Himavanti

Doktor Brunon - Zamachowiec - Narodowiec - Dominikanin - Antysemita

Doktor inżynier Brunon K.

Zamachowiec Narodowiec Dominikanin Katolik Antysemita 

Dnia 9 listopada 2012 roku ABW zatrzymało zamachowca - mieszkańca Krakowa, aktywistę dominikańskiego duszpasterstwa akademickiego "Beczka", który pracował na rolniczej uczelni wyższej. Z racji wykształcenia (doktor inżynier) oraz pełnionej na uczelni funkcji miał dostęp do materiałów wybuchowych. I właśnie z nich od kilku tygodni przygotowywał bombę. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego dnia 20 listopada 2012 ujawniła, że mężczyzna przygotowywał zamach na konstytucjonalne organy państwowe RP. A w skład tychże organów wchodzi Sejm, Senat, Rada Ministrów oraz Prezydent RP. 

Jak przyznaje ABW - sprawa jest poważna, przygotowania były zaawansowane, a celem ataku mógł być m.in. Sejm i prezydent. Rzecznik rządu III RP Paweł Graś przyznał, że premier wiedział o sprawie od kilkunastu dni. Komunikat dotyczący "osoby planującej zamach na konstytucyjne organy RP" pojawił się na stronie krakowskiej Prokuratury Apelacyjnej dnia 20 listopada 2012 rano. Jej rzecznik, prok. Piotr Kosmaty, poinformował że postępowanie przygotowawcze w tej sprawie zostało wszczęte 5 listopada 2012 roku i powierzone krakowskiej delegaturze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Śledztwo nadzoruje krakowska Prokuratura Apelacyjna. Około 45-letni doktor inżynier Brunon K. został zatrzymany 9 listopada 2012 roku pod zarzutem planowania zamachu na organy konstytucyjne RP. Przyznał sie tylko do organizowania szkoleń na temat materiałów wybuchowych i przeprowadzania próbnych detonacji. 

Zatrzymany 9 listopada 2012 roku w sprawie planowanego zamachu doktor inżynier Brunon Kwiecień przyznał się, że przeprowadzał próbne detonacje skonstruowanych przez siebie ładunków. Okazuje się, że od lat eksperymentował z wybuchami silnych i niebezpiecznych ładunków. Dziennikarze dotarli do wpisów niedoszłego zamachowca na Naszej Klasie sprzed 4 lat czyli z 2008 roku. Już wtedy bał się, że wpadnie za konstruowanie bomb przeznaczonych do zamachów antypaństwowych! Jako wykładowca wyższej uczelni doktor inżynier Brunon Kwiecień jest w swej istocie osobą publiczną, nie tylko dla środowiska akademickiego. Nie jest sprawą prywatną kto jest wykładowcą dla naszych dzieci i dla naszej młodzieży, a władze uczelni, w tym bezpośredni przełożeni zatrudniający prawicowego faszystę i zamachowca powinny się natychmiast podać do dymisji! 

Doktor inżynier Brunon K. dyskutował na portalu z jedną z internautek. Ta pytała się go o "kontrolowane wybuchy". Wtedy mężczyzna przyznał, że ma stare filmy z detonacji ładunków wybuchowych. Z wpisu wynika, że nie przeprowadza już takich prób z detonacjami. Pisał: "Prawdę mówiąc to jakoś mi to z głowy wywietrzało i jedyne co z tego pozostało to literatura fachowa i moje stare filmy". 

Dalej tłumaczy, że to na Politechnice Warszawskiej siedem lat temu, w 2005 roku doszkalał się w tej 'wybuchowej' tematyce. Kończył tam dodatkowe studia o materiałach wybuchowych i paliwach rakietowych. Doktor inżynier Brunon K. zapewnia swoją rozmówczynię, że przygotowywał bomby tylko na swój prywatny użytek. - "Dla mnie to zawsze było hobby a nie sposób na zarabianie pieniędzy" - pisze, dodając: "Oczywiście można byłoby robić bomby i sprzedawać je terrorystą lub gangsterą" (pisownia oryginalna). Ale ja aż tak głupi nie jestem. Przynajmniej tak mi się wydaje. 

Mężczyzna potwierdza jeszcze raz, że ma filmy z kontrolowanych wybuchów i - jak twierdzi - wiele osób namawiało go, żeby udostępnił je w internecie. "Jednak ja wolę tylko prywatnie pokazywać takie filmy a to z jednego prostego powodu. Nie wiem dokładnie po ilu latach tego rodzaju przestępstwo ulega przedawnieniu według ustawy w prawie karnym RP." - tłumaczył doktor inyżnier Brunon K. na portalu.

Od 11 listopada 2012 jest już w areszcie mężczyzna zatrzymany za przygotowywanie ataku terrorystycznego na Sejm i Prezydenta. Wiadomo, że ma 45 lat i jest mieszkańcem Krakowa, prawicowym katolikiem fanatykiem z nurtu narodowców czyli polskich faszystów. Jego żona jest biologiem. Jak dowiedzieli się dziennikarze, chciał umieścić bomby w samochodach i zdetonować je pod Sejmem. Prokuratorzy ustalili już, że planując zamach mężczyzna wzorował się na na Andersie Breiviku i amerykańskich zamachowcach, którzy w 1995 roku zabili ponad 168 osób w Oklahoma City likwidując tamtejsze FBI. 

Zatrzymany narodowy katolik związany z dominikanami to pracownik Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie czyli dawnej Akademii Rolniczej. Był zatrudniony na Wydziale Chemii i Fizyki, stąd miał dostęp do środków chemicznych, które miały mu posłużyć do konkstrukcji materiałów wybuchowych. Oficjalnie prokuratorzy mówią, że mężczyzna to typowy "antypaństwowiec", przekonany o spiskowych teoriach smoleńskich politycznej sekty PiS i Jarosława Kaczyńskiego, rzekomo niezwiązany z żadnym ugrupowaniem politycznym (z tych sejmowych). - Obecnie nie mamy podstaw, by wątpić w jego poczytalność. Podejrzany nie zgadza się na badania przez psychologów i psychiatrów - mówi jeden ze śledczych, pragnący zachować anonimowość.

Najprawdopodobniej Krakowianin, wychowany w wartościach chrześcijańskich Kościoła katolickiego i sekty dominikanów, chciał umieścić przygotowywane ładunki wybuchowe w samochodach lub jednym samochodzie. Tak wyglądały dwa zamachy, na których - według ustaleń śledczych - wzorował się aresztowany mężczyzna. Naśladował norweskiego terrorystę Andersa Breivika, którego katolicyzm prawicowy otwarcie podziwiał. Dnia 22 lipca 2011 roku Anders Breivik dokonał on dwóch zamachów: na uczestników obozu młodzieżówki norweskiej Partii Pracy, w którym zginęło 69 osób, a 33 zostało rannych oraz na siedzibę premiera Norwegii, w którym zginęło 8 osób. 950-kilogramowy ładunek podłożył w aucie, które zaparkował w pobliżu kancelarii szefa rządu. 

