz praw uniwersalnych. Działalność terapeutyczną prowadzono w „Gabinecie Konsultacyjno-zabiegowym”, który znajdował się we Wrocławiu przy ul. Pretficza 22. W tym gabinecie prowadzono następujące zajęcia: cotygodniowo stymulację energetyczną, którą wykonywał Tadeusz Owsianko…

Andrzej Struski Gryf 144 i K12 (Kiara, Magdalena Struska) to pogrobowcy sekty Antrovis i Edwarda Mielnika. Działali we Wrocławiu, Warszawie, Krakowie, Toruniu. Przez jakiś czas po 1995 roku mają siedzibę na Mazurach, którą kieruje pewien pan z Mazur, Mirosław Mazur, i pewna dama co przyjęła nazwisko Mielnik, Anna Mielnik. Imprezy takie jak Harmonia Kosmosu, Świadomość Ziemi, Inwazja UFO to ich domena. Nienawidzą Boga, duchowości wschodu, mistrzów duchowych. Szerzą złowrogi kult demona Lucyfera. Są polskim oddziałem sekty lucyferycznej opłacanej z USA, a sam Edward Mielnik jest wysokim kapłanem Starego Porządku (Zakonu) Lucyfera. Stosują hipnozę rzekomo dla terapii, a jedynie uzależniają ludzi od sekty Antrovis czy tam Gryf 144. Andrzej Struski aka Gryf 144 też nieźle hipnotyzuje. Aby wyrwać kogoś z tej sekty, trzeba ich ofiarę zdeprogramować z użyciem hipnozy, ale trzeba mieć zaufanego hipnotyzera, który nie jest z ich sekty. Nie jest łatwo usunąć skutki wielokrotnej hipnozy, której nawet nie pamiętają ofiary sekty Antrovis czy Gryf 144 i kilku satelitarnych grup lucyferycznych.

Wyszedł, nie wrócił albo go zabili 

Już po samorozwiązaniu Antrovisu pojawiły się liczne świadectwa osób mniej lub bardziej z nim związanych. Do redakcji różnych gazet oraz wszelkich organizacji listy wysyłali również zrozpaczeni rodzice. Oto fragment wypowiedzi Doroty, która straciła syna:

"W ostatnich dniach lutego 1993 roku Andrzej rozpaczliwie bał się czegoś (może kogoś), wpadał do domu z pytaniem: czy coś się stało?, w mieszkaniu nie zdejmował okrycia wierzchniego, czekał na coś, w nocy nie spał, miał zaburzenia oddawania moczu, bolał go żołądek, mówił, że mandarynki, którymi ostatnio wyłącznie się odżywiał, są zatrute. W takim stanie wyszedł 1 marca 1993 r. z książkami do szkoły. Pomimo poszukiwań do dzisiaj nie wiemy nic więcej."

Działalność organizacji założonej przez Edwarda Mielnika skupiała się na prowadzeniu cyklu wykładów i szkoleń. Luźna forma wykładów sprawiła, że z ideologią ruchu zetknęło się kilka tysięcy ludzi. W środowisku Antrovis znaleźli się swojego czasu artyści, politycy, dziennikarze i prawnicy.

Matka Andrzeja pisze: Pozwalam sobie przesłać informacje, do wiadomości i dowolnego wykorzystania, o organizacji "Antrovis", którą obwiniam za to, że jest sprawcą zaginięcia mojego syna Andrzeja. Andrzej dowiedział się o istnieniu Antrovisu z miesięcznika "Nie z tej ziemi"; w wieku 17 lat /91-92 rok/ uczestniczył w wykładach i zajęciach relaksacyjno - medytacyjnych tej grupy. Ponieważ Andrzeja zawsze interesowały nadzwyczajne zjawiska i tematy, np. ufo, parapsychologia, astrologia, medycyna naturalna, sądziliśmy, że jest to kontynuacja tego kierunku, nawet to aprobowaliśmy, ciesząc się, że znalazł środowisko i ludzi, z którymi ma wspólny język i czuje się dobrze. Te szczególne zainteresowania nałożyły się na wybitnie indywidualny charakter naszego syna, na trudny okres dojrzewania połączony z problemami adaptacyjnymi w środowisku szkolnym, problemami z nauką pomimo dużych zdolności, z konfliktami w domu. U naszego syna, bezkrytyczna wiara w prawa uniwersalne kosmosu doprowadziła do całkowitego zaniedbania nauki. W okresie uczestnictwa w zajęciach Antrovisu w roku 1991/92 nie czytał książek, nie uczył się, przestał chodzić na lekcje religii, zerwał kontakt z kolegami, z rodziną, odsunął się od młodszego brata, od rodziców. Popadł w całkowitą izolacje /zamknął się w ciemnym pokoju/ i skupił się tylko na swojej osobie, na zajęciach usprawniających jego stan psychiczny, kondycje umysłową, stan energetyczny i zdrowotny. Były to ćwiczenia relaksacyjne, medytacje, "wchodzenie w ciszę", autohipnoza. Godzinami siedział bez ruchu wpatrując się w fotografie dziwnych twarzy o oczach przyciągających uwagę. Stosował diety, głodówki "oczyszczające", pił dużo wody, unikał słońca, ostrzegał innych przed zatrutą żywnością. Wszystko to chyba po to, aby zasłużyć na przeżycie i przetrwanie. Stałe napięcia nerwowe, strach przed katastrofami i innymi zapowiadanymi plagami, spowodowało to wyczerpanie i znerwicowanie. Popadł w bezsenność, stany lękowe, nieuzasadnioną agresje, nadmierną pobudliwość na przemian z apatią. Teraz widzę, że wtedy nie rozumiałam jego lęków, Andrzej nie zwierzał się, a ja nie potrafiłam mu pomoc. W tamtych dniach, dla odwrócenia jego uwagi, zabraliśmy go do opery na "Nabucco" - po 1 akcie Andrzej uciekł nam z teatru czymś poruszony. Teraz wiem, że to brodate postacie z opery przypominały mu zapowiadanych wcześniej przez Mielnika kosmitów! Ponieważ nie wystąpiły przepowiadane wydarzenia i zjawiska, nie pojawiły się obiecane pojazdy kosmiczne (ewakuacja miała mieć miejsce 15 maja 1992 roku), zawiedziony i rozczarowany zniszczył część książek, materiałów, notatek i zrezygnował z dalszych wykładów. Niestety, jakaś zależność psychiczna pozostała, być może kontaktował się nadal z kimś z Antrovisu, wiem, że chodził do kogoś uczyć się tarota, jego zachowanie w domu nie zmieniło się, jedynie więcej czasu poświęcał na naukę w I semestrze IV klasy. W ostatnich dniach lutego 1993 roku Andrzej rozpaczliwie bał się czegoś (może czegoś), wpadał do domu z pytaniem: czy coś się stało?, w mieszkaniu nie zdejmował okrycia wierzchniego, czekał na coś, w nocy nie spał, miał zaburzenia oddawania moczu, bolał go żołądek, mówił, ze mandarynki, którymi ostatnio wyłącznie się odżywiał, są zatrute. W takim stanie wyszedł 1 marca 1993 roku z książkami do szkoły. Pomimo poszukiwań do dzisiaj nie wiemy nic więcej.

