Norwegia bestialsko porywa dzieci polskim rodzicom
Ilość wizyt: 3682
Ilość głosów: 21 (ocena 4.7)
Data utworzenia: 30.06.2011
W Norwegii kradzione przez państwo dzieci trzeba wykradać
Ostrzegamy polskich rodziców: Norwegia porywa polskie dzieci!
Norwegia w majestacie swojego chorego prawa bezkarnie kradnie dzieci obcokrajowcom! Rocznie norweskie urzędy rabują ponad 3 tysiące dzieci w tym małym kraju. Świat z jego różnymi odmianami kidnapingu jest coraz bardziej chory. Norweżkom nie chce się rodzić dzieci. Wolą wziąść kradzione, cudze i jeszcze brać kasę jako zawodowa rodzina zastępcza. Hiszpania rozlicza się z tego poparanego biznesu. W Norwegii rabowanie dzieci przez lokalnych urzędasów to norma. Odzyskanie dziecka graniczy z cudem i wymaga pomocy detektywów oraz zawodowych komandosów. Zapewne najlepszy byłby grom - z jasnego nieba, żeby roztrzaskał popaprańców z ich głupawymi przepisami prawa. Lepiej nie jechać z dziećmi do Norwegii, nawet na wakacje, nie tylko do pracy!
Norwegia jest krajem bardzo ateistycznym i areligijnym. Jak widać na przykładzie podejścia do dzieci w różnych krajach, w tym w katolickiej Hiszpanii, ani monopol jedynie słusznej religii ani ateizacja nie wróżą ludziom nic dobrego.
Jest jeszcze jeden fakt, o którym warto pamiętać w całej opisanej poniżej historii. Norwegia słynie z masowego homoseksualizmu, a tamtejsze związki lesbijskie jak i gejowskie nie bardzo mają jak zrobić sobie dzieci. Najłatwiej zatem ukraść innym, najlepiej obcokrajowcom, co odwiedzili Norwegię na kilka miesięcy lub chcą się osiedlić czy pracować. Znajome lesbijki lub geje z tamtejszego Gminnego Ośrodka Pomocy Rodzinie (Barnevernstjeneste) zawsze mogą łatwo pod byle pretekstem dla znajomej pary lesbijek czy gejów ukraść komuś dziecko. To są nowe zjawiska, jeszcze mało opracowane w badaniach naukowych, nowa przestępczość wynikła z homoseksualizacji i bezdusznej ateizacji życia społecznego. No bo jak zdobyć dziecko, jak "małżeństwem" są dwie panie albo dwóch panów!? Jednak politycy i dziennikarze jakoś boją się o tych przykrych problemach pisać głośniej. A może już czas?
Może tak polskie władze pomyślą trochę i dla odzyskiwania polskich dzieci z Norwegii, zaczną odbierać dzieci norweskim turystom odwiedzającym Polskę. A potem można pójść na grzecznościową wymianę, jak przy wymianie szpiegów. To sposób w zasadzie dobry, bo sprawdzony i stary jak świat: okraść złodzieja i zaproponować wymianę. Można zerwać kontakty dyplomatyczne i zamknąć granice z bandyckim państewkiem rządzonym przez ateuszy i dewiantów pospołu. Ale wybór środków należy do rządu RP, który jakoś nie zrobił dotąd NIC!
Jak zdarzenie pięknie komentują internauci: "Imbecylizm lewactwa sięga zenitu. Zabierać dziecko, bo było smutne." ... nic dodać nic ująć...
A rząd Polski, Ministerstwo Spraw Zagranicznych, za brak ostrych protestów dyplomatycznych ma kolejną czerwoną kartkę.
Dedektyw odbił skradzioną dziewczynkę
W nocy z 28/29 zerwa 2011 detektyw Rutkowski uwolnił dziś w nocy i przewiózł do Polski 9-letnią Nikolę. Norweska organizacja "broniąca praw dzieci" odebrała ją rodzicom, bo "była smutna". - Dziecko przeżyło traumę - uważa polski konsulat w Oslo.

Krzysztof Rutkowski przeprowadził brawurową akcję razem ze swoja grupą uderzeniową i z rodzicami dziewczynki z 28/29 czerwca 2011 po północy. Całość we współpracy z polskim konsulatem w Oslo.
Uprowadzona dziewczynka zjechała po lince z okna
Nieoznakowanymi samochodami podjechali pod posesję rodziny zastępczej, gdzie umieszczono Nikolę. Sypialnia dziecka była na pierwszym piętrze. - Nikola miała telefon i była w stałym kontakcie z rodzicami. Była uprzedzona, że tej nocy dojdzie do uwolnienia jej z tego norweskiego więzienia. Czekała na podjazd rodziców i moich ludzi. Zsunęła się na lince z okna. Została przejęta i bezpiecznie dostarczona do Polski – relacjonuje portalowi Emito.net Krzysztof Rutkowski.
Rodzina zastępcza dopiero rano zorientowała się, że dziecka nie ma w pokoju. Norweska policja zaalarmowała wszystkie swoje służby, które poszukują Nikoli w całym kraju. Rodzice dziecka są szczęśliwi. – Bardzo dziękujemy wszystkim, którzy uwolnili nasze dziecko. Inaczej byśmy je stracili na zawsze – płacze ze wzruszenia matka dziecka.
Krzysztof Rutkowski przygotowywał się do tej akcji przez ostatnie 2 tygodnie. – To dziecko po prostu zostało uwięzione przez norweskie władze - mówił przed akcją. - Byłem w Oslo, w jej pustym pokoju w połowie czerwca. Jestem twardym facetem ale kiedy zobaczyłem jej zabawki i zdjęcia, po prostu mnie ruszyło. Powiedziałem sobie: "Dziecko, ja cię z tego koszmaru wyciągnę".