Do drugiego z zamachów, który naśladować chciał zatrzymany Polak-Katolik, doszło 19 kwietnia 1995 w Oklahoma City. Amerykanie Timothy McVeigh i Terry Nichols umieścili ładunek w ciężarówce pod budynkiem federalnym FBI. Od wybuchów zginęło ponad 168 osób a prawie 700 zostało rannych. - Mogę tylko potwierdzić, że zarzut dotyczy planowania usunięcia konstytucyjnych organów RP - potwierdził prokurator Piotr Kosmaty z Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie. Dodał, że śledztwo zostało wszczęte 5 listopada 2012. Zatrzymanemu mężczyźnie grozi od 3 miesięcy do 5 lat więzienia, bo przyznał się do werbowania chętnych do zamachu, ale za posiadanie ładunków wybuchowych już do lat 8. Za udział w planowanym zamachu grozi nawet dożywocie, ale planowanie zamachu trzeba narodowemu kato-faszyście udowodnić. 

Bomba podłożona w Sejmie, który akurat przeżywa oblężenie obradujących posłów byłaby tragiczna w skutkach - ucierpiałyby wszystkie organy konstytucjonalne państwa (Sejm, Senat, Rada Ministrów, Prezydent). Tak właśnie ABW definiuje cel zamachu - konstytucjonalne organy państwa. Mówi się, że głównym celem zamachowca był Sejm oraz prezydent Bronisław Komorowski, którego nie cierpią politycznie członkowie sekty dominikanów i podobnych organizacji antysemickich i faszystowskich. 

Już około południa 20 listopada 2012 pojawiły się pierwsze komentarze w związku z doniesieniami o zatrzymaniu mężczyzny, doktora inżyniera Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie, który planował zamach na najważniejsze osoby w państwie. W rozmowie z Radiową Jedynką ekspert ds. bezpieczeństwa Piotr Niemczyk powiedział, że "od paru lat osoby bezpośrednio zajmujące się taką problematyką biorą pod uwagę, że Polska prędzej czy później może stać się celem zamachu bombowego. Ekspert podkreślił, że już przygotowania do Euro 2012 toczyły się w cieniu planowanego zamachu bombowego. Jego zdaniem jednak, służby specjalne są przygotowane na taką sytuację. Jak powiedział, zatrzymanie podejrzanego o planowanie zamachu mężczyzny oznacza, iż wcześniej wykonano szereg innych czynności i zatrzymanie musiało być poprzedzone drobiazgowym śledztwem lub wiarygodnymi doniesieniami wobec zatrzymanego. 

ABW zdradziła na konferencji około 10 rano w dniu 20 listopada 2012 roku szczegóły planowanego zamachu na polskie władze. Celem ataku miał być Prezydent, Premier, Rada Ministrów i Sejm. W samochodzie pod budynkiem Sejmu niedoszły zamachowiec dominikański chciał podłożyć 4 tony materiałów wybuchowych. Zatrzymano też dwie inne osoby, podejrzane o pomoc w przygotowywaniu ataku. Z ujawnionych przez ABW informacji wynika, że mężczyzna od dłuższego czasu przygotowywał się do zamachu. Zgromadził prawdziwy arsenał: oprócz kilku rodzajów materiałów wybuchowych, w tym trotylu, znaleziono jeszcze m.in. zapalniki połączone z telefonem, detonatory, elektryczne zaplaniki samodziałowe. Funkcjonariusze znaleźli też  kilkanaście sztuk nielegalnie posiadanej broni i amunicji różnego kalibru. 45-latek zaopatrzył się również w stroje snajperskie maskujące. Wszystko kupował na targach i giełdach, nie tylko w Polsce. Materiały wybuchowe konstruował sam. - To specjalista w tej dziedzinie - zdradził prokurator. Niedoszły zamachowiec przeprowadził kilka próbnych detonacji. Prokuratura dysponuje nagraniami z wybuchów. Prawdopodobnie mężczyzna po wszystkim planował ucieczkę za granicę - miał przygotowane sfabrykowane polskie i zagraniczne tablice rejestracyjne. 

Śledczy ujawnili, że niedoszły zamachowiec nie działał sam. Miał "wchodzić w porozumienie z innymi osobami" i organizować grupę zbrojną złożoną z katolickich narodowców-faszystów. Zatrzymano już dwie osoby związane ze sprawą. Narazie mają tylko postawione zarzuty nielegalnego posiadania broni i środków wybuchowych. Wiadomo już, że ze sprawą związane są jeszcze cztery inne osoby. Prokuratura nie zdradza, dlaczego nie zostały jeszcze zatrzymane ani przesłuchane. Zatrzymany przygotowywał się do ataku terrorystycznego od dłuższego czasu. Prokuratura zdradza, że był on pod obserwacją od końca 2011 roku. Na targach i giełdach w Polsce i Belgii kupował materiały wybuchowe, zapalniki, detonatory i broń. Przeprowadził już kilka próbnych detonacji. Niedoszłego zamachowca miała inspirować jedna osoba, obywatel polski, nie związany z żadną sejmową partią polityczną, jednak należąca do jednej z półlegalnych bojówek nacjonalistyczno-faszystowskich typu Młodzież Wszechpolska czy Obóz Narodowo-Radykalny.

Zamachowców było kilku, nie jak początkowo podawano tylko jeden. Prokuratura wspomniała o 7 osobach zamieszanych w akcję i próbne wybuchy przeprowadzane w Małopolsce pod koniec 2011 roku. Niedoszli zamachowcy narodowo-katoliccy planowali wybuch bardzo długo - przeprowadzali próbne eksplozje, mieli różne materiały wybuchowe, zapalniki i inną broń. Wybuch miał nastąpić w listopadzie 2012 - w czasie gdy w Sejmie odbywała się debata budżetowa. Na sali posiedzeń byli wówczas również Bronisław Komorowski i Donald Tusk. Wybuch miał nastąpić w jednym miejscu - ładunek miał być ukryty w samochodzie zaparkowanym przy ul. Wiejskiej pod Sejmem. Prawicowo-katoliccy zamachowcy planowali wybuch o sile 4 ton trotylu! ABW twierdzi, że ładunek miał być ukryty samochodzie osobowym lub dostawczym - nie w ciężarówce. Wedle wyliczeń ładunek o sile 4 tony trotylu zmieściłby się w skrzyni o wymiarach 1,5 - 1,5 - 1,5 metra. Cała trójka głównych zamachowców została zatrzymana przez delegaturę ABW z Krakowa. Nie potwierdzono jednak, że wszyscy pochodzą ze skatoliczałej Małopolski. 