Działalność Antrovisu jest związana z zaginięciem trzech osób, jednak ich losów do dziś nie udało się poznać…

Sekta Mielnika w Częstochowie roku 2009 AD 

- W Częstochowie pojawiła się apokaliptyczna sekta Antrovis - alarmuje pewien wystraszony mieszkaniec, że pod pozorem prowadzenia seminarium, sekta Edwarda Mielnika chciała werbować ludzi do apokaliptycznej sekty.

Centrum Psychoedukacji w Częstochowie zorganizowało w sali Politechniki Częstochowskiej wykład Ewy Mielnik, trenera rozwoju osobistego i kołczerki (coacher). Prelekcję zatytułowano "Kreowanie szczęśliwej rzeczywistości". Miał to być wstęp do dwudniowego, płatnego seminarium, organizowanego pod tym samym hasłem. Jego uczestnicy mieli poznać rzekome metody osiągnięcia szczęścia. Dociekliwi dopytywali się po wykładzie, czy prelegentka jest Ewą Mielnik z Wrocławskiego Centrum Odnowy Ludzi i Ziemi - sekty Antrovis, autorką książki "Boga nie ma". Zaprzeczała, twierdząc, że to jedynie zbieżność nazwisk. Tymczasem - zdaniem Jana Piskorskiego, mieszkańca Częstochowy, obecnego na wykładzie - prelegentka jest właśnie jedną z liderek apokaliptycznej sekty Antrovis w Polsce.

- Członkowie tej sekty wierzą, że nie ma Boga. Są przekonani, że szybko nastąpi koniec świata - mówi Jan Piskorski. - Uważają, że zostaną uratowani przez ufoludki, które przylecą na Ziemię pojazdami kosmicznymi. Kosmici mają zjawić się na górze Ślęza w okolicach Wrocławia. Na ewakuację na inną planetę mają szansę tylko Polacy - ci, którzy wejdą do statku.

Antrovis została wykreślona z rejestru stowarzyszeń w połowie lat 90-tych na polecenie UOP (Urzędu Ochrony Państwa), ale - zdaniem Jana Piskorskiego - znów się odrodziła i działa w podziemiu.

- Przywództwo sekty pozostało to samo - mówi Jan Piskorski. - W jego skład wchodzi Edward Mielnik - charyzmatyczny szef Antrovis, wierzący, że jest mesjaszem na Ziemi (z wykształcenia palacz kotłowni) oraz cztery współpracownice Mielnika, które przybrały jego nazwisko. Należy do nich m.in. Ewa Mielnik (przybrana córka duchowa).

Jak twierdzi Jan Piskorski, Ewę Mielnik rozpoznało - jako jedną z liderek Antrovisu - dwóch byłych członków tej niebezpiecznej sekty.

- Była uważana przez osoby należące do Antrovisu za likwidatorkę planet - opowiada Jan Piskorski. - Członkowie sekty twierdzą, że gdy Edward Mielnik miał zły sen, wierzył, że to objaw buntu którejś z planet. Nakazywał wtedy Ewie Mielnik zamknąć oczy, skupić się i zniszczyć zbuntowaną planetę.

Jan Piskorski jest przekonany, że seminarium służyło werbowaniu ludzi do sekty Antrovis. Wiele osób zaangażowanych w coaching (kołczing) to zwolennicy lub współpracownicy dawnej sekty Antrovis.

- Ewa Mielnik to przystojna, miła kobieta. Ma siłę przebicia. Budzi zaufanie, by je później wykorzystać do kaptowania do sekty ludzi zamożnych, mających kłopoty w pracy i w życiu osobistym - twierdzi Jan Piskorski. - Na szczęście nikt ze słuchaczy nie dał się na to nabrać. Gdyby organizatorzy wiedzieli, kim jest prelegentka, nie doszłoby nawet do wykładu.

Jan Piskorski przekazał sprawę do prokuratury. Uważa, że Antrovis jest realnym zagrożeniem społecznym. Jego zdaniem to przebojowa sekta zwalczająca wiarę w Boga, podszywająca się pod kulturę słowiańską - wydająca książki, publikująca artykuły w specjalistycznych periodykach. Jej członkowie jeżdżą po całej Polsce, penetrując ośrodki akademickie, by werbować kandydatów do swych zgubnych szeregów mających się przygotowywać na ciągle odkładaną ostateczną zagładę.

- To niebezpieczna ideologia, a w 1993 roku powodem jej delegalizacji było planowane przez kilkaset osób zbiorowe samobójstwo w Bieszczadach. Jej apokaliptyczna wizja rychłego końca świata może ciągle skłaniać ludzi do samobójstw. Zaleca zerwanie kontaktów z rodziną i przekazanie majątku sekcie - mówi Jan Piskorski. Opowiada o byłym wykładowcy z Poznania, Andrzeju Ż., który oddał sekcie dwa mieszkania, samochód, a teraz spłaca dług zaciągnięty na jej rzecz. Pokazuje ankietę wypełnioną przez żonę mężczyzny skaperowanego w szeregi Antrovisu. Kobieta przedstawia w niej stopniowe zrywanie więzi małżeńskich, traktowanie jej przez męża jak koleżankę, siostrę, brak zainteresowania małżonka rodziną.