Ludzie Rutkowskiego liczyli się ogromnym ryzykiem. To była jedna z najtrudniejszych akcji. – Nie było żartów. Każdego z nas, kto uczestniczył w tej akcji mogli aresztować. Ale uznałem, że za dziecko do więzienia iść mogę. Za bandziorów siedzieć nie chcę, ale za to dziecko byłem gotowy – oświadczył Rutkowski.
Mogą zabrać dziecko i jego tożsamość
Foto: 9-letnia Nikola z detektywem RutkowskimNikola nie wróciła do domu ze szkoły 30 maja 2011 roku. Zrozpaczeni rodzice dowiedzieli się, że zabrali ją Gminni Rzecznicy Ochrony Praw Dziecka (Barnevernstjeneste). Uznali, że dziecko "było smutne i osowiałe" więc pewnie coś złego dzieje się w domu. – Jej babcia w Polsce leżała chora w szpitalu w Szczecinie. Dziecko naturalnie myślało więc wtedy o niej i się smuciło – alarmowała zrozpaczona matka dziewczynki.
Dziecko trafiło do norweskiej rodziny zastępczej. Jej rodzice nie mieli z nim kontaktu. Natomiast zgodnie z obowiązującymi w Norwegii przepisami za pobyt w tej przejściowej rodzinie muszą zapłacić po 1000 euro miesięcznie. – Barnevernstjeneste ma możliwość, by zmienić tożsamość Nikoli. Nigdy jej możemy już nie zobaczyć – płakała matka.
Konsulat i MSZ bezradne
Zrozpaczeni rodzice poprosili o pomoc konsulat. - 9 czerwca 2011. Wydział Konsularny Ambasady RP w Oslo został poinformowany o odebraniu dziecka rodzinie bez wiedzy rodziców. Według relacji rodziców, 9-letnia Nikola została zabrana ze szkoły – czytamy w oświadczeniu polskiego konsulatu w Oslo.
Po otrzymaniu zgłoszenia konsul Adrianna Warchoł podjęła próbę kontaktu z Barnevernstjeneste. - Niestety, urzędniczka prowadząca sprawę rodziny, nie życzyła sobie kontaktu z Wydziałem Konsularnym. Wg. relacji rodziców, stawiane im zarzuty nie są zgodne z prawdą. Rodzina jest w dramatycznej sytuacji, a dziecko poddane jest traumatycznym przeżyciom - napisał konsul.
Ministerstwo Spraw Zagranicznych wiedziało o dramacie dziewczynki. Oficjalnie przyznało jednak, że nie może pomóc ani dziecku, ani rodzinie. - W Norwegii ma zastosowanie prawo norweskie, niezależnie od obywatelstwa rodziców i dzieci. Wszyscy obywatele norwescy i cudzoziemcy przebywający na terytorium Norwegii podlegają w tym zakresie prawu norweskiemu na jednakowych zasadach – tłumaczy MSZ.
Działania konsula ograniczyły się do pomocy formalnej: przekazania rodzinie listy tłumaczy oraz kancelarii adwokackich, obsługujących obywateli polskich w Norwegii. Bo Barnevernstjeneste to instytucja wykonawcza, podejmująca działania doraźne "dla ochrony zagrożonego dobra dziecka". A ostateczne decyzje o odebraniu dziecka podejmują Sądy Rodzinne.
Wydział konsularny Ambasady RP w Oslo otrzymał w ciągu ostatniego roku kilkanaście sygnałów i zgłoszeń od mieszkających w Norwegii Polaków o ich problemach wynikłych z działań Barnevernstjeneste.
Krzykniesz - stracisz dziecko
Marek Pędzich, Kierownik Wydziału Konsularnego w Oslo tłumaczy, że w Norwegii definicja i zakres domniemanej "przemocy" wobec dziecka interpretowana jest bardzo szeroko. - Np. podniesienie głosu na dziecko może być tu zinterpretowane jako "przemoc psychiczna". To może być podstawą do odebrania dziecka rodzicom – tłumaczy.
Potwierdza to MSZ. - Należy mieć świadomość, że w Norwegii istnieją wzorce postępowania i zachowania w stosunkach pomiędzy rodzicami i dziećmi, często odmienne od panujących w innych krajach, innych kręgach kulturowych, religijnych, itd. – czytamy w oświadczeniu MSZ. - Istnieją przykłady zachowań tolerowanych, dopuszczalnych lub usprawiedliwianych gdzie indziej, które w Norwegii zwalczane są z całą stanowczością.
Specjaliści znający norweskie realia twierdzą, że w podobny sposób Barnevernstjeneste odbiera rocznie nawet 3 tysiące dzieci emigrantom z różnych krajów. – W tym kraju jest bardzo niski przyrost naturalny. Oni w ten sposób chcą uszczęśliwiać bezdzietne, norweskie rodziny – mówią.
(Wykorzystano materiały z portalu Emito.net)
Zobacz także
-
Budda, buddyzm, ateizm, demony, ćpanie, czyli coś tu nie gra z tym buddyzmem
Ilość wizyt: 776, ocena 4.6
Data utworzenia: 12.08.2011
-
KIDNAPING - ADOPCJA - Tysiące dzieci ukradzionych biednym rodzicom
Ilość wizyt: 1598, ocena 4.7
Data utworzenia: 27.05.2011
-
HOMOSEKSUALIZM - jako choroba czy zaburzenie które można leczyć!
Ilość wizyt: 2181, ocena 4.7
Data utworzenia: 28.05.2011