Jedna z wersji zamachu, którą brał pod uwagę doktor inżynier, wzorowy katolik prawicowy Brunon K. to samobójcza misja. Według ustaleń dziennikarzy śledczych  mężczyzna chciał dostać się samochodem jak najbliżej sali plenarnej Sejmu. Dlatego planował staranować bramki wjazdowe na teren Sejmu. Tam zdetonowałby ładunek wybuchowy. Śledczy nie chcą jeszcze potwierdzić czy inspiratorem zamachu był jeden z przywódców ideologicznych świeckiego ruchu dominikańskiego w Polsce czy też sam krakowski przeor dominikanów. Nie jest to pierwsza próba obalenia państwa siłą wychodząca z kręgów panoszącej się jeszcze, zawsze zbrodniczej i ludobójczej sekty dominikanów, znanej z wymordowania milionów ludzi w ramach inkwizycji. 

Doktor inżynier Brunon K. w latach 2002-2005 był bardzo aktywnym członkiem katolickiej szkoły inkwizycji i antysemityzmu w sekciarskim dominikańskim duszpasterstwie akademickim "Beczka" w Krakowie. Obecni pracownicy duszpasterstwa nie chcieli jednak wskazać nikogo, kto znałby 45-latka. Doktor uczestniczył w kuźni kadr dla III-ciego zakonu dominikańskiego zwanego żołnierzami dominikańskimi. Pewnie dobrze się wykształcił w prawicowej i ludobójczej działalności, gdyż kończył tam poziom studiów dla doktorów teologii dominikańskiej, jak wiadomo masowo ludobójczej, inkwizycyjnej i zawsze zbrodniczej. Jego znajomi z grupy formacyjnej wiszą jednak w dominikańskiej Beczce na Naszej Klasie, a jest tych niedoszłych zamachowców aż 75 osób oraz moderator i odpowiedzialny opiekun szkolenia uniwersyteckiego. 

Foto: Doktor inżynier Brunon K. - osoba publiczna - wykładowca zamachowiec 

Kogo hodują polskie uczelnie? Fanatyków prawicowo-katolickiej ekstremy? 

Doktor Brunon K. - zamachowiec

Studenci o Brunonie 

Według relacji studentów UR Brunon Kwiecień nie cieszył się sympatią. Na swoich zajęciach często opowiadał o polityce. Pasjonowały go również prawicowo-katolickie teorie spiskowe i tzw. choroba smoleńska. – Twierdził, że samobójstwa takie jak Andrzeja Leppera czy Remigiusza Musia, pilota Jaka-40, który lądował przed Tu-154 w Smoleńsku nie były przypadkowe, ale brały w nich udział osoby trzecie – opowiadają studenci. – Czasem nawiązywał do tematu polityki. Widać było, że dobrze się w tym czuje i zna się na polityce. Nie podobały mu się rządy Platformy Obywatelskiej – mówi Anna Nowicka (20 l.) studentka I roku Technologii Żywności Uniwersytetu Rolniczego. 

Przeciętny uczeń i zdolny chemik 

Podstawówka nr 143 na os. Kościuszkowskim w Krakowie, którą Brunon ukończył w 1982 roku, już nie istnieje. POnad 10 lat wcześniej, w 2002 roku przejęły ją siostry salezjanki ze skorumpowanej sekty salezjańskiej księdza Ryszarda Matkowskiego, który wyłudził pół miliarda złotych. Za to Zespół Szkół Chemicznych im. Marii Skłodowskiej-Curie ma się bardzo dobrze. W tegorocznym ogólnopolskim rankingu techników miesięcznika "Perspektywy" i "Rzeczpospolitej" zajmuje świetne 11-ste miejsce. Nauczyciele opowiadają, że nigdy tu nie było miejsca dla słabych uczniów. Brunon K. spędził w tym technikum pięć lat. Niedoszły zamachowiec Brunon K. w szkolnych latach na tle innych uczniów wyróżniał się wyjątkowymi zdolnościami chemicznymi. 

Lata 80-te XX wieku w "chemiku" pamięta tylko ówczesna nauczycielka, a dziś dyrektor szkoły Elżbieta Ramatowska. Wczoraj sięgnęła do arkusza ocen niedoszłego zamachowca, wciąż przechowywanego w szkolnych archiwach. - Był przeciętnym, niczym niewyróżniającym się uczniem. Oceny też miał przeciętne, za wyjątkiem przedmiotów zawodowych. Z pracowni chemicznej, analizy substancji czy zajęć z aparatury kontrolno-pomiarowej miał bardzo wysokie noty. Wyróżniały go na tle innych uczniów - informuje. 

Sama twierdzi, że Brunona K. w ogóle nie pamięta. Ani z twarzy, ani nawet z nazwiska. - Rano zaczęli wydzwaniać do mnie dziennikarze i to oni mi powiedzieli, że ten człowiek chodził do naszej szkoły. To był szok. Zaczęłam wertować stare kroniki w poszukiwaniu jakiejkolwiek informacji na jego temat. Nic nie znalazłam. Na pewno w trakcie pobytu w szkole nie miał żadnego wyskoku, bo ślad po tym by pozostał. Takie wyskoki z pewnością mieli inni uczniowie "chemika". Świadczy o tym choćby forum dyskusyjne szkoły w portalu nk.pl. "Czy ktoś pamięta próbę wysadzenia schodów na nieoddanej jeszcze do użytku nowej klatce schodowej? Zapraszam do wpisywania niebanalnych historii" - apeluje jeden z absolwentów.

Z wpisów na forum krakowskiego "chemika": "Jeden obyczaj w szkole bardzo efektowny i utrwalający więzi to pasowanie na chemika. Dowcipne w tym czasie było umieszczanie ładunków wybuchowych pod krzesłami naszych słynnych Pań i Panów profesorów. Eksplozje miały miejsce podczas uroczystego przedstawienia. Bardzo nas radował pisk i czysty strach w oczach, który pojawił się, jak podrzuciła się kolorowa spódnica na krześle. Fantazja podpowiedziała, żeby umieścić ładunki na lampach i w skrzyni do skoków. Wieczorek kończył się potańcówką na parkiecie wysmarowanym pastą... hmm... od której podrywało stopy na pół metra. Ciekawe, czy to nie zapoczątkowało pomysłu na miny przeciwpiechotne".

Brunon Kwiecień nie tylko przez szkołę przeszedł niezauważony. Na Politechnice Krakowskiej, gdzie studiował technologię chemiczną na dziennych studiach pięcioletnich, taże nikt go nie pamięta albo nie chce pamiętać. 

Zamachowiec w Naszej Klasie 

W 2008 roku założył konto w serwisie Nasza-klasa.pl (dziś nk.pl). Od tego czasu jego aktywność w sieci rosła. Pierwsze wpisy na nk.pl dotyczą wspomnień szkolnych. Dowiadujemy się więc, że zrzucał prezerwatywy wypełnione wodą "na biedną Malinowską", ale gdyby jego dziecko zrobiło coś podobnego, z pewnością by je ukarał. Któryś kolega z podstawówki przypomina sobie, jak Kwiecień rozwalił mu głowę kluczem od windy na lekcji. Jest też wspomnienie wybuchu rozbrajanego naboju. Tyle że to historie, jakie przytrafiają się wielu dzieciom. Nawet w Naszej Klasie działał jednak aktywnie w profilu Duszpaszterstwa Akademickiego prowadzonego przez dominikańskiego ideologa katofaszystowskiego jakim jest O. Marek Rojszyk OP. 