Wtajemniczenia Antrovisu

Przez kilka od 1990 roku lat Antrovis organizował trzystopniowe kursy o coraz wyższym stopniu wtajemniczenia. Przekaz wiedzy miał zatem charakter po trosze ezoteryczny czy raczej czarnoksięski, przy czym nie każdy z chętnych ukończył wszystkie kursy, decydowała bowiem nie tylko wola uczestnika, ale także opinia prowadzących (adepci otrzymywali lub nie zaproszenia na następny kurs), co skrupulatnie badano wahadełkami (radiestezyjnie używając skali ERD promowanej przez Leszka Żądło). Początkowo otwarta formuła ruchu stopniowo ulegała zamknięciu, wykłady stawały się dostępne tylko dla członków ruchu lub osób przez nich rekomendowanych, zaś kursy po wyczerpaniu przekazu III stopnia nie zostały wznowione. Dla wybranych był jeszcze stopień IV - dla dowódców sekty. Kursy Silvy i NLP oraz metody regresji hipnotycznej i niehipnotycznej (w tym regresing) zostały całkowicie opanowane przez osoby związane z Antrovisem, a metody te zostały zaprzężone w służbę kierownictwa Antrovisu - przynajmniej w Polsce.

Antrovis propagował swe idee także w formie książek publikowanych w serii "Biblioteka Antrovisu". W roku 1993 ukazał się pierwszy numer periodyku "Nowy kosmos", z podtytułem "ponad zwyczajnym myśleniem". W 2002 roku poznańskie media podały, że w tamtejszych księgarniach sprzedawane były książki wydane przez Antrovis. Książki jednak rozeszły się w błyskawicznym tempie, pomimo alarmów antysektowych. Zresztą nawet gdyby antysektowcy doprowadził do wycofania tych książek z księgarni, to i tak jego zwycięstwo byłoby pozorne, gdyż popyt na ideologię niebezpiecznych sekt apokaliptycznych jest w Polsce ogromny. 

Foto.: Romuald Danilewicz i Małgorzata Pawlisz 

W internecie, na stronie poważnej, naukowej księgarni z Warszawy znaleźliśmy wśród wielu pozycji, książkę Edwarda Mielnika: "Koniec Boga początek człowieka", wydaną w 1997 roku w Warszawie przez wydawnictwo "Mielnik S.C.". Książka kosztuje 28 zł, ale w przypadku zamówienia przez internet księgarnia proponuje rabat 7%. Kuriozalnie zaliczono książkę Mielnika do działu "Nauka" i opatrzono następującym omówieniem: "Drugi tom antytryptyku ukazującego spustoszenie dokonane przez kościół katolicki i ideę chrześcijaństwa w umysłach ludzkich. Książka obnaża mechanizmy manipulacji człowiekiem i degradacji ludzkiego ciała, sterowanego przez mózg." Pozostałe części "antytryptyku" napisały Anna i Ewa Mielnik, opatrując je wiele mówiącymi tytułami: "Bóg człowiekowi taki los zgotował" oraz "Boga nie ma". Mielnikowie nie ustają więc w staraniach wyselekcjonowania 144 tysięcy kandydatów do ucieczki na planetę Mirinda.

Antrovis działa, kiedyś robił zjazdy grupowe, publiczne, potem dla wtajemniczonych, po 2012 roku "łapacze" łapią w sidła Antrovisu kolejne ofiary, a dopiero jak je omotają, wprowadzają na kolejny wyższy stopień swojej lucyferycznie piekielnej czarnej hierarchii owej demonicznej loży jaką de facto jest Antrovis. Liderzy Antrovisu są dobrze wyszkoleni z technik kontroli umysłu, dlatego mało kto jest w sobie znaleźć siłę aby uwolnić się od zniewolenia umysłowego i podpięcia do tak zwanych trzech kociołków Antrovisu: kociołka rozumu (owładnięcie ideologiczne), kociołka miłości (owładnięcie emocjonalne) i kociołka siły (owładnięcie cielesne). Istnieje także centralny kociołek Antrovisu - to ścisły aktyw tej nieformalnej sekty czarnoksięskiej, lucyferycznej. Edward Mielnik i jego wspólniczki wszystkie zdobyte dusze podpinają ostatecznie do centralnego kociołka, czegoś jak słoik na zniewolone i uwięzione dusze. Typowa aktywność łowcza lucyferycznych sekt bazujących na apokaliptycznym lęku przed rychłym końcem świata. Co ciekawe, sekta Antrovis i jej lokalne aktywności mają wielką słabość do spotkań na Górze Ślęży, a spotkania te kontynuują od roku 1980.

Wielu werbowników od Edwarda Mielnika i Antrovisu zajmuje się masażem i biomasażem, a masując ludzi wtłaczają im ideologię mielnikowców, urabiają naiwne i bezwolne w relaksie umysły, sącząc truciznę niczym jad przez wiele seansów masażu relaksacyjnego. Mielnikowcy, pod flaga Anrovis pozyskiwali ludzi hurtowo bo, to była z góry założona "akcja specjalna" wiedzieli doskonale, że nie pojadą na dłuższą metę na tym wózku stąd poten wynajdują różne bajki, aby dotrzeć do naiwnych ludzi bardzo indywidualnie w zależności od "poziomu świadomości danego człowieka". Metody są zróżnicowane, ale jedno należy tu podkreślić: ONI NADAL TU SĄ I KAŻDEGO DNIA PRZEJMUJĄ KOLEJNYCH LUDZI pod swoją lucyferyczną totalitarną kontrolę. 

Ryc. Brednie o przejściu w antymaterię (teraz to wyższa gęstość lub 5D) i zmianie orbity Ziemi... 