Kiedy doktor Brunon nawiązuje kontakt z koleżankami z klasy z liceum (był w niej ponoć jedynym chłopakiem), popisuje się przed nimi. Pisze np., że po znajomości dostał bilety do teatru, bo pomógł komuś w zaliczeniu kursu. Z upływem czasu coraz bardziej narzeka. Najpierw na poziom studentów. "Jeśli chodzi o poziom nauczania, to w porównaniu z tym, jaką my przeszliśmy szkołę, to wygląda blado. Wstyd się przyznać, ale poziom nauczania chemii studentów AR [Akademii Rolniczej, dziś to Uniwersytet Rolniczy] jest niższy niż w naszym technikum, bo inaczej oblalibyśmy za dużo studentów".

Charakteru jego postrzegania świata można domyślić się już wtedy, gdy komentuje polską edukację: "Podobno głupszym narodem łatwiej się rządzi. Może o to w tym wszystkim chodzi? Wniosek nasuwa się sam. Spadamy na psy". W ostatnich dwóch latach (przez ostatnie 10 miesięcy był śledzony przez ABW) wpisuje się na forach serwisów Sfora.pl, Demoty.pl, Wykop.pl i wielu innych. Unika jednak największych portali. Jego posty pojawiają się pod informacjami o zamachach na świecie, o energetyce jądrowej, o sytuacji na Bliskim Wschodzie. Jest też aktywny wszędzie tam, gdzie mówi się o wolności. Emocjonalnie komentuje protesty przeciw ACTA.

Doktor Kwiecień ma zawsze kategoryczną opinię. Pokpiwa z przeciwników energii atomowej: "Niestety, wielu niedouczonych ekologów największy problem widzi w odpadach promieniotwórczych. Maria Curie przerobiła takiej [radioaktywnej] rudy dwie tony i urodziła potem dwie zdrowe córki. Tak więc jestem jak najbardziej za energetyką jądrową w Polsce".
Z setek wpisów dowiadujemy się również, że:

- zamachy z 11 września 2001 roku to spisek finansjery, a nie Al-Kaidy (dowodem mają być filmy umieszczone w internecie), - PO przejmuje media, a "wolne od polityków" są jedynie "Nasz Dziennik", "Gazeta Polska", Radio Maryja, których ten katofaszysta jest zwolennikiem, - PO rozkrada Polskę, prywatyzując spółki skarbu państwa, - struktury unijne służą zniewoleniu i obciążaniu podatkami, - dodawanie fluoru do pasty do zębów prowadzi do otępienia ludzi.

Rok 2011 to apogeum otwartości doktora Brunona Kwietnia w internecie. Nie zamierza kryć poglądów politycznych, swój adres mailowy rozsyła na prawo i lewo. Emocjonuje się nadchodzącymi wyborami parlamentarnymi. W połowie czerwca 2011 przechwalał się: "Ja to już od dawna jeżdżę na Rudym jak na łysej kobyle i mnie z uczelni nie wywalili". Wprost pisze również o swojej awersji do Żydów, o swym antysemityzmie. "Niestety, Gross oskarża tylko Polaków za te zbrodnie. Prawda jest taka, że zbrodni dokonali Niemcy, a Polacy im pomagali. Oczywiście Gross i media twierdzą inaczej" - przekonuje. I atakuje: "W czym [Żydzi] są lepsi? Może w złodziejstwie czy lichwie. Wy się przecież do żadnej roboty pożytecznej nie braliście, tylko do handelku i lichwy". 

Doktor Brunon zamiszczał w internecie fachowe wpisy pod informacjami o krakowskim "rura-bomberze" zatrzymanym latem 2010 roku. Doktor Brunon miał szansę pokazać wtedy amatorom swoją wiedzę. "Można zrobić [bombę] z saletry amonowej i oleju opałowego, tak jak to zrobił gostek w Oklahoma City. Można też inaczej. Nasikaj do nocnika i dodaj nawet rozcieńczony kwas azotowy (V). Po jednym dniu będziesz mieć na dnie kryształki azotanu (V) mocznika". Dalej następuje opis procedury uzyskania materiału wybuchowego, którego szczegóły pomijamy. 

Doktor Brunon Kwiecień, dobrze znany w Krakowie, był wykładowcą na Uniwersytecie Rolniczym, a co za tym idzie jest osobą publiczną środowiska akademickiego. Informacja o przygotowaniach do zamachu rzekomo wstrząsnęła studentami, współpracownikami i sąsiadami niedoszłego zamachowca. Przynależność do dominikańskiego duszpasterstwa akademickiego jakoś nie dziwiła, chociaż z uwagi na chore poglądy sekty dominikanów powinna zainteresować nie tylko psychiatrów. Studenci doktora inżyniera Brunona podkreślają, że był on specyficznym wykładowcą bardziej politycznym niż chemicznym. Połowę zajęć poświęcał przemyśleniom politycznym i teoriom spiskowym w które wkręcał studentów agitując ich przy okazji do świeckiego ramienia tzw. żołnierzy dominikańskich. Wielu studentów miało problemy z zaliczeniem jego przedmiotów, gdyż nie byli zbyt prawicowi i nie czytali sekciarskiego "Naszego Dziennika" ani "Niedzieli". Z kolei, rektor Uniwersytetu Rolniczego, Włodzimierz Sady zaznacza, że na doktora Brunona K. nie było większych skarg, choć pracował na uczelni od 9 lat. Jego zdaniem był zwyczajnym pracownikiem, ale kto się poskarży na działacza katofaszystowskiej prawicy, która wszędzie jest faworyzowana zamiast być bezwzględnie likwidowana. 

Niedoszły zamachowiec doktor Brunon mieszkał z żoną biologiem i dwójką synów w jednym z bloków w Nowej Hucie na osiedlu Albertyńskim. Mieszkańcy twierdzą, że był normalnym sąsiadem, jednak podkreślają, że od dziecka interesowały go materiały wybuchowe, przez które stracił palce u rąk. Żona oraz synowie niedoszłego zamachowca po jego aresztowaniu przebywają u rodziny, poza Krakowem. Rzekomo to ona poinformowała służby o planach męża przy okazji przesłuchania przez ABW. Brunon K. próby eksplozji przeprowadzał kilkadziesiąt kilometrów od Krakowa - w miejscowości Przeginia-Duchowa. WYdawało się temu aktywiście dominikańskiemu, że podkładanie bomb to działalność duchowa. Takie są skutki dominikanizmu i prawicowego katofaszyzmu, chorej psychicznie wersji katolicyzmu, który najwyższy już czas zlikwidować raz na zawsze. 

Więzień pod specjalnym nadzorem 

Podejrzewany o przygotowanie zamachu na prezydenta, Sejm i rząd doktor inżynier Brunon K. przebywa w jednej z krakowskich jednostek penitencjarnych. Zakwalifikowano go jako aresztanta stwarzającego poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa społecznego. Oznacza to, że Kwiecień jest pod specjalnym nadzorem - jego cela jest monitorowana i dodatkowo zabezpieczona, a on sam - kontrolowany częściej niż inni więźniowie. Areszt przy ulicy Montelupich, gdzie także bada się i leczy psychiatrycznie tego rodzaju osadzonych w areszcie jest potencjalnie najlepszym miejscem dla tego typu aresztanta. 

Jego cela jest stale monitorowana, ma dodatkowe kraty przy oknie i w drzwiach. Wszystkie sprzęty są przytwierdzone na stałe, a więzień nie ma bezpośredniego dostępu do okna. Cela nie może znajdować się np. przy klatkach schodowych albo musi być wyposażona w czujniki wskazujące na to, że więzień narusza zabezpieczenia - powiedział kpt. Tomasz Wacławek, rzecznik prasowy krakowskiej służby więziennej. Wygląda na to, że aresztant siedzi w celi izolacyjnej dla wybitnie niebezpiecznych osadzonych oraz takich, którzy porządnie narozrabiali lub byli agresywni wobec klawiszy. Tylko w takich celach taborety przytwierdzone są na stałe do podłogi. Normalnym tokiem w takim karcerze siedzi się nie więcej niż 28 dni... 

Arsenał doktora Brunona Kwietnia 

Magazyny doktora Brunona to prawdziwy arsenał nienawiści! Aż trudno uwierzyć, że niedoszły zamachowiec był w stanie zgromadzić aż tyle niebezpiecznych materiałów i sprzętów. Lista jest naprawdę długa: tysiąc sztuk amunicji, detonatory, zapalniki, lonty. Oprócz tego 45-letni pracownik Uniwersytetu Rolniczego miał 4 tony materiałów wybuchowych. Tonę niebezpiecznych środków przetrzymywał na krakowskiej uczelni zwanej Uniwersytetem Rolniczym, gdzie współpracownicy podobnież niczego nie zauważyli albo solidarnie, jak to skrajnie fanatyczni faszyści katoliccy, kryją kolegę po fachu.

ABW na swojej stronie internetowej szczegółowo wylicza wszystko, co zabezpieczono w sprawie zamachu. Doktor inżynier Brunon K. gromadził materiały i sprzęty nie tylko w Krakowie. Wiadomo, że przeszukano też lokale w kilku innych miastach w Polsce, m.in. w Warszawie i Bydgoszczy. Wiemy też, że na działania ABW w dniach poprzedzających rozróby 11 listopada 2012 roku najbardziej skarżyli się aktywiści faszystowskich organizacji znanych jako Młodzież Wszechpolska i Obóz Narodowo-Radykalny, które są popierane przez kilkunastu posłów w Sejmie! 

Oto, co udało się zgromadzić niedoszłemu zamachowcowi:

- materiały wybuchowe m.in. heksogen, pentryt, trotyl, proch, dinitrotoulen nadchloran amonu – materiały mające być wykorzystane w planowanym ataku

- urządzenia i przedmioty, mogące być wykorzystane do konstrukcji ładunków wybuchowych (zapalniki własnej produkcji, w tym z telefonem komórkowym, zapalarki radiowe, piloty do zdalnego inicjowania wybuchu, lonty, przewody z główkami zapalczymi, detonatory, elektryczne zapalniki samodziałowe, heksogenowe detonatory pośrednie); 

- kilkanaście sztuk nielegalnie posiadanej broni palnej, ponad 1100 sztuk amunicji; 

- kamizelki kuloodporne wraz z dodatkowymi wkładami ceramicznymi, hełmy kevlarowe, snajperskie stroje maskujące (GHILLIE SUIT); 

- polskie (sfałszowane) i zagraniczne tablice rejestracyjne, instrukcje saperskie, minerskie, publikacje o tematyce pirotechnicznej.

Doktor inżynier katolik prawicowy i 45-latek kupował wszystko przez miesiące - głównie na targach i giełdach w Polsce i Belgii. Mężczyzna był obserwowany przez ABW od końca 2011 roku. Od września 2012 mężczyzna przeprowadzał próbne detonacje ładunków wybuchowych w różnych miejscach kraju m.in. w Przeginii (woj. małopolskie), głównie na otwartej przestrzeni i na akwenach wodnych. Zużył na to 250 kg materiałów wybuchowych. ABW pokazała na konferencji filmy z wybuchów.

Jest antypaństwowcem i nie należy do żadnej partii politycznej - tyle o poglądach niedoszłego zamachowcy katolickiego doktora Brunona K. mówi prokuratura. Miał mówić, że w Polsce rządzą "obcy, którzy nie są prawdziwymi Polakami". Zatrzymany mężczyzna mówił podczas prześłuchania, że jego motywacja nie wynikała z jego woli. Stwierdził, że działał pod siłą sugestii innych osób. Wedle śledczych 45-latek "pragnął, by po zamachu doszło do masowych wystąpień, do rewolty, która miała doprowadzić do zmiany obecnego systemu politycznego". Z jego zeznań wynika, że kierował się motywacjami narodowościowymi, ksenofobicznymi, antypaństwowymi i antysemickimi. Miał tłumaczyć śledczym, że sytuacja polityczna i gospodarcza w Polsce idą w złą stronę. Mówił, że wszystkie stanowiska w kraju sprawują osoby - jak się wyraził- obce, które "nie są prawdziwymi Polakami". Znamy tę demagogiczną ideologię faszystowskich narodowców z rozmaitych Młodzieży Wszechpolskich, Obozów Narodowo-Radykalnych i Narodowego Odrodzenia Polski. 

Dzienikarze śledczy dotarli też do wpisów doktora inżyniera Brunona K. na forach internetowych, gdzie wyrażał niechęć do obecnej władzy. Nie wymieniał wprawdzie nazwy żadnej partii, wielkimi literami pisał jednak za każdym razem zbitkę liter "PO". - "Czas najwyższy się organizować, bo od samego gadania, jeszcze nic nie zrobiono. Wszystkich ludzi, dla których wartość słowa "wolność" znaczy coś więcej niż dla POlityków zapraszam do kontaktu osobistego". 

W innym wpisie narzekał na restrykcyjne przepisy dotyczące posiadania broni, jakie obowiązują w Polsce. Sugerował, że "władza panicznie boi się boi Polaków, że w końcu się za nią zabiorą". - "To dobry sygnał, do tej POry POlitycy robili, co chcieli, teraz przynajmniej się boją. To i dobrze, kiedyś i na nich przyjdzie kolej" - pisał doktor inżynier Brunon K. Żalił się też, że nie może "prowadzić już wykładów dla studentów z różnych krakowskich uczelni z materiałów wybuchowych i inżynierii saperskiej". - "Niestety Rudy bandyta zakazał mi. To ustawa prawna (...) teraz grozi mi za to aż 5 lat! Nawet za komuny czegoś POdobnego nie było" - stwierdził na forum. To właśnie po informacjach o nieformalnych wykładach na temat materiałów wybuchowych m.in. w działaniach dywersyjnych, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zaczęła się intersować 45-latkiem z Krakowa. 