Relacja Iwony o sekcie Antrovis

Trafiłam do sekty pod nazwą "Antrovis", ale do sekty tak nagle też się nie wpada. Jest to pewien proces. Duży wpływ wywarła na mnie kiedyś przebywająca w moim domu pewna pani radiestetka, która powołując się na Boga, usługiwała pewnymi tajemniczymi właściwościami, wiedzą o energiach, wahadełkiem itd. W sumie pierwszy kontakt z taką sobą o bardzo też przyjemnym i pozytywnym usposobieniu wywarł na mnie wrażenie. Powoli zaczęłam interesować się tą tajemniczą wiedzą, kupowałam różne lektury, ale zawsze jakoś brakowało mi czasu na dokładne ich studiowanie, po prostu Bóg nie dopuszczał do tego. Ciekawość jednak we mnie tkwiła. I jak mówi znane powiedzenie: "ciekawość to pierwszy stopień do piekła" stało się rzeczywistością.

Na tę ciekawość zaczął odpowiadać mi pewien chłopak w czasie pieszej pielgrzymki do Częstochowy. Nie wiem po co szedł, może dla pozyskania "Wybrańców"? Rafał często przebywał w moim towarzystwie, grał na gitarze, więc często też mi grywał, robił różne niespodzianki, w międzyczasie przekazywał mi w pewnych "porcjach" swoja wiedzę. I w sumie ten niepozorny, mały i młodszy ode mnie człowieczek zaczął skupiać na sobie moją uwagę. Po pielgrzymce były spotkania i długie, długie wyczerpujące rozmowy, wyczerpujące i wywołujące wiele niepokojów i niejasności. Myślałam też, że coś z nim jest nie tak, że trzeba mu pomóc. Wkrótce jego inteligencja przezwyciężyła. Rafał zaczął zapoznawać mnie z podobnymi osobami i widząc grupę jemu podobnych, zakompleksiona - zaczęłam myśleć, że to ze mną chyba jest nie tak. Wokół mnie była wytwarzana specyficzna atmosfera, otaczano mnie wielką życzliwością.

Podobało mi się to, więc zaczęłam do nich często przyjeżdżać a cały czas byłam faszerowana nowymi porcjami wiedzy, lekturami, kasetami itd. Pochodzili z różnych środowisk, byli wśród nich i artyści, co mnie dodatkowo pociągało, naukowcy, pisarze... W ten sposób zaczęłam odseparowywać się od rodziny, od znajomych. A studia okazały się absolutną bzdurą, więc z nich zrezygnowałam. Zaczęłam doświadczać ogromnej pustki, pojawiały się stany lękowe, łatwo zmieniałam moje nastroje. Niczego już nie rozumiałam. Nie miałam do kogo się zwrócić, no może trochę do siostry, którą zaczęłam wciągać do grona wybranych. Miałam teraz polegać tylko na sobie. Zostałam tylko ja - Chrystus przecież okazał się jakąś kosmiczną energią, bezdusznym kosmitą, podobnie i Buddha.

Literatura Antrovisu

Grono autorów podpisujących się wspólnym nazwiskiem Mielnik reprezentuje nieistniejące już stowarzyszenie Antrovis – Międzynarodowe Centrum Odnowy Ludzi i Ziemi. Stowarzyszenie działało w latach 1990-1994. Z początkiem 1994 roku zostało rozwiązane pod naciskiem UOP. W końcowym okresie działalności stowarzyszenia zaczęły się ataki na jego członków i publikacje prasowe z poważnymi oskarżeniami pod ich adresem. Nowa fala ataków miała miejsce w roku 1995, mimo końcowego orzeczenia prokuratury, dementującego rozpowszechniane pogłoski (chodziło o to, że prokuratura nie zebrała dowodów).

Publikacje sekty Antrovis

1. Nowy Kosmos
2. Istota Wszechświata
3. O działaniu energiami (do lekarzy)
4. Energie – czakramy
5. Słuchanie Wszechświata : wybór artykułów prasowych Antrovisu
6. W kosmicznej przestrzeni : pojazdy, przybysze, posłania, przepowiednia fatimska
7. Układ embrionalny
8. Tajemnice kaplicy sykstyńskiej
9. Moje kontakty z kosmitami / R. Renaud
10. Relaksacje
11. Pojednanie narodów
12. Praca nad sobą
13. Analiza Wszechświata
14. Grudzień’91
15. Ziemia – kosmos
16. Aktualne zmiany w układzie słonecznym
17. Człowiek energetyczny
18. Wszechświadomość : Prawa uniwersalne

Wszystkie publikacje wydane zbiorowo pod hasłem Antrovies, bez podania autora. Wydane we Wrocławiu. Wydawano również periodyk „Nowy Kosmos”. Cele i zadania sekty zaprezentowano w publikacji "Mistrza Adama słowa zapomniane”.

Na tryptyk składają się następujące książki:

1. Anna Mielnik, Bóg człowiekowi taki los zgotował...Warszawa 1997, s. 134.
2. Edward Mielnik, Koniec Boga, początek Człowieka, Warszawa 1997, s. 293.
3. Ewa Mielnik, Boga nie ma, Warszawa 1998, s. 254.

Państwo Mielnikowe prezentują w swym tryptyku coś w rodzaju spiskowej teorii religii. W swym ogólnym sformułowaniu nie jest to teoria nowa, jako że w oświeceniowej (i wcześniejszej) krytyce religii spotykamy się z koncepcją religii jako świadomego oszustwa kapłanów, dokonanego dla własnej korzyści. Ta słusznie krytykowana, płytka teoria otrzymuje u Mielników inny wymiar – wymiar kosmiczny. To wyżej rozwinięte (w sensie cywilizacyjnym) kosmiczne istoty dopuściły się na Ziemianach (i nie tylko) manipulacji, podając się za bogów i wprowadzając religię jako system niewolenia i eksploatacji. Mechanizm tej eksploatacji daje się ująć za pomocą Feuerbachowskiej teorii alienacji religijnej (człowiek religijny sam sobie coś – myślowo – odbiera, mianowicie samą swą istotę, i przenosi to na Boga). U Mielników ma to jednak bardziej wymierny sens – sens energetyczny.

Dzięki narzuconemu ludziom systemowi wierzeń, za sprawą ludzkich myśli, cierpień i uczuć, płynie rzekomo do „nieba” całkiem realny, potężny strumień energii życiowej, pozwalający innym istotom prowadzić żywot pasożytniczy. Bóg nie jest zatem ludzkim urojeniem – kryje się za nim kosmita-oszust, co jest typowym zabiegiem dezinformacyjnym sekt satanistycznych i lucyferycznych (nie ma Boga są kosmici). Rozwiązanie całej tej sytuacji jest u Mielników zadziwiająco zbieżne ze spekulacją Hegla. Skoro relacja między ludźmi a bogami-kosmitami jest stosunkiem niewolnika i pana, więc na skutek wewnętrznej dialektyki tego stosunku role się odwracają.

Zmagania ze stworzonymi na Ziemi ekstremalnie trudnymi warunkami życia stały się dla ludzi potężnym bodźcem rozwojowym, natomiast wyżej rozwinięta i przestawiona na pasożytowanie cywilizacja kosmiczna zatrzymała się w rozwoju, a nawet uległa degeneracji i popadła w uzależnienie od dostarczanej z Ziemi energii witalnej. Gdy wreszcie doszło do tego, że z niewiadomych powodów stała porcja energii kierowanej w „niebo” zatrzymana została przez Ziemię, cały system nagle się załamał, a rozleniwione istoty kosmiczne o mentalności pana, niezdolne do podjęcia wysiłku, by poradzić sobie jakoś w zaistniałej sytuacji, zbyt dumne, by nawiązać z Ziemianami partnerskie relacje, które by im to umożliwiły, wolały raczej zaakceptować czekające ich w tej sytuacji unicestwienie.

Obecnie ci „bogowie” właściwie już nie istnieją, ale system nadal działa, siłą rozpędu, a korzyści czerpią z niego jego ziemscy agenci, elity szeroko rozumianej władzy. Mielnikowie traktują religię błędnie jako jeden z elementów wszechogarniającego systemu niewolącego ludzi. Podobną do religii funkcję pełni nauka, której uświęcony instytucjonalnie autorytet paraliżuje niezależne myślenie, a także system ekonomiczny, oparty na fikcji, jaką jest pieniądz, pozwalający wielkim finansistom bardzo łatwo manipulować miliardami ludzi i coraz bardziej ich wyzyskiwać, czy wreszcie ogłupiające środki masowego przekazu i wszechobecna reklama, wmawiająca ludziom pozorne potrzeby itd.

Wszystko to również działa na zasadzie spisku, kontroli kosmicznej i otoczonej największą tajemnicą kolaboracji ziemskich elit z rzekomymi kosmitami. Godne uwagi jest przeświadczenie Mielników o szczególnej roli, jaką miała odegrać w ostatnich latach (i wciąż jeszcze ma do odegrania) Polska – centrum i awangarda zasadniczych przemian, jakim rzekomo ulega obecnie Ziemia, a wraz z nią ludzka świadomość. Polacy są jakoby szczególnie predestynowani do przyjęcia i współtworzenia „nowego”. To „nowe” to między innymi świadomość, że – jak pisze Edward Mielnik – „myśl nie ulega niszczeniu, umieraniu. I jeżeli istota ludzka swoje ciało skłania do myślenia, otwiera i dla ciała nowe przestrzenie. Ciało przestaje się lękać. Milknie pytanie: Kto mnie stworzył? Człowiek sobie uświadamia, że sam tworzy siebie.” Tak to Mielnikowie zaszczepili satanistyczną ideologię zbrodniczych sekt lucyferycznych mającą uniemożliwić ludzkości jakikolwiek rozwój duchowy i łączność z prawdziwym Bogiem Stwórcą Wszechświata poprzez skierowanie uwagi ludzi na demoniczne potworki w postaci masek astralnych demonów, co gorsza z najniższych i najbardziej ciemnych sfer świata astralnego.

Sekta mielnikowców (i każdy jej klon)

- zwalcza wiarę w Boga
- szczególnie nienawidzi Boga Jahwe (Jahve, JHWH)
- zwalcza religię tradycyjną (szczególnie chrześcijańską, judaistyczną i islam)
- jest skrajnie antysemicka
- zwalcza jogę i religie wschodnie
- wspiera i tworzy ruch antyszczepionkowy
- wspiera i tworzy ruch płaskoziemców
- głosi teorie o płaskiej ziemi i orbity ósemkowe 
- zwalcza medycynę akademicką
- popiera zboczenia i dewiacje seksualne
- zwalcza wszelkie autorytety oprócz Mielnika i swoich liderów
- przejęła doktryny coachingu rodem z USA
- energetyzuje promieniowaniem czarnej energii
- uczy o nowych energiach zstępujących na ziemię
- wierzy w przejście ludzkości i ziemi w antymaterię
- szerzy bełkot o rzekomych przemianach energetycznych na ziemi

Wychowankowie Edwarda Mielnika

Wśród osób ukształtowanych przez bioenergoterapeutę, psychotronika i hipnotyzera Edwarda Mielnika mamy m.in. takie postacie jak: Edward Mielnik, Ewa Mielnik, Anna Mielnik, Grażyna Mielnik, Andrzej Struski aka Gryf 144, Aron Jasnowidz, Edward Mazur (pseudo feng shui), Emilian Kamiński (aktor), Barbara Labuda (posłanka), Krystyna Sienkiewicz (aktorka), Paulina Moskalik, Tadeusz Mynarski (Wilamowice, Bydgoszcz), Wiesław Kornalewicz (Opole), Tadeusz Owsianko (współzałożyciel Antrovisu), Tadeusz Zygadło (Włocławek), Leszek Żądło (regresing), Zbigniew Ulatowski, Anna Dąbrowska (dziennikarz, sekretarz Antrovisu), Jan Popko (Lubliniec), Lucyna Łobos (Darłówko), Halina Tas (Wrocław), Barbara Choroszy (Cheops), Eugeniusz Hefter (Chicago, export mielnikowy), Magdalena Lucyna Tomaszewska Struska (jessica, k12, kiara), Hanna Kotwicka (Warszawa), Bogusław Leng, Maria Sobolewska (astromaria), Miłosława Krogulska, Bogdan Kacmajor (kościół Niebo), Romuald Statkiewicz (Jezus z Opola), Sanjaya Jaraszek (Płaskoziemca), Joanna Makowska, Jan Witold Suliga, Ewa Homa (Ewa May), Ryszard Niklas, Andrzej Żakowicz, Włodzimierz Cimoszewicz (poseł, marszałek Sejmu), Lech Nikolski, Leon Zawadzki (astrolog), Andrzej Żwawa (Zielone Brygady, Kraków), Krystyna Łybacka (posłanka, SLD), Roman Nacht, Igor Witkowski, Ewa Pawela, Witold Hake, Romuald Danilewicz, Małgorzata Pawlisz, Mieczysław Jacek Skiba (Ashtar), Andrzej Wójcikiewicz (Silva), Krzysztof Konstanty Radziwiłł (sponsor), Zbigniew Królicki, Krystyna Włodarczyk-Królicka, Bolesław Zarębski, Iwona Stankiewicz i wielu innych. Do sekty należało wielu dziennikarzy, polityków czy artystów, nie sposób ich wszystkich wymienić, to kilka tysięcy osób, nie tylko 26 prominentnych założycieli Antrovisu. 