Janusz Palikot o zamachu polskiego Breivika

Janusz Palikot w rozmowie z telewizją skomentował doniesienia o zatrzymaniu mężczyzny, który planował zamach na najważniejsze osoby w państwie. - Po latach cynizmu politycznego wyhodowaliśmy atmosferę, w której część fanatyków rozumie, że wszystko można, że agresywne zachowania są możliwe - powiedział lider Ruchu Palikota. Zdaniem Janusza Palikota, "trudno się dziwić temu, co się stało". - Jest wykreowana moda na to, by przejść do historii przez straszne przestępstwo. Jak się bada przypadki, w których ten czy inny człowiek zrobił taką rzecz, mechanizm psychologiczny jest podobny. Jest to człowiek niedowartościowany, który nie sprawiał wrażenia, że może coś takiego zrobić - podkreślił polityk. - Jarosław Kaczyński z PiS wprowadził do polityki język agresji i nienawiści. Tusk i jego ekipa ma interes w tym, żeby nie ukarać Kaczyńskiego za brednie i teorie o zamachu (smoleńskim - red.). W tym momencie powstaje klimat, że taki pracownik naukowy, czy inny człowiek dochodzi do wniosku, że agresywne zachowania są w porządku - zaznaczył Janusz Palikot. 

Premier Donald Tusk o zamachu Brunona K. 

Szef rządu III RP został poinformowany o prowadzonej w sprawie zamachu akcji jeszcze zanim katolicki prawicowiec narodowy Brunon K. został zatrzymany. Potem dostał informacje o tym, że niedoszły zamachowiec jest już w rękach ABW. - Niech to będzie sygnał dla nas wszystkich w Polsce, żebyśmy byli mądrzy przed szkodą - tak Donald Tusk skomentował udaremnienia zamachu na najważniejsze osoby w państwie. Premier Tusk przyznał, że o prowadzonej przez ABW akcji wiedział od 30 października 2012 roku. Tusk pogratulował funkcjonariuszom ABW sukcesu i efektywnej pracy.

Premier Donald Tusk mówił na konferencji, że sprawa zagrożenia zamachem może być "dobrą nauką na przyszłość". - Niech to będzie sygnał dla nas wszystkich w Polsce, żebyśmy byli mądrzy przed szkodą - mówił, dodając: - Żebyśmy pozbyli się języka nienawiści, który mógł przyczynić się do tragedii... Gdy do debaty politycznej wkracza przemoc może dojść do nieszczęścia. Premier kilkakrotnie dziękował i gratulował ABW i prokuraturze udanej akcji. Pytany o datę ujawnienia sprawy ataku terrorystycznego zapewniał, że nie była z nim konsultowana. - Na całym świecie ujawnia się takie rzeczy, żeby były przestrogą na przyszłość - mówił szef rządu. 

Artur Dębski i posłowie o zamachu 

Poseł Artur Dębski z Ruchu Palikota w rozmowie z dziennikarzami skomentował dzisiejsze doniesienia dotyczące udaremnionego zamachu terrorystycznego na Sejm. - Bierność rządu wobec odradzającego się faszyzmu powoduje, że kiedyś taka tragedia zakończy się sukcesem - uważa Dębski. Jego zdaniem, osoby namawiające do przewrotu w Polsce powinny być traktowane jak przestępcy. - W innym przypadku ktoś zastrzeli premiera, prezydenta, ministra, to tylko kwestia czasu - uważa poseł.

- Budowanie szaleńczych wyobraźni może przynieść niebezpieczeństwo dla każdego - dodaje Jerzy Wenderlich z klubu SLD. Wicemarszałek zachwala profesjonalizm ABW. - Mamy fantastycznych prokuratorów i służby jak ABW, szkoda tylko, że w Polsce mamy taką mowę nienawiści - dodaje. Jerzy Wenderlich jako "lidera" tej mowy nienawiści, która może być inspiracją do planowanych ataków wskazuje na Tadeusza Rydzyka, redemptorystę i faszystę katolickiego z Torunia. 

- Trzeba się zastanowić, co z tym człowiekiem zrobić, żeby nie psuł Polski - powiedział. Zdaniem Jerzego Wenderlicha, przypadków planowanych ataków i zamachów może być więcej, bo opinia publiczna jest za bardzo skupiona na poszukiwaniu sensacji. W podobnym tonie wypowiada się nowy lider PSL Janusz Piechociński. - To bardzo poważny sygnał, trzeba się wystrzegać siania nienawiści - mówi prezes PSL. - To nienawiść odpowiada za szaleńcze plany, a choroba tego typu może dotknąć każdego z nas - dodaje Janusz Piechociński. 

Rektor UR w Krakowie 

Rektor Uniwersytetu Rolniczego przyznaje, że nie znał Brunona K., a o nim samym usłyszał dopiero we wtorek, 20 listopada 2012 roku. Podkreśla natomiast, że w robionej co cztery lata ankiecie oceniającej pracowników Brunon K. wypadał przeciętnie. - Był przeciętnym pracownikiem, który nie wyróżniał się ani pozytywnie, ani negatywnie. Ta ocena oczywiście dotyczy działalności dydaktycznej, naukowej i organizacyjnej - mówi prof. Sady. Zaznacza, że był "jednym z 1500 pracowników".  - Był przeciętnym pracownikiem, w żaden sposób się nie wyróżniał ani pozytywnie, ani negatywnie - mówi prof. Włodzimierz Sady, rektor Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie o Brunonie K., niedoszłym zamachowcu zatrzymanym przez ABW. Nieoficjalnie wiadomo, że Brunon K. był adiunktem w Katedrze Chemii na UR.

Kiepsko to jednak świadczy o rektorze, że nie kojarzy swoich doktorów, bo na 1500 pracowników uczelni, nie wszyscy są doktorami z dwoma fakultetami w tym jednym z materiałów wybuchowych. Rektor nie kryje zaskoczenia prowadzeniem zajęć z konstrukcji bomb. - Nic na ten temat nie wiem, jestem zdziwiony nawet tym, że tego typu wykłady prowadził. Śmiem przypuszczać, że nie prowadził ich na naszym uniwersytecie, bo niby w jakim charakterze. Program nauczania obejmuje coś innego - wyjaśnia rektor. Dodaje, że jako adiunkt najprawdopodobniej nie prowadził nawet wykładów, a tylko ćwiczenia. - Mógł tego typu wykłady mieć gdzieś poza uniwersytetem, w jakichś innych środowiskach. Zupełnie mi nic nie wiadomo na ten temat - mówi prof. Sady. 

Będzie reforma ABW 

Szef MSW poinformował, że do końca listopada 2012 zespół, przygotowujący kierunki zmian w sektorze służb specjalnych, przedstawi je premierowi z rekomendacją, by w grudniu opinię na temat zmian przedstawiło Kolegium ds. Służb Specjalnych. - Mam nadzieję jeszcze do połowy grudnia przedstawić je także publicznie. Chodzi o to, żeby jeszcze w tym roku zostały zarysowane główne reformy ABW - powiedział Jacek Cichocki. 