W szczególności tak zwany Projekt Cheops działa jako agenda sekty Antrovis Edwarda Mielnika. Z Antrovisem związana jest redakcja miesięcznika "Nie z tej ziemi" (początek lat 90-tych XX wieku) przemianowana wskutek skandalu na "Czwarty Wymiar". Kilka znanych szkół psychotronicznych założyli uczniowie Edwarda Mielnika, w tym wrocławskie tzw. Studium Psychotroniczne znane jako Akademia Terapii Naturalnych (Studium Edukacji Ekologicznej) oraz białostockie tzw. Studio Astropsychologii. Liderzy Metody Silvy w Polsce, wraz ze swoim szefem Andrzejem Wójcikiewiczem, to werbownicy Antrovisu, a kursy metody Silvy to platforma rekrutacji do nieformalnej sekty Edwarda Mielnika czyli do Antrovisu. Telewizja NTV to także inicjatywa ludzi z Antrovisu, uczniów Edwarda Mielnika i jego wspólników, dlatego porządnej ezoteryki tam nie ma i nie będzie. Nawet studio NTV znajduje się dokładnie w Sobótce u podnóża masywu Ślęży czyli tam, gdzie Edward Mielnik nauczał u początków swoją sektę Antrovis. Sektę Antrovis zakładało 26 osób, którzy występują jako Członkowie Założyciele, w większości osoby aktywne i znane w latach 80-tych XX wieku na polu psychotroniki i bioenergoterapii, a także ufologii oraz piramidalnego bredzenia na konto radiestezji. Wrocławskie Psychotroniczne Studium Edukacji Ekologicznej powstało akurat w 1996 roku jako forma działalności edukacyjnej sekty Antrovis Edwarda Mielnika, a ściślej jako inicjatywa jego najwierniejszych uczniów. Formalnie wszystkimi działaniami edukacyjnymi zajmuje się Stowarzyszenie Działań Ekologicznych, zarejestrowane we Wrocławiu przez uczniów Edwarda Mielnika w 2002 roku, kierowane przez Zbigniewa Królickiego i dotychczasowego łącznika z telewizją NTV w Sobótce, zmarłego już Wojciecha Drewniaka (zmarł już). 

Warto pamiętać, że pogrobowcy sekty Antrovis i Edwarda Mielnika to dzisiaj rozmaite ruchy związane z tematami Roku 2012, harmonii kosmosu, świadomości ziemi oraz transformacji 2012 w wyższy wymiar 5D lub wyższą gęstość. Sporo osób dziś kieruje ruchem lucyferycznym o nazwie Lightworkers. Antrovis był i jest w swoich agendach organizacją o charakterze kościoła lucyferycznego z kultem Lucyfera. Najlepsi wykładowcy Antrovisu to: Dariusz Świerk (Forex) i Anna Dąbrowska - na ich wykłady przychodziły tłumy zainteresowanych. Anna Dąbrowska naucza terapii 12-toma kolorami Mielnika, w tym demonicznym promieniem czarnym i brązowym, jakby nie rozumiała, że lecznicze kolory to jedynie barwy tęczy, a do tego błędnie przypisuje im częstotliwości. Przywódcy Antrovisu odpowiedzialni są za zniewolenie myślenia naiwnych ludzi obecnych na organizowanych przez nich kursach, którzy przyjęli prezentowaną pseudo wiedzę na wiarę. Będąc Mistrzami Ciemności wychodzili z założenia, że jeżeli poszkodowany nie powie to sam sobie winien – a oni są rozgrzeszeni. Z czasem zapłacą za wszystkie swoje zbrodnie na umysłach naiwnych ludzi, za wciąganie ludzi w demoniczne wibracje astralnych demonów i diabłów uchodzących za rzekomych kosmitów, chociaż obrazy mielnikowych demonów dobrze są znane z wielu mitologii jako astralne byty pasożyty, reptilce. Antrovis ogłosił koniec świata w 1994/1995 roku osiągając efekt totalnie ogłupiającej kompromitacji, potem przełożył na 1999 rok i na lata kolejne. Opóźniał rozwój wielu słowiańskich świadomości, które powinny były trafić do dobrych ruchów duchowych takich jak Święte Bractwo H. Udało się antrovisowcom mielnikowcom zebrać całą duchową energię przeznaczoną na realizację nowego zamysłu i w ten sposób odwlec w czasie proces przemian społecznych i duchowych Narodu Polskiego na ponad 20 lat. Antrovis to niebezpieczna i społecznie szkodliwa sekta lucyferyczna, rodzaj szkaradnego satanizmu.

Istoty gadzie stworzyły Antrovis

Gady, istoty gadzie, reptilianie, rakszasy, widzą ludzi jako zasoby, żywność, niewolników, stado hodowlane i ich własność. Są tutaj, aby ostatecznie przejąć pełną kontrolę nad Ziemią po wielu zainicjowanych przez nich katastrofach naturalnych (np. nowych chorób i zmian pogodowych) i innych katastrof, które wydają się być wywołane przez człowieka (np. wojny). Następnie planują przekształcić ocalałych mieszkańców w umysłowo kontrolowanych niewolników, którzy mają być wykorzystywani do różnych celów, w tym takich jak tworzenie ruchów zniewalających i zidiocających umysł. Równie ważną kwestią - jeśli nie bardziej - jest to, że starają się upośledzać ludzkość i zapobiec jej duchowej ewolucji, powstrzymywać oraz uniemożliwiać rozwój duchowy człowieka, doprowadzać ludzi do upadku w ciemność i rozmaite obłędy ideologiczne. W rzeczywistości chcą by ludzkość zdegradowała się duchowo do takiego stanu z którego nie będzie w stanie uwolnić się od gadów zwanych reptilcami lub rakszasami czy asurami. 

Ryc. Przykłady demonów gadzich, reptilców Antrovisu (demony opętujące) 

Istoty gadzie używają swych bardzo zaawansowanych zdolności telepatycznych i technologii do tworzenia zmanipulowanych sztucznych sennych rzeczywistości w umyśle śpiącego uprowadzonego czy omotanego. Używają także astralnych uprowadzeń gdzie uprowadzony jest umieszczany w wirtualnych scenariuszach rzeczywistości. Niektóre z tych scenariuszy są używane w połączeniu z ich zdolnościami telepatycznymi i technologią kontroli umysłu, aby uprowadzany przejawiał zachowania autodestrukcyjne, takie jak nadużywanie narkotyków lub rozwiązłość seksualną, wiarę w absurdalne i fałszywe ideologie (płaska ziemia, ewakuacja ludzkości, nienawiść do Boga JHWH). Mogą nawet zmienić kogoś w seryjnego mordercę, zboczka lub gwałciciela, wspierają erotomanię i wszelkie kurewstwo. Używają także astralnych oraz eterycznych implantów, które są przeznaczone wyłącznie do celów kontroli umysłu (myśli i emocji). Używają swych zdolności telepatycznych by wpływać na i kontrolować umysł uprowadzonego. Mają również technologię zdalnej kontroli umysłu uprowadzonego czy omotanego. Mogą również sprawić by uprowadzany doświadczał wielki ból czy udrękę psychiczną. Na przykład silnych bólów głowy i brzucha albo kończyn. Bóle głowy i bóle brzucha mogą być na tyle poważne, że mogą obezwładnić uprowadzonego. Mogą sprawić by uprowadzany był przewlekle chory. Używają zarówno fizycznych i psychicznych tortur. Wykorzystują deprywację snu, posuwają się także do astralnego gwałtu.

Choć w wyniku laicyzacji sekty zatracają swój religijny charakter i transformują się w organizacje polityczne i społeczne (fenomen sekciarstwa na niwie politycznej widać w wyobcowaniu groteskowej opozycji z realiów życia w Polsce), choć ufologia przestała być popularna, to nie można wykluczyć (zważywszy na popularność na You Tube różnych osobników zgłaszających roszczenia do bycia prezydentami, generałami czy członkami nieistniejących organizacji, bądź głoszących turbo-słowiańskie bzdury), że klimaty fascynacji kosmitami zostaną przez kogoś uruchomiane, by odwracać uwagę Polaków od spraw istotnych. Zdaniem wyznawców ufologicznych religii kosmici mają przemienić nasz świat w raj oraz odpowiadają za ewolucje ludzi. Nowe ufologiczne dogmaty mają na celu przekonanie ludzi, że chrześcijaństwo to tylko kostium pod którym ukrywa się prawda o kosmitach. Celem ufologii jest zastąpienie wiary w Boga wiarą w kosmitów. Dla ufologów chrześcijańskie fenomeny mistyczne mają być przejawem działalności kosmitów (szczególną uwagę przyciąga tu Medjugorie). Są nawet wśród ufologów stygmatycy głoszący, że kosmici są posłańcami Boga. W istnienie kosmitów mają wierzyć też mormoni, adwentyści, czarni muzułmanie w USA.

Aktywność ufologów na polu religijnym nie jest niczym niezwykłym, już kabaliści, alchemicy i hermetyści głosili, że w przestworzach żyją byty stojące w hierarchii bytów między aniołami a ludźmi, jednak uczyli je rozpoznawać i wypędzać z pomocą egzorcyzmów. Jednym z najbardziej znanych nowych ruchów religijnych związanych z ufologią są scjentolodzy – którzy twierdzą, że dusze ofiar galaktycznego mordu sprzed miliardów lat, które wcielają się w ludzi, są przyczyną problemów psychicznych i fizycznych ludzi. Założyciel scjentologów Ron Hubbard znał się na czarnej magii i okultyzmie, był przyjacielem i wspólnikiem założyciela OTO Ordo Templi Orientis (członkiem tej sekty był Crowley „czołowy satanista XX wieku”). Kolejną znaną sektą ufologiczną są realianie. Ruch ten popiera likwidacje rodziny, klonowanie ludzi, GMO, antykoncepcje i masturbacje. Realianie głoszą, ze klonowi można przekazać swój umysł i osobowość. Celem realian są rządy geniuszy, demokracja selektywna polegająca na przyznaniu biernego i czynnego prawa wyborczego zależnie od ilorazu inteligencji.

Różne koncepcje ufologiczne głoszą, że UFO to przybysze z obcej planety, lub z innego wymiaru, albo nawet z czasu (np. z Atlantydy). Niektórzy dopatrują się w UFO przejawów zaburzeń pola elektromagnetycznego ziemi. Wielu twierdzi, ze UFO to tylko wytwór wyobraźni obserwatorów. Ufologiczna trzy stopniowa skala spotkań, zakłada, że spotkania pierwszego stopnia to obserwacje pojazdów, drugiego stopnia obserwacje po których zostają materialne ślady (zniszczona roślinność i urządzenia, zaburzenia zdrowia ludzi i zwierza) i trzeciego stopnia będące kontaktami z przybyszami. Naukowcom nie udało się uzyskać zbyt wielu dowodów na to, że UFO to obiekty techniczne, choć nie zanegowano prawdziwości obserwacji. „Początkowo nikt nie kojarzył UFO z kosmitami”. Pierwotnie podejrzewano, że UFO jest dziełem sowietów albo amerykańskiej armii lub inwazją demonów ze świata astralnego. Pewne jest jednak, że kosmici musieli by podróżować z szybkością światła, co jest fizycznie nie możliwe, chociaż ludzkość może wielu rzeczy nie wiedzieć, bo jeszcze nie odkryła (chociażby nadprzestrzeni).