Informacja o zatrzymaniu doktora Brunona z Krakowa przygotowującego zamach w budynku Sejmu zostanie przedstawiona na jednej z sesji spotkania ministrów spraw wewnętrznych grupy G-6 w Londynie – powiedział szef MSW Jacek Cichocki. - Jest tam sygnalizowane ogromne zainteresowanie naszym przypadkiem i oczekiwanie, że to właśnie przedstawię – powiedział Jacek Cichocki w przeddzień spotkania szefów resortów spraw wewnętrznych i eSBeckich największych krajów UE oraz przedstawicieli USA. - Każdy z nas, ministrów spraw wewnętrznych, ma jak w złym śnie, że to może się wydarzyć także w jego kraju – dodał. Zaznaczył, że polskie służby także sygnalizują podobne przypadki w innych krajach. 

Pytany, czy po zatrzymaniu niedoszłego zamachowca wzmożono ochronę prezydenta, Jacek Cichocki odpowiedział, że BOR ma obowiązek „stale podejmować działania ochronne adekwatne do zagrożenia” i było w stałym kontakcie z ABW, a ochrona prezydenta i innych osób podczas manifestacji 11 listopada 2012 „była przygotowana dobrze i ponadstandardowo”. 

W ramach reformy ABW powinna zająć się internetowymi ideologami i zbrodniarzami prawicowymi, katofaszystowskimi, którzy są poplecznikami i apologetami doktora Brunona i jemu podobnych. Jednym z takich bydląt w internecie jest tzw. "Gajowy Marucha", bardzo łatwy do złapania i przesłuchania, gdyż powszechnie znany ze zbrodni antysemityzmu, ksenofobii i maryjnej spekulacji ideologicznej do produkcji unabomberów służącej. Portale katofaszystowskie takie jak "niezależna.pl" czy "nowyekran.pl" a także "Gazeta Polska", "Nasz Dziennik" powinny zostać zamknięte, a szczekanie i judzenie do zbrodni faszystowskich zakazane i surowo ukarane. 

Psycholog  społeczny o Brunonie 

Przy takim typie - introwertycznym, zamykającym się w sobie, mającym ograniczone kontakty społeczne - częste jest również rozbudowane, drobiazgowe planowanie, które ma prymat nad działaniem. Sam w sobie ten typ osobowości nie jest niczym złym. Dopiero kiedy nałoży się na niego jakiś kryzys, staje się groźny. To by tłumaczyło, że długo o planach zamachu pisał, ale ich nie realizował- powiedział dr Jerzy Rosiński, psycholog społeczny z Uniwersytetu Jagielońskiego. 

Ideologią podpierają się ci, którzy chcą mieć poczucie, że uczestniczą w czymś ważnym, szerszym. Chcą, by ich plany, działania ładniej wyglądały. To taka okładka książki. Ja jestem zwolennikiem szukania przyczyn podobnych zdarzeń w indywidualnych, jednostkowych doświadczeniach. Być może ten człowiek przeżywał jakiś kryzys połowy życia, kiedy wiele rzeczy się przewartościowuje? Może miał pretensje, poczucie żalu, które w taki właśnie sposób znalazły ujście. Mogło być też tak - co zapewne zbadają specjaliści - że mężczyzna był chory psychicznie. 

Depresje, psychozy afektywne w tym wieku przebiegają w dość łagodnej formie. Nie powodują rozpadu osobowości człowieka. Chory tworzy sobie równoległy świat, który z powodzeniem potrafi kontrolować. Doktor Brunon K. mógł ukrywać swoją chorobę przed rodziną, przełożonymi, tym bardziej jeśli jest to paranoja religijno-polityczna. Przy takim typie - introwertycznym, zamykającym się w sobie, mającym ograniczone kontakty społeczne - częste jest również rozbudowane, drobiazgowe planowanie, które ma prymat nad działaniem. Sam w sobie ten typ osobowości nie jest niczym złym. Dopiero kiedy nałoży się na niego jakiś kryzys, staje się groźny. To by tłumaczyło, że długo o planach zamachu pisał, ale ich nie realizował. Jest jeszcze jedna rzecz, z którą bywa różnie - przeświadczenie o tym, czy nasze życie zależy od nas. Być może ten człowiek stracił poczucie kontroli nad własnym życiem.  

Uczelnia chroni żonę Brunona K.?

Na Wydziale Farmaceutycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie pracuje żona Brunona K., atmosfera jest nerwowa. Dziennikarze "Gazety Krakowskiej", którzy chcieli porozmawiać z jej współpracownikami, przekonali się o tym na własnej skórze. Czego tu pani szuka, natychmiast proszę opuścić uczelnię - tak kierowniczka katedry Botaniki Farmaceutycznej zareagowała na pytania dziennikarzy. Bezzasadnie zagroziła również wezwaniem policji. - To teren eksterytorialny! Zaraz wezwę policję, aby panią wyprowadzili. Proszę wyjść, do widzenia - mówi, pokazując drzwi.

Sytuację stara się jednak łagodzić prof. Jan Krzek, dziekan wydziału, łagodzi sytuację. - My tej pani nie ukrywamy, proszę tak tego nie odbierać - tłumaczy. - Ona nie chce rozmawiać, zamknęła się w sobie. A mnie chodzi o człowieka - o to, żeby jej nie skrzywdzić, aby się nie załamała do końca. Prof. Krzek wyjaśnia, że skrajnie katolicka żona Brunona K. to osoba młoda, bardzo skromna, spokojna. - I czeka ją jeszcze wiele trudnych chwil. Małżeństwo to dwie dorosłe osoby. Nie może jedna odpowiadać za to, co robi druga. Jestem przekonany, że materiały wybuchowe nie pochodziły z naszej uczelni. Bardzo szczegółowo tych spraw pilnujemy - dodaje.

Jak dowiedział się nieoficjalnie Fakt, Brunon K. miał pytać swoją katolicką żonę Ingę Kwiecień o broń biologiczną, którą mógłby użyć do przeprowadzenia zamachu terrorystycznego. Najprawdopodobniej wtedy mniej radykalna od męża katoliczka Inga Kwiecień podjęła decyzję o poinformowaniu o dziwnym zachowaniu męża odpowiednich służb. Dlaczego pytał o to żonę? Bo jest ona naukowcem pracującym w wydziale farmacji Uniwersytetu Jagielońskiego. Posiadała więc wiedzę na temat substancji groźnych dla ludzkiego organizmu.

Gdyby jakiś typ broni wpadł w ręce tak fanatycznie skatoliczałego człowieka jak doktor inżynier Brunon K. kto wie jakby to się mogło skończyć? Broń biologiczna charakteryzuje się tym, że ładunkiem bojowym są w niej tak zwane patogenne mikroorganizmy. Czyli takie organizmy które mogą powodować choroby w ciele ofiar. Mogą to być na przykład: laseczki wąglika, pałeczki dżumy, pałeczki Salmonelli, wirusy ospy prawdziwej. Broń biologiczna jest tak niebezpieczna, że jej stosowania zakazuje wiele konwencji międzynarodowych.  

Wiele dziur w ochronie Sejmu 

Wokół parlamentu brak szczelnej zapory, która uniemożliwiłaby przedostanie się na jego teren samochodem - wskazuje b. wiceszef MSW Adam Rapacki. Marszałek Senatu Bogdan Borusewicz powiedział, że kilka lat temu bezskutecznie zwracał się o ogrodzenie parlamentu. Pragnący zachować anonimowość funkcjonariusz BOR powiedział, że "audyt z 2010 roku wykazał wiele dziur w ochronie Sejmu". Rapacki powiedział PAP, że kwestia zbudowania szczelnej zapory dookoła Sejmu - przykładowo w postaci murku, która uniemożliwiłaby przedostanie się na teren parlamentu samochodem - była kluczowym elementem raportu z 2010 roku dot. bezpieczeństwa Sejmu. Nie zostało to wzięte pod uwagę, bo politycy nie chcieli się na to zgodzić - powiedział. Jego zdaniem opór polityków wynikał z obawy przed oskarżeniami o odgradzanie się od społeczeństwa.

Na problem zwrócił także uwagę marszałek Senatu Bogdan Borusewicz. Jak PAP, kilka lat temu bezskutecznie zwracał się do marszałka Sejmu z pismem ws. ogrodzenia budynków parlamentu. Zdaniem Borusewicza niepokojące jest bowiem niewystarczające zabezpieczenie budynków parlamentu. Brakuje jakiegokolwiek ogrodzenia, zapory dla kogoś, kto chciałby w sposób niekontrolowany dostać się na teren Sejmu czy Senatu. To może powodować zagrożenie - ocenił marszałek Senatu.

Audyt bezpieczeństwa budynków Sejmu w pierwszej połowie 2010 r. opracował zespół, w którego skład wchodzili funkcjonariusze policji, BOR-u i ABW - wynika z informacji PAP. Był to pełny audyt z konkretnymi postulatami dotyczącymi poprawy bezpieczeństwa budynków parlamentu. Realizacja części z nich wymagała decyzji politycznej - powiedział Rapacki, ówczesny wiceminister spraw wewnętrznych i administracji. Według Rapackiego w audycie z 2010 roku zaznaczono też, że Sejm jest słabo zabezpieczony od strony ulicy, bo można podjechać samochodem niepodlegającym kontroli. 

W raporcie podkreśliliśmy, że wjazdu pod budynek Sejmu nie powinny chronić tylko szlabany i kolczatka, bo takie przeszkody można stosunkowo łatwo pokonać, możne je też ominąć i przejeżdżając przez znajdujące się obok krzaki dostać się pod Sejm - zaznaczył. W audycie - jak podkreśla Rapacki - wnioskowano też o umożliwienie kontroli pirotechnicznej samochodów, a także o ograniczenie dostępu na teren między budynkami parlamentu osób postronnych. Kręcą się tam ludzie niepodlegający żadnej kontroli - wyjaśnił. Podkreślaliśmy, że okna od strony ulicy nie były zabezpieczone i dało się przez nie wnieść lub wrzucić niebezpieczne materiały - dodał b. wiceminister.
Raport był dobrze znany szefom Kancelarii Sejmu Lechowi Czapli i Janowi Węgrzynowi. Kilka razy rozmawialiśmy na temat jego wdrażania - powiedział. Według Rapackiego wprowadzenie niektórych wniosków zawartych w audycie wymagało zmian legislacyjnych. Również pragnący zachować anonimowość funkcjonariusz BOR powiedział PAP, że audyt z 2010 roku wykazał wiele dziur w ochronie Sejmu. 

Negatywną opinię na temat stanu zabezpieczenia budynków parlamentu ma także płk Leszek Artemiuk, który ochraniał Sejm jako oficer Nadwiślańskich Jednostek Wojskowy MSW. W Sejmie pracowałem 25 lat, odpowiadałem za jego bezpieczeństwo pod względem bombowym. Przez ten czas zabiegaliśmy o to, żeby Sejm był właściwie zabezpieczony. Bo bramki wewnątrz niczemu nie służą. To nie jest ten środek prewencji, który może zabezpieczyć przed takim zamachem, jaki ten naukowiec planował - powiedział PAP płk Artemiuk.

Jak ocenił, zamachowiec po prostu wjechałby na teren Sejmu poprzez te liche barierki, które są na wjeździe lub przez teren, na którym nie ma ogrodzenia. Wszyscy posłowie wszystkich kadencji, również w minionym ustroju, wzbraniali się przed ogrodzeniem, jako przed odgradzaniem się władzy od ludu, społeczeństwa - podkreślił Artemiuk, obecnie prezes Stowarzyszenia Polskich Specjalistów Bombowych. Jego zdaniem brak odpowiedniego zabezpieczenia kompleksu budynków sejmowych stwarza możliwość zaistnienia zamachu terrorystycznego. W opinii Artemiuka tylko nieostrożność lub brak umiejętności niedoszłego zamachowca sprawiły, że został wykryty. Bardzo wątpię, żeby z tego wyciągnięto wnioski - obym się mylił - bo należałoby je wyciągnąć - ocenił. 

Kasata sekty dominikanów? 

W normalnym państwie całkowita i wieczysta kasata sekty dominikanów byłaby pewna, a likwidacja innych powiązanych prawicowych bojówek typu MW, NOP, ONR, Falanga i Nowa Prawicowa Korwina Mikke - natychmiastowa. Podobnie i likwidacja bojówkarskich radykalnych portali i tytułów prasowych robiących ze wszystkich niewygodnych osób żydów, pedałów i lewaków do odstarzału, jak "Nasz Dziennik", "Gazeta Polska", "Niedziela", "Radio Maryja", jacyś ideologiczni koledzy jak Wojciech Wybranowski z Poznania,  Cezary Gmyz z Warszawy czy chory psychicznie z nienawiści "Gajowy Marucha" i reszta paranoidalnej sekty smoleńskiej w ramach której Brunon rozpracowywał Sejm. Do takich działań cały czas nawołują Kaczyński, Macierewicz, i teraz jeszcze Zawisza. Przecież to oni, uformowani przez Radio Maryja, Opus Dei i dominikanów nie uznają demokratycznie wybranych władz, nawet nie podadzą ręki Prezydentowi, bo według nich nie jest przedstawicielem Polaków. Dlaczego przeciwko nim nie prowadzi się postępowania o podżeganie Brunona Kwietnia do dokonania zbrodni ludobójstwa? 

Czemu dziennikarze nie napiszą wyraźnie, że doktor Brunon K. brał czynny udział w Duszpasterstwie Akademickim "Beczka" sekty krakowskich dominikanów z ulicy Stolarskiej i to tam ukształtowano tę faszystowską narodowo - katolicko - antysemicką chorą czy zasilnie zaburzoną osobowość? 

Hannah Zdrojewska, Gdańsk 

Zobacz także


Reklama



Artykuły w tej kategorii