Ważniejsze lepiej znane na świecie sekty religijne z UFO, objawieniami i bytami kosmicznymi to: Aetherius Society, Tyfoniczne O.T.O., Heaven`s Gate (Niebiańska Brama), raelianizm, księga Urantia, Zakon Świątyni Słońca, Gałąź Dawidowa, Oumu Najwyższa Prawda, Orion 2012 i Patryck Geryl, Lightworkersi (Lucyferianie), a na gruncie polskim Antrovis, Projekt Cheops, Andrzej Struski, Leszek Żądło i regresing, Nowe Energie etc. Rzekome doświadczenia kontaktów z kosmitami są podobne do doświadczeń z demonami astralnej ósmej sfery, kosmici jak demony rzekomo mają oświecać ludzi i dawać im moce, gdy w rzeczywistości psychosadystycznie krzywdzą ludzi. Opisy kosmitów niepokojąca przypominają opisy demonów i diabłów, a opisy spotkań z kosmitami opisy demonicznych opętań. Osoby mające bliskie spotkania z rzekomymi kosmitami wielokrotnie wcześniej parały się praktykami satanistycznymi lub lucyferycznymi. Po uprowadzeniu przez kosmitów porwani zaczynają darzyć obcych religijnym kultem. Nie należy więc wykluczyć, ze domniemani kosmici to demony lub same diabły. Ufologia to namiastka religii w zlaicyzowanym świecie, realizując pierwotną potrzebę przeżyć religijnych, by odwrócić uwagę ludzi od chrześcijaństwa, buddyzmu, hinduizmu, a nade wszystko od mistyki i duchowości, od ezoterycznego życia wewnętrznego.

Główne adresy Antrovisu z 1994 roku

P.O.Box 2023
Krasińskiego 15/5
50-954 Wrocław

Oddziały lokalne Antrovisu

Długa 29, 00-238 Warszawa, tel. 312163;
Poselska 9/5, Kraków, tel. 221089. 

Ryc.: Bafomet - Król Istot Gadzich - Demoniczny Władca Reptilian - Czarny Pan 

Prawdziwa ezoteryka i rozwój duchowy

Ezoteryka, okultyzm, nauki hermetyczne, prawdziwy rozwój duchowy - od zawsze opiera się na osobistym oczyszczeniu jaźni zwanej duszą, wysubtelnieniu ego, a nade wszystko na Poznaniu Boga Absolutu i świata czystych boskich istot, aniołów (dewów), bóstw nieba, bogów i bogiń. Bez poznania Boga, stwierdzenia istnienia Boga poprzez autopsję, osobiste doświadczenie, bez takiego doświadczalnego poznania Boga Absolutu - nie ma mowy o ezoteryce, okultyzmie, hermetyzmie czy ogólnie o rozwoju duchowym. Brednie lucyferycznych i satanistycznych sekt, że niby Boga nie ma, a wszystkim rządzą kosmici z innych materialnych planet są dla ezoteryków absurdalnymi bredniami i pomyleniem umysłowym. Takie to pomylenie umysłowe Antrovisu jest ordynarne, że nie wie co to jest częstotliwość fal świetlnych ani długość fali, nie wie co to aura ludzka, nie wie, że rozwój duchowy to oczyszczanie umysłu i duszy z błędnych poglądów, uwalnianie od kultu demona Lucyfera i jego astralnych sługusów w jakich na spotkaniach Antrovisu muszą się wpatrywać ogłupieni ludzie. Rozwój duchowy to świadomość Boga zwanego przez różne ludy jako Jahwe, Jupiter czy Jowisz, Zeus, Odyn, Indra, Jasz - Jaszer, Perun - tak słowiański i bałtyjski Perun - Perkunas to właśnie JHWH - Bóg Gromowładny, Jahwe. 

Sekty lucyferycznych zbrodniarzy takie jak Antrovis są jednak zbyt ogłupione aby moc zrozumieć i doświadczyć Boga Absolut i jego niebiańskie manifestacje jako najwyższe Dobro, Światło i Prawdę, i dlatego trwają w ogłupieniu i zniewoleniu przez wysłanników chaosu i ciemności wieszczących rychły koniec świata i zagładę ludzkości. Wszak to sataniczne i lucyferyczne demony nienawidzą ludzkości od początku i dążą do jej zniszczenia. Świadomość Obecności Żywego Boga, niczym w rajskim ogrodzie Eden, przed upadkiem praczłowieka - to jest prawdziwy cel rozwoju duchowego człowieka. A przy okazji, ani w Krakowie, ani we Wrocławiu nie ma znaczniejszych czakr Ziemi, gdyż prawdziwe czakry Ziemi, których jest 12-cie mają po około 1 tysiąc kilometrów średnicy, a ich rozmieszczenie jest stałe i dobrze znane od tysięcy lat - i żaden nawiedzony satanizmem lucyferycznym Mielnik ani nawet ogłupione stado dymanych przez samego Lucyfera mielniczanek tego nie zmieni. Portale internetowe od Cheopsa, Merkaby, Daru Światowida, Ezoter, Struski, Misja Faraon, Projekt Ratowania Ziemi, Nowe Energie oraz podobne klony mielnikowych mielniczanek jedynie na manowce prowadzą i do pomylenia umysłowego ostatecznie wiodą, do pomylenia i ogłupienia wywoływanego przez dobrze znane w okultyzmie sataniczne demony z Oriona i Algola (Meduzy).  

 (Artykuł poprawiony i trochę uzupełniony oraz ujednolicony w stosunku do oryginalnej publikacji ze stycznia 2011 roku i wydań wcześniejszych - fragmentarycznych - redakcja i opracowanie dla portalu: Kafi Gauri Paweł Ćwięka). 

 

Zobacz także


Polub nas na Facebooku